Opracowania przygotowane przez Sławomira Litkowca. 

Zamieszczane na naszej stronie Fb- https://www.facebook.com/Historia-Regionu-Tomasz%C3%B3w-Lubelski-Be%C5%82z-Rawa-Ruska-216532571884064/

Kontakt- slawomir.litkowiec@poczta.onet.pl 

Dobużek

Konie przed dworem w Dobużku gm. Łaszczów. Zdjęcie z książki Anny Wojdy ,,W blasku zachodzącego słońca. Bitwa pod Komarowem 1920 roku". Dwór wraz z parkiem znajduje się w północnej części miejscowości, przy trasie Łaszczów - Tyszowce. Pierwsza wzmianka o wsi Dobużek pochodzi z 1466 r. Natomiast pierwsza dokładna informacja o dworze, pochodzi z początku XIX w. Budowę dworu przypisuję się Anieli i Janowi Pawłowskim, którzy byli właścicielami dóbr od 1814 r. Wznieśli oni drewniany, otynkowany z zewnątrz i od wewnątrz budynek klasycystyczny. W 1844 r. ,,inwentarz wymienia dwór mieszkalny na podmurówce kryty gontem z 4 kominami. Wewnątrz znajdowało się 6 pokoi, sala jadalna, salon i sień z posadzką ceglaną. Obok dworu znajdowała się murowana, prostokątna w rzucie oficyna kryta gontem z dwoma pokojami i dwiema izbami czeladnymi, która pierwotnie mieściła pralnie i spiżarnię. Za oficyną były dwa chlewiki z chrustu. [...] Dalej stała murowana stajnia wraz z parterową wozownią". W roku 1881 obszar gruntów majątku Dobużek wynosił 725 ha. Z czego ziemi ornej 380 ha, łąk 215 ha, stawów i nieużytków 92 ha, oraz 38 ha lasu. Podczas I wojny światowej w 1915 r. wieś Dobużek i majątek zostały częściowo zdewastowane przez wycofujące się wojska rosyjskie. W tym czasie dobra Dobużek należały do sióstr Marii i Janiny Rakowskich, które oddały majątek w dzierżawę. Obie zamieszkały w Sandomierzu i tam zmarły. W 1921 r. uchwałą Okręgowego Urzędu Ziemskiego w Lublinie z dnia 19 stycznia, majątek ze względu na znaczne zniszczenia wojenne, zakwalifikowany został do wykupienia przez Skarb Państwa w celu całkowitej parcelacji. W wyniku silnych starań Edwarda Kołaczkowskiego, 22 kwietnia 1922 r., nabył on Dobużek za sumę 5344000 marek polskich. Po śmierci Edwarda Kołaczkowskiego w 1922 r. dobra przeszły na jego żonę Jadwigę z Marcinkowskich oraz ich czwórkę dzieci. Drogą umów rodzinnych, właścicielem całego majątku został jeden z synów Edwarda, Władysław Kołaczkowski. Władysław Kołaczkowski urodził się 26 maja 1893 r, w majątku Strzyżewice pod Lublinem, jako syn Edwarda i Jadwigi Kołaczkowskich. Studiował handel w Lipsku. W czasie I wojny światowej, służył w wojsku rosyjskim, następnie w Wojsku Polskim w stopniu porucznika. W latach 1919 - 1920 dowodził 1. baterią 3. Dywizjonu Artylerii Konnej. Brał udział w największej batalii kawaleryjskiej XX w., w bitwie pod Komarowem. Podczas wojny polsko - bolszewickiej po raz pierwszy zetknął się z Dobużkiem. W notatniku, który prowadził, pod datą 2 września 1920 r., wspominał : ,,Po zajęciu Łaszczowa dywizja (1 Dywizja Jazdy płk J. Rómmla) posuwa się w kierunku na Kmiczyn - ze wsi tej szwadronem 12 - go pułku ułanów, na szpakach, szarżą na opłotki, za którymi kryła się piechota bolszewicka, wypiera ją stamtąd. Szerokim wygonem poruszający się naprzód, zajmując tak zwany Mijczyk (mały lasek dzisiaj już wycięty) i las w Dobużku, w którym przypadło mi potem na stałe zamieszkać''. W 1922 r. Władysław Kołaczkowski wyszedł z wojska w randze majora z odznaczeniami : Krzyżem Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Zamieszkał w majątku Dobużek wraz z żoną Marią z Rzuchowskich (1897 - 1979), dochowując się pięciorga dzieci. W 1924 r. Kołaczkowski przystąpił do parcelacji gruntów uzasadniając to w następujący sposób : ,,Potrzebuję kapitału na podniesienie gospodarstwa w folwarku Dobużek zrujnowanym przez wojnę i wystawienie kilku jeszcze niezbędnych budynków, a także na zapłacenie podatku majątkowego zmuszony jestem część tego folwarku rozparcelować". W tym czasie majątek liczył 479 ha. Z czego ogrody zajmowały 0,5 ha, sady 8 ha, grunty orne 344 ha, łąki 111ha, las 4,5 ha, resztę stanowiły nieużytki. Obszar rozparcelowanych gruntów wynosił około 200 ha. W 1926 r. dworską rezydencję przebudowano. Od wschodu dobudowano przybudówkę. W 1929 r. Dobużek zaliczano do wiodących gospodarstw w okolicy. Liczył 368 ha, zatrudniał 14 osób stałej służby folwarcznej, 17 robotników dniówkowych i 36 robotników sezonowych. Władysław Kołaczkowski w swoim majątku powiększył uprawy sadownicze oraz założył chmielnik. Na zachód od dworu postawił murowany magazyn i drewnianą stajnię. W północnym ogrodzie warzywnym urządzono korty tenisowe. W 1932 r. mjr Kołaczkowski założył, znaną w całej przedwojennej Polsce, hodowlę koni arabskich. Hodowlę zaczął od dwóch klaczy - Dydony i Kasyldy zakupionych w Janowie Podlaskim. Na przełomie 1933 i 1934 r. stadnina powiększyła się o kolejne klacze m.in. Mokkę. Inne konie ze stadniny w Dobużku to : Magia, Imatra, Karabela, Karmen, Laguna, Kaszma, Panika i Mokdiara. Władysław Kołaczkowski należał do Towarzystwa Konia Arabskiego. Świetnie zapowiadającą się hodowlę koni arabskich, pokrzyżowała II wojna światowa. Rozwijała się jeszcze w pierwszych latach wojny. W niedzielę 24 września 1939 r. niespodziewanie w Dobużku pojawiły się oddziały wojsk sowieckich. Konie oszczędzono, dokonano natomiast rabunku wewnątrz dworu, skąd skradziono m.in. kolekcję szabel. W czasie II wojny światowej mjr Kołaczkowski działał w konspiracji wojskowej na terenie obwodu tomaszowskiego. Zginał 2 września 1942 r., dokładnie 22 lata, od pierwszego zetknięcia się z Dobużkiem, od kuli bandy ukraińskiej. Doczesne szczątki majora spoczęły na cmentarzu w Nabrożu. Żona Maria z dziećmi wyjechała do Lublina. W 1944 r. powierzchnia gospodarstwa wynosiła 360 ha, w tym 68 ha łąk i 7 ha parku - sadu. W dniu 16 października 1944 r. majątek przejęty został na rzecz Skarbu Państwa. Jednego z najcenniejszych ogierów krwi arabskiej o imieniu Lotnik wywieziono bezprawnie do USA. Po wojnie osiem klaczy z Dobużka, zasiliło socjalistyczną hodowlę, wśród nich była klacz o imieniu Mokdira. Konie od jednej z klaczy imieniem Kalina, jeszcze dzisiaj zadziwiają swoją wszechstronnością, wygrywają rajdy, championaty świata, wyścigi i są mistrzami Europy w skokach przez przeszkody. Do 1948 r. we dworze zamieszkiwali pozbawieni dachu nad głową mieszkańcy okolicznych wsi. W 1959 r. w budynku ulokowano szkołę podstawową, która funkcjonowała tutaj do ok. 2000 r. Na początku lat 70. XX w. przeprowadzono remont dworu. Dzisiaj dwór z pobliskim parkiem jest w rękach pewnego przedsiębiorcy z Łaszczowa. Źródła : A. Wojda ,, W blasku zachodzącego słońca. Bitwa pod Komarowem 1920 roku", K. Czarnota ,,Śladami dawnych stadnin i ich hodowców. Dobużek i Władysław Kołaczkowski", ,,Katalog Polskich zamków, pałaców i dworów", ,,Wiadomości Ziemiańskie nr. 59, jesień 2014", ,,Notka Historyczna'' - z notatnika mjr Władysława Kołaczkowskiego ...", ,,Dobużek - park dworski" E. Bończak - Kucharczyk.

Hubinek 

Jadąc z Tomaszowa w kierunku na Ulhówek, po lewej stronie szosy, na wprost ostatnich trzech, czterech gospodarstw. Na północ od tych gospodarstw w stronę kolonii Podlodów. Kurhany te są poniżej opisane jako nr 3 z lewej, nr 4 po prawej. Fotografie i treść Sławomir Litkowiec. Hubinek gm. Ulhówek. Kurhany kultury ceramiki sznurowej ( 2900 - 2200 r. p. Chr.), jedne z pięciu zlokalizowanych na obszarze miejscowości. Kurhany te zostały dokładnie zinwentaryzowane w latach 80 -tych, ubiegłego stulecia, przez pracowników Wojewódzkiego Ośrodka Archeologiczno - Konserwatorskiego w Zamościu. W trakcie wspomnianej inwentaryzacji, zarejestrowano 63 kurhanów, dzisiaj wiemy o około 80 obiektach, rozrzuconych między Majdanem Górnym a pograniczną wsią Oserdów gm. Ulhówek, na osi wschód - zachód. Wiadomo, że dalsze kurhany znajdują się już po drugiej stronie granicy, na terenie Sokalszczyzny. W III tysiącleciu przed Chrystusem ( 5 tys. lat temu), na ziemi tomaszowskiej występowała roślinność stepowa, będąca idealnym miejscem do prowadzenia gospodarki hodowlanej. Mieszkańcy budowali osady krótkotrwałe, nie było domostw użytkowanych przez pokolenia. W dogodnych miejscach zostawali dłużej, prowadzili jednak życie koczownicze. Ludność owa używała odciśniętego sznura jako motywu ozdabiającego garnki (stąd pochodzi archeologiczna nazwa ,,sznurowcy"). Ratownicze badania wykopaliskowe przeprowadzone przez Jolantę Bagińską (Muzeum w Tomaszowie) i Wiesława Komana (PSOZ Zamość), na kurhanach w Hubinku, na stanowiskach 3 i 4 przyniosły rewelacyjne rezultaty. Pod nasypami obu kurhanów, odkryto bowiem po kilka pochówków. Kurhan na stanowisku 3 zawierał trzy jamowe groby szkieletowe, gdzie zmarli złożeni zostali w pozycji skurczonej na prawym boku (mężczyźni), a wyposażenie grobowe stanowiły gliniane naczynia (7 różnej wielkości amfor i pucharków), narzędzia krzemienne ( siekierka, skrobacze, odłupki), oraz kościane paciorki. Kości czaszki osobnika pochowanego centralnie pod kurhanem, posiadały zielone zabarwienie, co wskazywałoby na to, że posiadał ozdoby wykonane z miedzi. Sugeruje to , że człowiek ten, mógł należeć do elity, miał wysoką rangę społeczną. Być może był to przywódca rodu, który zamieszkiwał te tereny. Nad grobem współplemieńcy usypali kopiec wysokości 4,5 mi średnicy 8 m, aby uczcić pamięć i oddać mu należne honory. Znacznie później w tym samym kurhanie, pochowano mężczyznę i dziecko również z darami. Nieopodal na stanowisku kurhanowym Hubinek 4, odkryto pochówek dwóch osób; ułożony na prawym boku mężczyzna i lewym kobieta, z podkurczonymi nogami i zgiętymi w łokciach rękami. Przy zmarłych odkryto dwie baniaste amfory i dwa pucharki. Ponadto znaleziono tu toporek kamienny i krzemienną siekierkę. W 1959 r. w nie odległej Krzewicy gm. Ulhówek, podczas badań ratowniczych ( na miejscu budowanej drogi), odkryto grób, w którym zmarły ułożony był na prawym boku, w pozycji niemal wyprostowanej, z lewą nogą lekko zgiętą w kolanie, głową skierowaną na wschód, wyposażony został w ozdobę z szabli dzika, szydło kościane oraz skrobacz i grociki sercowate, wykonane z krzemienia wołyńskiego. Na lewej stronie czaszki znaleziono resztki zausznicy miedzianej. Prace wykopaliskowe prowadzono również w Podlodowie, Łubczu, Werszczycy, Machnówku. Pojawienie się na naszych terenach pochówków kurhanowych, było zapożyczeniem sposobu chowania zmarłych, ze świata śródziemnomorskiego. Tam grobowce, choć w nieco innej formie i z innego materiału (kamień, cegła), były znane dużo wcześniej. W Egipcie, Anatoli, Mezopotamii, Asyrii i Babilonie, żyło znacznie więcej ludzi, cywilizacje te były dobrze zorganizowane, przez co ich budowle grobowe, do dzisiaj budzą zachwyt i podziw. Lokalizacja kurhanów ziemnych na Grzędzie Sokalskiej, miała zapewne głębszy sens dla ówczesnych ludzi, którego my dzisiaj nie rozumiemy. Na pewno ziemia ta, uświęcona pochówkami przodków, była traktowana przez tych ludzi, jako ,,ziemia święta''. Można sobie jedynie wyobrazić, jakie wrażenie 4 - 5 tysięcy lat temu, na tym stepowym terenie, wywoływał widok, dziesiątek ziemnych ,,piramid". Kurhany zawsze były ważne dla ludzi zamieszkujących nasz rejon - jeszcze w epoce brązu chowano zmarłych dookoła kurhanów ( Łubcze gm. Jarczów). Nasi dziadowie zaś opowiadali legendy o Tatarach, Kozakach, czy powstańczych mogiłach, pojawiały się historie, że są one kopcami granicznymi lub sygnalizacyjnymi. Badania archeologiczne, obaliły te mity. Oczywiście nie udało się poznać wszystkich tajemnic tego ludu, który ukształtował swoimi cmentarzyskami krajobraz Grzędy Sokalskiej. Może właśnie fakt, iż ciągle kryją tajemnice, dodaje tym obiektom atrakcyjności.

Dwie fotografie przesłane w komentarzu prze Pana Tomasza Piątkowskiego

Jarczów 

Jarczów. Austro - Węgierski, słup straży granicznej z przed I wojny światowej (dwie fotografie w komentarzu). Znajduje się na początku Jarczowa, od strony cmentarza, na skrzyżowaniu głównej ul. 3 Maja z ul. Polną. Słup z żeliwa, wykonany został w zakładach metalurgicznych w Cieszynie, o czym świadczy niemiecka nazwa Cieszyna - TESCHEN, wybita na lewej stronie słupa. Podobne zabytki znajdują się w miejscowościach Prehoryłe gm. Mircze i Zaklikowie, powiat stalowowolski. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r., na podstawach słupów w Jarczowie i Prehoryłach umocowano rzymskokatolickie krzyże, symbolizujące zwycięstwo Rzeczpospolitej. Pierwsze słupy graniczne na Lubelszczyźnie, stanęły w 1772 r. po pierwszym rozbiorze. W tym czasie powiat tomaszowski, znalazł się w granicach Austrii cesarzowej Marii Teresy.Tarcze z austriackiego słupa granicznego z 1772 r., można zobaczyć m.in w Muzeum Regionalnym w Tomaszowie Lubelskim. O ile początkowo, po 1815 r. granica rosyjsko - austriacka, z pewnymi niedogodnościami, pozwalała na przekraczanie jej przez ludzi i towary, o tyle z chwilą ograniczenia autonomii po powstaniu listopadowym i likwidacji w 1850 r. granicy celnej między Kongresówką, a resztą imperium rosyjskiego, następuje uszczelnienie kordonu. Już w 1823 r. wprowadzono zakaz osiedlania się Żydów w 3 - milowej strefie nadgranicznej. Na początku 1851 r. na granicy pojawia się rosyjska administracja celna. Ochroną granicy, po rosyjskiej stronie, na odcinku który przebiegał przez dzisiejszy powiat tomaszowski i hrubieszowski, zabezpieczała Zawichojska Brygada Straży Granicznej, a od 1890 r. 17 Tomaszowska Brygada Straży Granicznej. Obsada każdego posterunku, składała się z 2 - 4 jeźdźców i 4 - 6 strażników, którymi dowodził wachmistrz. Na odcinku 17 Tomaszowskiej BSG w 1898 r., było 57 posterunków i 16 oddziałów. Oddział w Żernikach, do którego należał m.in. posterunek w Rokitnie (obie miejscowości w gm. Czerkasy), miał swoją siedzibę w Szlatynie gm. Jarczów. Ponadto na omawianym ternie znajdowały się komory celne Tomaszów - Bełżec i Dołhobyczów - Uhrynów. W Galicji, rolę straży granicznej pełniła tzw. Straż Finansowa (C.K. Finanzwache).Wiosną 1868 r. do Kancelarii Dyplomatycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych przy Namiestniku Królestwa Polskiego wpłynęła informacja o fakcie zatrzymania na terenie Galicji dwóch dezerterów Prochora Ławrienowa i Stiepana Korsza - strażników granicznych z posterunku ,,Żyłka" z oddziału jarczowskiego. Kancelaria poinformowała gubernatora lubelskiego, a ten wiedzę o całym zajściu przekazał namiestnikowi Zawichojskiego Okręgu Celnego. Cesarski i Królewski Konsulat Generalny w Kongresówce podał informację, że obaj uciekinierzy przekazani zostaną w lipcu 1868 r. władzom rosyjskim, na przejściu granicznym w Bełżcu. Władze austriackie po przekazaniu zbiegów, żądały od władz rosyjskich zwrotu kosztów ich utrzymania, podczas ponad 3 miesięcznego pobytu w Galicji. 25 marca 1890 r. w trakcie pełnienia obowiązków, do dwóch strażników z oddziału dołhobyczowskiego 17 Tomaszowskiej BSG, z terytorium Galicji zbliżyły się dwie kobiety. Podczas rozmowy padła propozycja wspólnego spożycia alkoholu na cmentarzu, leżącym kilkadziesiąt metrów od granicy. Spotkanie towarzyskie skończyło się upiciem strażników oraz ich okradzeniem. Po wytrzeźwieniu pokrzywdzeni ruszyli w poszukiwaniu sprawczyń całego zajścia. Udali się do galicyjskiego Waręża, leżącego dwie wiorsty od granicy. Tam niespodziewanie zostali zatrzymani przez austriackich żandarmów i odstawieni do dyspozycji starosty powiatowego w Sokalu. 4 lutego 1905 r. na wokandzie galicyjskiego C.K. Sądu Powiatowego w Bełzie stanęła sprawa dwóch strażników z posterunku ,,Nowosiółki" z 17 Tomaszowskiej BSG. Zatrzymano ich na terytorium Galicji z pługiem, pilnikiem i kluczem. Sąd ich jednak uniewinnił, gdyż nie znaleziono właściciela wspomnianych przedmiotów, a zeznania świadków nie były w stanie dostarczyć nawet poszlak potwierdzających ich winę.

Jarczów. Macewa Żydowska w przykościelnym ogrodzeniu, wmurowana dzięki staraniu księdza proboszcza Jarosława Nowaka. Wcześniej nagrobek służył jako próg, przy wejściu do starej poczty w Jarczowie. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1487 r., kiedy to nosiła nazwę - Konwica. W 1750 r. współwłaścicielem a następnie właścicielem Jarczowa został Maurycy Józef Kurdwanowski, rotmistrz królewski i starosta baranowski. W 1755 r. otrzymał on zezwolenie królewskie Augusta III, na lokację miasta Jarczowa. Miasteczko miało handlowy charakter, o czym świadczy ówczesna struktura ludności, w której 93 %, stanowili Żydzi. Pierwsi Żydzi pojawili się w Jarczowie, prawdopodobnie w drugiej połowie XVIII w., kiedy osada otrzymała prawa miejskie. W tym samym czasie założono tutaj kirkut, nazywany przez ludność chrześcijańską ,,Okopiskiem". Położony jest w południowej części Jarczowa, na działce F. Kielara, przy ul. 3 Maja 31. Podczas II wojny światowej Niemcy zniszczyli cmentarz. Pozostaje nieczynny od 1943 r. Macewy posłużyły za materiał budowlany do utwardzania dróg. Na powierzchni 0,26 ha zachowały się fragmenty 2 nagrobków oraz wał ziemny, stanowiący dawne ogrodzenie cmentarza. Nekropolia ma kształt prostokąta, obecnie służy jako pole uprawne. Na początku XIX w., w Jarczowie dominowała ludność wyznań chrześcijańskich. W 1819 r. na 567 mieszkańców, 176 osób stanowili Żydzi (31%), w 1827 r. na 648 ogółu ludności, 213 to Żydzi (32,9%). W 1839 r. zmarł pochodzący z Jarczowa, cadyk Józef Grin, uczeń słynnego cadyka Jakuba Icchaka Horowica ,,Widzącego z Lublina". Cadyk Józef Grin spoczął na cmentarzu w Tomaszowie Lubelskim. Około połowy XIX w. zaobserwować można znaczny spadek ludności miasteczka, co w dużej mierze spowodowane było działaniami wojennymi i towarzyszącymi im epidemiami. W 1857 r. Jarczów liczył tylko 198 mieszkańców, w tym 185 Żydów (93%). W 1886 r. z 330 mieszkańców, 303 należało do społeczności Żydowskiej. Prawdopodobnie w pierwszej połowie XIX w. wzniesiono w Jarczowie drewnianą synagogę. Niestety nie jest znana dokładna data jej budowy. Najstarsze zachowane wzmianki dotyczące tego obiektu pochodzą z 1860 r. W drugiej połowie XIX w. wzniesiono okazałą murowaną synagogę. W Jarczowie była również rytualna łaźnia i rzeźnia. Okręg bożniczny Tomaszów i Jarczów w latach 1899 - 1914, obsługiwali rabini : w 1899 - 1903 - Boruch Dowgonos, w latach 1903 - 1914 - Aron Gersz Sitkowski. Na przełomie XIX i XX w., w pobliskich Chodywańcach, na trójkątnym polu przed dworem, wzniesiono bożnicę żydowską. Postawiono ją w miejscu dawnego ogrodu warzywnego. Budowa świątyni, związana była z osiedleniem się w tej miejscowości znacznej liczby Żydów, w tym z Jarczowa. W 1902 r. Jarczów odwiedził ceniony krajoznawca, badacz historii i dziennikarz, Leonard de Verdmon - Jacques (1861 - 1930), który swoje spostrzeżenia na temat osady zawarł w ,,Krótkiej monografii wszystkich miast, miasteczek i osad w Królestwie Polskim". ...Ludność 550, a w tej liczbie 390 Żydów (...) Osada brudna i błotnista". Pierwszy spis powszechny II RP w 1921 r., ukazał tutaj 956 mieszkańców, z czego 208 stanowili Żydzi (21%). Przez cały okres międzywojenny społeczność żydowska , oscylowała w granicach ok. 250 osób. Wraz z nastaniem okupacji niemieckiej, rozpoczął się dramat ludności żydowskiej. Marian Bury wspominał: ,,Któregoś okupacyjnego poranka obudziły mnie strzały. Wyszedłem z domu i pobiegłem ok. 200 m na południe, skąd widoczne były łąki i kupki schnącego torfu. Wyraźnie widziałem, jak od czasu do czasu jakiś człowiek przebiegał od jednej do drugiej kupki. Strzały padały często, a czasem padał też człowiek przebiegający między kupkami. Niemcy strzelali do Żydów jak do kaczek". 22 maja 1942 r. hitlerowcy wywieźli pozostałych jeszcze Żydów do obozu zagłady w Bełżcu. Budynek synagogi został zdewastowany przez Niemców w marcu 1942 r. Po wojnie pozostałości bożnicy rozebrano, a w jej miejscu wybudowano ośrodek zdrowia. Podobny los spotkał kirkut. Obecnie macewa z przykościelnego murku, stanowi najbardziej wyraźne upamiętnienie, społeczności żydowskiej Jarczowa. Macewa stanowi też pomnik i wzór, mądrego zagospodarowania, bardzo ważnego zabytku historycznego. Źródła : M. Kubiszyn ,,Śladami Żydów Lubelszczyzny", M. Bury ,,U źródeł i brzegów Szyszły, Relacja świadka historii", ,,Studia Żydowskie - Almanach", E. Bończyk - Kucharczyk - ,,Historyczne kompozycje ogrodowe i parkowe - Chodywańce", J. Janicka ,,Żydzi Zamojszczyzny 1864 - 1915". Więcej fotografii w komentarzu.

Jurów gm. Jarczów 

Krzyż w Jurowie gm. Jarczów. Zlokalizowany jest we wschodniej części, od strony Chodywaniec, na zakręcie drogi. Jurów, po raz pierwszy, wzmiankowany jest w źródłach w 1453 r. Znany jest w okolicy z wczesnośredniowiecznego gródka, położonego ok. 1 km na wschód od wsi. Według jednej z legend, podczas ,,Potopu szwedzkiego" w 1656 r. miał w nim przebywać król szwedzki Karol X Gustaw, przygotowujący się do wyprawy na Lwów. Pod koniec XIX w. Jurów jako przygraniczna wieś w Cesarstwie Rosyjskim, stał się miejscem rzekomego objawienia Maryjnego. W miejscowej studni, w 1891 r. ukazała się Matka Boża. O ,,fakcie" tym, powiadomił miejscowy pop prawosławny. Wiadomość o cudzie, szybko obiegła wiernych wszystkich obrządków chrześcijańskich, rzymskokatolików, grekokatolików i prawosławnych, po obu ówczesnych stronach granicy państwowej - Monarchii Austro Węgierskiej i Cesarstwa Rosyjskiego. Woda z którą związane było objawienie, to jeden z najważniejszych elementów niezbędnych do życia. Od zarania dziejów, ludzie obserwowali, że ten jeden z żywiołów, jest bezcenną cieczą, która daje i podtrzymuje życie. W wielu systemach religijnych, życie wyłania się z wody. Według mitologii Słowiańskiej, przed powstaniem świata, istniało tylko niebo i woda. Woda symbolizuje czystość i oczyszczenie, nie tylko fizyczne, ale i duchowe. Odzwierciedlenie to znajduje się w czynnościach liturgicznych tj. - podczas chrzty, poświęcenia mieszkań i przedmiotów. Ma ona udzielać łask, oczyszczać z grzechów, uzdrawiać chorych, bronić od wpływów szatana. Rodowód Lanego Poniedziałku, ma swoje źródło w pogańskim zwyczaju oddawania czci nadejściu wiosny i pożegnania zimy. Oblewanie wodą, symbolizowało oczyszczenie z nieczystości i chorób. Po ogłoszeniu objawienia w Jurowie, do tego miejsca rozpoczął się ruch pielgrzymkowy. Cała ta sytuacja, wywołała kłopot dla nieuznającego rzekomego cudu, Kościoła Katolickiego. Duchowni łacińscy w okolicznych kościołach, uświadamiali wiernych, że takie praktyki są nieodpowiednie. Przyniosło to skutek i akcja pielgrzymkowa wśród Polaków zmalała. Natomiast władze rosyjskie, wykorzystywały zaistniałą sytuację, do własnych celów politycznych i propagandowych. Donosił o tym, dziekan dekanatu bełskiego ks. Jan Prześlakiewicz, w piśmie z 30 VII 1891 r. do Konsystorza Metropolitalnego we Lwowie : ,, [...] ludność ruska wierząc mocno w cud, pielgrzymuje tam i na powrót przynosi druki rozmaite uwłaczające i religii katolickiej i państwu austriackiemu". W tym samym dokumencie ks. Prześlakiewicz poprosił Konsystorz Metropolitalny, by ten zwrócił się do austriackich władz państwowych o wstrzymanie ruchu na granicy i przedsięwziął działania zmierzające do ukrócenia, wrogiej rosyjskiej agitacji. Konsystorz przychylając się do pisma dziekana bełskiego, zwrócił się z notą, datowaną na 4 VIII 1891 r. do Prezydium Namiestnictwa we Lwowie z apelem o konkretne działania, ale nie wiadomo, czy i jakie dalsze kroki zostały podjęte, przez władze kościelne i państwowe w tym przedmiocie. Z lakonicznych przekazów wiadomo, że 1 km od Jurowa, w 1892 r. zbudowano kaplicę p.w. Matki Bożej z cudowną wodą. Kaplica ta, dzisiaj już niemal kompletnie zapomniana, nie zachowała się. Zniknęła z otoczenia i ze świadomości ludzkiej, wraz z prawosławnymi mieszkańcami wioski. Natomiast w życiu ks. Jana Prześlakiewicza, domniemany cud z Jurowa, nie był jedynym takim przypadkiem. Już późną jesienią 1891 r. ksiądz informował Konsystorz, że w dniu 19 października 1891 r. o godz. 18.00, na terenie dekanatu bełskiego, pojawił się na niebie od strony wschodniej, duży ,,jasny promienisty" krzyż. Widziany był w Bełzie, Głuchowie i Ostrowie. Zjawisko trwało dłuższy czas i dziekan zaświadczał, że była to rzeczywistość, a nie przewidzenie. Zaniepokojona ludność, widziała w tym zły znak, przypominając sobie identyczny krzyż na niebie sprzed 20 laty, po którym nastała epidemia cholery. Pomimo tego, że sprawa trafiła 7 listopada 1891 r. na posiedzenie konsystorza, odłożono ją ad acta. Źródła : G. Chajko ,,Kościół rzymskokatolicki w Bełzie 1867 - 1939"; A. Ławicka ,,Miejsca święte w wierzeniach ludowych"; J. Petera ,,Cudowne źródła", - Twórczość Ludowa ,,Kwartalnik stowarzyszenia twórców ludowych" R. XI Nr 2 (31) 1996.

Wczesnośredniowieczne grodzisko w Jurowie gm. Jarczów. Początki Jurowa sięgają wczesnego średniowiecza i związane są z istnieniem tu gródka położonego ok. 1 km na wschód od wsi, wśród bagnistych rozlewisk rzeki Szyszły, na wzniesieniu terenowym, wrzynającym się pomiędzy bagienną dolinę. Dziś jest tu łąka i pole uprawne, zachowały się niewielkie ślady fosy. Grodzisko nazywane ,,Horodyskiem" lub ,,Zamczyskiem", jest mocno zniszczone, rozorane i prawie nieczytelne dla przeciętnego turysty. O jego istnieniu w tym miejscu informuje tablica informacyjno - ostrzegawcza Państwowej Służby Ochrony Zabytków. Pierwsza wzmianka o Jurowie pochodzi z 1453 r. Lokalna legenda podaje, że grodzisko zostało zbudowane - ,,przez kniazia Jura, który z pobliskiego Bełza, często przyjeżdżał ". Gródek w Jurowie był niewielkich rozmiarów, otoczony fosą, prawie idealnie kolisty o zewnętrznych średnicach obwałowań na osi wschód - zachód 112 m i 110 m po osi północ - południe. Naturalne warunki obronne wzmocniono fosą od strony zachodniej, południowej oraz północnej. Głównym elementem obronnym grodu był wał o konstrukcji skrzyniowej. Podstawowym budulcem obwałowań były drewniane bale dębowe i sosnowe. W wyniku badań wykopaliskowych odnotowano dwie fazy zasiedlenia tego obiektu obronnego. Do starszej, datowanej na XII - XIII w. zaliczono : żarna obrotowe, przęślniki kamienne, żelazne groty do strzał, kłódki i skoble znalezione w budynku mieszkalno - gospodarczym, dostawionym do wałów obronnych. Do młodszej fazy użytkowania fortecy datowanej na XIV w. należała budowla słupowa, a w niej ulokowaną studnią, cembrowaną drążoną w kłodzie, a ponadto całe naczynia, w których znaleziono ziarna pszenicy, prosa i żyta. Odkrycia te pozwalają udokumentować zajęcia żyjących tu dawniej ludzi i określić wówczas panujący system gospodarczy. Bardzo bogatą grupę stanowią znaleziska zabytków żelaznych, m.in : 5 grotów od strzał, w tym bardzo rzadkie na naszych ziemiach z tuleją i lancetowatym liściem. Za wyjątkowe znalezisko należy uznać żelazny grot włóczni, wyorany przez rolnika w okolicach południowo - zachodniej części obiektu. Wyjątkowość wyraża się w jego dużych rozmiarach - długość 57 cm, szerokość liścia 6 cm i waga 1495 g. Zakwalifikowano go do pochodzenia ,,wschodniego" i uznano za rohatynę - broń myśliwską lub paradną piechoty, datowaną na XIV / XV wiek. W XVI w. istniał w Jurowie folwark o kwaterunkowym rozplanowaniu, który pozostawał w związku ze starym grodziskiem i powiązany był z nim drogą. Siedemnastowieczne i osiemnastowieczne dzieje Jurowa są mało znane. Według kolejnej ,,legendy" w fortalicjum Jurowskim w czasie ,,potopu" szwedzkiego, miał przebywać król szwedzki Karol X Gustaw, który przygotowywał się tutaj, do ataku na Lwów. Powodem wyboru Jurowa, miała być szalejąca zaraza w pobliskim Tomaszowie. Wiadomo, że pod koniec XVII w. ,,forteczka Jurowska", uległa zniszczeniu i już jej nie odbudowano. Niektórzy przytaczają rok 1672 i obwiniają o to tatarów. To mało prawdopodobne i nie potwierdzone źródłami. Najpewniej ,,zameczek" był zbyt kosztowny w utrzymaniu i nie remontowany popadł w ruinę. Po zniszczeniu tego reprezentacyjnego ośrodka funkcjonował nadal folwark, który przejął też część funkcji reprezentacyjnych. Z końca XIX w. pochodzi informacja o resztkach zamku na wzniesieniu, które zostało wtedy nazwane ,,Horodyskiem".Rycina pochodzi prawdopodobnie z Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego. Wykorzystano artykuł - Ewy Banasiewicz (Szykuły), 4. Sezon badań grodzisk w Jurowie, pow. Tomaszów Lubelski, woj. Lubelskie w "Archeolgia Polski Środkowo Wschodniej" tom.6, str. 165-170, Lublin 1999

Korczmin gm. Ulhówek.

Porzucone, tajemnicze, żydowskie tablice nagrobne - macewy. Na najlepiej zachowanej, z kilku (5 -6 ?) zniszczonych macew w Korczminie, widnieje wizerunek świecznika, który w tradycji żydowskiej oznacza, że pochowany pod nią człowiek, był osobą religijną i pobożną. Symbolika judaistyczna, odgrywała w tradycji żydowskiej wielką rolę, np. umieszczone na macewie winogrona, oznaczały płodność, wskazywało to, że pochowana tutaj kobieta, urodziła liczne potomstwo. Wykuta księga, oznaczała mądrość, zmarłego człowieka. W okresie międzywojennym, obszar obecnej gm. Ulhówek, nie stanowił administracyjnie, jednego organizmu. Miejscowości w ramach dzisiejszej gminy, wchodziły w skład dwóch województw, trzech powiatów i czterech gmin. Wioski były bardzo przeludnione, na podstawie spisu ludności z 1921 r. liczyły łącznie grubo, ponad 12 tys. mieszkańców, w 1939 r., wg. W. Kubijowicza, już 13 tys. Dla porównania, obecna gm. Ulhówek, liczy nieco ponad 5 tys. mieszkańców. Po przeważającej tutaj ludności ukraińskiej i polakach, Żydzi stanowili liczebnie trzecią siłę. W 1921 r. było ich tutaj ponad 600 osób, a w 1939 r. ich liczba, nieco spadła do ok 400 - 450. Korczmin w 1921 r. liczył 15 Żydów, w 1939 r. - 10 osób tej narodowości. Miejscowością o największej liczbie ludności żydowskiej, była Rzeczyca, która w 1921 r. na ponad 2000 tys., głównie ukraińskich mieszkańców, liczyła 186 Żydów, a w 1939 r. - 70. Ludność żydowska, zajmowała się rzemiosłem (szewcy, tkacze, karczmarze, młynarze), usługami, a przede wszystkim handlem, folwarcznymi i wiejskimi płodami rolnymi. Wbrew powszechnej opinii, większość ludności żydowskiej, stanowiła biedota. Osobną, najmniej liczną grupę, stanowili właściciele ziemscy, żydowskiego pochodzenia. I tak w okresie międzywojennym majątki w Budyninie, Oserdowie, Machnówku, Dyniskach, były w posiadaniu rodziny Reiss, Chaji i Nuchima Reissa, a potem Herscha Reissa, adwokata lwowskiego (łącznie ponad 1,5 tys. ha). Folwark w Dębinie, ok. 180 ha, należał do Dawida Metolda. W Rzeczycy 300 ha, należało do Juliusza Landau'a, a dalszych 391 ha do P. Munka. W dniu 24 maja 1936 r. spalono folwark w Rzeczycy. O udział w podpaleniu, posądzono Ukraińca z Ulhówka - Mikołaja Kucharczuka (1914 - 2002), późniejszego komendanta policji ukraińskiej w Kryłowie, Werbkowicach i Grabowcu. Po kilku miesiącach zwolniony z lwowskiego więzienia, z braku dowodów. W 1936 r. Anglicy zakupili fabrykę płatków ziemniaczanych w Magdalence i wydzierżawili ją Żydom. Wrodzona przedsiębiorczość, odmienność kulturowa, tajemnicze dla tradycji chrześcijańskiej - praktyki religijne, były i są nadal przyczynami uprzedzeń i antysemityzmu. Urodzony w pobliskim Uhnowie, dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii na teren Polski, Myrosław Onyszkewycz ps. ,,Orest"", kat Tarnoszyna i okolic, żonaty z Zofią Zwarycz z Dynisk, znany z nienawiści do Żydów i Polaków, przyszedł na świat dzięki miejscowej akuszerce - Żydówce Deworze (Dworze). Po aresztowaniu Onyszkewycza przez polski Urząd Bezpieczeństwa, w protokole przesłuchania z dnia 20 maja 1948 r., zeznawał : ,,(...) W październiku 1939 r. gdy poczęła się ustalać granica radziecko - niemiecka, ojciec mój zamienił się na gospodarstwa z obywatelem narodowości żydowskiej, nazwiska nie pamiętam i zamieszkaliśmy w Hubinku pow. Tomaszów Lub. po stronie niemieckiej w GG.(...)". Już pod koniec 1939 r. powstały liczne getta dla Żydów m.in. w Tomaszowie, Rawie Ruskiej, Bełzie, Hrubieszowie.Rozpoczęto eksterminację Żydów, głównie w Bełżcu i Treblince. Zamieszkująca tereny dzisiejszej gminy Ulhówek, ludność żydowska w zdecydowanej większości ewakuowała się za rzekę Sołokiję, wraz z ustępującą Armią Czerwoną, w październiku 1939 r. W późniejszym okresie, ludność polska i ukraińska, znalazła sobie dodatkowe źródło dochodów w nielegalnym ,,przeprowadzaniu" Żydów na teren ZSRR. W Tarnoszynie Niemcy zamordowali następujących Żydów: Lef Lejtkow, Lef Calda, Lef Bencio, Lef Ryfka, Lef Strulek, Ruth Mojżesz, Ruth Łajka, Ruth Gienia, Giertel Herszko, Giertel Cizia, Law Surka. Zdarzały się przypadki ukrywania przez polaków, żydowskich sąsiadów. W Tarnoszynie Franciszek Nowak ukrywał Hersze Lur, do 17/18 marca 1944 r., kiedy to zginął z rąk UPA. W lesie Tarnoszyńskim, ludność ukrywała w podziemnym schronie, rodzinę młynarza ze Szczepiatyna. Wykryci przez policję ukraińską, zginęli w kryjówce i spoczywają tam do dzisiaj, miejsce zostało zapomniane. W Dyniskach rodzina Sroków, ukrywała pięcioletnią, żydowską dziewczynkę z Poznania - Felicję Bryn (1936 - 2014), tuż pod nosem Niemców. Takich przypadków było dużo więcej, niestety pamięć o tych wydarzeniach zanikła. Na omawianym terenie, nie notowano nigdy bożnic, ani nekropolii żydowskich, co stawia macewy z Korczmina w tajemniczym świetle, nie oznacza to jednak, że skazane muszą być na zagładę, jak ich żyjący wcześniej właściciele. Okoliczne miasteczka i osady, zamieszkałe głównie przez społeczność Żydowską, tj, : Łaszczów, Jarczów, Chodywańce ( była tutaj bożnica), Lubycza Królewska, Uhnów, Bełz ( stolica galicyjskich Chasydów), - jako żydowskie ,,sztetl", posiadały takie obiekty (synagogi, cmentarze). Polska kultura, tak podziwiana na świecie, nie była by tak bogata, gdyby nie wpływały na nią inne kultury, również w dużym stopniu żydowska. Macewom z Korczmina, należy się szacunek, jak wszystkim zmarłym, którzy żyli na tych ziemiach, bez względu na narodowość i godne ich upamiętnienie, aby mogły świadczyć o bogatej wielokulturowości tych ziem.

 

Źródła : S. Żmudzki ,, Ulhówek, dzieje miejscowości...", Dzieje miejscowości gminy Ulhówek powiat Tomaszowski"., ,,Protokół przesłuchania Myrosława Onyszkewycza'', B. Mielniczek ,,Tomaszowskie morze krwi".

Lubycza Królewska.

Dom Ignacego Weissa lekarza, pochodzenia żydowskiego. Budynek znajduje się przy ulicy Króla Jana III Sobieskiego, w centrum miasteczka. W odrestaurowanych wnętrzach znalazły miejsce : Biblioteka, Informacja Turystyczna i szkoła Muzyczna. W latach międzywojennych budynek znajdował się na południowym skraju Lubyczy, od strony Rawy Ruskiej. Na parterze domu znajdowały się trzy pokoje, kuchnia, gabinet lekarski, poczekalnia dla pacjentów i łazienka. Na górze był pokój i kuchnia. Wokół mieszkania było małe gospodarstwo z kurnikiem i ogrodem. Przed domem klomb i weranda. Ignacy Weiss z pochodzenia Żyd, urodził się 15 kwietnia 1893 r. we Lwowie, jako syn znanego Lwowskiego profesora. Studiował medycynę w Wiedniu. Był lekarzem ginekologiem - położnikiem. Początkowo praktykował we Lwowie, gdzie posiadał własne mieszkanie. W 1922 r. przeniósł się do Lubyczy Królewskiej. Poślubił córkę księdza greckokatolickiego, o. Antina Juliana Fołysa, Iwanne Fołys. Zgodę na ślub wyraził ówczesny metropolita lwowski Andrzej Szeptycki. (Wnuk Ignacego i Iwanny Weiss, Orest Jurijczuk, stwierdził że ślub jego dziadków odbył się dopiero w 1941 r. w miejscowości Wielkopole). 5 czerwca 1928 r. w Lubyczy, przyszła na świat córka Weissów, Irena. W 1939 r. Ignacego Weissa zmobilizowano w stopniu kapitana do Wojska Polskiego, jako lekarza wojskowego. Po kampanii wrześniowej wrócił ranny. W 1941 r. został aresztowany przez Niemców. Dalsze jego losy nie są znane. Iwanna Weiss zmarła w Kołomyji na Ukrainie w 1983 r. W Kołomyji mieszka ich córka Irena i jej dwójka dzieci : Oksana i Orest. W prywatnych zbiorach wnuka Ignacego Weissa, znajduje się jego torba z przyrządami lekarskimi. Przed wojną w Lubyczy był jeszcze jeden lekarz o nazwisku Hura, z pochodzenia Ukrainiec. W tamtym czasie Lubycza, to typowy żydowski sztetl. Szacunkowo ponad 90% mieszkańców stanowili Żydzi. Większość z nich zajmowała się handlem i rzemiosłem. Pierwsze informacje o ludności żydowskiej w miasteczku, pochodzą z XVIII w. W lustracji z 1752 r., wymienionych jest kilkunastu Żydów będących właścicielami szynków i domów zajezdnych w rynku, posiadających winnice i kotły piwne. W 1880 r. z pośród 654 mieszkańców, 543 osoby to Żydzi. W 1900 r., na 938 mieszkańców, 821 należało do społeczności żydowskiej, w 1921 r. mieszkało w Lubyczy Królewskiej 710 osób, w tym 649 Żydów. W miejscowości istniała żydowska gmina wyznaniowa, murowana synagoga, mykwa i rozległy cmentarz żydowski. W 1840 r. powstała fabryka fajansu i wyrobów kamionkowych. Istniała do pożaru w 1911 r. W okresie międzywojennym funkcjonowała w Lubyczy m.in fabryka konserw, zapałek, oraz fabryka wyrobów betonowych. W latach 30. XX w., swoje zajęcia wykonywali m.in : blacharz - Rauch, fryzjer - Giskiper, krawiec - Schpritzer, mleczrz - Freind, murarz - Blaumenfeld, stolarz - Feder, szewc - Ober, zegarmistrz - Listiger, piekarz - Eliasz Gottlib, urodzony w 1886 r. W 1957 r., syn Eliasza, Josefow Gottlib, zwrócił się do Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej, z prośbą o udzielenie mu informacji o losie swojego ojca. W odpowiedzi wskazano mu obóz zagłady w Bełżcu, jako miejsce śmierci Eliasza Gottliba. Sprzedażą różnych towarów zajmowali się m.in. Braun, Dinter, Kalchman, Mantner, Sieger, Silber, Straus i Weber. W miejscu w którym obecnie znajduje się budynek internatu, byłego Zespołu Szkół nr. 6, mieścił się pałac Marcina Horowitza, również z pochodzenia Żyda. W czasie gdy Lubycza zajęta została przez wojska sowiecki (1939 - 1941), właściciela pałacu wywieziono na Syberię. Antoni Targosz, który był stajennym u Horowitza, otrzymał od niego list, w którym Horowitz prosi swojego byłego stajennego o wysłanie mu obierek z ziemniaków. Nie chciał całych ziemniaków, bo by mu je zabrano. Jedną z pierwszych ofiar ,,Sonderkommando Bełżec der Waffen - SS", niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Bełżcu, stanowili Żydzi lubyccy, złapani i zmuszeni do prac konstrukcyjnych obiektów obozowych. Ostateczna zagłada lubyckich Żydów, nastąpiła prawdopodobnie do końca 1942 r. Do tego roku funkcjonował cmentarz żydowski w Lubyczy. Przeżyli nieliczni. Dzisiaj po tej społeczności, która nadała charakter temu pięknemu miasteczku i nie pozwoliła, aby Lubycza Królewska stała się zwykłą wioską, jakich wiele w okolicy, pozostało niewiele. Obecnie największym zabytkiem po Żydowskich mieszkańcach, jest ocalały dom lekarza Weissa, fragment murów dawnych zakładów przemysłowych i dwie kamienne macewy : Pinchasa syna Mosze, zm. 16. 06. 1851 r. i fragment macewy syna lub córki Szmuela z ok. pierwszej połowy XIX w. Wydaję się jednak, że tak dumne i bogate w swoją historię miasteczko, jakim jest Lubycza Królewska, powinna w swojej przestrzeni publicznej znaleźć miejsce, na przynajmniej symboliczne upamiętnienie społeczności, która to współtworzyła, a przez XIX i początek XX w., niemal samodzielnie tworzyła, historię, pomyślność ekonomiczną i rozwój miejscowości. Myślę, że lokalne władze samorządowe i dzisiejsi mieszkańcy Lubyczy, są do takiego, choćby skromnego upamiętnienia ,,zobowiązani". Wszak plac pod budowę kościoła w Lubyczy Królewskiej, ofiarował Żyd, Maksymilian Parnas. Źródła : ,,Ziemia Lubycka, geografia, historia, język, kultura" pod redakcją Mariusza Kopra, Artykuł z Tygodnika Tomaszowskiego ,,Lubycza Królewska 1939" - Mariusz Koper.

Łaszczów.

Pomnik upamiętniający 75 Polaków zamordowanych w Boże Narodzenie 1942 r. Na pierwszym planie tablica w ,,Hołdzie oficerom i żołnierzom Wojska Polskiego, Policji i Korpusu Ochrony Pogranicza zamordowanych w Katyniu, Twerze i Charkowie". Miejsce pamięci znajduje się w zachodniej części Łaszczowa, przy ulicy Tomaszowskiej. 23 grudnia ok. godz. 23, czwórka podchmielonych żandarmów niemieckich napotkała kilku cywilów, ci zaś na wezwanie zatrzymania się, odpowiedzieli strzałami. W wyniku strzelaniny zginęło dwóch żandarmów. Polskie podziemie ustaliło, że Niemców zabiła ,,dzika paczka", która wybrała się do Łaszczowa, celem obrabowania spółdzielni spożywców. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia mieszczanie i okoliczni mieszkańcy tłumnie pośpieszyli do kościoła. Żandarmeria Niemiecka w odwecie za śmierć kolegów, obstawiła miasteczko i drogi dojazdowe, a następnie chodząc od domu do domu, zabierała mieszkańców. Wyprowadzono też wiernych z nabożeństwa, na miejsce zbiórki pod kościół. ,,Pędzeni szosą w kierunku Tomaszowa, gdy zbliżyli się pod lasek zwany ,,Sosenkami", zostali sfotografowani. Działo się to na maleńkiej polance - łączce na której kazano ofiarom lec twarzą do ziemi, z podłożonymi rękoma pod głowami. (...) Z kolei żandarmi ustawiwszy kilka karabinów maszynowych od strony nóg leżących, zeszli się, by ciągnąć losy, komu z nich przypadnie wykonanie egzekucji. Obstąpiwszy kolegę trzymającego garść zapałek w zamkniętym kułaku, żartowali rubasznie, dopóki jeden z nich nie wyciągnął złamanej zapałki. Wnet zagrała śmiercionośna maszynka". Ze skazanych na śmierć, wśród których było 4 Ukraińców, ocalał tylko jeden : Bukowski Józef, kowal z Domaniża, ranny w głowę i rękę. Tydzień po zbrodni, można było przeczytać w ,,gadzinowej gazecie", że władze bezpieczeństwa zlikwidowali stu bandytów w pobliżu Łaszczowa. Represje nie objęły tylko Łaszczowa, ale również okoliczne wioski. Liczba ofiar 25 grudnia 1942 r. sięgnęła 136 osób. W samych Grodysławicach, rozstrzelano 9 osób w tym 1 kobietę. Świadkiem zbrodniczej egzekucji w Łaszczowie, był człowiek niezwykły, dzisiaj rozpoznawany w świecie sztuki w Polsce i zagranicą. Tym człowiekiem był wówczas 45 - letni Edmund Monsiel. Na jego oczach zginął szwagier Edmunda, Józef Wyrostkiewicz. Edmund Monsiel urodził się 12 listopada 1897 r. w Wożuczynie, w rodzinie stolarzy. Był piątym z dziewięciorga dzieci Karoliny z Dutkowskich, urodzonej w Wożuczynie i Mikołaja Monsiela urodzonego w Oszczowie. Według jednej z legend rodzinnych, ich przodkiem był francuski żołnierz, który po klęsce napoleońskiej armii w Rosji w 1812 r., przywędrował w okolice Łaszczowa, Tyszowiec. Był ciężko ranny. W jednym z domów znalazł ratunek i żonę, praprababkę Edmunda. Ów żołnierz miał się nazywać Moonssiol i był zdolnym stolarzem. Edmund dorastał w Wożuczynie, gdzie ukończył cztery klasy szkoły podstawowej. Następnie trafił na wychowanie do organisty z Dzierążni, Władysława Chmielewskiego. Z Dzierążni wyjechał do Chełma i uczęszczał do Seminarium Nauczycielskiego. Po trzech latach z nieznanych powodów przerwał naukę. W Chełmie powstały jego w pełni dojrzałe rysunki. W 1923 r. zamieszkał z rodzicami w Łaszczowie, przy ul. 3 Maja 11. Monsielowie prowadzili tam maleńki sklepik konfekcyjno - galanteryjny. W 1943 r. zamieszkał w Wożuczynie Cukrowni. Podjął pracę jako wagowy, sezonowy inspektor buraczany i pracownik magazynu. Stale rysował. Zmarł nagle 8 kwietnia 1962 r. w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim. Pochowany został na cmentarzu w Wożuczynie. Po jego śmierci rodzina odkryła ponad 500 rysunków. Świat dowiedział się o rysunkach Monsiela, dzięki jego krewnemu, studentowi Wrocławskiemu Edwardowi Żakowi, który napisał o rysunkach do ,,Przekroju". Po kilku miesiącach, od jego śmierci, rysunki okazały się sensacją na skalę światową. Najstarszy rysunek datowany jest na 1920 r. Najwięcej prac powstało w latach 1943 - 1962. Rysował ołówkiem, rzadziej kredką, na skrawkach papieru, tekturze, dokumentach z cukrowni, okładkach książek. Rysunki sprzed wojny, z czasów okupacji i lat powojennych, mają ten sam charakter i styl : wszechobecny motyw głów, w większości z wąsami, wśród nich elementy ikonograficzne, wersety umoralniające poświęcone Bogu i życiu zgodnie z przykazaniami. Raczej niesłusznie na podstawie analizy jego rysunków, lekarze psychiatrzy orzekli, że Monsiel cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Edmund nie zaczął rysować pod wpływem traumatycznych wydarzeń z wojny. Reagował na to co działo się w kraju i na świecie, następnie przenosił to w swoim stylu na papier. Był osobą głęboko religijną i mocno skrytą. Do dzisiaj przez wielu mieszkańców Wożuczyna, uważany jest za ,,dziwaka". Edmund Monsiel znany jest na całym świecie. Kolekcje jego prac posiadają galerie we Francji, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Izraelu, USA. W Polsce znajduje się ok. 60 rysunków, m.in. w Muzeum im. J. Petera w Tomaszowie Lubelskim. Źródła : Ewelina Vonau ,,Zapiski wspomnień "(rocznik Lubelski 37), J. Peter ,,Tomaszowskie za Okupacji", ,,Boże Narodzenie 1942 Łaszczów - PWK Koło Tomaszów Lubelski", Barbara Typek ,,Edmund Monsiel - niezwykły artysta ze zwykłego Wożuczyna", Bogdan Nowak ,,Wizjoner na strychu".

Małoniż gm. Łaszczów. Krzyż z drzewa akacjowego, postawiony w 2007 r., jako upamiętnienie 610 rocznicy powstania w Małoniżu parafii rzymskokatolickiej. W dolnej części wyryto daty: ,,1397 - 2007". Miejsce na którym ustawiono krzyż, nazywane jest przez miejscowych Mogiłkami, ponieważ tutaj, według tradycji miał się znajdować przykościelny cmentarz. Natomiast sam kościół, usytuowany był nieopodal na wzgórzu. Obecnie po świątyni nie pozostał żaden ślad. Pierwotnie wokół krzyża, mieszkańcy wsi posadzili kilkaset drzewek. Przyjęło się zaledwie kilka z nich. Chcąc dotrzeć do Mogiłek, należy pomiędzy zabudowaniami, skręcić w pola, na początku wsi, jadąc od strony Nadolec i Łaszczowa. Pierwsza wzmianka o Małoniżu i kościele, pochodzi z 1397 r. Drewnianą świątynię p.w.św. Apostołów Piotra i Pawła, wznieśli wspólnym wysiłkiem, właściciel Małoniża Andrzej Morawa i Jasiek z Domaniża. W tym samym roku, erygowano i uposażono łacińską parafię w Małoniżu. Dokument fundacyjny nie zachował się. Natomiast z dokumentu spisanego 13 stycznia 1406 r. w Szczebrzeszynie wynika, że Andrzej Morawa nadał kościołowi pole zwane ,,koło Mogiły" (circa Mogila), położone obok drogi wiodącej do Szczebrzeszyna i drugie pole za lasem, przy tejże drodze. Ze względu na to, że do Szczebrzeszyna wiódł trakt z Małoniża przez Pukarzów i Wożuczyn, należy przyjąć, iż oba wspomniane pola leżą na zachód od Małoniża, pomiędzy Małoniżem a Pukarzowem. Andrzej Morawa podarował parafii i świątyni, ponadto dziesięcinę od wszystkich swoich pól ornych, grunt pod budowę plebani oraz łąkę nad potokiem Dzierążnia (lewobrzeżny dopływ Huczwy; współczesne mapy nie podają nazwy tej rzeki, być może chodzi tutaj o współczesną rzekę Rachankę). Na jednej połowie łąki, miała zostać wzniesiona karczma, dostarczająca dochodów plebanowi, zaś druga połowa przeznaczona była pod plebańską sadzawkę. Drugi fundator Jaśko z Domaniża, przekazał kościołowi pola w Tarnkowie (Tharnkow) na granicy z Pukarzowem, ciągnące się, aż do pól Andrzeja Morawy, oraz łąki, leżące wokół wspomnianych pól, z wyłączeniem łąki należącej do klasztoru prawosławnego (podobno niektórzy mieszkańcy Małoniża, potrafią wskazać miejsce po klasztorze). Pleban otrzymał prawo wypasu bydła na wszystkich nieużytkach należących do Jaśka z Domaniża, prawo wycinki drzew na budowę plebani oraz dziesięcinę z pól ornych. W późniejszym czasie, niedokładne wyznaczenie granic łąki, nadanej przez Andrzeja Morawę, stało się zarzewiem konfliktu pomiędzy synem Andrzeja Morawy - Ludwikiem, a ówczesnym duchownym. Spór pomiędzy plebanem małoniskim Niemisławem, a Ludwikiem z Małoniża, załagodziła ugoda zawarta 13 stycznia 1406 r., w siedzibie generalnego wikariusza biskupiego w Szczebrzeszynie. W spotkaniu tym, uczestniczył również Jaśko z Domaniża, zapewne w roli świadka. Rozstrzygnięte nieporozumienie, było bardzo korzystne dla duchownego i parafii. Porozumiano się nie tylko co do łąki, ponadto Ludwik podarował plebanowi młyn, zastrzegając tylko dla siebie, prawo mielenia w nim bez miarki. Nadał mu prawo połowu ryb we własnej sadzawce, oraz połowę wyspy na Dzierążni, na której to znajdowała się wspomniana karczma. W umowie zawarto klauzulę, że gdy zostanie ona przeniesiona na wyznaczone jej miejsce, na przeciw kościoła, to wówczas cała wyspa przejdzie w posiadanie młyna. Pierwszym znanym duchownym małoniskim, którego imię nie jest pewne, to występujący w 1403 r. Niemsław, w 1406 r. Minisław, w 1409 r. ,,Cmislaus" i wreszcie w 1411 r. jako Gimisław. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że jest to jedna i ta sama osoba. W 1422 r. odnotowywany jest pleban imieniem Laurenty, a w 1424 r. Wawrzyniec. Przez cały XV w. i pierwszą połowę XVI w. parafia Małoniż wchodziła w skład łacińskiej diecezji chełmskiej i należała do dekanatu bełskiego. Nie zachowały się informacje co do wielkości parafii małoniskiej. Z chwilą swego powstania parafia, na pewno była bardzo rozległa i należała do najstarszych w całym regionie. Powstała mniej więcej w tym samym czasie, co parafia w Grabowcu - 1394 r. i Szczebrzeszynie - parafia erygowana w 1398 r. Natomiast wiemy, że w 1531 r. w skład parafii małoniskiej wchodziły następujące wsie: Małoniż, Pukarzów, Grodysławice, Czartowiec, Czartowczyk, Muratyn i Domaniż. Przyjmuje się, że kościół i parafia rzymskokatolicka w Małoniżu, istniały tutaj do 1549 r., kiedy zostały przeniesione do Łaszczowa. W 1549 r. dokumentem wydanym we wtorek po św. Agnieszce (22 stycznia) w Piotrkowie, król Zygmunt August, przez wzgląd na wierne służby Aleksandra Łaszcza z Tuczap, podkomorzego bełskiego, zezwolił mu na zamianę jego wsi dziedzicznej Domaniż, na miasto o nazwie Prawda, nazwane tak od nazwy herbu Łaszczów - Prawda). Już w 1578 r. miasto nosiło nazwę Łaszczów. Dzień w którym wydano dokument królewski, czyli wtorek, jest celebrowany w Łaszczowie do dzisiaj, jako dzień targowy. Rodzina Łaszczów, której to nazwisko powstało od imienia Łaskarz, w skrócie Łaszcz, wywodzi się z Mazowsza. Za protoplastę uchodzi Łaszcz z Wrońska, podkomorzy ciechanowski w latach 1374 - 1386, zwany też Niełaskarzem. Synem jego był Pełka z Wrońska, a synem Pełki - Łaszcz, który w 1426 r. studiował na Uniwersytecie Krakowskim. Najsłynniejszym przedstawicielem tego rodu, był Samuel Łaszcz Tuczpski (1588 - 1649) - strażnik wielki koronny, starosta owrucki, kaniowski, żołnierz, banita, warchoł i awanturnik. Skazany na banicję 236 razy. Plotka głosi, że niewykonanymi wyrokami sądowymi podbijał sobie delię płaszcza. Postać Samuela Łaszcza pojawia się na kartach powieści Henryka Sienkiewicza, ,,Ogniem i mieczem" oraz ,,Potop". Rozpowszechnić miał również, modną wśród szlachty fryzurę męską, określaną jako - łaszczówką. Spadkobierczyni i kontynuatorka parafii małoniskiej, parafia w Łaszczowie, skupia obecnie takie miejscowości jak: Łaszczów, Małoniż, Nadolce, Nadolce Kol., Ratyczów, Ratyczów Osada, Steniatyn, Zimno i Żerniki. W Łaszczowie znajduje się jeden z 19 dekanatów w rzymskokatolickiej diecezji zamojsko - lubaczowskiej. W skład dekanatu wchodzi 9 parafii. Źródła: Rocznik Tomaszowski 1/1981 Tomaszowskie Towarzystwo Regionalne w Tomaszowie Lub. 1983 r.(A. Swieżawski ,,Z pradziejów Łaszczowa"); Tygodnik Zamojski ,,W Małoniżu stanął krzyż" 18 lipca 2007; J. Niedźwiedź, E. Niedźwiedź, J. Frykowski ,,Dzieje miejscowości gminy Łaszczów - powiat tomaszowski"; Wikipedia.

Niemirówek gm. Tarnawatka

 22 październik 1944 r. Zdjęcie z wesela moich dziadków, Kazimiery i Jana Chytrych. Ślub odbył się w kościele w Tarnawatce. Kazimiera z domu Dymowska, urodziła się w 1924 r. w Grodysławicach gm. Rachanie. Córka Władysława, kowala w majątku Grodysławice, zmarł ok 1936 r. i jego drugiej żony Agnieszki z d. Kielar z Jezierni gm. Tomaszów Lubelski. Agnieszka Dymowska zmarła w 1925/ 1926 r. Kazimiera od ok 1940 r., była pracownicą folwarku w Żernikach, później mieszkanka Żernik, zmarła w 2006 r. Jan Chytry urodził się w Łachowcach gm. Telatyn w 1920 r. Pracownik folwarku w Żulicach i Żernikach. W czasie okupacji, przez kilka miesięcy partyzant AK, 8 kompanii ,,Telatyńskiej" starszego sierżanta Jana Serleczko ps. ,,Szarfa" (krótki staż w partyzantce, to wynik problemów zdrowotnych). 30 lipca 1975 r. Uchwałą Rady Państwa odznaczony Krzyżem Partyzanckim. Zmarł w 1980 r. Był synem Jana Chytrego urodzonego w 1887 r. w Muratynie gm. Łaszczów, pracownika majątku Żulice gm.Telatyn i Marianny z domu Bąk (1890 - 1956). Kazimiera i Jan Chytry, mieli czwórkę dzieci - syna i trzy córki. Na zdjęciu, mężczyzna z pieskiem, to przyrodni brat Kazimiery - Aleksander Dymowski ( 1911 - 2011), syn Władysława i ...? z d. Panek z Budów gm. Krynice, po ojcu również kowal, mieszkaniec Żernik. Mała dziewczynka obok niego, to jego córka Stanisława (1939 - 2008). Po lewej od Kazimiery, Marianna Chytra - matka Jana. Dalej na lewo stoi w białej chustce na głowie, macocha Kazimiery - Michalina Dymowska (1878 - 1961), trzecia żona Władysława Dymowskiego. Nad głową Kazimiery, mężczyzna z przypiętym bukiecikiem przy marynarce, to prawdopodobnie mieszkaniec Żernik, Piotr Mazepa (1922 - 2002). Na lewo od Piotra Mazepy - Wiktor Dymowski, drugi przyrodni brat Kazimiery, później kowal w Muratynie. Gdzieś w tłumie, znajduje się jeszcze jeden weselny gość z Żernik - Józef Konopa (1915 - 1993). Przed wojną i w początkowym jej okresie trwania, Wiktor Dymowski i Józef Konopa, wraz z ogrodnikiem dworskim, zamieszkiwali murowany czworak, który znajdował się kilkadziesiąt metrów na zachód od Żernickiego dworu. Kobieta z torebką - pierwsza od prawej i mężczyzna obok niej w mundurze, to małżeństwo ( ,,Państwo Wieczorek ?"). Mieszkali w Niemirówku lub w Tarnawatce. Przez cały czas międzywojenny, jak i okres II wojny światowej, majątek w Niemirówku, należał do Czesława Bełdowskiego. W ok. 1930 r. firma budowlana z Komarowa pobudowała tu budynki gospodarcze folwarku. Obszar majątku w tym czasie wynosił ok. 300 ha, w tym 3 ha ozdobnego ogrodu. Czesław Bełdowski wyjechał z stąd, dopiero po zakończeniu powojennej parcelacji przeprowadzonej 19 września 1944 r. W dokumentach przeprowadzonej reformy rolnej w Niemirówku, widnieje obszar objęty parcelacją o powierzchni 172 ha. Jako właściciele, którym odebrano majątek są wymienieni J. i J. Brońscy + Bełdowska Maria. Wkrótce rozebrano część budynków dworskich (oborę i stodołę). Do drewnianego dworu z przełomu XIX i XX w., 1 września 1944 r. wprowadziła się szkoła. Budynek pełnił tę funkcję do końca lat 80 - tych. Na podstawie : Ewa Bończyk - Kucharczuk ,,Historyczne kompozycje ogrodowe i parkowe ". Bolesław Cisło ,,To i Owo z dziejów Ziemi Tomaszowskiej " Tomaszów Lub. 2006 r.

Krzewica gm. Ulhówek

Pomnik funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej w Krzewicy gm. Ulhówek. Pomnik znajduje się, po lewej stronie drogi, jadąc w kierunku Wasylowa Wielkiedo, na skrzyżowaniu dróg : Krzewica, Wasylów Wielki, Korczmin. Na terenie gm Ulhówek, podobne pomniki znajdują się w Rzeczycy i Dyniskach. Meldunek, z okoliczności zdarzenia. ,, Komenda Milicji Obywatelskiej w Tomaszowie Lubelskim. Dnia 8 maja 1945 r. został zabity milicjant z plutonu operacyjnego nr 2 - Szczepaniuk Antoni, syn Tomasza, ur. 10.05.1909 r. przez bandę ,,bulbowców'' w Krzewicy gm. Tarnoszyn. Szczepaniuk Antoni był delegowany wraz z 45 - cioma milicjantami służbowo, celem z ciągnięcia kontyngentu od włościan ze wsi Korczmin i Krzewica. Będąc we wsi Krzewica oddział ten został z zasadzki przy końcu wsi, z za cerkwi ostrzelany z broni maszynowej. W tym właśnie czasie został zabity A. Szczepaniuk ". W 1945 r. miejsce w którym stoi pomnik, było zachodnim krańcem wsi, dzisiaj odwrotnie jest to wschodnia część zabudowy osady. Na północ, od pomnika znajdowała się cerkiew - rozebrana w 1965 r. W miejscu w którym, znajdowała się dawna wieś Krzewica , licząca w 1939 r. 560 Ukraińców, 90 Polaków i 30 Żydów (W . Kubijowicz, 64), pozostał samotny, betonowo - żeliwny krzyż, chylący się ku upadkowi. Przed II wojną światową, na północ od Góry św. Jana (kurhan z kapliczką św. Jana Nepomucena z 1901 r.), znajdowała się polska kolonia Krzewica, którą zamieszkiwali głównie Polacy wymienieni przez W. Kubijowicza. Po kolonii polskiej, pozostał ślad w postaci wysokiego metalowego krzyża, na skraju rowu melioracyjnego.

Łaszczów.

Pomnik na dawnym kirkucie, poświęcony zamordowanym przez hitlerowców Żydom z Łaszczowa. Obok pomnika trzy zbiorowe mogiły pomordowanych w 1942 r., Żydów w Zimnie - 36 osób, w Łaszczowie - 16 i w Nadolcach - 72 osoby. ,,Okopisko" - ludowa nazwa cmentarza Żydowskiego znajduje się przy ul. Chopina, na zachód od centrum miasta. Cmentarz powstał prawdopodobnie w XVIII w. Po wojnie był wykorzystywany jako pole uprawne, na jego części wybudowano domy mieszkalne i lecznicę dla zwierząt. W 1994 r. z inicjatywy potomków tutejszych Żydów w Izraelu, ogrodzono i uporządkowano niezabudowany fragment cmentarza. W tym samym roku staraniem Jakuba Erlicha z Hajfy, na cmentarz przeniesiono szczątki Żydów zamordowanych w Łaszczowie, Nadolcach i Zimnie. Szczątki złożono w trzech masowych grobach. Obecnie opiekę nad cmentarzem sprawuje Urząd Miejski w Łaszczowie. Początki Łaszczowa sięgają 1549 r. W 1603 r., żołnierze roty Wienczysława Zamoyskiego w Łaszczowie ,,ogrody popsowali, piece potłukli, okna, drzwi do domów porąbali, mieszczany na kołach męczyli". Pierwsze informacje o Żydach w Łaszczowie, pochodzą z 1629 r. W 1648 r. wojska Bohdana Chmielnickiego spaliły częściowo miasto. Z 67 domów, pozostało 49. W 1673 r. wyznawcy judaizmu posiadali w miasteczku trzy domy, a w 1765 r., 360 Żydów z Łaszczowa zapłaciło podatek. W 1782 r. miejscowa gmina wyznaniowa nabyła część budynków szesnastowiecznego zamku, zniszczonego przez Szwedów. Teren z budynkami obejmował ,,plac między wałami, bramę murowaną przy fosie oraz skarbiec murowany". Wszystkie wymienione nieruchomości zaadaptowane zostały na synagogę i dom kahalny. W 1812 r. funkcję rabina pełnił Mordechaj Zyskind. Największy rozwój miasta, przypadł na XIX w. W 1827 r., Łaszczów zamieszkiwało 862 Żydów, w 1857 r. - 1009, w 1897 r. - 1621. W tym czasie Żydzi stanowili ponad 90 % wszystkich mieszkańców miasteczka. Wśród miejscowej społeczności Żydowskiej, popularnością cieszyły się idee chasydyzmu. Swoich zwolenników mieli tu cadycy z Bełza (który był swoistą stolicą Chasydów Galicyjskich), Radzymina i Husiatyna. W mieście znajdowały się chasydzkie domy modlitwy i drukarnia hebrajska, wydawano chasydzkie książki. Podczas powstań narodowych wielu Żydów, wsparło powstania w większym lub mniejszym stopniu. W styczniu 1831 r. chirurg żydowski Alfons Brawstedt założył w miasteczku na własny koszt szpital z 30 łóżkami dla powstańców, który w marcu przeniesiono do Zamościa. Po Powstaniu Styczniowym, miasteczko utraciło prawa miejskie. W 1887 r. Łaszczów odwiedził etnograf Bronisław Koskowski (1863 - 1946), urodzony w Łaszczowie, który opisał życie codzienne społeczności żydowskiej. W tym samym roku w osadzie mieszkało 1468 Żydów, którzy zajmowali 89 domów. W jednym z nich przebywało aż 19 mieszkańców. Zdecydowana większość żydowskich domostw to zabudowania drewniane, 5 murowanych, a 3 w połowie murowane. Etnograf przebywał tutaj kilka tygodni. Autor pisał: ,,praca nie należała do łatwych". Żydzi wykazywali wobec niego dużą nieufność, traktowali jak obcego, który chciał penetrować zawartość ich kuchennych naczyń. Koskowski pisał również: ,,W osadzie znajdowały się cztery kloaki, ale Żydzi rzadko z nich korzystali, załatwiając swoje potrzeby w sieni lub pod ścianami domu przy ulicy (zarówno dzieci, jak i dorośli)''...(...)Można było zaobserwować Żydówkę kładącą ciasto przeznaczone na makaron (,,łokszyn") na brudną pościel, po której wcześniej przechadzała się kura". Obserwacje etnografa, nie należy jednak uważać za całkowicie obiektywne. Złe warunki życiowe tej ludności Koskowski tłumaczy ,,rasową niechlujnością". Było to zapewne wynikiem osobistych uprzedzeń, ponieważ w podobnych warunkach egzystowała również ludność wyznań chrześcijańskich. Istniała tutaj również, rytualna rzeźnia, która pomimo tego, że znajdowała się na skraju miasto, to jednak była zbyt blisko ujęcia wody. Tragicznym rokiem dla Żydów z Łaszczowa był rok 1920. 5 września 1920 r. żołnierze gen. S. Bułak - Bałachowicza aresztowali rabina Szmula Glassa i zwolnili go dopiero po wpłaceniu okupu w kwocie 20 tys. rubli. Pomiędzy 10 a 13 września 1920 r. Żydzi zostali napadnięci przez Kozaków walczących z bolszewikami po Polskiej stronie, którzy zabili kobietę, ranili 60 osób, zgwałcili około setki kobiet i dziewcząt, oraz dopuścili się rabunków. Wielu Żydów doprowadzonych zostało do ruiny i opuściło miasteczko. Tutejsi Żydzi zajmowali się głównie handlem w tym zbożem i rzemiosłem, np. w 1920 r. Fajwel Zamler, handlował mięsem, a Pinkwas Wertman prowadził piekarnię. W 1921 r. podczas spisu powszechnego, w Łaszczowie mieszkało 1041 Żydów. W okresie międzywojennym Łaszczów to typowe miasteczko Żydowskie tzw. Sztetl. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, Żydzi stanowili 99 % mieszkańców Łaszczowa. Działały organizacje charytatywne, m.in. Towarzystwo Pielęgnowania Chorych Bikur Cholim oraz Linas ha - Cedek. We wrześniu 1939 r. wielu Żydów, głównie biedota o ,,komunistycznych sympatiach", entuzjastycznie witała Sowietów. Postawiono tryumfalną bramę, a czerwonoarmistów powitano hasłami, transparentami oraz chlebem i solą. Powstała złożona z Ukraińców i Żydów, ,,czerwona milicja". W Łaszczowie, rozwydrzeni młodzi Żydzi próbowali odebrać płaszcze i koce lotnikom polskim: Czesławowi Kozubowi i Adamowi Nadwodnikowi, którzy po ,,przeprawach wołyńskich" wracali pieszo do swoich rodzin w Tomaszowie. Zdecydowana postawa ludności polskiej na rynku Łaszczowskim, obroniła ich przed grabieżą. Wraz z wycofującymi się Sowietami na początku października 1939 r., wielu Żydów wyjechało na wschód. Wojska hitlerowskie, które zajęły Łaszczów, bezzwłocznie rozpoczęły represje ludności żydowskiej. Już po kilku dniach większość mężczyzn, wysłano do obozu pracy w Zamościu. W 1940 r. Niemcy ustanowili w Łaszczowie 12 - osobowy Judenrat. 17 maja 1942 r. Niemcy wywieźli do obozu w Bełżcu, pozostałych tutaj Żydów. Holokaust przeżyli nieliczni. Dzisiaj po społeczności żydowskiej w Łaszczowie pozostały ruiny synagogi, resztki cmentarza żydowskiego, m.in. z fragmentami kamiennej macewy z 1824 lub 1828 r. i macewy Efraima syna Chaima, zm. w 1922 r. W pewnym sensie, pozostałością po tych ludziach, jest samo miasto Łaszczów, zamieszkiwane przez nich w przetłaczającej większości, przez ponad 300 lat. Źródła: K. Bielowski ,,Cmentarz żydowski w Łaszczowie", J. Janicka ,,Żydzi Zamojszczyzny 1864 - 1915", J. Frykowski, E. Niedźwiedź, J. Niedźwiedź ,,Dzieje miejscowości gminy Łaszczów, powiat tomaszowski".

Machnówek

Nagrobek Olgi Krawczuk zmarłej w 1931 r., na przykościelnym placu w Machnówku, gm. Ulhówek. Nagrobek do połowy lat 90 - tych, stał na grekokatolickim cmentarzu w Oserdowie. Inspekcja cmentarza w maju 1993 r. wykazała zagrożenie tego sakralnego dzieła sztuki. Nieznany sprawca zniszczył fragment inskrypcji, utrącił kwiatek z bukietu i kilka koralików, oraz czyścił rzeźbę drucianą szczotką ! Wojewódzki Konserwator Zabytków w Zamościu, zdecydował o zabezpieczeniu rzeźby i przeniesieniu jej w bezpieczniejsze miejsce, pod parafialny kościół w Machnówku. W miejscu, w którym pierwotnie stał nagrobek, na mogile Olgi Krawczuk, postawiono metalowy krzyż z kopią inskrypcji i informacją o miejscu, do którego została przeniesiona. Inskrypcja na pomniku w języku ukraińskim głosi : ,, Olga Krawczuk zam. Gajoszko 28. III. 1913 + 15. VI. 1931". Ufundował go rozżalony ojciec Olgi, po stracie zmarłej w wyniku choroby płuc 18 - letniej córki, poświęcając na ten cel kilka morgów ziemi. Nagrobek zaskakuje precyzją sztuki kamieniarskiej. Przedstawia naturalnej wielkości rzeźbę dziewczyny w ,,fotograficznej" pozie, opartej łokciem o duży głaz. Dziewczyna ubrana jest w ludowy, świąteczny strój ukraiński : bluzę ze spódnicą, serdak, zapaskę z halką pod ubraniem. Odwzorowane zostały wszystkie detale stroju. Na szyi zawieszone, cztery sznury korali, każdy innej długości. W górnej części głazu znajduje się płaskorzeźba krzyża łacińskiego. U stóp rzeźby dziewczyny leży bukiet polnych kwiatów. W prawym górnym rogu podstawy, znajduje się sygnatura autora : ,,A. Zagórski Lwów". Aleksander Zagórski (1871 - 1944) z żoną Klotyldą od początku XX w. prowadził we Lwowie, przy ul. Piekarskiej 89, pracownię kamieniarsko - rzeźbiarską. Rzeźbiarz był autorem wielu nagrobków na Lwowskim cmentarzu Łyczakowskim. Do najbardziej znanych należą : pomnik chorążego ziemi witebskiej, Szymona Wizunasa, bohatera Powstania Styczniowego, literatów : Karola Brzozowskiego (1821 - 1904) i Mariana Gowalewicza (1852 - 1910). Przypisuje się Zagórskiemu autorstwo, także wielu innych, pięknych Łyczakowskich nagrobków. Rzeźba z cmentarza w Oserdowie, w niczym nie ustępuje pomnikom Łyczakowskim. W Oserdowie istniała grekokatolicka parafia p. w. św. Jerzego. Ostatnia cerkiew drewniana, pochodziła z 1625 r. i spłonęła w 1950 r. Cerkiew stała na północnym skraju wsi. W jej sąsiedztwie, przy starej drodze do Mycowa, w wąwozie, 300 m na północ od zabudowy wsi, zlokalizowany był cmentarz grekokatolicki. Układ cmentarza, to czworobok o powierzchni 0,7 ha. Zachowało się tutaj 50 kamiennych nagrobków sprzed 1945 r. Większość z nich ma charakter ludowy, o stylu ,,bruśnieńskim". W północnej, północno - wschodniej części nekropoli, miały znajdować się zbiorowe mogiły z okresu I wojny światowej, w ich pobliżu, również kilka mogił pojedynczych. W tym samym miejscu, w północno - wschodniej części, znajduje się kopiec ziemny, usypany przez miejscowych Ukraińców, jako symbol niezależnej Ukrainy, a jednocześnie symboliczny ,,pogrzeb Polski". Podobny znajdował się w niedalekim Tarnoszynie, usypany latem 1944 r., zwany ,,mohyłą". Przemieszczający się latem 1945 r. przez Tarnoszyn, pododdział Wojska Polskiego, nakazał zlikwidowanie kopca miejscowym Ukraińcom, tylko przy pomocy rąk, bez żadnych narzędzi. Kopiec w Oserdowie jest jednym z nielicznych, jaki przetrwał do naszych czasów. Obecnie niestety, jest tak zarośnięty, że ciężko jest go obejrzeć. Teren całego cmentarza porastają gęste, nie przebyte zarośla, tylko nieliczne zachowane groby, są okazjonalnie porządkowane. Dzisiejszy Oserdów to iście kresowa miejscowość. Niestety ta ,, kresowość" i odizolowanie od głównych szlaków komunikacyjnych, przyczyniło się do powolnego wymierania wsi. Pomimo tego, Oserdów może się poszczycić, wspaniałą historią i niezwykłymi zabytkami. Źródła : D. Kawałko ,,Akcja cmentarze. Nieznana rzeźba", D. Kawałko ,, Cmentarze Zamojszczyzny", dziennik Wschodni 22 sierpnia 2010 r. Tadeusz Wolczyk ,,Jak w Tarnoszynie ścieli i spalili krzyż", Powolne dreptanie po Roztoczu", ,,Apokryf Ruski Oserdów".

Oseredów  

Chałupa w Oserdowie, z przed II wojny światowej, wyremontowana z przeznaczeniem na Świetlice Wiejską. Budynek znajduje się w południowo - wschodniej części miejscowości. W pobliżu znajdował się trakt do Bełza, a przy nim karczma ,,Warszawianka".W 1939 r. we wsi notowano 520 mieszkańców, w tym 480 Ukraińców, 15 Polaków i 25 Żydów. W 2014 r. liczyła zaledwie 38 osób. XX wiek, najbardziej doświadczył tą ,,kresową" wieś. Już w sierpniu 1914 r. doszło tutaj do pierwszych walk, wojsk austro - węgierskich z rosyjskimi, czego pamiątkami są, a raczej były, cmentarze wojenne w Oserdowie i Budyninie (oba nie zachowane, w Oserdowie, na cmentarzu znajdowała się jedna zbiorowa mogiła i groby indywidualne). Zachował się za to, w Wasylowie Wielkim. W wojnie polsko - ukraińskiej, Oserdów w maju 1919 r. zdobyła 5 kompania, 36 Pułku Legii Akademickiej, zginął tutaj m.in por. Dyaszyński. Pod Bełzem zginęło, natomiast, co najmniej 3 żołnierzy ukraińskich z Oserdowa. Podczas wojny polsko - bolszewickiej, 26 sierpnia 1920 r. na oserdowskich wzgórzach, walczył por. Stanisław Maczek - słynny generał z czasów II wojny światowej. W latach 30 tych Oserdów , znalazł się pod silnym wpływem nacjonalistów ukraińskich. W jednym z pism tego okresu czytamy: ,,Siedem groszy ...30 września 1937 r.. Przed lwowskim sądem przysięgłych rozpoczął się proces przeciwko dziewięciu członkom OUN pow. sokalskiego, oskarżonym o udział w działalności wywrotowej. Akt oskarżenia stwierdza, że Olena Żarska była kierowniczką techniczną i sekretarką ,,prowidnyka" powiatowego na powiat sokalski. Podczas rewizji znaleziono u niej szereg nielegalnych wydawnictw i znaczną ilość broni. Obok niej zasiadają na ławie oskarżonych ,,prowidnyk" powiatowy Nawruk i Komendant ,,hurtka" OUN w Oserdowie, Krawczuk. Korespondencje i raporty z prac OUN oskarżeni przesyłali sobie na bibułkach od papierosów ". 21 czerwca 1947 r.w Oserdowie została zlikwidowana grupa propagandowa OUN, oraz zespół redakcyjny pisma ,,Peremoha". ,,Peremoha", było to ukraińskie wydawnictwo konspiracyjne, zorganizowane w 1944 r., które wydawało czasopismo ,,Informatywni wisti", biuletyn ,,Wisti z terenu" i pismo regionalne dla okolic Przemyśla pod tytułem ,,Peremoha". Wśród zabitych byli : kierownik wydawnictwa ,,Czmełyk", jego zastępca ,,Słota", poeta ,,Jewhen", lekarz ,,Jarosław" i dwóch redaktorów : ,,Netiaha" i ,,Pewnyj". W okresie 6 - 15 lipca 1947 r. z Oserdowa deportowanych zostało 89 osób. To wtedy w Oserdowie zastrzelił się beznadziejnie chory na gruźlicę ,,Jurko" z bojówki SB. Nie mógł już chodzić, a gdy wysiedlono wieś, pozostał bez opieki. Największy jednak cios dla miejscowości, znacznie gorszy niż dwie wojny światowe i wysiedlenia, przyniosła tzw. akcja ,,HT" - wymiana granic z 1951 r. To sprawiło, że stała się miejscowością peryferyjną i skazana została na powolne wymieranie. Nadmienić trzeba, że wydawnictwo i drukarnia w Oserdowie, nie były jedyne, na terenie dzisiejszej gm. Ulhówek. Np.stronę graficzną biuletynu nacjonalistycznego ,,Lisowyk", opracował Mentuch Andrzej z Rzeczycy. Druga taka drukarnia, mieściła się w zabudowaniach, pewnego Ukraińca w Krzewicy. Drukarnia nosiła kryptonim ,,Techiczne zweno", zajmowała się wydawaniem m.in. ,,Inforatywnoho wiska" . Największe natężenie drukowania odezw i ulotek przypadło na zimę 1946/1947 r, kiedy to przez dwa tygodnie, nie opuszczała kwatery maszynistka ,,Odarka" - Zofia Brodiuk. Wydana przez podwójnego agenta, Leona Łapińskiego ,,Zenona"( ur.1913 r w Kadłubiskach pow. Tomaszów Lub.) i aresztowana w 1948 r., skazana została na 15 lat więzienia. Aresztowano ja w ciąży. Urodziła syna. Dziecko przez niemal dwa lata wychowywało się w wiezieniu. W aktach sprawy, jest list pisany rzekomo przez jej 5 - letniego syna Jurka. Malec prosi o wypuszczenie matki na wolność. Bezskutecznie, prezydent Bierut nie skorzystał z prawa łaski, pomimo głoszonej propagandy, nie kochał wszystkich dzieci. Nie, tak daleko, bo w lasach monastyrskich, koło miejscowości Werchrata, znajdowała się drukarnia opatrzona kryptonimem ,,Wulkan".

Płonąca wieś Podlodów gm. Łaszczów. Zdjęcie wykonane późnym popołudniem 2 czerwca 1944 r., od strony wsi Pieniany. Fotografia pochodzi z książki M.A. Koprowski ,,Łuny na wschodzie. Krwawa wojna z OUN - UPA o Lubelszczyznę". Spalenie miejscowości, to efekt ofensywy przeprowadzonej przez polskie zgrupowania partyzanckie, na pozycję Ukraińskiej Powstańczej Armii. Główne uderzenie skierowane zostało na Ulhówek i Rzeczycę, które stanowiły kluczowe punkty w pozycjach UPA. W samej Rzeczycy znajdować się miał, silny garnizon ukraińskiej partyzantki, szacowany na ok. 400 ludzi. W Ulhówku skoncentrowane były również, znaczne siły, a jednocześnie w tej wsi znajdował się sztab OUN - UPA. W rejonie obu miejscowości zgrupowano, następujące oddziały: dwa kurenie (bataliony) z zagonu (pułku) im. Bohuna, kureń ,,Oresta" (Myrosława Onyszkewycza), składający się z 4 sotni (kompanii); kureń ,,Czernyka" (Mariana Łukaszewycza), składający się z 3 sotni; dwie sotnie samodzielne, w tym sotnia ,,Żeleźniaka" (Iwana Szpontaka); a także szereg drobnych pododdziałów. 1 czerwca 1944 r. oddziały polskie pod dowództwem kpt. Zenona Jachymka ps. ,,Wiktor", zaczęły przygotowywać się do uderzenia na ok. 50 km odcinku frontu Tyszowce - Łaszczów - Jarczów. Przyczynę podjęcia akcji zaczepnej, polskie dowództwo tłumaczyło, uderzeniem prewencyjnym i uprzedzeniem akcji oddziałów UPA. Sztab i punkt dowodzenia oddziałów AK i BCh, rozlokowany został w lesie Bukowiec. Przygotowano cztery szpitale polowe, mieszczące się w lesie Bukowiec, we wsi Pawłówka - u członków AK Kacpra Sieka i Roja, na kolonii Muratyn i w folwarku Józefa Paskiewicza. Jedną z organizatorek punktów sanitarnych, była pochodząca z Grodysławic, Ewelina Vonau ps.,,Ewa", komendantka Wojskowej Służby Kobiet I rejonu obwodu tomaszowskiego. Siły polskie były znaczne, J. Markiewicz w książce ,,Partyzancki Kraj", szacował je na 3850 ludzi. Podzielone zostały na 9 zgrupowań, z czego najsilniejszym było, drugie zgrupowanie bojowe pod dowództwem st. sierż. Andrzeja Dżygało ps. ,,Korczak", liczące ponad 1000 ludzi i 30 km. Z pozycji od strony Steniatyna, Posadowa i Rokitna, miało wykonać główne uderzenie na Ulhówek. Pierwsze zgrupowanie bojowe, pod dowództwem chor. Mariana Pilarskiego ps. ,,Grom" (ok. 500 ludzi, 20 km), miało zadanie wyprzeć oddziały UPA zagrażające Tyszowcom i działać na kierunek Starej Wsi. Trzecie zgrupowanie pod dowództwem ppor. Tadeusza Niedziałkowskiego, ps. ,,Tomasz", w sile dwóch i pół kompanii, z podstawy wyjściowej w Podlodowie miało nacierać na Ulhówek od strony północno - zachodniej. Czwarte zgrupowanie pod dowództwem ppor. Franciszka Bednarskiego, ps.,,Reneta"(ok. 3 kompanie) z zadaniem nacierać na Rzeczycę. Piątemu zgrupowaniu pod dowództwem chor. Józefa Kozaka, na czele kompanii ,,Waręż", postawiono zadanie, zdobyć folwark Dębina. Szóste zgrupowanie Błażeja Czopa, ps. ,,Czapliński", w sile kompanii i dwóch plutonów, po zajęciu pozycji na wschód od Nedeżowa, miało uderzyć na Szlatyn i Hubinek. Siódme zgrupowanie ppor. Bogdana Wojciechowskiego, ps. ,,Czarny" w sile kompanii ,,Jarczów" i plutonu ,,Chodywańce", z zadaniem działać na wschód od kol. Łubcze. Ósme pod dowództwem sierż. Bronisława Bochenka, ps. ,,Granit", w składzie plutonu 4 ckm - ów i kompanii AK, miało zadanie ubezpieczenia przed Niemcami, dróg od strony Tomaszowa i Łaszczowa, Wólka Pukarzowska - Hopkie i Łaszczów - kol. Zimno - Zimno. Ostatnie dziewiąte zgrupowanie pod dowództwem ppor. BCh Franciszka Samulaka, ps. ,,Młot", stanowiło siły odwodowe, w składzie Kompanii Korpusu Bezpieczeństwa (KB) BCh i plutonu AK. W nocy z 1 na 2 czerwca minerzy zaminowali drogi: Łaszczów - Zimno, Wólka Pukarzowska - Hopkie, Gródek - Podlodów, Jarczów - Łubcze, Podlodów - Wereszczyca - Łubcze kol., szosa Grodosławice - las Solniec - Wólka Pukarzowska, droga - grobla - las Solniec - las Bukowiec, oraz Pawłówka - las Bukowiec. Później na założone miny, w rejonie Jarczowa najechały 2 samochody niemieckie: ciężarowy ze składu amunicji pod Tomaszowem i osobowy, należący do wojsk Luftwaffe w Zamościu. Na drodze Werszczyca - Podlodów, wyleciało w powietrze auto ciężarowe z ostlegionistami (Turkmenami) i wóz ,,czarnuchów" (folksdojczów) z Woli Gródeckiej. W nocy z 1 na 2 czerwca 1944 r. rozpoczęła się największa na Zamojszczyźnie bitwa z wojskami Ukraińskiej Powstańczej Armii, określana często w literaturze jako ,,akcja na Ulhówek i Rzeczycę". Od samego początku, Polska ofensywa nie szła zgodnie z planem. Pierwszy pośpieszył się dowódca drugiego zgrupowania ,,Korczak", który o godz 1.00 w nocy (akcja miała się rozpocząć o godz. 2.00), spalił Posadów, jako odwet za śmierć swojej sanitariuszki Stefanii Gajewskiej, ps. ,,Rosa". W ten sposób stracono atut zaskoczenia. Atak pierwszego zgrupowania skończył się niefortunnie. Po natknięciu się na silny oddział Wermachtu i po ciężkim boju, powrócił w rejon wyjściowy. Przewodnicy tzw. ,,szperacze", prowadzący oddziały, na domiar złego, zmylili ścieżki, przez co partyzanci na innych odcinkach, nie przystąpili do akcji w umówionym czasie, ale również kończąca się noc, odsłoniła oddziały. Pierwsze strzały padły pod Rzeczycą ok. godz. 2.30, pod Ulhówkiem, dopiero o godz. 4.00. Jeszcze o godz. 3.00. w rejonie Żernik trwała walka, zakończona pożarem wsi. Na wschodzie dopalał się Posadów, na zachodzie Szlatyn. Główne najsilniejsze zgrupowanie sierż. ,,Korczaka", do natarcia ruszyło dopiero o godz. 10.30. Wzmocnione posiłkami siły ukraińskie, zatrzymały oddziały AK, na przedpolach Ulhówka. Podobna sytuacja nastąpiła pod Rzeczycą. Jakby tego było mało, do walki włączyło się niemieckie lotnictwo. Od godz. 8.00, dwa klucze po 3 samoloty, cały dzień bombardowało i ostrzeliwało z broni pokładowej polskie pozycje. Ataki bombowców trwały do godz. 13.00. Zbombardowano m.in. las Bukowiec i kol. Muratyn, gdzie mieścił się szpital polowy. Całodzienna krwawa bitwa zakończyła się ok. godz. 16.00. W czasie jej trwania spłonęły wsie: Podlodów, Posadów, Szlatyn, Łubcze, Żerniki, Rzeczyca, częściowo Ulhówek i wieś Zimno. Porażka zgrupowań AK - BCh, kosztowała je 71 zabitych żołnierzy, w tym 4 oficerów, wśród których było 2 dowódców kompanii i ok. 100 rannych. Tylko pod Rzeczycą zginęło 18 ludzi, pochowanych na polu, we wspólnej mogile przez Ukraińców. Przyczyn klęski było wiele: brak elementu zaskoczenia, słaba łączność pomiędzy dowództwem a oddziałami (brak środków technicznych - łączność polegała na wysyłaniu gońców na koniach i rowerach), brak synchronizacji pomiędzy zgrupowaniami, przewaga sił wroga, ale też równie ważny, brak wiary w zwycięstwo, wśród niektórych dowódców oddziałów. Do strat, należy dopisać żołnierzy, którzy dostali się do niewoli UPA. 4 czerwca 1944 r. SB OUN (Służba Bezpieczeństwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów), przesłuchała schwytanego dwa dni wcześniej żołnierza AK Konstantego Korola, zamieszkałego w Łaszczowie, a urodzonego 6 sierpnia 1919 r. w Lorain, stan Ohio w USA. Był łącznikiem pomiędzy dowódcą kompanii ,,Szarfy", a dowódcą batalionu ,,Korczakiem". Do niewoli dostał się w pobliżu cmentarza w Rzeplinie. Złożył obszerne zeznania. Przesłuchanie przeprowadził Wiktor Czernyk. Prawdopodobnie w drewnianej szkole w Ulhówku, więziony był inny młody partyzant AK i to prawdopodobnie jego okaleczone zwłoki, długo leżały na polach Ulhówka. Straty ukraińskie nie są w pełni znane, ale z fragmentów dostępnych informacji, można wnioskować, że były znaczne, szczególnie wśród ludności cywilnej. I tak, w Szlatynie podstępem zaskoczono w miejscowej szkole oddziały UPA. Z płonącego budynku, prawie nikt się nie uratował. W Ratyczowie śmierć poniosło 12 mężczyzn, 15 kobiet i 5 dzieci (według p.Igora Hałagidy- 26 zabitych w tym 6 kobiet i 9 dzieci), we wsi Zimno zginęła 1 kobieta, w Posadowie spłonęło 100 gospodarstw, zginęło 5 kobiet i 2 mężczyzn, Steniatyn kol. - 14 mężczyzn, 7 kobiet i 4 dzieci (inna wersja 35 zabitych w tym 14 kobiet i 7 dzieci), w Żernikach 32 zabitych, w tym 17 kobiet i 1 dziecko. Wysokie straty mogły spowodować, że do kontrataku oddziałów UPA, doszło dopiero 14 czerwca 1944 r. Wtedy to zaatakowały Podhajce, dzisiaj część Łaszczowa i spaliły je. Źródła: J. Peter ,,Tomaszowskie za okupacji", J. Markiewicz ,,Partyzancki kraj", I. Hałagida ,,Ukraińskie straty osobowe w dystrykcie lubelskim paźdz. 1939 - lipiec 1944 r., Fragment dokumentu OUN z 4 lipca 1944r. dotyczący sytuacji w rejonie bełskim i chełmskim. Wiadomości z terenu., Fragment protokołu przesłuchania pochwyconego przez SB OUN żołnierza AK Konstantego Korola z 4 czerwca 1944 r., I. Caban ,, Na dwa Fronty", I. Caban (red.) ,,Związek Walki Zbrojnej. Armia Krajowa w obwodzie Tomaszów Lubelski".

Posadów

Wczesnośredniowieczne grodzisko w Posadowie gm. Telatyn. Obiekt zaliczono do jednego z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych, tego typu stanowisk archeologicznych w Polsce. Grodzisko zlokalizowane jest ok. 1 km na północny - wschód od zabudowań Posadowa, na wzniesieniu wysokości 232 m n. p. m, na wschód od rzeki Kamionki - dopływu Huczwy. Okoliczni mieszkańcy określają ten obiekt mianem : ,,Zamczysko", ,,Okopek", ,,Okopki" i najciekawiej ,,Okopy Chmielnickiego". Najprawdopodobniej nazwa Posadów, funkcjonująca wokół opisywanego grodu, ma ruskie pochodzenie. Cały obszar grodziska o powierzchni 1 ha, ma kształt pierścieniowaty. Kolisty majdan o wymiarach 58 do 79 m, otoczony jest podwójnym wałem o wysokości do 5 m i szeroka na 8 m fosą.. Po północno - wschodniej stronie, znajdowała się prawdopodobnie brama wjazdowa. Od tej bramy, po północnej stronie wałów, znajdowało się także, otwarte podgrodzie. Grodzisko z podgrodziem funkcjonowało we wczesnym średniowieczu, od IX do XI w. W XIV w, w tym miejscu zlokalizowany był gródek rycerski. Gródek funkcjonował do końca XV w. W źródłach pisanych z 1403 r. wymieniono Jana z Posadowa, którego w dokumencie z 1424 r.przedstawiono jako Iohannes Possadowski. Prawdopodobnie swoją siedzibę miał ulokowaną, właśnie w ,,gródku rycerskim". W 1973 r. przeprowadzono na stanowisku, sondażowe badania archeologiczne pod kierownictwem Ireny Kurtyłowskiej i Andrzeja Hunicza. W 1985 r. W. Koman, przeprowadził badania powierzchniowe w ramach Archeologicznego Zdjęcia Polski. W wyniku badań, zarejestrowano zabytki ruchome - głównie fragmenty naczyń glinianych, fragment szkła, fragmenty kości zwierzęcych. W dawniejszych źródłach pisanych, grodzisko z Posadowa nie występuje. Na XVIII - wiecznej austriackiej mapie Miega (1779 - 1782), grodzisko przedstawiono, jako niezamieszkały, czworoboczny obiekt. Najstarsza informacja pisana, o tym obiekcie, pochodzi z końca XIX w. W tomie VIII ,,Słownika geograficznego Królestwa Polskiego ..." z 1887 r. czytamy : ,,W pobliżu wsi jest nasyp okrągły (kopiec), jak zwykle Szwedom przypisywany, dalej o 500 kroków od wsi jest na półtoro - morgowej przestrzeni tak zwane zamczysko, opasane podwójnym wałem. W 1837 r. znaleziono tu szyszak, naramiennik, ostrogę (...). Przy kopaniu rowu znaleziono w garnku glinianym dwa kolczyki, kółko z grubego srebrnego drutu skręcone, a w 1878 r. w zamczysku kulę kamienną granitową, średnicy 9 ctm (...) Na przeciw Zamczyska, w lesie Rochaj (Rachaj) zwanym, jest kurhan 3 sążni wysokości na nim rosną dęby, dookoła mnóstwo małych mogił. Lud zwie to grobem wodza i rycerstwa ". Co ciekawe, średniowieczne grodzisko w Posadowie, swoją jedynie znaną, militarną funkcję spełniło dwukrotnie w XX w ! Pod koniec sierpnia 1914 r., ,,zamczysko" jako górujące nad okolicą wyniesienie terenu, stało się stanowiskiem artyleryjskim i obserwacyjnym dla wojsk rosyjskich, później austro - węgierskich. W czasie walk partyzanckich w kwietniu i czerwcu 1944 r., pomiędzy polskim i ukraińskim podziemiem, ,,Okopki" - jak nazywają grodzisko tutejsi mieszkańcy, było miejscem strategicznym w walkach o wieś Posadów. Pamiątką po tych wydarzeniach, jest mogiła, polskich partyzantów w pobliskim lesie Pasadowskim. Nie tak dawno, majdan grodu, wykorzystywano rolniczo, natomiast nienaruszany przez wieki obręb obiektu, stał się siedliskiem cennej roślinności endemicznej, niegdyś występującej na tym obszarze powszechnie. Znajduje się tutaj m.in. stanowisko Żmijowca czerwonego (Echium rubrum), wpisanego do Polskiej Czerwonej Księgi Roślin Zagrożonych Wyginięciem. Żmijowiec czerwony występuje w Polsce, jedynie na trzech stanowiskach. Drugą występującą, rzadką rośliną, jest dziewięćsił bezłodygowy. Źródła : E. Prusicka - Kołcon ,,Grodzisko Posadów", ,,Rocznik Tomaszowski 4 - Grodzisko w Posadowie i jego kontekst"., J. Peter ,,Tomaszowskie za okupacji".

Post autorstwa Sławomira Litkowca.
Pomnik w lesie posadowskim, gm. Telatyn. Znajduje się ok. 100 m od wejścia do lasu, na wschód od szosy łączącej wsie Rokitno ze Steniatynem. Pomnik upamiętnia walki oddziałów AK i BCh z UPA, jakie miały miejsce w lesie i okolicznych miejscowościach w kwietniu i czerwcu 1944 r. Według nie do końca potwierdzonej informacji, pochowani zostali tutaj wcześniej, Powstańcy Styczniowi. Faktem historycznym jest, że 3 stycznia 1864 r. przeszedł kordon graniczny w okolicach Posadowa płk Karol Krysiński, stoczył on bitwę z dragonami z Dołhobyczowa i przeszedł granicę. W 1944 r., kilkaset metrów od mogiły w przysiółku Steniatyna - Sachalinie, znajdował się w zabudowaniach Państwa Wiśniewskich, Polski sztab Wschodniego Odcinka przeciwukraińskiego, pod dowództwem Zenona Jachymka ,,Wiktora" (1912 - 1986). 5 kwietnia 1944 r.na froncie: Łubcze, Hubinek, Podlodów, Żerniki, Posadów, Steniatyn, Telatyn, rozegrała się wielka partyzancka bitwa, znana w tym rejonie jako ,,Wielka Środa". Tego dnia oddziały Ukraińskie: kureń (batalion) ,,Hałajda" - dowodzony przez Myrosława Onyszkewycza ,,Oresta" (1911 - 1950), sotnia (kompania) ,,Prołom"- Iwana Kapało ,,Brodjaha" (1910 - 1944). Sotnia przybyła z Karpat. Sotnia ,,Tyhry"- Iwana Koziarskiego ,,Korsaka" (1910 - 1944), rekrutowała się z okolic Sokala, przeprowadziły ,,akcję likwidacyjną", przeciwko koloniom Hubinek, Łubcze, Podlodów i Żerniki. W Żernikach na polskich partyzantach oddziały UPA zdobyły 1 ciężki karabin maszynowy, kilka karabinów i dużo amunicji. Na polu bitwy Polacy zostawili zabitego, którego na podstawie znalezionych przy nim notatek, słusznie Ukraińcy uznali za dowódce oddziału. Był nim por. Ryszard Suprymowicz ,,Zawisza", lat 33, komendant rejonu II -go. W Żernikach doszło również, do okrutnej zbrodni na cywilach. Ukraińcy mówiąc po polsku, podstępnie pytali pozostałych we wsi mieszkańców, czy są Polakami, czy ,,prawosławnymi". Zdezorientowani mieszkańcy myśląc, że mają do czynienia z Polakami, przyznawali się do polskiej narodowości. Rozstrzelano ponad 10 osób, które są znane z nazwiska, wśród zamordowanych przeważały kobiety i starcy. Jedną z ofiar była Ukrainka z niepełnosprawnym synem, która odpowiedziała przyszłym oprawcom, że jest Polką. Za tą pomyłkę zapłaciła życiem swoim i syna. Ciała ofiar spalono w dworskiej stodole. Wymienione wyżej oddziały ukraińskie, miały duże doświadczenie w zbrodniczej działalności. W drugiej połowie marca 1944 r. w Dyniskach zamordowały 17 osób, w Ulhówku -14, w Żabczu -30, w Wasylowie Wielkim - 102, Szczepiatynie -16, , Tarnoszynie - 84, Hubinku - 6, we wsi Łubcze, zamordowano również podstępem 115 osób, w tym 27 narodowości ukraińskiej. 28 marca 1944 r. podczas ataku na kościół w Ostrowie gm. Krystynopol, został śmiertelnie ranny pierwszy dowódca kurenia ,,Hałajda" - Taras Onyszkewycz ,,Hałajda" (1914 - 1944). Zmarł 1 kwietnia. 1 kwietnia 1944 r. dowództwo po bracie objął Myrosław Onyszkewycz ,,Orest", który w strukturach UPA, zawędrował bardzo wysoko, jako dowódca UPA na teren Polski. Stoczona 5 kwietnia walka, mimo wszystko zakończyła się sukcesem Polaków. Partyzanci stracili jedynie wieś Żerniki. Po ukraińskiej stronie było 11 zabitych ( w tym 3 sanitariuszki) i 14 rannych. UPA zdobyła 1 ckm, karabiny, oporządzenie, archiwum i amunicję. Wspomnieć należy, że pod Rokitnem zginęło trzech upowców z Ulhówka: Mykoła Kitor (1923 - 1944), Mykoła Tabaka ,,Swyryd" (1924 - 1944) i Stepan Chachuła (1905 - 1944). Pochowano ich 7 kwietnia na cmentarzu w Ulhówku. Uroczystość pogrzebową przy licznym udziale mieszkańców, celebrował greckokatolicki proboszcz z Rzeczycy - Emilian Kotys (1884 - 1949). Na miejscu pochówku usypano trzy mogiły i postawiono trzy brzozowe krzyże. Żegnający poległych ksiądz, powiedział: ,,Lepiej że zginęli ,,od krysy", niżby mieli leżeć na piecu". Emilian Kotys zmarł w więzieniu w Ostródzie w 1949 r. Przez okres II wojny światowej, na tym cmentarzu spoczęło 42 członków UPA. Dnia 9 kwietnia 1944 r., w pierwszy dzień Wielkanocy, doszło do nowej wielkiej bitwy, na froncie od Telatyna do Jarczowa. Główne uderzenie Ukraińskich oddziałów, skierowano na odcinek Telatyn - Steniatyn - Posadów - Rokitno. Na tym odcinku Ukraińcy rzucili 2000 ludzi, wspartych ogniem moździerzy, granatników i ciężkiej broni maszynowej. Do walki po ich stronie, włączył się Niemiecki samolot tzw. ,,rama:, który od wczesnych godzin rannych latał nisko nad polskimi pozycjami i siał z góry z karabinów maszynowych. Polacy tym siłom przeciwstawili ok. 1000 żołnierzy z AK i BCh. 9 kwietnia ok. godz. 2.00 w nocy, oddziały UPA ,,Hałajdy", wyszły z Ulhówka na Rzeplin i zaatakowały wieś i folwark Posadów. Wyparłszy z Posadowa oddziały polskie, przeprowadziły atak w kierunku żulickiego lasu i Steniatyna. Około godz. 5.00, doszło do walki w lesie posadowskim. Wcześniej las posadowski zwany Rahajkiem, zajął ze swoją kompanią ppor. Witold Kopeć ,,Ligota" z Suśca, ur. w 1917 r. Zabezpieczył on w ten sposób, polskie pozycje od okrążenia prawym skrzydłem nieprzyjaciela. Po południu przybyła na pomoc część kompanii Władysława Wiśniewskiego ,,Lemiesza" (1912 - 1989), Jana Serleczko ,,Szarfy" (1910 - 2002) i Andrzeja Dżygało ,,Korczaka" (1903 - 1986). Walka w lesie posadowskim trwała do ok. godz. 15.00. W czasie tej bitwy polegli i zostali pochowani we wspólnej mogile: Józef Szajewski ,,Biały" z Komarowa, Paweł Karwan ,,Lis"z kol. Steniatyn, Mieczysław Jurkiewicz ,,Dziedziniec" z Łaszczowa, Michał Skurcz ,,Kalinowski" z Sabaudii, Jan Barański ,,Czarny Jasio" z Borowca, Zygmunt Momot z Tomaszowa, Jan Nieścior z Róży, Stanisław Hałas z Huty Dzierążyńskiej, Władysław Skroban z Suśca i 1 nierozpoznany partyzant. Około godz. 16.00 bitwa na całym froncie wygasła. Oddziały polskie, mimo ciężkich strat i utraty rejonu Telatyna, utrzymały swoje główne pozycje. Zniszczone zostały kolonie Telatyn, Posadów, część Steniatyna, Rokitna, folwark i kolonia Łachowce. W sprawozdaniu ukraińskiego podziemia z maja 1944 r., dotyczącego akcji antypolskich, stwierdzono: ,,Ponad 100 polskich bandytów zostało zabitych". Wśród tych ,,bandytów" w Telatynie była spalona żywcem Aniela Skardasz, Pająk Maria lat 60, Jasiejko Janina lat 19, Garbacz Katarzyna lat 50 i wiele innych, w tym starcy i dzieci. UPA zdobyła RKM, sporo karabinów, pistolety, lornety, trzy wozy słoniny, cukru, mąki, odzieży, aptekę, tabor konny, bydło. Straty własne szacowali na 4 zabitych i 13 rannych. Zgodnie ich oceną, Polacy rzucili do walki ok. 300 ludzi. 2 czerwca 1944 r. ok. godz. 2.00 w nocy, zgrupowania polskie przystąpiły do ofensywy na wsie Ulhówek i Rzeczycę. W bitwie pod tymi miejscowościami, polskie podziemie poniosło bolesną porażkę. Zginęło 71 żołnierzy AK, a ok. 100 zostało rannych. Prawdopodobnie podczas tych walk, pod Ulhówkiem w ręce Ukraińskie wpadł młody żołnierz AK, którego zamknięto w szkolnym magazynku (obecnie ul. Starowiejska). Za wrzucenie kilku kromek chleba do środka, zapłaciła śmiercią w męczarniach, Maria Piękna z Kucharczuków. Być może to ciało tego partyzanta, z odrąbaną głową, leżało później na pobliskich polach.14 czerwca, doszło do kontrataku ukraińskich formacji na Podhajce pod Łaszczowem, na pomoc palonej wsi pośpieszyły oddziały polskie, Ukraińcy pod naporem, wycofali się, lecz Podhajce spłonęły. Walki polsko - ukraińskie, na tym terenie skończyły się dopiero w sierpniu 1947 r., to wtedy 15 sierpnia, resztki z kurenia ,,Berkuta", napadły i spaliły Rzeczycę. Był to ostatni ich taki wyczyn, na ziemi tomaszowskiej. Pierwszą tablicę w lesie posadowskim odsłonięto w 1969 r., pod koniec lat 80 -tych postawiono przy niej duży, metalowy krzyż. W 1994 r .odsłonięto nową tablicę. Zasłużonym opiekunem tego miejsca był m.in. Jan Serleczko ,,Szarfa", dowódca jednej z kompani, która brała udział w tej walce. ,,Szarfa" zmarł w 2002 r. Pomnik nie został zapomniany, co roku, na początku czerwca, odbywają się tutaj uroczystości ku czci poległych. Źródła: J. Peter ,,Tomaszowskie za okupacji", H. Gruz ,,Posadów - zapomniane miejsce partyzanckich walk", M. Kulik ,,Z przeżyć partyzanta", S. Żmudzki ,,Ulhówek - dzieje miejscowości od czasów rozbiorów do zakończenia akcji ,,Wisła", Relacja ustna Kazimiery Chytrej z Żernik, ,,Sprawozdanie UPA z maja 1944 r.

Radków gm. Telatyn

Dawne Sanktuarium maryjne w Radkowie gm. Telatyn, obecnie były PGR Białystok gm. Dołhobyczów. Do miejsca tego prowadzi polna droga z Białegostoku na zachód, w stronę lasu. Przed lasem w zagłębieniu terenowym, wśród kępy drzew, znajdziemy pozostałości sanktuarium i pomnik Ukraińskiej Powstańczej Armii z 41 poległymi w 1946 r. Do II wojny światowej sanktuarium znane było, jako sanktuarium maryjne w Radkowie. Nie jest znany czas powstania tego miejsca kultu. Według tradycji, pasącemu owce pasterzowi ukazała się Matka Boża. Na miejscu objawienia, na południe od wsi Radków, nad źródłem, ustawiono drewnianą kapliczkę cerkiewną poświęconą Bogurodzicy. Wodzie ze źródła przypisywano właściwości uzdrawiające. Do sanktuarium przywożono chorych, których obmywano wodą ze źródła. Miały tu miejsca uzdrowienia. Przy kaplicy usytuowana była kalwaria z XIV stacjami Drogi Krzyżowej. Wizerunki Męki Pańskiej znajdowały się w drewnianych kapliczkach krytych blachą. W XIX w. sanktuarium uchodziło za niezwykle popularne w okolicy. Do II wojny światowej przybywali tu pątnicy - grekokatolicy i łacinnicy (także z okolic Lwowa) na doroczne odpusty. O znaczeniu tego miejsca, może świadczyć fakt, że w latach 30 - tych XX w., odwiedził sanktuarium abp Andrzej Szeptycki. Główne uroczystości odpustowe miały miejsce w dziewiąty piątek po Wielkanocy. Prawdopodobnie związane były z tzw. Dniami Krzyżowymi, podczas których zanoszono modlitwy o urodzaj oraz zachowanie plonów i ludzi od klęsk żywiołowych. Odpusty trwały około tygodnia. Kaplicę zniszczono po II wojnie światowej, a kult zanikł na długie lata. Odrodził się ponownie w latach 90 - tych ubiegłego wieku. Nad źródłem ustawiono niewielką kapliczkę, do której pielgrzymują wierni obrządku wschodniego, głównie z Ukrainy i Kanady. Po 1946 r. miejsce to nabrało nowego znaczenia. Pochowano tutaj 41 ukraińskich partyzantów UPA poległych w walce z NKWD. Meldunek kpt. Rybakowa, d-cy 3 batalionu 18 pułku 64 dywizji wojsk NKWD, które to wojska w 1946 r. kwaterowały w Tomaszowie ! ,,(...) O godz. 15.00 (24 luty 1946 r.) [batalion] doszedł do wsi Wasylów, gdzie zastrzelił 7 uciekających osób. Batalion przenocował w Korczminie, następnie przeszukiwał okolicę. 26 lutego od żołnierzy z 5 pp. WP dowiadują się, o UPA w Liskach. O godz. 14.00 siódma rota dochodzi do wsi i zaczyna się walka. Nieco później wspiera ją ósma rota. Próba odcięcia odwrotu sprawia, że UPA wychodzi ze wsi do lasu, gdzie zostaje rozbita na dwie grupy, które bronią się w okrążeniu. Pomiędzy godz. 18.00 a 18.30 zniszczono w wyniku szturmu większą grupę UPA złożoną z 24 ludzi. O godz. 19.30 na pole bitwy przybywają trzy plutony dziewiątej roty, co umożliwia atak na drugą grupę. 16 członków UPA ginie, 3 przebija się z okrążenia. Pościg za tą trójką kończy się sukcesem - 2 wpadło żywcem w ręce NKWD, a 1 został zabity. 9 batalion przenocował w Liskach. Straty NKWD : 5 zabitych, 9 rannych. Straty UPA 41 zabitych, 2 schwytanych. Zdobyto : 9 RKM, 13 automatów, 17 karabinów i pistoletów. Siły NKWD biorące udział w akcji : 17 oficerów, 48 podoficerów, 111 szeregowców ". Stało się rzeczą oczywistą, że poległych z UPA, okoliczni mieszkańcy pochowali na miejscu sanktuarium. Natomiast relacja kpt. Rybakowa, dokumentuje pobyt dość licznego garnizonu NKWD w Tomaszowie Lubelskim.

Ruda Żurawiecka gm. Lubycza Królewska.

Krzyż na pamiątkę zniesienia pańszczyzny w zaborze austriackim w 1848 r. Krzyż znajduje się na początku wsi Ruda Żurawiecka, jadąc od strony Lubyczy Król., po prawej stronie przy drodze, na skraju lasu, przed mostem na rzece Sołokija. Podobne krzyże znajdują się prawdopodobnie w Szczepiatynie gm. Ulhówek i ,,Krzyż doli chłopskiej '' w Kolonii Radków gm. Telatyn. Pod presją powstania krakowskiego w 1846 r. i ,,rabacji'' galicyjskiej, również w tym samym roku, władze austriackie rozpoczęły starania o pozyskanie sobie wsi. Ubiegając demokratów galicyjskich, rząd cesarski zniósł poddaństwo i dokonał uwłaszczenia chłopów w 1848 r. Proces uwłaszczania w Galicji trwał do 1857 r. i objął 528 000 gospodarstw chłopskich. W Galicji utrzymano - podobnie jak w zaborze rosyjskim - serwituty - prawa określone jeszcze w dawnym prawie polskim. Do najważniejszych należały : przysługujące chłopom prawo poboru drewna budulcowego i opałowego w lasach dworskich oraz prawo wypasu bydła. Panowanie Habsburgów w Galicji, aż do końca ich panowania, opierało się na wielkiej własności szlacheckiej, aczkolwiek cesarz Franciszek Józef I, był bardzo popularny wśród chłopów. Na pamiątkę zniesienia pańszczyzny, w wielu wsiach postawiono pamiątkowe krzyże, a przy ich stawianiu i poświęceniu, wznoszono modły za zdrowie i pomyślność cesarza. Po drugiej stronie granicy, w Królestwie Polskim w latach 1841 - 1864, oczynszowaniem objęto dobra rządowe, które stanowiły 1/4 powierzchni ziemi ornej. Rozpoczęta tym samym reforma agrarna, napotkała sprzeciw ze strony ziemiaństwa i reprezentującego go Towarzystwa Rolniczego z A. Zamoyskim na czele. W latach 50 - tych i 60 -tych w Królestwie doszło do wystąpień chłopskich, które objęły 20 % wsi zobowiązanych do pańszczyzny. Chodziło już nie tylko o pańszczyznę, przedmiotem roszczeń chłopów była coraz wyraźniej własność ziemi. W 1861 r. Aleksander Wielkopolski przeprowadził oczynszowanie. W dobrach rządowych było ono całkowite, w dobrach prywatnych objęło nieco połowę ogólnej liczby gospodarstw. Podczas powstania styczniowego w 1863 r., Komitet Centralny, ogłosiwszy się Tymczasowym Rządem Narodowym, ogłosił dwa dekrety, które proklamowały uwłaszczenie wszystkich chłopów posiadających ziemię, chłopom zaś bezrolnym, którzy by wzięli udział w powstaniu, przyrzekały po 3 morgi ziemi (ok. 1,5 ha) z dóbr narodowych. Pod wpływem dekretów, w celu pozyskania sobie chłopów, rząd rosyjski przeprowadził w marcu 1864 r. uwłaszczenie, które poszło znacznie dalej niż reforma w Imperium rosyjskim, przeprowadzona w 1861 r. Decyzja władz carskich o uwłaszczeniu spowodowała, że chłopi nie poparli masowo powstania i przyjęli decyzję tychże władz, podobnie jak w Galicji z wielkim entuzjazmem. ,,Najwięcej bo aż 23 pomniki (poświęcone carowi Aleksandrowi II) ,,wdzięczni chłopi" wystawili w powiecie tomaszowskim, w gm. : Poturzyn - 9, Tyszowce - 1, Telatyn - 5, Czerkasy - 1, Komarów - 2, Kotlice - 2, Rachanie - 1, Tomaszów -1 i Tarnawatka - 1. Na poturzyńskim krzyżu (obecnie w gm. Telatyn), znajdował się napis w języku polskim : ,,Na pamiątkę ustania pańszczyzny 1 października 1861 r. Dziedzic i włościanie wsi Poturzyn". ,,Bardzo uroczyście obchodzono 40 - lecie uwłaszczenia chłopów w pow. tomaszowskim. Na zebraniu gminnym w Kotlicach (w tym czasie pow. tomaszowski) postanowiono : na zawsze każdego roku świętować dzień 2 marca, przesłać ,,wierno poddańcze uczucia do podnóżka tronu" i pobudować pomnik koło gminy w Kotlicach na pamiątkę 40 - lecia uwłaszczenia włościan ". Źródła : J. Tomczyk ,,Narastanie świadomości narodowej w Lubelskiem 1864 - 1917 w świetle akt Kancelarii Gubernatora Lubelskiego", J. Bardach, B. Leśnodorski, M. Pietrzak ,,Historia ustroju i prawa polskiego".

Steniatyn

Grób rodziny Hryniewieckich, właścicieli Steniatyna, na cmentarzu w Łaszczowie. Znajduje się w starej południowej części cmentarza. W czwartek 9 stycznia 1919 r. w gazecie ,,Ziemia Lubelska", ukazał się nekrolog o następującej treści :,,Ś.p. Henryk Kosztowski ukochany syn Wincentego i ś.p. Zofii z Hryniewieckich, obywatel ziemi Lubelskiej powiatu Tomaszowskiego, student Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, Ułan 1 - go pułku Beliny. Zginął dnia 10 - go grudnia (1918 r.), w bohaterskiej szarży pod Dołhobyczowem, broniąc ziemi ojczystej przed najściem Ukraińców. Żył lat 21. Pochowany został tymczasowo dnia 15 grudnia w grobie Hryniewieckich w Łaszczowie. O przeniesieniu zwłok do Warszawy, do grobu rodziny Kosztowskich, nastąpi oddzielne zawiadomienie. Rodzice, brat, rodzina ". Henryk Kosztowski urodził się 12 lipca 1897 r. w Steniatynie gm. Czerkasy (obecnie gm. Łaszczów). Był synem Walentego Wincentego Kosztowskiego (1867 - 1946) i Zofii Michaliny z Hryniewieckich (1868 - 1899), która była córką właścicieli dóbr Steniatyn. Rodzice Zofii zakupili majątek w 1866 r., od Łabęckich (681 mórg ziemi ornej i ogrodów - 340,5 ha, 57 mórg lasu - 26,5 ha i 150 mórg łąk - 75 ha). Zabudowania dworskie z parkiem, (ok. 5 ha) znajdowały się, we wschodniej części Steniatyna. W miejscu, w którym obecnie znajduje się Szkoła Podstawowa, w stronę nieczynnego prawosławnego cmentarza i dalej na wschód od tych obiektów, po wschodniej stronie drogi. Siedziba dworska, istniała w tym miejscu, nieprzerwanie od XVI w. W XVIII w. powstał tu, barokowy ogród dworski. Na północ od dworu, pobudowano stajnie, przy sadzawce - młyn parowy, a w połowie XIX w. wokół dworu powstał park. Ojciec Henryka, Walenty Wincenty Kosztowski, kupiec z Warszawy, odkupił w 1906 r. wieś Steniatyn od swoich teściów Hryniewieckich, za sumę 72 250 rubli. Jak na kupca przystało, Kosztowski sprzedawał w częściach kolejne parcele majątku, usiłując zdobyć , jak największe korzyści. W Steniatynie założył wytwórnię serów. (Zachował się do lat 80. XX w. cechownik z tej wytwórni, pozostający w posiadaniu Pana Kazimierza Wiśniewskiego, mieszkającego na terenie dawnego założenia dworsko - parkowego). W 1908 r. za sumę 70 tys. rubli, Wincenty Kosztowski sprzedał ostatnią część majątku, Aleksandrowi Szeptyckiemu. W czasie I wojny światowej dwór w Steniatynie został częściowo zniszczony, a w wytwórni serów umieszczono zlewnię mleka. W 1920 r. majątek rozparcelowano. Siedlisko dworskie zakupił wtedy Franciszek Smoła (1877 - 1937) i jego zięć Michał Gajewski (1896 - 1939), poseł na sejm w latach 1919 - 1922. W 1944 r dwór i zabudowania gospodarcze, zostały zniszczone przez Ukraińców, reszty zniszczeń dokonała miejscowa ludność. Małżeństwo Kosztowskich miało dwóch synów Henryka i starszego o 5 lat Romana (1892 - 1924). W 1918 r. Henryk Kosztowski wstępuje do 1-go Pułku, 1 - ej Brygady Legionów, pod dowództwem rotmistrza Gustawa Orlicz - Dreszera. 10 grudnia 1918 r. pod Dołhobyczowem, odbył się pierwszy chrzest bojowy pułku. ( W 1919 r. I Pułk Ułanów, zmienił nazwę na I Pułk Szwoleżerów Lekkokonnych Józefa Piłsudskiego i został włączony do grupy płk Władysława Beliny - Prażmowskiego - nazywany był, ,,pierwszym kawalerzystą'' odrodzonej II RP. W tej grupie walczył brat Henryka, Roman Kosztowski. Pomiędzy Dołhobyczowem a Uhrynowem, znajdowała się komora celna, w której Ukraińcy zamordowali czterech milicjantów. To wydarzenie stało się powodem, wielodniowych walk polsko - ukraińskich. O świcie 10 grudnia 1918 r., Ukraińcy zaatakowali Dołhobyczów i Oszczów, silnym ogniem artyleryjskim. W pobliskim Oszczowie, stacjonował batalion mjr Władysława Bończy - Uzdowskiego. Przewaga Ukraińców nad otoczonymi, ze wszystkich stron wojskami Polskimi, była czterokrotna. Pomimo tego Polacy zdołali przerwać pierścień okrążenia od strony Dołhobyczowskiej gorzelni i odrzucić nieprzyjaciela, aż za Uhrynów. Zdobyto karabin maszynowy i kilkunastu jeńców. Usytuowani na końcu wsi Dołhobyczów, w okolicach wiatraka - Ukraińcy, zostali zaatakowani przez powracające z pościgu na Uhrynów, oddziały polskie. Polacy rozproszyli wroga na otwartej przestrzeni i zepchnęli go na linię lasu. Tam napotkano na silny opór sił ukraińskich. Po obu stronach, byli zabici i ranni. Udało się zabrać z pobojowiska, czterech zabitych i rannych. Prawdopodobnie, wśród zabitych, był legionista Henryk Kosztowski. Walki trwały w tym i kilku następnych dniach, na różnych odcinkach. Pewne jest, że Henryk Kosztowski poległ pierwszego dnia t.j. 10 grudnia 1918 r. W kościele p.w. śś. Piotra i Pawła w Łaszczowie (parafia dla Steniatyna), znajdowało się epitafium, o następującej treści : ,,Ś.p. Henryk Kosztowski, syn Wincentego i Zofii Hryniewieckich, ur. 12 lipca 1897 r. w Steniatynie, Szwoleżer 1 - go Pułku 1 Brygady Legionów Polskich. Pierwszy zabity na kresach pod Dołhobyczowem, 10 grudnia 1918 r. Zwłoki spoczywają w Warszawie, w grobie rodzinnym na Powązkach. Cześć Jego pamięci. Rodzina i brat". Źródła : Ewa Lisiecka ,,Legionista" - opracowanie, Ewa Bończak - Kucharczyk ,,Historyczne kompozycje ogrodowe i parkowe", Józef Niedźwiedź ,,Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego".

Dwie fotografie Henryka Kosztowskiego pochodzą z pracy Pani Ewy Lisieckiej- ,,Legionista".

Tarnoszyn gm. Ulhówek.

 

Krzyż postawiony w 1910 r. na pamiątkę rocznicy 500 - lecia bitwy pod Grunwaldem. Krzyż znajduje się w centrum Tarnoszyna, kilkadziesiąt metrów na wschód od Świetlicy Wiejskiej. W 1910 r. w całej Galicji uroczyście obchodzono 500 rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Główne obchody miały miejsce w Krakowie w dniach 14 - 17 lipca i stały się największą manifestacją patriotyzmu i marzeń o wolnej Polsce w okresie zaborów. Mieszkańcy Galicji, aktywnie włączyli się w upamiętnienie grunwaldzkiej wiktorii i zorganizowali wiele obchodów w swoich miastach i wsiach. O ich wysiłku przypominają dziś kopce ziemne, pamiątkowe krzyże i nazwy ulic. Obchody 500 rocznicy bitwy pod Grunwaldem wydatnie przyczyniły się do budzenia świadomości narodowej i postaw patriotycznych wśród wszystkich warstw społecznych mieszkańców Galicji. Dla wielu wspomnienie Grunwaldu stało się ważną lekcją historii i bodźcem do walki o niepodległą Polskę. Na jej odrodzenie trzeba było poczekać jeszcze 8 lat. Krzyż w Tarnoszynie, skrywa pewną tajemnicę .... [ Na podstawie relacji Pana Tadeusza Wolczyka] ...,,Jesienią 1918 r. rozpoczęła się wojna polsko - ukraińska. Ukraińscy mieszkańcy Tarnoszyna powołali radę ludową. Pierwszą decyzją tej rady było : usunąć krzyż dumy Polaków. Siłą przymuszono dwóch młodych Polaków do ścięcia krzyża. Drewno przewodniczący rady Jędruch Migus końmi zaciągnął na swoje podwórko, z przeznaczeniem na opał. Wojna polsko - ukraińska zakończyła się pod koniec maja 1919 r. zwycięstwem Polaków. Zimą 1919 r. jeden z młodych członków rady - Andrzej Bida - biorący udział przy pohańbieniu krzyża, w czasie pojenia konia przy studni, poślizną się, wpadł do studni i utopił się. Wiosną dwoje jego dzieci, córka i syn zmarli prawdopodobnie na czerwonkę. Latem tegoż roku wszyscy domownicy Migusa, przewodniczącego rady, pracowali w polu w czasie żniw. Jego dom i zabudowania gospodarcze spłonęły. Dzień bezchmurny, słoneczny, było bardzo gorąco. Samozapłon czy inne nieznane fatum było przyczyną tego pożaru ? Bardzo szybko ogień rozprzestrzenił się na sąsiadów, którzy również spalili się. Opowiadano, że spłonęły tylko te domy, w których do opału wykorzystywano drewno z krzyża. Ten dziwny przypadek dotyczący najaktywniejszych członków rady w Tarnoszynie, przeraził i przestraszył ukraińskich mieszkańców wsi i w miejscowościach sąsiednich. Nowy krzyż - pomnik wzniesiono latem 1919 r. ...". Krzyż ucierpiał ponownie w 1944 r., podczas kolejnej, wojennej zawieruchy, został szybko przywrócony, do swojej pierwotnej postaci. Dzisiejszy krzyż, nie tylko rozsławia wiktorie grunwaldzką, ale w równym stopniu, jest pomnikiem niezwykle patriotycznej postawy mieszkańców Tarnoszyna.

Herb gminy Telatyn. W czerwonym polu św. Michał Archanioł z gorejącym mieczem w prawej ręce i waga w lewej, depczący buńczuk tatarski. Herb został ustanowiony przez radę gminy Telatyn 21 listopada 2012 r. Autorem projektu herbu jest Robert Szydlik. Powstające współcześnie herby gmin polskich, zgodnie z wymogami ustawowymi, powinny odnosić się do miejscowej tradycji historycznej, a ich wizerunki plastyczne powinny być zgodne z wymogami sztuki heraldycznej. Herb gminy Telatyn nawiązuje do bardzo ważnego wydarzenia w historii, nie tylko gminy, ale i całego kraju, jakim była koncentracja wojsk polskich pod wodzą hetmana Jana Sobieskiego, późniejszego króla Jana III, mające miejsce 18 września 1672 r. pod Telatynem. Wyprawa wojenna Sobieskiego nazywana ,,wyprawą na czambuły", zakończyła się zwycięstwem nad Tatarami, co symbolizuje deptany buńczuk. Postać św. Michała Archanioła, którego wierni przyzywają w walce przeciw siło zła, jest obecny w kościele rzymskim i greckim, przede wszystkim jest patronem Rusi. W herbie gminy Telatyn symbolizuje wielowiekowe współżycie na tych ziemiach, obok siebie Polaków i Rusinów. W sierpniu 1672 r. potężna armia turecka pod wodzą sułtana Mehmeda IV, zwanego Myśliwym i wezyra Ahmeda Koprulu, wkroczyła na Podole i przystąpiła do oblężenia Kamieńca Podolskiego. Przyczyną wojny i wkroczenia armii tureckiej w granice Rzeczpospolitej, były działania wojsk koronnych na terenie Ukrainy, przeciwko Tatarom i hetmanowi kozackiemu Piotrowi Doroszence, który w 1666 r. przyjął zwierzchnictwo Turcji. Kamieniec Podolski padł po dziesięciodniowym oblężeniu i już 20 września, muzułmanie dowodzeni przez baszę Kapłana, stanęli pod murami Lwowa. W tym czasie w Rzeczpospolitej panował polityczny chaos, kraj rozdzierały kłótnie i spory. Król Michał Korybut Wiśniowiecki obawiając się eskalacji wojny i nie wierząc we własne siły, skłonny był do układów z najeźcą i do zawarcia pokoju, nawet za cenę ustępstw. W październiku we Lwowie rozpoczęły się rokowania pomiędzy wysłannikami króla i sułtana. Tymczasem Tatarzy, Kozacy Doroszenki i niektóre oddziały Tureckie podzielone na trzy główne grupy, rozpoczęły pustoszenie ziem Koronnych. Jeden z czambułów dowodzony przez Dżiambet Giireja - Sołtana, działał w rejonie Sanu, Wisły i Wieprza. Ponadto poza nim w Bełzkiem działały pomniejsze czambuły, prawdopodobnie stanowiąc ubezpieczenie armii stojącej pod Lwowem. W tym czasie król Michał Korybut przebywał pod Gołębiem, gdzie miało dojść do koncentracji polskich sił głównych w tym pospolitego ruszenia. Nieudolny król nadal epatował biernością. Wieści o Tatarskich spustoszeniach, szybko dochodziły do uszu polskich dowódców. Hetman Wielki Koronny Jan Sobieski nie oglądając się na zgodę monarchy, zdecydował się przeciwstawić łupieżcom. Hetman w pośpiechu ściągał resztki rozproszonego wojska i z własnej szkatuły łożył na nowe zaciągi. W ,,Dzienniku pogromu Tatarów. Przez Jana Sobieskiego Marszałka i Hetmana Wielkiego Koronnego w 1672 r. '', cytowanego w książce Tadeusza Korzona pt. ,,Dola i niedola Jana Sobieskiego (1629 - 1674)'', czytamy : ,,Sobieski d. 12 września 1672 r. pod Rawą (Ruską) spieszącego ku Lwowu, w tej okolicy oczom jego przedstawiły się ,,tylko ucieczki, lamenty, a wznoszone ręce do Pana Boga".,, (...) Wyruszył dnia 14 września z Jaworowa za wojskiem swojem na Potylicz, Rawę Ruską, Rzeczycę ... nadeszło konne wojsko z Ukrainy, a regimentarz jego Łużecki (Łużycki), kasztelan podlaski, odezwał się t.j. poddał się znowu pod rozkazy hetmańskie. Przyszedł z nim Haneńko ale ,,kozacy wszyscy (?) nazad pouciekali na Ukrainę; ledwo ze dwa tysiące zostało", (...) poszedł na spotkanie Lużeckiego ku Bugowi pod Hrubieszów, ulegając postanowieniu rady królewskiej. ,,Ja za wojskiem jadę i jutro się ledwie koło Tyszowiec złączę i ztamtąd po dalszy i rzetelny ordynans poszlę do JKMci" - pisał w liście Sobieski. W ,,Dzienniku pogromu Tatarów ..." - czytamy: ,,18 septembris (września) złączył jegomość pan marszałek pod Telatynem wojska z Ukrainy z jegomością panem Podlaskim zeszłe". ,,Jegomość pan Podlaski", to Stanisław Karol Łużycki h. Lubicz, regimentarz, wojewoda Podlaski. W 1659 r. został starostą szmeltyńskim, w 1660 r. podkomorzym drohickim, wybrał jednak karierę wojskową. We wrześniu 1672 r. dołączył pod Telatynem do sił głównych Sobieskiego, nie wziął jednak udziału w wyprawie na czambuły. Poległ w walce z tatarami 18września 1686 r. Ogółem Sobieski skupił skromne siły, ponad 3 tys. jazdy i dragonii. Miał pełnić rolę osłony, stojąc w Hrubieszowie, a następnie w Krasnymstawie. W Zamościu ok. 2 tys. kozaków znajdowało się pod wodzą sojusznika Polski, hetmana zaporoskiego Michała Chaneńki. Tatarzy nie napotykając oporu, poczynali sobie coraz śmielej i gdy zaatakowali chorągiew hetmańską w Krynicach pod Zamościem, Sobieski nie czekając na posiłki, postanowił walczyć z wrogiem. Wysłany podjazd rozpoznawczy kozaka Zawiszy, powrócił do Sitańca z wiadomością o Tatarach plądrujących okolice Krasnobrodu. Hetman zdecydował się na szybki rajd kawaleryjski. Zgrupowanie poruszało się bez taborów. Każdy jeździec prowadził zapasowego konia. Przemarsz odbywał się w bardzo trudnym terenie, często po bezdrożach (,,gorszych y większych nie masz w całym świecie" - pisał Sobieski w liście do króla), na terenach zniszczonych i splądrowanych, gdzie ,,o chleba bochenek trudniej było niż o tysiąc Tatarów". Pokonywano liczne lasy, rzeki i wzgórza. To wszystko w padającym deszczu, zimnie i chwytających już nocami przymrozkach. Szybko wyczerpujące się zapasy żywności, uzupełniano zbierając po polach rzepę i brukiew. Tatarzy paląc zrabowane wsie, łunami pożarów wyznaczali trasę przemarszu, przez to w nocnej pogoni ułatwiając ich odnalezienie. Do pierwszej potyczki doszło 5 października pod Rawą Ruską, pod Krasnobrodem, następnie Sobieski zniszczył dwa czambuły pod Narolem. Uwolniono kilka tysięcy jasyru - ,,szlachcianek, dzieci y ludu pospolitego". 7 października miała miejsce duża bitwa pod Niemirowem. Polacy rozbili 2 tys. czambuł Dżiambet Gereja i uwolnili jasyr liczący 12 tys. osób. W ciągu 10 dni (5 - 14 październik) korpus hetmański pokonał 450 km, staczając niezliczone potyczki. 3 tys. oddział zdołał rozgromić liczące razem czambuły w sile ok. 20 tys. ordyńców. Uwalniając przy tym 44 tys. jasyru. Wyprawa na czambuły, jest jedną z najwspanialszych kart w dziejach polskiego oręża kawaleryjskiego, niestety nieco już zapomnianego. Następny, podobny taki wyczyn, Polska kawaleria dokona 250 lat później, 31 sierpnia 1920 r. w bitwie pod Komarowem. Tam również zmierzy się garstka - 1,5 tys. polskich żołnierzy z 6 tys. niszczycielskiej bolszewickiej hordy. Źródła: Andrzej Solak ,,Pogrom czambułów", J. Peter ,,Szkice z przeszłości miasta kresowego", Halina Matłowska ,,Za tatarską ordą", ,,Kresowiak Galicyjski nr 4 (173) kwiecień 2011", Robert Szydlik ,,Św. Michał Archanioł depczący buńczuk tatarski".

Źródło - www.chrom. com.pl/klasztor - opieki - matki - bozej/

poniżej

 Cerkiew w Turkowicach - reprodukcja - Przegląd Lubelski - Kresy 1925 nr 2 (www.kosciolydrewniane.pl)

Władysław Romuald Stokowski (ur. 28.02. 1908 r. w Astapow (Rosja), zm. 20.09.1939 r. w Sahryniu (inna wersja we Wronowicach). Pamięci Architektów Polskich www.inmemoriam.architektsarp.pl

poniżej- Siostra Wanda Longina Trudzińska (1911 - 1944) Służebniczka Najświętszej Marii Panny Niepokalanego Poczęcia.

Żerniki gm. Ulhówek, kościół filialny p.w. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. W 1981 r. mieszkańcy Żernik, przenieśli na cmentarz prawosławny, dawną cerkiew unicką z 1793 r. z Turkowic. W Turkowicach usytuowana była na terenie dawnego monastyru (później Technikum Rolniczego), na skraju parku, orientowana. Świątynia w 1875 r. została przemianowana na prawosławną, rekoncyliowana w 1919 r. p.w. Nawiedzenia NMP, jako kościół Służebniczek i szkolny b. Seminarium Nauczycielskiego i Domu Dziecka w Turkowicach. Na przełomie września i października 1939 r., podczas pobytu na tym terenie wojsk sowieckich, ludność prawosławna Turkowic, odebrała świątynię katolikom. Jednym z wychowanków Domu Dziecka, który modlił się w kościółku, był inżynier architektury Władysław Romuald Stokowski (1908 - 1939), autor stacji dolnej i górnej na Gubałówkę w Zakopanem (1938 r.). Uczestnik Kampanii Wrześniowej w randze podporucznika rezerwy piechoty. Zginął 20 września 1939 r. w Sahryniu (inna wersja we Wronowicach). Pochowany został na cmentarzu w Sahryniu. Modliła się tutaj również, Siostra Wanda Longina Trudzińska (1911 - 1944), Służebniczka NMP NP, która 16 maja 1944 r., wraz z 7 wychowankami Domu Dziecka w Turkowicach (wśród nich było jedno dziecko żydowskie), została w męczeński sposób zamordowana, przez ukraińskich nacjonalistów. Zanim została zastrzelona, wykopała grób dla siebie i swoich podopiecznych. Miejsce kaźni pod Sahryniem, odnaleziono dopiero w czerwcu 1975 r.Siostra Emilia (Zofia Włodarczyk) wspominała : ,,S. Longina miała ducha modlitwy. Widać to było w całej jej postawie, z jej postępowania. Często, gdy tylko miała chwilę wolniejszą, biegła do kościółka zakładowego, by odwiedzić Najświętszy Sakrament. Była wtedy skupiona, rozmodlona. Modliła się dużo, podobno prosiła o łaskę męczeństwa". Kościół z Turkowic, pierwotnie miał być przeniesiony do Korytkowa Dużego, ostatecznie trafił do Żernik. Projekt adaptacji obiektu, wykonał architekt R. Orlewski z Rzeszowa w 1980 r. W trakcie rozbiórki, okazało się, że poszczególne elementy konstrukcyjne, były tak zniszczone, iż nie nadawały się się do ponownego wykorzystania. Budowniczowie zdecydowali się, na użycie oryginalnych części świątyni, jedynie jako uzupełnienie nowego drewna, które posłużyło do budowy obecnego kościoła. Projekt R. Orlewskiego, zmienił znacznie pierwotną bryłę obiektu. Świątynię powiększono o drugą boczną kaplicę (po lewej od wejścia), przez co jej rzut poziomy, zyskał plan krzyża greckiego. Posadowiono ją na wysokim fundamencie, z zewnątrz i wewnątrz oszalowano. Zmieniono, także kształt dachu nad kruchtą, z brogowego na trójpołaciowy, zlikwidowano frontowe okno dawnej dzwonnicy nad kruchtą, zastępując je dwoma bocznymi. Nie odtworzono plastycznego gzymsu wieńczącego, daszek okapowy, obiegający kruchtę. Dawna cerkiew w Turkowicach zaliczana była do typu cerkwi ,,z dzwonnicą nad babińcem". Dokonane zmiany architektoniczne, znacznie zubożyły wygląd zewnętrzny kościoła, nie pozbawiły go jednak swoistego, monumentalnego uroku. Cmentarz prawosławny, na którym postawiono kościół, miał pierwotnie powierzchnię 1 ha. Na nekropoli zachowało się 5 nagrobków z warsztatów bruśnieńskich, w tym nagrobek nauczycielki szkoły w Żernikach, Eleny Trembickiej, zmarłej 18 stycznia 1896 r. Po prawej stronie od wejścia, znajdują się 2 mogiły zamordowanych przez UPA, mieszkańców wioski, 5 kwietnia 1944 r. : Tekla Lisiecka lat 38 i Jakub Księżyk lat 73. 5 kwietnia zginęło co najmniej 10 osób, narodowości polskiej i ukraińskiej. W środku tych dwóch mogił, spoczywa żołnierz Kampanii Wrześniowej, plut. Mieczysław Zajączkowski z Poznania, poległy w Żernikach 23 września 1939 r. Pierwsza świątynia rzymskokatolicka w Żernikach, powstała w 1472 r., kiedy to Mikołaj Zbrożek z Żernik (zm. 1492 r.), Jakub Dusza z Podlodowa i Podhorzec (1449 - 1484) i Mikołaj Wołkowski z Gródka, sąsiedzkim wysiłkiem, ufundowali we wsi kościół p.w. Oczyszczenia NMP. Jednocześnie 24 września 1472 r. w dokumencie wystawionym w Podhorcach, biskup chełmski Paweł z Grabowa (Grabowski) (1410 - 1479), erygował tutaj parafię łacińską. Do parafii w Żernikach należały wsie : Żerniki, Ratyczów, Podlodów, Przemysłów (wieś wniosła żona Mikołaja Zbrożka - Katarzyna z Przemysłowa), Worochta i Krzewica. Przy kościele w Żernikach, utworzono szkołę parafialną i cmentarz przykościelny. Obiekt znajdował się w południowej części wsi, na posesji należącej obecnie do p. A. Momota. W 2 poł. XVI w. kościół w Żernikach, podobnie jak w Gródku, Rzeplinie, Łaszczowie, stał się zborem protestanckim (prawdopodobnie kalwińskim). Na przełomie XVI i XVII w. rozpoczął się ruch kontr reformacki i przywracanie zborom funkcji kościołów. W 1619 r. biskup chełmski, nakazał Mikołajowi i Hieronimowi Żulińskim, ówczesnym właścicielom Żernik, w sześć miesięcy naprawić kościół i uposażyć plebana. Brak zainteresowania ze strony właścicieli majątku oraz mały odsetek ludności wyznania katolickiego, sprawiły że na pocz. XVII w., kościół był w złym stanie, a pierwszy znany pleban w Żernikach ks. Wojciech Antoni Wysocki, występuje dopiero pod datą 1710 r. Wkrótce zrezygnował z probostwa. W 1648 r. świątynia uległa spaleniu przez Kozaków, lub zbuntowanych chłopów. Następna zbudowana została w 1724 r., staraniem rodziny Żulińskich. Kościół więc nie istniał 76 lat ! Niespełna 50 lat później, w 1772 r. świątynia katolicka, była już zrujnowana i wymagała remontu. Parafia była biedna i z czasem kościół uległ zupełnej destrukcji, a wizytacja parafii przez biskupa Wojciecha Leszczyc Skarszewskiego z 1816 r., odnotowuje Żerniki już w parafii łaszczowskiej. Natomiast cerkiew greckokatolicka w miejscowości, występuje po raz pierwszy w dokumentach z 1562 r. Kolejna wybudowana była przez dziedzica Pawła Zbychalskiego w 1694 r. Ostatnia wzniesiona w 1793 r. przez Batajków, przetrwała do czasu pożaru w 1938 r. Spalił ją jeden z mieszkańców Żernik, przyłapany na gorącym uczynku, jak donosiło ówczesne pismo ukraińskie ,,Diło". Oczywiście nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Za odprawianie Mszy Świętej na pogorzelisku, aresztowany został na 3 miesiące, ks. prawosławny Roman Chomeńko. Był to najbardziej charyzmatyczny duchowny w czasie trwania tzw. akcji ,,Burzenia Cerkwi". W 1939 r., prawdopodobnie na miejscu ,,cerkwiska'', podjęto próbę budowy kaplicy rzymskokatolickiej. II wojna światowa pokrzyżowała te plany. Źródła: L. Wójtowicz ,,Wózkiem do nieba", J. Górak ,,Kościoły drewniane zamojszczyzny", E. Niedźwiedź, J. Niedźwiedź, M. Skorniewski, Ł. Kłębek ,,Dzieje miejscowości gminy Ulhówek powiat tomaszowski", J. Frykowski, E. Niedźwiedź, J. Niedźwiedź ,,Dzieje miejscowości gminy Łaszczów powiat tomaszowski", www.in memoriam.architeksarp.pl (in memoriam Pamięci Architektów Polskich), ,,Pod znakiem Marii" Miesięcznik Sodalicyj Mariańskich Uczniów Szkół średnich w Polsce. Nr 8 Maj 1939 r.

Pomnik Józefa Skolimowskiego, po lewej znajduje się pomnik jego matki Izydory, natomiast kamień po prawej, to kamień z inskrypcją poświęconą Izydorze.

Ulików

Gorzelnia w Ulikowie, obecnie na terytorium Ukrainy, na obszarze posterunku Ukraińskich pograniczników. Ulików, dawniej folwark należący do klucza majątku Dyniska (gm. Ulhówek), obecnie ,,Uroczysko", podzielone pasem granicznym na część Polską i Ukraińską. Po Polskiej stronie, również podzielony administracyjnie na dwie części, wchodzące w skład dwóch gmin - pola uprawne znajdują się w granicach gm. Lubycza Królewska i las ,,Ulików" (obszar Natura 2000), w granicach gm. Ulhówek. Dawniej Ulików, wśród mieszkańców okolicznych wiosek był bardzo popularny, a to za sprawą występującej tu białej glinki borowinowej, której używano do bielenia pieców i pomieszczeń mieszkalnych. Pierwsza wzmianka o Ulikowie pochodzi z 1419 r., kiedy to Paweł z Radzanowa herbu Prawda, późniejszy wojewoda bełski, otrzymuje ,,dąbrowę Ulików", dla zaokrąglenia nadania uczynionego przez księcia mazowieckiego i bełskiego Siemowita IV, dla jego ojca również Pawła z Radzanowa (z ziemi Płockiej) w 1388 r. Do XIX w. obszar ten był niezamieszkały, znajdowały się tutaj jedynie pola uprawne i lasy należące do dóbr majątku Dyniska. Jeszcze w 1877 r. Julian Skolimowski był właścicielem Dynisk, Jędrzejówki (folwark w pobliżu Dynisk Nowych, gm. Lubycza Król.), Ulikowa i Magdalenki (nazwa Magdalenki, pochodzi od imienia matki Juliana Skolimowskiego - Magdaleny), ale wkrótce Ulików i Magdalenkę przekazał swojemu synowi Józefowi Skolimowskiemu (1838 -1910), uczestnikowi powstania styczniowego. Józef Skolimowski był dowódcą niewielkiej partii powstańczej, walczył na terenie powiatu hrubieszowskiego. Aresztowany przez władze austriackie za udział w powstaniu, sądzony i osadzony w więzieniu we Lwowie. Zwolniony w 1866 r. W czasie powstania styczniowego Dyniska leżące po austriackiej stronie kordonu, stały się bazą dla partii powstańczych przenikających kordon z Galicji do Kongresówki (płk. hr. Komorowski). W Dyniskach znajdował się szpital polowy dla rannych powstańców, w okolicznych lasach odbywały się ćwiczenia, ukrywano zbiegów z Kongresówki. - Fragment z książki Ludwika Świeżawskiego ,,Rapsod powstańczy" str. 351, 352. ,,...Józef (Skolimowski). Jako gospodarz dwóch majątków wydzielonych mu przez ojca, Magdalenki i Ulikowa, zapuścił wąsy i brodę, co nadawało mu poważniejszy wygląd. Był małomówny, zamknięty w sobie. Rękę porąbaną w walce moskiewskim pałaszem, nosił na temblaku ...". Na obecnym przykościelnym placu ( dawniej przy cerkiewny cmentarz), podczas prac, pod kołami ciągnika zapadła się ziemia. Tak odnaleziono grobowiec rodziców Józefa Skolimowskiego,Izydory i Juliana Skolimowskich. (Julian, powstaniec listopadowy w randze pułkownika, odznaczony krzyżem Virtuti Militari). Józef Skolimowski miał jeszcze starszego brata - Władysława. Folwark w Ulikowie zajmował prostokątny teren, podzielony na kilka prostokątnych części, zajętych przez zabudowania gospodarcze (część północna), sad i warzywnik (część południowa i wschodnia), oraz dwór rządcy (część północno - zachodnia). Do zabudowań wiodła droga odchodząca od alei dębowej, łączącej Ulików z Dyniskami. Aleja ta, mająca od wschodu zabudowania i ogrody folwarczne, biegła dalej do gorzelni, zlokalizowanej już obecnie na terytorium Ukrainy. Zapewne w okresie międzywojennym wydzielono w ogrodzie ulikowskim niewielką część ozdobną, położoną na południe od zabudowań gospodarczych. Stał tam drewniany dwór, poprzedzony kolistym podjazdem. Wokół dworu i podjazdu znajdował się ozdobny ogród. Wnętrze tego ogrodu zajmował w okresie międzywojennym sad czereśniowy, obok którego założono prawdopodobnie w tym czasie warzywnik. Cała kompozycja zajmowała obszar 5,5 ha. W czasie, kiedy pradziadek Pawła Kukiza, lidera ugrupowania ,,Kukiz - 15", również Paweł Kukiz (1854 - 1906), był burmistrzem pobliskiego Uhnowa, pod koniec XIX w. Zarząd Miasta i Rada Gminna Uhnowa, prowadziły przewlekłe spory z okolicznymi właścicielami ziemskimi o las Ulików, rozciągający się od Zastawia (wieś pomiędzy Ulikowem a Uhnowem). Sporu nie udało się zakończyć i starosta rawski mianował komisarycznego burmistrza, prawnika Bolesława Hellera, który spór zakończył ugodą sądową. Mieszkańcy Uhnowa nie byli z tej ugody zadowoleni, ponieważ stracili część lasu. Podczas I wojny światowej w 1915 r. wojska austro - węgierskie wybudowały polową kolej wąskotorową, od stacji początkowej Uhnów do Włodzimierza Wołyńskiego. Tory na północ od stacji Uhnów ułożono przez folwark Ulików, Magdalenkę i Byków do wsi Tarnoszyn i dalej w stronę Ulhówka. Przed II wojną światową gościł u Skolimowskich w Ulikowie lub Magdalence, późniejszy generał Tadeusz Bór - Komorowski i późniejszy dowódca Powstania Warszawskiego. W latach 20. XX w. folwarki Ulików i Magdalenka liczyły łącznie 800 ha. W czasie II wojny światowej oba folwarki przejęli Niemcy w zarząd tzw. Liegenschaft. W 1944 r. dwór w Ulikowie wraz z częścią zabudowań gospodarczych - stodoła, obora, gorzelnia, zostały spalone przez UPA. Po II wojnie światowej folwark w Ulikowie _ 334 ha, należące do Leontyny Skolimowskiej, został rozparcelowany. 26 stycznia 1944 r. kilkuosobowa grupa UPA, wyposażona w broń automatyczną, napadła na gorzelnię Ulików, gdzie zrabowała ok. 1000 l spirytusu i odjechała w kierunku Żurawiec. W 1951 r. w ramach tzw. wymiany granic (,,akcja H-T) pomiędzy Polską a ZSRR, poza granicami Polski znalazła się część zabudowań gospodarczych i gorzelni. W Ulikowie, przy alei dębowej znajduje się pomnik ku czci wysiedlonych w 1951 r. Ulików z uwagi na bliskość granicy państwowej oraz duże zniszczenia wojenne i powojenne pozostał niezamieszkały. Po polskiej stronie pozostała jedynie dębowa aleja, biegnąca od Dynisk do granicy państwa i dalej, do pozostałości gorzelni.

Źródła: E. Bończyk - Kucharczyk ,,Historyczne kompozycje ogrodowe i parkowe", ,,Dzieje miejscowości Gminy Ulhówek Powiat Tomaszowski", J. Niedźwiedż ,,Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego", L. Świezawski ,,Rapsod powstańczy", T. Kukiz ,,Uhnów - kresowe miasteczko nad Sołokiją ".

Worochta

Worochta - nie istniejąca wieś w dawnym województwie lwowskim. Położona była pomiędzy wsią Machnówek gm Ulhówek i miasteczkiem Bełz, dzisiaj na Ukrainie, nad rzeką Rzeczycą. Nazwa miejscowości, może sugerować, ze powstała ona poprzez tzw. ,,osadnictwo Wołoskie''. Worochta w 1472 r., występuje jako własność Mikołaja Zbrożka h. Jasieńczyk z Żernik, wojskiego bełskiego (1469 - 1491), żonatego z Katarzyną z Przemysłowa. W 1491 r. Mikołaj przekazuje Worochtę synowi Pawłowi Zbrożkowi, wojskiemu bełskiemu (1490/91 - 1514), posłowi na sejm w 1505 i 1514 r., z województwa bełskieggo, żonatemu z Zofią, córka Andrzeja z Kozłowa. W tym czasie Worochta należała do parafii rzymskokatolickiej w Żernikach, wraz z Żernikami, Ratyczowem, Podlodowem, Przemysłowem i Krzewicą. Przynależność do parafii, pokrywała się z przynależnością do majątku Zbrożków. Po wygaśnięciu rodu Zbrożków, Worochta znalazła się w parafii Bełskiej i posiadała własną ,,kaplicę publiczną'' i ,,szkołę trywialną". Przez cały okres swojego istnienia, historia Worochty splatała się z losami miasteczka wojewódzkiego Bełz. Pod koniec XIX w., majątek w Worochcie należał do rodziny Grunewaldów, rodu pochodzącego z Hesji, który w 1845 r. przeniósł się do monarchii Austriackiej, na tereny Czech, następnie osiadł w Galicji i spolonizował się. Majątek liczył 321 mr (morgi - 1 morga ok. 0.56 ha) ziemi ornej, 171 mr łąk i ogrodów, 29 mr pastwisk i 117 mr lasu. Wieś natomiast liczyła 377 mr ziemi ornej, 152 mr łąk i ogrodów, 14 mr pastwisk. W 1890 r. były tutaj 84 domy z 439 mieszkańcami. Na obszarze dworskim, 11 budynków mieszkalnych i 54 mieszkańców. Łącznie 274 rzymskokatolików, 207 grekokatolików, 10 Żydów, 2 innego wyznania - 349 Polaków, 143 Ukraińców i 1 Niemiec. Parafia rzymskokatolicka znajdowała się w Bełzie, grekokatolicka w Budyninie. Notowano tutaj 1 klasową szkołę i gminną kasę pożyczkową z kapitałem 788 zł reńskich. Poprzez małżeństwo Clotilde Grunewald (1864 - 1939), z baronem Emanuelem von Mertą (1836 - 1899), z pochodzenia Czechem, majątek znalazł się w posiadaniu rodziny Merta. Podczas I wojny światowej, miejscowość doznała dużych zniszczeń. W czasie wojny polsko - ukraińskiej, Worochta przechodziła wielokrotnie z rąk do rąk. Z tego okresu pochodzi niezbyt pochlebne wspomnienie gen. Jana Romera o ,,pani [...] z Worochty ..." zawartej w swoich ,,Pamiętnikach". W sierpniu 1920 r. podczas wojny polsko - bolszewickiej, kwaterowała tutaj 6 brygada, z 1 dywizji jazdy płk. Juliusza Rómmla. W 1937 r. majątek, własność Klotyldy von Merta (1892 - 1980), został wystawiony do licytacji, z powodu zadłużenia w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim. (Cena wywoławcza 133 000 zł). Siostra Klotyldy - Maria Józefa Pelagia Merta, po mężu Pawelska (1897 - 1964), była żoną mjr Ruperta Pawelskiego (1857 - 1941), w latach 1935 - 37, zastępcy dowódcy 26 Pułku Ułanów Wielkopolskich. W 1939 r. mjr Pawelski pełnił w Tarnopolu funkcję dowódcy Rejonowego Inspektora Koni. W 1940 r. w Worochcie zostaje aresztowany przez Niemców i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zmarł 22.03.1941 r. Jego prochy spoczywają na cmentarzu powązkowskim w Warszawie. W czasie drugiej wojny światowej, 6 kwietnia 1944 r. nacjonaliści ukraińscy, zamordowali ok. 41 Polaków, najmłodsza ofiara Bolesław Ostrówka miał 1 - roczek, zginął od kolby karabinu. Tuż przed napadem, większość polskich mieszkańców zdołała uciec, poinformowana o planowanym ataku przez jednego z ukraińskich sąsiadów. Pomordowanych pochowano na terenie dawnego folwarku w dwóch mogiłach, które znajdują się kilkanaście metrów od granicy, po stronie ukraińskiej, na wysokości Machnówka, obok słupa granicznego Nr. 708. Pierwotnie na mogiłach znajdowały się drewniane krzyże. W 1994 r. z inicjatywy władz gminy Ulhówek i społeczności Machnówka, zostały wymienione na krzyże metalowe, a na największej mogile umieszczono tablicę z nazwiskami ofiar, oraz postawiono ogrodzenie. W miejscu, gdzie znajduje się mogiła z tablicą, za czasów folwarku grzebano padłe zwierzęta (bydło, konie, świnie itp). Obok tej mogiły, po wschodniej stronie, znajdują się ruiny gorzelni. W mogile drugiej, na południowy - wschód od pierwszej, pochówku dokonała UPA. W 1948 r. oddział UPA ,,Trytona", spalił m.in. Worochtę. Po tym wydarzeniu, wieś zaczęła się pomału odbudowywać, zaczęli powracać dawni i nowi mieszkańcy. Tak było do 1951 r. W maju 1951 r. władze ogłosiły, że będzie wymiana granic - wspomina Stanisław Górnicki ur. w 1920 r., sołtys Machnówka. Pod koniec czerwca podczas sesji Rady Gminy Bełz - wójt Dramiński, pochodzący z Mycowa, ogłosił które miejscowości zostaną przyłączone do ZSRR. ,,Wtedy już było na sto procent wiadomo, że mieszkańcy Worochty jadą, a więc muszą opuścić swoją wioskę . (...) Trzeba się było wynosić. (...) Mieszkańcy Worochty zajmowali wolne mieszkania, albo na początek lokowali się u bliższej bądź dalszej rodziny. Na odbudowanej po wojnie plebanii, schronienie znalazły dodatkowo trzy rodziny (...). Wróciliśmy, pomieszkaliśmy sześć lat i znowu trzeba było się pakować. 1 listopada wpuścili nas jeszcze na cmentarz, a później nie było już mowy - wspomina Stanisław Wójtowicz (...). Worochta całkowicie zniknęła z mapy (...). Na naszych oczach rozbierali wieś, cerkiew też, bo kościół filialny spalili wcześniej bulbowcy - wspomina Górnicki ...". Dzisiaj miejsce po Worochcie, to zbiorowisko starych drzew, krzaków, gdzieś w trawie i chwastach, można natknąć się na porozrzucane stare cegły - świadectwo dawnej zabudowy. I jak na ironię, ostatnimi strażnikami pamięci o tej dawnej, sięgającej średniowiecza miejscowości, są mogiły pomordowanych. Każdego roku w kwietniu, parafia w Machnówku, oraz władze gminy Ulhówek, upamiętniają spoczywające tu ofiary. Z tej okazji w kościele parafialnym w Machnówku, odprawiana jest uroczysta Msza Święta, oraz dzięki uprzejmości władz ukraińskich, otwierane jest tymczasowe, prowizoryczne przejście graniczne, aby można było uczcić pamięć ofiar. Źródła :L. Wójtowicz ,,Później szatan wstąpił w ludzi ...", Rocznik Lubelski T. XXXIX, Gazeta Lwowska 1937 r. nr 289, G. Banfield ,,Austro - Węgry ...", Słownik Geograficzny T. XIII

Krzyż przy dawnej drodze z Machnówka do Worochty.

Kapliczka św. Anny w Wasylowie Wielkim, gm. Ulhówek, z przełomu XVIII / XIX w. Zbudowana została na miejscu poprzedniej drewnianej. Usytuowana jest we wschodniej części wsi, tuż za zabudowaniami. Schowana jest w zagłębieniu terenu, wśród pól, nad sadzawką ze źródełkiem, z drogi widać niemal tylko dach. Woda ze źródełka uchodzi za leczniczą. Od czasów pogańskich w wodzie, szczególnie tryskającej ze źródełka, dopatrywano się czegoś świętego i leczniczego. Murowana kapliczka jest w rzucie kwadratu, od frontu otwarta arkadią, z pozostałych stron półkolistymi otworami. Przykryta jest czterospadowym dachem namiotowym, krytym blachą i zwieńczonym żelaznym, kutym krzyżem. Wewnątrz na cylindrycznym cokole stoi kamienna rzeźba św. Anny nauczającej Marię, z pierwszej połowy XIX w. Kult św. Anny trwa tutaj nieprzerwanie. W doroczne uroczystości odpustowe przypadające na 26 lipca, odbywają się procesje z kościoła parafialnego do kapliczki. Przy kapliczce mają miejsce modlitwy i błogosławienie wody w źródle, którą wierni zabierają do swoich domów. Charakterystycznym zwyczajem dla tego miejsca, jest zwyczaj, że przechodzący tędy turyści i pątnicy wrzucają do sadzawki drobne monety, co zapewnić ma im szczęście. Wezwanie kapliczki ma związek z kultem św. Anny, który sięga do czasów przedrozbiorowych, kiedy to Wasylów Wielki był własnością lwowskiego zakonu sióstr od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu, powszechnie zwanych sakramentkami. W 1758 r. wieś należała do Marii Benedykty Cetnerówny, ksieni sakramentek lwowskich. Ona to zapewne przekazała dobra na rzecz zakonu, bowiem w 1767 r. Wasylów należał do sióstr lwowskich. Na południe od kapliczki św. Anny, znajdował się w tym czasie bardzo ciekawy w swojej formie, dwór obronny, z kwadratowymi fortyfikacjami, które posiadały cztery bastiony, po jednym w każdym narożniku. Podobny ufortyfikowany dwór, istniał w niedalekim Podlodowie, obecnie gm. Łaszczów. Własność kościelna w Wasylowie Wielkim sięga średniowiecza. Od 1394 i 1401 r., część Wasylowa Wielkiego, Kościaszyn, Liski i Witków, były w posiadaniu Zakonu Ojców Dominikanów w Bełzie. W 1403 r. część

wsi Wasylów należał do Benedykta z Przewodowa, współfundatora kościoła w Rzeplinie. Jak sugeruje prof. Aleksander Świeżawski w artykule pt. ,,Z pradziejów Łaszczowa", Wasylów mógł wchodzić w skład powstałej w 1403 r. parafii w Rzeplinie. W 1936 r. folwark należący do sióstr sakramentek liczył 286 ha. W tym samym roku siostry rozpoczęły parcelację majątku. Sprzedawały w 1936 r. po cenie 500 zł za morgę, a w 1937 r., już 700 zł za morgę. Jednak majątek o powierzchni 256,50 ha był własnością zakonnic do 1948 r., do czasu kiedy własność przeszła na Skarb Państwa. W 1897 r. w miejscowości zbudowano murowany kościół filialny rzymskokatolickiej parafii w Żniatynie, który funkcjonował w jej strukturach do 1909 r., gdy Wasylów Wielki wszedł do nowo utworzonej parafii w Machnówku. W latach 1943 - 1944 w świątynia pełniła funkcję koszarowe UNS - UPA. We wsi kwaterowało ok. 400 partyzantów ukraińskich nacjonalistów. Kościół częściowo spalony w 1944 r., pozostawał w ruinie do czasu odbudowy ok. 1958 r. W 1987 r. w Wasylowie Wielkim powołano Samodzielny Ośrodek Duszpasterski, a 2 maja 1997 r., erygowano w Wasylowie parafię rzymskokatolicką p.w. św. Anny. 28 sierpnia 1914 r. w pobliżu kapliczki św. Anny rozegrała się bitwa pomiędzy wojskami austro - węgierskimi i rosyjskimi. Pamiątką po bitwie jest zbiorowa mogiła na tutejszym cmentarzu, kryjąca szczątki ok. 2000 żołnierzy obu stron. Jedną z ofiar tych walk był ciężko ranny pod Wasylowem, Josef Wittek von Salzberg (Saltzberg). Zmarł 31 sierpnia 1914 r. w szpitalu polowym w Liskach. W bitwie tej brał również udział Jan Bezard, właściwie Johann Ritter von Bezard, urodzony w 1871 r. Światowej sławy wynalazca znanej na całym świecie wojskowej busoli polowej I połowy XX w., tzw. busoli Bezarta, produkowanej jeszcze pod koniec lat 60. XX w. jako ,,Polski Bezard". Był prof. topografii i kartografii Akademii Wojskowej w Wyższej Szkole Wojskowej w Wiedniu. Pułkownik wojsk C.K. armii austro - węgierskiej, uczestnik wojny polsko - bolszewickiej, pułkownik Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W 1907 r. w Wasylowie Wielkim, urodził się duchowny greckokatolicki Mikołaj Zając, wyświęcony w 1933 r. Aresztowany w czasie akcji ,,Wisła", przetrzymywany w Hrubieszowie, następnie uwięziony w obozie w Jaworznie. Z Jaworzna trafił do więzienia w Montelupich w Krakowie, następnie do więzienia karno - śledczego w Grudziądzu. Zwolniony w marcu 1949 r., rozpoczął pracę w parafiach rzymskokatolickich diecezji warmińskiej, m.in. w Elblągu. Od 1973 r. na emeryturze. W 1996 r. wyjechał do Janowa Lubelskiego. Tam też zmarł w 1998 r.. Pochowany został w Bartoszycach. Źródła: M. Samborski ,,O co walczyła UPA w okresie powojennym na terenach dzisiejszej Polski, fakty, mity i oczekiwania", J. Petera ,,Cudowne źródła ", G. Chajko ,,Kościół rzymskokatolicki w Bełzie 1867 - 1939", E. Niedźwiedź, J. Niedźwiedź, M. Skorniewski, Ł. Kłębek ,,Dzieje miejscowości Gminy Ulhówek Powiat Tomaszowski", B. Mielniczek ,,Tomaszowskie morze krwi".

 Wierzbica (obecnie gm. Lubycza Królewska). Fotografie pochodzą z książki Cz. Knych, D. Knych, A. Knych ,,Romerowie w Małopolsce i na Podkarpaciu. Zapomniany ród niezwykłych ludzi'', Czarna 2016. Na zdjęciu stoją: Franciszek Ksawery Władysław Geppert (1892 - 1971) - weteran wojny polsko - bolszewickiej w randze rotmistrza, prawnik specjalizujący się w prawie bankowym, pracował we Lwowie; Stefan Józef Romer (1907 - 1990) - ostatni właściciel majątku Wierzbica. W samochodzie siedzą: Helena Geppert (1903 - 1981) - żona Franciszka Gepperta i siostra Stefana Romera, właścicielka Machnowa II (Nowego); Janina Romer z d. Onyszkiewicz (1905 - 1939), pierwsza żona Stefana Romera. Pierwsza wzmianka o Wierzbicy, pochodzi z 1388 r., kiedy to książę bełski Ziemowit IV, przekazał wieś Pawłowi z Radzanowa z ziemi płockiej, chorążemu warszawskiemu i płockiemu. Wraz z Wierzbicą otrzymał kilkanaście wsi m.in: Korhynie, Kornie, Machnów, Poddębce, Tarnoszyn, Uhnów, Ulhówek, Zimno, Żużel oraz urząd starosty bełskiego. W rękach Radzanowskich wieś pozostawała do końca XVI w. Od ok. II poł. XVII w. miejscowość należała do greckiej rodziny Paparów. Protoplastą rodu był Jerzy herby Paparona (1650 - 1701), nobilitowany do stanu szlacheckiego kupiec i dyplomata grecki. Jerzy miał trzech synów: Aleksandra Jerzego, Jana i Teodora. Po śmierci Jerzego w 1701 r. Wierzbica przypadła Aleksandrowi Jerzemu. Wnuczka Aleksandra Jerzego, Anna Papara ur. ok. 1730 r. (córka Konstantego Papary i Rozalii z Mioduszewskich), wyszła za mąż za Józefa Antoniego Lityńskiego h. Sas (1730 - 1801). Ich syn Stefan Jan Lityński (1779 - 1855), poślubił swoją bliską kuzynkę, Rozalię (Różę) Paparę, córkę Jerzego Papary, a brata jego matki - Anny Papary. Ze związku Stefana Jana Lityńskiego i Rozalii (Róży), narodził się Józef Gabriel Jan Lityński (1835 - 1866), którego córka Maria Józefa Lityńska (1866 - 1923), wyszła za Adama Romera (1856 - 1931), h.Jelita. Adam Romer pochodził z Jodłownika pow. limanowski. Był synem Konstantego Karola Romera (1817 - 1896) i Marii Kirchner (1822 - 1899). W ten sposób Wierzbica, pod koniec XIX w. trafiła do rodziny Romerów, która władała tutejszymi dobrami, oficjalnie do drugiej poł. lat 40. XX w. Adam Romer z żoną Marią zamieszkali w dużym, murowanym, pochodzącym zapewne z II połowy XVIII w. parterowym dworze, przebudowanym przez dziadka Marii, Stefana Jana, ok. lat 40. XIX w. (1846 ?). Dwór barokowy, zbudowany został w miejscu wcześniejszego, zapewne XVII wiecznego założenia, o cechach obronnych. Zachowane resztki wału lub nasypu obiegające późniejszy park od północy i zachodu, był prawdopodobnie pozostałością po siedemnastowiecznych fortyfikacjach. Przebudowany w XIX w. parterowy dwór, od strony podjazdu, poprzedzony był klasycystycznym, wspartym na kolumnach portykiem. Otaczał go duży park ( ok. 5 - 8 ha), ze starodrzewiem. Rosły tam m.in. amerykańskie srebrne sosny i 300 - letnie lipy. Aleja wjazdowa o długości ok. 300 m, obsadzona była starymi kasztanowcami. Zaczynała się bramą z kutego żelaza, umocowanej na dwóch murowanych filarach. W parku znajdowały się liczne klomby i rabaty kwiatowe oraz murowana figura z krzyżem, prawdopodobnie pamiątka z czasów dawnych wojen. W skład majątku Wierzbica, oprócz dworu i kompozycji ogrodowo - parkowej, wchodziły grunty rolne, lasy, stawy rybne ok. 32 ha, łąki. Razem przed Reformą rolną dobra liczyły 861 ha. Budynki folwarczne to m.in.: oficyna dworska, murowana gorzelnia, co najmniej 1 czworak służby folwarcznej, spichlerze, stajnie i duży młyn o napędzie motorowo - turbinowym. Dzięki młynowi w okresie międzywojennym do dworu doprowadzono elektryczność. W tym samym okresie, przy majątku wybudowano korty tenisowe. Przed I wojna światową, Adam Romer rozpoczął pracę, które miały na celu dobudowanie piętra w środkowej części dworu. Do 1914 r. ukończono prace w stanie surowym, które tak pozostały do 1925 r. I wojna światowa to ogromne zniszczenia. Rosjanie stojący na kwaterze, trzykrotnie obrabowali dwór. W procederze tym, wzięli czynny udział, również okoliczni mieszkańcy. Łupem kradzieży padły meble, bogaty księgozbiór i żywy inwentarz. Na domiar tego, wycofujące się wojska rosyjskie, wysadziły w powietrze ceglany komin gorzelniany, który padając zniszczył kotłownię. Prace remontowe, trwające do 1925 r., przedłużyły się z powodu choroby Marii Romer, na gruźlicę. Kuracja wymagała ogromnych środków finansowych i częstych wyjazdów, głównie do Lwowa. Maria Romer zmarła w 1923 r. Romerowie posiadający w swym czasie Wierzbicę, Machnów Stary ( w 1929 r. 572 ha) i Machnów Nowy ( w latach 40.XX w. - 277 ha), postanowili, że Wierzbicę odziedziczy ich syn Stefan Józef, natomiast Machnów II (Nowy) przejdzie w ręce córki Heleny. Adam Romer zmarł w 1931 r. i pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, zmarła pierwsza żona Stefana Romera, Janina z d. Onyszkiewicz, w wyniku powikłań ciąży pozamacicznej. Spoczęła w grobowcu swojego teścia Adama Romera. We wrześniu 1939 r. dwór w Wierzbicy, zapełnił się uchodźcami. Przybyli krewni Stefana, ze strony ojca, a w dniach 23 - 24 września istna karawana 29 wozów, ,,...dwa wozy pana Ludwika Starowieyskiego, powóz i wóz księżnej Czartoryskiej z Pełki wraz z dziećmi, cztery wozy rodziny Szaszkiewiczów z Rzemienia, Juliusz Komornicki, kilka wozów i powóz rodziny Popielów z Kurozwęk, powóz pani Marii Morstin - Górskiej, cztery wozy z majątku Góra Ropczycka i Witkowice (...) cztery wozów rodziny Włodków". Wśród nich znajdował się 16 - letni późniejszy prof. dr hab. Jan Marian Włodek (1924 - 2012), hydrobiolog i ichtiolog, prof. zw. dr hab nauk przyrodniczych PAN. W okolicach miejscowości, dochodziło do dywersji nacjonalistów ukraińskich. W tym czasie w Wierzbicy zdecydowano, że Stefan Romer wraz ze swoim szwagrem, Franciszkiem Geppertem udadzą się przez Rumunię na Zachód. W Rumuni zostali internowani. Obaj uciekli z obozu, jednak Franciszek Geppert, wojnę spędził w Rumunii, gdzie w gimnazjum uczył francuskiego i angielskiego. Natomiast Stefan Romer, dotarł do Francji i wstąpił do Wojska Polskiego. W wojsku poznał, swoją przyszłą drugą żonę, Marię Józefowską (1912 - 1994), urodzoną w Kijowie. Nie mieli dzieci. Po wojnie wyemigrowali do Kanady. Spoczywają na cmentarzu weteranów ,,Field of honour" w Pointe Claire w prowincji Quebec. Tymczasem w Wierzbicy po wyjeździe z kraju Stefana Romera i Franciszka Gepperta, pozostali Helena z synem Zdzisławem oraz matka Janiny Onyszkiewicz. Po wkroczeniu Rosjan, panie uciekły z Wierzbicy do leżącej, po niemieckiej stronie Magdalenki (obecnie gm. Ulhówek), wywożąc ze sobą kilka furmanek ruchomego majątku. Helena cierpiała na dysplazję stawów biodrowych, miała problemy z poruszaniem, jej syn Zdzisław był częściowo unieruchomiony przez gruźlicę kręgosłupa. Z Magdalenki Helena z synem, udała się do rodziny męża, państwa Dąbskich z Rudnej koło Rzeszowa. Tam doczekali końca wojny. W ucieczce z Wierzbicy i podróży do Rudnej, pomagał im zaufany Ukrainiec. Po wojnie powrócił do Polski Franciszek Geppert i cała rodzina zamieszkała najpierw w Kazimierzy Wielkiej, a następnie w Warszawie, w której Franciszek i Helena mieszkali do końca życia. Pochowani zostali w Krakowie w rodzinnym grobowcu na cmentarzu Rakowickim. Ich syn Zdzisław Adam Edward (1928 - 1995) ukończył SGH. Pracował w Polskiej Izbie Handlu Zagranicznego i Przedsiębiorstwie Wystaw i Targów Zagranicznych. Poślubił Marię Alexandrowicz herbu Alexandrowicz (ur. w 1934), której ojciec był pilotem w randze majora Wojska Polskiego i walczył w bitwie o Anglię. Zdzisław zmarł w 1995 r. i pochowany został na warszawskich Powązkach. Losy dworu, były równie burzliwe. W 1939 r. w majątku urządzono sowchoz. Po wkroczeniu w 1941 r. Niemców, dobra przeszły pod ich zarząd w ramach tzw. Liegenschaftu . W 1944 r. folwark spaliły oddziały UPA. W pierwszych latach powojennych, w okresie walk z Ukraińcami, zniszczeniu uległa niemal cała wieś Wierzbica. W 1947 r. wysiedlono Ukraińców w ramach akcji ,,Wisła" ( tylko w dniach 16 - 30 czerwca, wywieziono 437 osób). Majątek Wierzbica. przejęło Państwowe Gospodarstwo Rolne Machnów Nowy, zaś stawy dworskie przekazano Gospodarstwu Rybnemu w Łaszczowie. Przez pewien czas, we dworze mieściła szkoła. W latach 1975 - 1978 przeprowadzono remont budynku. Działał tam hotel, w którym mieszkali m.in. goście zagraniczni przyjeżdżający na polowania. Po upadku PGR -u, budynek zaczął popadać w ruinę i stan taki trwa do dziś. W 1970 r. Wierzbicę odwiedził Władysław Geppert, zaś w sierpniu 1995 r. tuż przed swoją śmiercią - Zdzisław Geppert. Źródła: Cz. Knych, D. Knych, A. Knych ,,Romerowie w Małopolsce i na Podkarpaciu. Zapomniany ród niezwykłych ludzi"., E. Bończyk - Kucharczyk, K. Kucharczyk ,,Wierzbica - ogród dworski", Rocznik Kolbuszewski nr 13, B. Cisło ,, To i Owo - z dziejów Ziemi Tomaszowskiej".

Dwór w Wierzbicy przed 1939 r.

Zabłocie, Ukraina. Kurhan ziemny z krzyżem i tablicą, poświęcony Ukraińskim Siczowym Strzelcom z 5 sokalskiej sotni (kompanii) Ukraińskiej Halickiej Armii, poległym w walkach z oddziałami polskimi w walce o miasto Bełz. Na tablicy z nazwiskami poległych, widnieją czterej żołnierze pochodzący z Oserdowa, obecnie gm. Ulhówek (Griczaj Iwan, Maljuca Grigorij, Ostapczuk ?, Sitnik Grigorij). Po lewej stronie zdjęcia, widać figurę św. Wincentego z XVIII w, na wysokim barokowym postumencie z murowanym ogrodzeniem. Święty pierwotnie trzymał w reku pochodnię, której brakuje. Dokładna data ustawienia figury nie jest znana, widniała jednak już ona na mapie Friedricha von Miega w 1779 r. Znawcy historii sztuki, odnajdują tutaj podobieństwo do jednej z rzeźb na fasadzie kościoła oo. dominikanów we Lwowie. Po prawej stronie fotografii, można zauważyć fragment zrujnowanej stacji kolejowej Bełz, o którą toczyły się zażarte boje. Miejsce to, zlokalizowane jest tuż przy wjeździe do Zabłocia, od strony Bełza, po lewej stronie za torami kolejowymi. Zabłocie oddalone od miasteczka Bełz doliną rzeki Rzeczycy i linią kolejową, dawniej stanowiło przedmieście Bełza, dzisiaj jest odrębną miejscowością z ok. 800 mieszkańcami. W głębi wsi znajduje się drewniana cerkiew pw. św. Stefana z 1880 r. Na przełomie XIX i XX w. w Zabłociu i w części Bełza zwanym ,,Zameczkiem", funkcjonował wspólny folwark, należący do parafii rzymskokatolickiej Bełz. W 1873 r. folwark liczył 64,75 morga, a w 1902 r. 66 morgów z czego 42 morgi pól uprawnych i 14 mórg łąk. W 1873 r. majątek dzierżawił właściciel wsi Tuszków - Stanisław Obertyński, z rocznym czynszem 647,50 złr. rocznie. Od 1907 r. folwark dzierżawił Chaim Lasser. W 1935 r. dobra na Zabłociu, pozostawały pod osobistą administracją ks. Jakuba Dymitrowskiego. Drugie dziesięciolecie XX w., to straszny czas dla tych ziem, naznaczony trzema wojnami i towarzyszącymi im zniszczeniami. Wojna polsko - ukraińska o Lwów i Galicję Wschodnią (1 listopad 1918 - 16 lipca 1919), była pierwszą wojną w której walczyło dopiero co powstałe państwo polskie. Walki o Lwów są najbardziej znanym epizodem tej wojny. Natomiast inne, równie ważne wydarzenia konfliktu, zostały zapomniane. Lwów nie był w tym czasie jedynym miastem, który bronił się odcięty przez nieprzyjaciela w osamotnieniu. Drugim takim miastem , było miasto Bełz. Obrońcy Bełza wytrwali na swoich pozycjach 109 dni, z czego 87 w całkowitym okrążeniu. Miasteczko zostało zajęte przez siły ukraińskie, już na początku listopada 1918 r. 7 grudnia Polacy opanowali odległy od Bełza o 19 km Uhnów. 28 stycznia 1919 r. do Bełza weszła Polska grupa taktyczna ,,Bełz", dowodzona przez płk. Leona Berbeckiego. Ugrupowanie składało się z trzech baonów piechoty, dwóch szwadronów kawalerii oraz dwóch baterii artylerii. Broniąc miasteczka płk. Berbecki, postanowił związać znaczne siły ukraińskie i odciążyć w ten sposób obrońców Lwowa. Na przedmieściach Bełza utworzono pięć redut obronnych, każda obsadzona przez kompanię. Jedna z redut znajdowała się na Zabłociu, broniąc wyjątkowo ważnego obiektu strategicznego, jakim była stacja i linia kolejowa. Jako odwód pozostawał 1 batalion. Płk. Berbecki przyjmując taką taktykę wzorował się na Południowo - Afrykańskich Burach walczących z Brytyjczykami. Dowódca obrony miasta, tak przedstawiał swoją taktykę: ,,Dopuszczając atakujące oddziały ukraińskie często nawet w ulice miasta pod ogień kartaczowy dział i kontruderzenia odwodów, stworzyłem momenty zaskoczenia, które dawały nam moralną przewagę i sukces; a cofające się po zwarciu na bagnety i szable oddziały ukraińskie, dopiero wtedy były dziesiątkowane przez ogień krzyżowy karabinów maszynowych i ręczny z pięciu naszych redut [...]. Od 22 lutego 1919 r. w szkole prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Świętego Feliksa, urządzono szpital wojskowy, pod kierownictwem protestanckiego chirurga dr. Wiktora Janusza. W trzech salach na parterze hospitalizowano rannych, a na piętrze chorych na tyfus. Zakonnice opiekowały się wszystkimi potrzebującymi. Na strychu budynku znajdował się punkt obserwacyjny, który narażony był na ciągły ostrzał nieprzyjaciela. Ze względów bezpieczeństwa zdecydowano się na wywiezienie rannych pancernym samochodem sanitarnym do Lublina. Obrona Bełza była ,,aktywna", polegająca na ciągłym nocnym nękaniu oblegającego przeciwnika. Siły ukraińskie w szczytowym okresie walk w lutym 1919 r., liczyły 15 sotni (kompanii), 42 ckm. Pomimo miażdżącej przewagi, wojska Ukraińskiej Armii Halickiej ponosiły ogromne straty. I tak 4 lutego, jeszcze przed wkroczeniem grupy ,,Bełz", Polacy wzięli do niewoli 144 jeńców i 7 karabinów maszynowych, 22 lutego do niewoli trafiło 42 Ukraińców, 6 marca 1 oficer i 17 żołnierzy, 26 marca zdobyto 1 km i jeńców. 7 kwietnia na północ od Bełza i Zabłocia, Polska kawaleria zajęła Wasylów Wielki i Krzewicę; 28 kwietnia oddziały polskie w wyniku ciężkich walk zdobyły Budynin, biorąc 3 oficerów i 25 żołnierzy Ukraińskiej Armii Halickiej, 1 km i duże zapasy amunicji. W maju pod Oserdowem zginął por. Dyaszyński z 5 kompanii. W czasie walk z Ukraińcami pod Bełzem, ranny został Tadeusz Piskor, adiutant Józefa Piłsudskiego, od stycznia 1919 r. szef sztabu Grupy Operacyjnej ,,Bug". We wrześniu 1939 r. dowódca Armii ,,Lublin". W broszurze ,,Zuchwata Grupa 1919 r.", wymienione są nazwiska 74 żołnierzy Wojska Polskiego, poległych pod Bełzem. Za udział w obronie miasta Bełz, żołnierze wyróżnieni za osobiste męstwo i odwagę, otrzymali honorowe odznaki ,,Bełz" - w ilości bardzo ograniczonej w WP. W okresie międzywojennym w Szkole Sztabu Generalnego (później Wyższa Szkoła Wojenna), omawiano temat ,,Taktyka uporczywej obrony osiedli", przedstawiając doświadczenia z obrony Bełza. Źródła : ,,Zarys Historii Wojennej Pułków Polskich 1918 - 1920", Ppłk Andrzej Łydka ,,Obrona miasteczka Bełz - o tej historii uczono młodych oficerów", Gen. Jan Romer ,,Pamiętniki", Grzegorz Chajko ,,Kościół rzymskokatolicki w Bełzie 1867 - 1939".

Żerniki gm. Ulhówek.

Żerniki gm. Ulhówek. Uczennice na tle nowej Szkoły Podstawowej w Żernikach. Zdjęcie pochodzi z połowy lat 60. XX w. Budynek szkoły w tle, został zbudowany w 1957 r. Od lewej stoją : Hałasa Krystyna, Czarnecka Zofia, Mazepa Karolina, Chytra Helena, Romańczuk ? (Alicja lub Wiesława - jedna z sióstr bliźniaczek), siedzą : Droździel Zofia i Droździel Maria. Jak na zwykłą wieś, tradycje oświatowe w Żernikach, są bardzo długie i sięgają swoich początków, aż XV w. W 1472 r. Mikołaj Zbrożek z Żernik (1462 - 1492), Jakub Dusza z Podlodowa i Podhorzec (ok. 1449 - 1484) i Mikołaj Wołkowski, sąsiedzkim wysiłkiem ufundowali we wsi kościół p. w. Oczyszczenia NMP. 24 września 1472 r. biskup chełmski Paweł z Grabowa (Grabowski) (1410 - 1479), erygował tutaj parafię łacińską. Przy kościele w Żernikach utworzono pierwszą szkołę parafialną. Podobna placówka istniała zapewne przy cerkwi grekokatolickiej, o której pierwsza wzmianka pochodzi z 1562 r. Jeden z duchownych Żernickiej cerkwi, ks. Jan Rogalski urodzony w Żernikach 24 maja 1764 r., syn duchownego Mateusza Rogalskiego ,,do czternastego roku życia przy rodzicach uczył się czytać i pisać". Następnie kontynuował naukę w Warężu ( 3 klasy) i sprawował posługę kapłańską w Grodosławicach, Żernikach i Pienianach. Zmarł 27 kwietnia 1840 r. Największy rozkwit szkolnictwa, przypada na koniec XIX w i początek XX w. W latach międzywojennych, stara drewniana szkoła, nie była w stanie pomieścić wszystkich uczniów. Kiedy w 1935 r. kierownikiem szkoły w Żernikach został Wincenty Brzozowski, w prywatnym mieszkaniu wynajęto lokal, do którego przeniesiono dwie klasy. Przepełnienie panujące w szkole, zostało częściowo zlikwidowane. Podczas wojny zorganizowano we wsi szkołę ukraińską, która działała do 1944 r. W kwietniu lub czerwcu 1944 r., podczas walk Polsko - Ukraińskich, budynek szkoły uległ spaleniu. W piśmie z 23 sierpnia 1947 r. pisał o tym zdarzeniu sekretarz gminy Łaszczów, do Inspektora Szkolnego w Tomaszowie. Tuż po wojnie, dzieci z Żernik uczęszczały do szkoły w Ulhówku. W 1952 r. uruchomiono we wsi 4 klasową szkołę, która mieściła się w 1 izbie, prywatnego mieszkania u Kazimierza Mędlarza. Bibliotekę stanowiło 50 książek, a za pomoc naukową - 1 mapa. Do szkoły w tym czasie, uczęszczało 30 dzieci. Pierwszym powojennym nauczycielem, który podjął pracę w tej maleńkiej i prowizorycznej szkółce, był Jan Szponar. Potem objął stanowisko podinspektora w Wydziale Oświaty i Kultury w Tomaszowie Lubelskim i miał nadzór nad rejonem Łaszczowa, do którego należały Żerniki. W latach 1952 - 1957 r. nauczyciele w tej szkole zmieniali się bardzo często. Było ich siedmioro, a podejmowali pracę w następującej kolejności : Jan Szponar, Józef Kiecak, Wanda Osiecka, Danuta Uściak, Danuta Krawczyk, Jan Waszczuk i Ryszard Soluch. W 1957 r. szkołę przeniesiono do nowego budynku szkolnego. W 1966 r. zorganizowano klasę ósmą. Szkoła w tym czasie liczyła 140 uczniów, 7 nauczycieli, posiadała 4 izby lekcyjne. Biblioteka liczyła 1300 woluminów w 3 szafach. W 1971 r. rozpoczęto budowę Domu Nauczyciela. 21 listopada 1972 r. klucze do nowych mieszkań nauczycielskich otrzymali : Donata i Radosław Rachańscy, Kazimiera i Bogdan Gwiazdowscy oraz Krystyna i Józef Wlaziowie. Zakładem opiekuńczym dla szkoły w Żernikach, był PGR w Podlodowie. Do szkoły uczęszczały dzieci z Żernik, Ratyczowa, Ratyczowa PGR i z przerwami z Rokitna. Zdarzały się przypadki, że pojedynczy uczniowie pochodzili z innych miejscowości, np. ze Steniatyna, uczeń T. Bajwoluk. Bardzo uroczystym dniem dla szkoły, był dzień 12 września 1976 r. W tym dniu w Żernikach odbyły się Gminne Dożynki. Cała szkoła uczestniczyła w złożeniu gospodarzowi dożynek - naczelnikowi Urzędu Gminy w Ulhówku Zbigniewowi Maciejce, pięknego wieńca dożynkowego oraz 4 kilogramowego bochna chleba. W roku szkolnym 1981 - 1982, odeszła nauczycielka Maria Malec, ponieważ ponownie zorganizowano w Rokitnie 4 klasową szkołę. Wraz z nią odeszło też, część dzieci z klas I - III, które pochodziły z Rokitna. Szkoła w Rokitnie nie funkcjonowała zbyt długo i pod koniec lat 80 - tych, Pani Malec wraz z uczniami, wróciła do Żernik. W styczniu 1996 r. biblioteka szkolna wzbogaciła się o 1202 pozycji, które przekazał Urząd Gminy w Ulhówku, ze zlikwidowanej Biblioteki Publicznej w Budyninie. Funkcję kierownika, a od 1972 r. dyrektora szkolnego pełnili kolejno : Ryszard Smoluch (1957 - 1962), Jan Radosław Rachański (1962 - 1986 i 1987 - 1991), Donata Rachańska (1986 - 1987), a ostatnim dyrektorem placówki był Bolesław Koperwas (1991 - 2000). Szkołę ostatecznie zamknięto w 2000 r. Budynek szkolny, przez kilka lat stał opuszczony, ale miał to szczęście, że znalazł się nabywca, który go odremontował i dzisiaj pełni funkcję, prywatnego domu mieszkalnego. Źródła : Z. Nowicka ,,Szkolnictwo podstawowe w powiecie tomaszowskim (1944 - 1963)" , ,,Kronika Szkoły Podstawowej w Żernikach", E. Niedźwiedź, J. Niedźwiedź, M. Skorniewski, Ł. Kłębek ,,Dzieje miejscowości gminy Ulhówek, Powiat Tomaszowski".

W południowo - zachodnim rogu, nieczynnego prawosławnego cmentarza, na którym stoi kościół, znajduje się mogiła plut. Mieczysława Zajączkowskiego, żołnierza który poległ w Żernikach 23 września 1939 r. Tego samego dnia, o godz. 8.00 rano przez Werszczycę i dalej traktem Tomaszów - Werszczyca, przemieszczał się, regiment pancerny nr 3 (2 DPanc.), przez Łubcze kierował się na północny - wschód na Podlodów. Piechota niemiecka staje na wzgórzu nr 269 na północ od wsi Pieniany. Niemcy o godz. 9.00 rano wysyłają rozpoznanie przez Łubcze do wsi Hubinek, piechota Polska ( zgrupowanie płk. M. Ocetkiewicza) rozpoczyna atak między kol. Podlodów a Podlodowem, jednak po godz. 21.00 sowieci uderzają na nasze tyły z kierunku wsi Zimno na Podlodów. Od 10.00 do 12.00 niemieckie rozpoznanie stoi w kol. Hubinek, sąsiednia Rzeczyca jest zajęta przez sowiecką piechotę. Od godz 12.00 do godz. 16.00 na linii Podlodów - Żerniki trwa wymiana ognia artyleryjskiego niemiecko - polskiego. W tych to okolicznościach, ginie Mieczysław Zajączkowski plutonowy 57 pułku piechoty. Zmobilizowany został 26 sierpnia 1939 r., był uczestnikiem bitwy nad Bzurą. Urodził się, 4 grudnia 1908 r. w wielodzietnej rodzinie rzemieślniczej, (miał 5 braci i siostrę), z zawodu kuśnierz. Całe życie mieszkał w Poznaniu. > Oto relacja dyrektora żernickiej szkoły, pana Wincentego Brzozowskiego < : ,, (...). Ja istotnie byłem wtedy kierownikiem szkoły w Żernikach w powiecie tomaszowskim. Front zbliżał się do naszych stron. Natarcie wojsk niemieckich odbywało się w kierunku od Podlodowa na Żerniki. Jednostka wojska polskiego (artyleria) zajęła stanowiska na polach obok zabudowań pana Lichacza i cmentarza w kierunku ogniowym na Podlodów. W godzinach popołudniowych rozpoczęło się natarcie wojsk niemieckich. Jednostki nasze zaczęły się pośpiesznie wycofywać. Moja cała rodzina t.j. żona z dzieckiem i moją siostrą, udały się na folwark, by tam się schronić w murowanych piwnicach ( jedna z nich zachowała się, do naszych czasów, jako jedyna pozostałość z folwarku). Powstał straszny tumult. Mieszali się razem uciekający mieszkańcy, wraz ze swym dobytkiem oraz wojskiem i taborami, tak że z trudem żona dostała się na folwark. W budynku szkolnym zostałem tylko ja jeden. Początkowo obserwowałem jak nasze działa strzelały w kierunku Podlodowa. W pewnym momencie dowódca baterii, kazał mi się oddalić, wiec ja odbiegłem do szkoły i ukryłem się w ogrodzie w bruzdach ziemniaczanych, a artyleria dalej strzelała. Po pewnej chwili artylerzyści przerwali ogień i w szybkim tempie przejechali obok szkoły w kierunku na Posadów. Niemcy w dalszym ciągu huraganowym ogniem ostrzeliwali Żerniki, a w szczególności to miejsce, gdzie była ulokowana nasza artyleria. W tym momencie przed budynek szkoły zajechał polski motocykl z przyczepką, wioząc na nim zabitego żołnierza. Ja wychyliłem się zza płotu - żołnierz kazał mi otworzyć klasę i tam złożyli ciało zabitego żołnierza, a nasi w pośpiechu odjechali. (...) Późnym wieczorem Niemcy przerwali ogień i wycofali się, nie wchodząc do Żernik. Następnego dnia rano poszedłem do sołtysa wsi Stefana Wronki i z nim w obecności ob. Lichacza, Wietrzyka, Mroczkowskiego i innych mieszkańców wsi przejrzeliśmy kieszenie płaszcza, w którym był śp. Mieczysław Zajączkowski przywieziony i kieszenie ubrania (rzeczy jego, jak scyzoryk, lampka elektryczna, mydełko i jakieś zapiski, zatrzymał Wincenty Brzozowski). Na szyi u zabitego znaleziono znak rozpoznawczy, napisany na skrawku materiału. Już nie pamiętam na jaki adres żony poległego przesłałem powiadomienie, był to adres Poznań - Danplug, czy coś podobnego. Akurat miałem deski nowe, więc dałem je na trumnę, do której włożyliśmy ciało zabitego i z ogromnym smutkiem odbył się pogrzeb. (...) Ja jeszcze następnego dnia umieściłem deseczkę na krzyżu wyrżniętym nożykiem napisałem : Tu spoczywa plut. W.P. Mieczysław Zajączkowski, poległ 23.09.1939 r. (...) Na grób, przyjeżdżali bracia poległego i byli niezmiernie zadowoleni, że grób jest zadbany i uporządkowany przez mieszkańców ( w szczególności rodzina Wronków, Lichaczów, ale i innych) i młodzież szkolną.

Dyrektor szkoły w Żernikach, Wincenty Brzozowski z żoną i uczniami na tle szkoły ok. 1936 r. (fot. z Kroniki SP w Żernikach, zamieszczona w Dzieje miejscowości gminy Ulhówek, powiat tomaszowski). Przedwojenna szkoła w Żernikach, znajdowała się częściowo, w granicach obecnej południowo - wschodniej posesji Pana Karola Mroczkowskiego. W pobliżu budynku szkolnego, ok. 100 m na północ, znajdowała się cerkiew unicka, później od 1875 r. prawosławna i budynki gospodarcze z ,,popówką'' - plebanią (obecnie posesja Państwa Kuli i Wietrzyków). Bliskość położenia cerkwi i szkoły, może sugerować, że szkoła, była w początkowym okresie swojego powstania, ściśle związana z cerkwią, jako szkoła przy cerkiewna. Pewne jest natomiast, że w latach 80. XIX w. istniała tutaj 1 - klasowa szkoła rosyjska, w której w latach 1890 - 1891 uczył Łukasz Księżyk, a po nim Helena Trębicka (1894 - 1895). Na nieczynnym cmentarzu prawosławnym w Żernikach, zachował się w doskonałym stanie nagrobek Heleny Trębickiej, zmarłej 18 stycznia 1896 r. Po niej uczył Piotr Koba (1899 - 1900), Paweł Nowosad (1903 - 1904), w 1908 r. Jan Markiewicz, a w 1910 r. Teodozja Filon. W 1914 r. notowano tutaj 2 - klasową szkołę z kierownikiem Włodzimierzem Piskorowskim, wraz z nauczycielami : Aleksandrem Tarasiukiem i Heleną Daniluk. Budynek szkoły, był drewniany i dzielił się na salę lekcyjną oraz mieszkanie dla nauczyciela. Placówka w 1915 r. zawiesiła swoją działalność. Powodem była, wielka ofensywa wojsk austro - węgierskich i niemieckich na pozycje rosyjskie. Prawdopodobnie już w 1916 r. otwarto we wsi 1 - klasową (3 oddziałową), szkołę polską z językiem polskim, gdzie w latach 1918 - 1935, uczyła Anna Machniewicz ze Lwowa. Nauczycielka mieszkała w dużym budynku szkolnym, zajmowała dwa pokoje i kuchnię. Sala lekcyjna była jedna - ok. 70 m kw. W latach 1934 - 1935, uczyła Władysława Komisarczuk. Szkoła była czteroklasowa, rano uczyły się klasa III i IV, po południu I i II . Szkoła w tym czasie liczyła ok. 120 uczniów. W 1935 r. nauczycielki, panie Machniewicz i Komisarczuk przeniesiono do innych miejscowości. Pani Machniewicz trafiła do Wólki Pukarzowskiej. W 1935 r. miejsce obu nauczycielek, zajął Wincenty Brzozowski z żoną i uczyli do wybuchu wojny. Z relacji i wspomnień Pana Brzozowskiego, który w 1983 r. odwiedził Żerniki, wiemy że uczył ok. 120 dzieci, w tym 13 polskich i 1 żydowskie (zapewne dziecko kierownika sklepu Spółdzielni Spożywców w Żernikach), zaś pozostałe to dzieci ukraińskie. W okresie pobytu w Żernikach Pani Machniewicz, szkoła posiadała bibliotekę, z której korzystali także dorośli. Jako pomoce dydaktyczne do nauki historii i geografii, szkoła posiadała 3 duże ścienne mapy i globus. W okresie świąt Bożego Narodzenia, Pani Machniewicz urządzała przedstawienie, były to ,,Jasełka". Wieczorami uczyła dzieci ról, odbywały się próby. Frekwencja pomimo płatnych biletów, była duża. Z czasem szkoła stawała się ciasna, dla rosnącej liczby dzieci. Podczas, gdy kierownikiem szkoły w Żernikach został Wincenty Brzozowski, w prywatnym mieszkaniu wynajęto lokal, do którego przeniesiono dwie klasy. Przepełnienie panujące w starej szkole, zostało częściowo zlikwidowane. Wincenty Brzozowski założył Szkolną Kasę Oszczędności, która była prowadzona przez uczniów i pomyślnie się rozwijała. Z pocztowej Kasy Oszczędności w Warszawie, szkoła otrzymała książeczkę - Nr. 5056 D i już w 1935 r. wpłynęły pierwsze wpłaty. Jak na tamten okres wpłaty były dosyć duże, bo jednorazowo 5, 10, 15 zł. Dla porównania, dniówka niewykwalifikowanego robotnika, wynosiła 5 zł. Ostatnia wpłata, została zrealizowana w lipcu 1939 r., a ogólny wkład wynosił 200 zł (przeciętna miesięczna pensja urzędnika administracyjnego). Za pomyślny rozwój Szkolnej Kasy Oszczędności, przyznano szkole siatkówkę. Pan Brzozowski zachęcał dzieci do hodowli królików, uczył szczepić drzewka i zakładać sady. Z byłych uczniów szkoły, zaledwie kilkunastu pozostało w Żernikach. Niewielka ich liczba rozproszyła się po całym kraju, zaś największa część znalazła się w ZSRR, w ramach przymusowych wysiedleń ludności ukraińskiej. Kilku uczniów trafiło do Kanady, USA, Brazylii - Lisiecki Łukasz. 1 września 1939 r. wojna nie pozwoliła na rozpoczęcie zajęć szkolnych. W 1940 r. gestapo aresztowało Wincentego Brzozowskiego, który ukrywał się u swoich rodziców i brata Czesława Brzozowskiego w Nabrożu. Trafił do obozu w Oświęcimiu. Żona Brzozowskiego wyjechała z Żernik i podczas okupacji uczyła w Oseredku gm. Majdan Sopocki (obecnie gm. Susiec).W 1940 r w Żernikach utworzono szkołę ukraińską, gdzie uczył nauczyciel Taczanowski z żoną. Do szkoły uczęszczały tylko dzieci ukraińskie, a nauka odbywała się co ciekawe, w języku rosyjskim. Szkolnictwo ukraińskie w tym czasie borykało się z brakiem kadry nauczycielskiej. Szkoła przestała istnieć w 1944 r., kiedy to spłonęła. Wielu mieszkańców zginęło 5 kwietnia 1944 r. podczas masakry dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów. 2 czerwca 1944 r. podczas walk polsko - ukraińskich, zginęły 32 osoby narodowości ukraińskiej, w tym 1 dziecko. Po zakończeniu wojny, wrócił z obozu Wincenty Brzozowski. Wyjechał z żoną w olsztyńskie i tam oboje uczyli. Po wojnie zajęcia wraz z nowym rokiem szkolnym, nie odbyły się, dzieci uczęszczały do szkoły m.in. w Ulhówku. Z czasem wieś, zaczęła się stopniowo zaludniać i zaczęto myśleć o założeniu szkoły. Do realizacji tego zamierzenia doszło dopiero w 1952 r. Źródła : Krystyna Wlaź ,,Kronika Szkoły Podstawowej w Żernikach", E. Niedźwiedź, J. Niedźwiedź, M. Skoroniewski, Ł.Kłębek ,,Dzieje miejscowości Gminy Ulhówek Powiat Tomaszowski"., Z. Nowicka ,,Szkolnictwo podstawowe w powiecie tomaszowskim (1944 - 1963)".

Wycinek mapy taktycznej C - k Wojskowego Instytutu Geograficznego, Wiedeń 1878 r., przedstawiający ówczesne miejscowości nadgraniczne - Żerniki, Podlodów, Pieniany, Ratyczów w Cesarstwie Rosyjskim i Rzeczycę z Hubinkiem w monarchii Austro - Węgierskiej. Obecnie obszar ten, znajduje się administracyjnie w składzie gmin Łaszczów i Ulhówek. W XIX i na początku XX w., przygraniczne położenie, stwarzało przed mieszkańcami nowe możliwości zarobku, a mianowicie kwitł proceder przemytniczy. Rzeczyca położona w Galicji była znanym punktem kontrabandy gorzałki do Królestwa Polskiego. Podobny charakter miały m.in. znajdujące się po drugiej stronie kordonu - Żerniki i Podlodów. 23 II / 6 III 1884 r. postrzelono podczas ucieczki przemytnika z Podlodowa, Iwana Korpaka. Jednak przedstawiony na dołączonej mapie rejon, odegrał zapomniany już epizod, w historii nie tylko lokalnej, ale i w skali światowej. Biegł tędy zorganizowany przez samego Włodzimierza Lenina, tzw. ,,Szlak Lubelski". Lenin przebywający na początku XX w. w Krakowie i na Podhalu, stworzył punkty kontaktowe i trasę przerzutu rewolucyjnej poczty i prasy (m.in gazety - ,,Iskra", ,,Zaria", ,,Wpieriod", ,,Ploletarij"), ulotek, broszur, broni, ale także było tutaj miejsce przerzutu działaczy partyjnych (SDKP i L - Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, oraz PPS - Polska Partia Socjalistyczna). W nadgranicznych wioskach i miasteczkach, nie trudno było o przewodników. Ludzie ci, często z narażeniem życia, głównie nocami, uciekając się do przemyślnych i przez wiele lat opracowywanych forteli, przemycali ,,drogocenne", ładunki oraz ludzi, przez zieloną granice. Omawiany ,,szlak lubelski", był jednym z wielu na granicy Austro - Węgier z Cesarstwem Rosyjskim, a biegł z Krakowa do granicy w okolicach Uhnowa i Rzeczycy w której już w 1912 r., czynne było przejście graniczne. Tutaj przez Żerniki - Ratyczów - Łaszczów w gm. Czerkasy, powiatu tomaszowskiego, podążał w stronę Lublina i dalej w głąb Rosji m.in. do Kijowa. Jednym z organizatorów przerzutu nielegalnej poczty do Włodzimierza Lenina, był mieszkający w Rzeczycy w zaborze austriackim, Stefan Kluczkowski, który jako pierwszy przejmował przesyłki po tej stronie kordonu. W zaborze rosyjskim odpowiednikiem Kluczkowskiego, był Eugeniusz Pindyczuk z Pienian gm. Czerkasy (obecnie gm. Łaszczów), student warszawski. Eugeniusza Pindyczuka zwerbował Mikołaj Krylenko, nauczyciel w szkole handlowej Vetterów w Lublinie, potem w prywatnej szkole handlowej. W pobliskim Łaszczowie, przerzutem z Galicji na teren Lubelszczyzny nielegalnych wydawnictw i tajnej prasy, zajmował się farmaceuta Bronisław Walery Koskowski. Wśród wydawnictw, były takie czasopisma jak ,,Przegląd Wszechpolski" i ,,Polak". Były to wydawnictwa o zabarwieniu nacjonalistycznym i narodowym, nie związane z ruchem socjalistycznym. Koskowski urodził się 12 września 1863 r. w Łaszczowie. W swojej aptece, prowadził badania laboratoryjne dotyczące higieny i jakości środków spożywczych. W 1896 r. żandarmeria carska wpadła na trop nielegalnej działalności, prowadzonej przez łaszczowieckiego farmaceutę. Przeprowadzono rewizję w mieszkaniu Koskowskiego. Po tym zajściu aptekarz, opuścił Łaszczów i po krótkim pobycie w Warszawie, przekroczył granicę i osiadł we Lwowie, gdzie w dalszym ciągu kierował przerzutem nielegalnej prasy. Dalsze jego losy, były nadzwyczaj interesujące i pełne sukcesów naukowych. 8 grudnia 1945 r. mianowany został profesorem zwyczajnym farmacji stosowanej na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Zmarł w Warszawie 6 kwietnia 1946 r. Początek XX w., w Rosji to pasmo klęsk, niepokojów i niezadowolenia społecznego. Niezadowolenie z samowładnych rządów cara pogłębił kryzys gospodarczy z lat 1900 - 1903, kosztowna i przegrana wojna rosyjsko - japońska (1904 - 1905), gwałtowny wzrost cen artykułów żywnościowych, klęski nieurodzaju, to wszystko sprawiło, że wzrastało poparcia dla stronnictw lewicowych. W 1906 r. nadzwyczaj ostre strajki robotników sezonowych podczas sianokosów i żniw, zanotowano w powiatach tomaszowskim i hrubieszowskim. Ruch rozpoczął się w pierwszej dekadzie czerwca tegoż roku w majątku Żerniki gm. Czerkasy (obecnie gm. Ulhówek). Następnie fala strajków ogarnęła dobra w Małoniżu i Podhajcach, a potem wystąpili chłopi i fornale (służba dworska), ze wsi Witków, Posadów, Łachowce, Żulice, Kmiczyn, Steniatyn, Wólka Pukarzowska, Ratyczów, Zimno, Dobużek, Grodysławice, Pieniany, Pukarzów, Podzamcze, Mikulin, Nabróż i Telatyn. Ogółem wystąpili chłopi - najemnicy sezonowi z ponad 20 miejscowości. Rosyjskie władze administracyjne wymieniały jako głównych przywódców : Jana Pochodeńkę, Ignacego Poliszewicza, Michała Bebika i Piotra Konopę. Strajki stłumiono, a przywódców aresztowano. Jednocześnie władze powiatowe, informując gubernatora lubelskiego o zajściach, zwracały uwagę, że ,, sytuacja wśród miejscowej ludności jest groźna i jeżeli [obszarnicy] nie pójdą chociaż na małe ustępstwa [...] strajki robotników rolnych mogą przyjąć bardzo rozległe rozmiary". Zajścia miały podłoże społeczno - ekonomiczne, (małe płace), oraz narodowo - religijne (właściciele folwarków dzielili robotników na katolików i prawosławnych, co już w tym czasie stanowiło jeden z zalążków, tragicznego w niedalekiej przyszłości, konfliktu pomiędzy obiema religiami). Strajki wiejskie na tym terenie, nie były pierwszymi i jedynymi. Już 3 kwietnia 1906 r. odnotowano wystąpienia robotników cukrowni w miejscowości Mircze. Protesty i zamieszki z 1906 r. poprzedzone były starannie przygotowaną i szeroko zakrojoną agitacją partii socjalistycznych (Socjaldemokracji i PPS). W majątkach i folwarkach Lubelszczyzny, pojawiła się cała masa ulotek, nawołujących do wystąpień i strajków, skierowanych do chłopów i robotników rolnych. (,,Agitatorzy rozdawali ulotki rewolucyjne, rozwozili pakami na wozach, rozrzucali po polach, drogach, pozostawiali w mieszkaniach i rozklejali w widocznych miejscach ..."). Literatura ,,wywrotowa'' i agitacje padały na podatny grunt. Sytuacja w szczególności służby folwarcznej w tym czasie, była wyjątkowo tragiczna i robotnicy ci należeli do najgorzej płatnej kategorii pracowników fizycznych w Królestwie. Były folwarki, w których fornale otrzymywali zaledwie 15, a nawet 12 rubli rocznego uposażenia, kiedy przeciętna w guberni Lubelskiej wynosiła 20 - 25 rubli. Do uposażenia tego doliczano tzw. ,,ordynaria", wynagrodzenie np. w zbożu. ,,Poważnym obciążeniem dla fornali był obowiązek utrzymywania tzw. ,,czeladzi" lub ,,posyłki", czyli ludzi (najczęściej kobiet i nieletnich), których musieli karmić i utrzymywać oraz wysyłać do pracy we dworze, pobierając za to pewne wynagrodzenie, często jednak znacznie niższe, niż koszta utrzymania owej ,,posyłki" - donosił ówczesny ,,Kurier Lubelski". Znaczna część robotników rolnych, nie posiadała mieszkań. Parobcy nieżonaci, a nawet całe rodziny nocowały w stodołach lub chlewach. Rodziny na ogół dostawały mieszkania w czworakach, ale zazwyczaj były one przepełnione. W każdej izbie, przeważnie małej i ciasnej, mieściły się nierzadko nawet trzy rodziny ! Fatalne warunki higieniczno - sanitarne, były przyczyną wszelkiego rodzaju chorób i wysokiej śmiertelności. W okresie robót polowych, fornale wstawali już o godz. 3 - 4 rano do obrządku, czyli karmienia i oporządzania zwierząt gospodarskich. Po śniadaniu, ok. godz. 5.00, wychodzono do pracy w polu, trwającej aż do nastania ciemności. Dzień roboczy fornali, latem trwał od godz. 3.00 do 21.00, co po odliczeniu 1 godz. na śniadanie, 1,5 godz. na przerwę obiadową, wynosił 15,5 godz. dzień pracy. Należy pamiętać, że czas pracy, nie był regulowany żadnym przepisem prawnym, ani umową, a zależał wyłącznie od właściciela majątku. Źródła : M. Łoposzko ,,Letnia fala strajków w Guberni Lubelskiej w 1906 r"; W. Najdus ,,Przez zieloną granicę"; J. Jachymek, A. Koprukowniak, J. Marszałek ,,Ruch ludowy na Zamojszczyźnie"; Rocznik Tomaszowski 1/1981 ,,Związani z tą ziemią".

Bohdan Chmielnicki (ur. 27 grudnia 1595 - zm. 6 sierpnia 1657 r.) - hetman zaporoski. przywódca największego powstania kozackiego przeciwko Rzeczypospolitej, bohater narodowy Ukrainy. Zdjęcie pochodzi z książki W. B. Antonowycza i W. B. Beca ,,Istoriczeskije diejatieli Jugo - Zapadnoj Rossiji", Kijew 1883. Geneza wielkiego powstania, nazywanego od jego wodza i przywódcy ,,Powstaniem Chmielnickiego", była zróżnicowana. Przede wszystkim błędna i nieskuteczna, polityka Rzeczpospolitej wobec kozaczyzny. Duże znaczenie miało występujące na Ukrainie, napięcie natury społecznej, narodowościowej i religijnej, a w szczególności upośledzenie prawosławia wobec katolicyzmu i unii. Zderzyły się aspiracje Kozaków, z dążeniami magnaterii kresowej, do poddania kozaczyzny systemowi pańszczyźnianemu. Chłopi ruscy, ale nie tylko, na których pracy głównie opierał się pomyślny rozwój gospodarczy, mieli niewielki udział w owocach swojego trudu. Niniejszy post obejmuje jedynie teren, regionu jaki nas interesuje (Tomaszów Lubelski - Bełz - Rawa Ruska, z obszarem przyległym). Terytorium to, targane było konfliktami i tarciami społecznymi, podobnie jak na kresach. Mieszkańcy Żurawiec, wiedli spory z dziedzicami jarczowskimi i lipskimi. Ci ostatni dawali się we znaki szczególnie chłopom z domeny lubyckiej. Już za początku XVII w., za panowania króla Zygmunta III Wazy, wybuchł antyfeudalny bunt chłopów w Hrebennem. Bunt został stłumiony, a król wydał rozkaz zniszczenia wioski. Zapewne, rozkaz królewski nie został wykonany. Bardzo niszczycielskie i destabilizujące były bandyckie zajazdy i napady, okolicznej szlachty, na zwaśnionych sąsiadów. Przykładem, może być najazd na Poddubce, dokonany przez Jana Jarząbkowskiego z Żernik i Mikołaja Jemiołowskiego ze Swaryczowa, towarzyszy lekkiej chorągwi Krzysztofa Tyszkiewicza wojewody czernichowskiego, a później Jana z Mirowa Myszkowskiego, podkomorzego bełskiego. Obaj ,,jegomoście'', ,,[...] na czele pewnego oddziału wpadłszy do wsi jego (Stanisława Sokołowskiego, podczaszego wyszogrodzkiego), dopuścili się rozmaitych bezprawiów, tak przeciwko dworowi, jako też przeciw poddanym". Trybunał lubelski, skazał obu na banicję. Wyrok wieziony przez wicesgerenta bełskiego Aleksandra Brylińskiego w Żernikach nie został przyjęty. ,,W Żernikach oświadczyła Zofia Zbykalska, małżonka Jarząbkowskiego, że ona jest tu panią wyłączną i wyroku żadnego nie przyjmuje". W tym miejscu, warto wspomnieć o innym ,,łotrze", Mikołaju Skrzetuskim, pierwowzorze historycznym dla niepoprawnie szlachetnego Jana Skrzetuskiego, z powieści Henryka Sienkiewicza pt. ,,Ogniem i mieczem". Prawdziwego Mikołaja Skrzetuskiego od powieściowego Jana, odróżniało nie tylko imię, ale i charakter. W XVII w. krewni Skrzetuskiego posiadali na własność Dołhobyczów i Mikołaj często u nich gościł. Ten szlachcic wielkopolski, pułkownik - żołnierz zagończyk, prowadził wędrowny tryb życia. Wsławił się w walkach, ale popadał w konflikt z prawem. Zapisał się w historii, wydostaniem się z oblężonego Zbaraża i dostarczeniem listu królowi Janowi Kazimierzowi. Tutaj trzeba dodać, iż już wcześniej podobnego czynu dokonali dwaj inni żołnierze z załogi twierdzy, jednak ze strasznym skutkiem. Jeden z nich został ścięty, drugiemu wyłupano oczy i poobcinano ręce. Skrzetuski za swój czyn, otrzymał od Kanclerza konia z rzędem, 100 dukatów i szaty. Pomimo tego bohaterstwa, pozwy i wyroki sądowe, sypały się na głowę Mikołaja Skrzetuskiego gęsto. W 1667 r. w Woli Gródeckiej (ob. gm. Jarczów), porwał i próbował siłą zmusić do ślubu podkomorzankę bełską Zofię Zawadzką. W 1668 r. trybunał lubelski, skazał go na infamię. Przypuszczalnie zmarł w 1673 r. Wszystkich powyższych jednak, ,,przebił" inny rzezimieszka - Samuel Łaszcz Tuczapski (1588 - 1649) - strażnik wielki koronny, starosta owrucki i kaniowski, żołnierz - zagończyk. W 1648 r. brał udział w starciu pod Machnówką i w trzydniowej bitwie pod Konstantynowem. Wsławił się w niesławnej bitwie pod Piławcami, 20 września 1648 r. Zapamiętany został jednak jako wielki warchoł i banita, skazany 236 razy na banicję i 47 razy obłożony infamią za gwałty i rabunki. Zycie zakończył w Krakowie, opuszczony przez wszystkich, z wyjątkiem cygańskiego grajka i nieustępliwych wierzycieli. Pojawia się w powieściach H. Sienkiewicza, ,,Ogniem i mieczem", oraz ,,Potop". Wracając do wydarzeń z 1648 r., już na początku października tego roku, zapewne na wieść o polskiej klęsce pod Piławcami, powstali chłopi z domeny lubyckiej, ze wsi Żurawce, Lubycza, Teniatyska, aż po Werchratę. Stu czterdziestu czterech powstańców, pod wspólnym przywództwem kniazia (sołtysa) lubyckiego Iwana i proboszcza Andrija, uderzyło 2 października na Lipsko. Przyłączyli się do nich, chłopi z Przeorska, Krupca, oraz ze starostwa lubaczowskiego m.in. Brusna i Żukowa. Razem powstańców miało być 2 tys. Mimo liczebnej przewagi, Lipska nie udało się zdobyć i rozpoczęło się kilkutygodniowe oblężenie. Dopiero gdy w granice województwa bełskiego, wkroczyły wojska kozackie Chmielnickiego, 2 listopada jeden z oddziałów dopomógł w zdobyciu miasta. Zginęło ok. tysiąca mieszkańców, zabudowania spalono. Następnie spalono wieś Lipie i Bełżec. Tego samego dnia powstańcy z Werchraty, Żurawiec, Brusna, Krupca i Maził, zdobyli pobliski Narol. Dokładny opis tego wydarzenia podaje żydowski kronikarz Natan Hanower ,,[...] Najpierw zamordowali wrogowie pana miasta który się zwał Łaszcz, zdarli z niego żywcem skórę i zadali mu najstraszliwsze męki. Następnie wymordowali w najokropniejszy sposób - jak już wyżej opisano - 12 000 Żydów, wielu utopiono w rzece, kilkaset zaś zamknięto w bożnicy. I wyłamali Kozacy bramy i wymordowali najpierw Żydów tamże zamkniętych, a następnie spalili świątynię wraz z pomordowanymi. I nie było w Polsce rzezi tak okropnej jak w Narolu. Wielu Żydów zawlekli Tatarzy w niewolę, a trzy miasta (Narol, Lipsko i Florianów) spalili i spustoszyli je jak Sodomę. I opowiedziała mi pewna kobieta, która została przy życiu, położywszy się między trupami, że w ten sposób ocalało kilkaset kobiet i dzieci i trochę mężczyzn. I nie mieli przez 5 dni nic do jedzenia, więc jedli mięso ludzkie, odcinali członki pomordowanych, piekli je na ogniu i jedli je. Kilka tysięcy trupów zjadały psy i świnie. Spod Narola Kozacy udali się na Zamość ...". Legenda głosi, że ataman kozacki, kazał te trzy miasta zaorać i przez kilkanaście lat uprawiano na tym miejscu ziemię. Pod Rawą, chłopscy powstańcy, pomagali zdobyć zamek w Rudzie Magierowskiej. W Potyliczu mieszczanie ukraińscy, zniszczyli katolicki kościół. Włościanie z Werchraty rozbili i obrabowali przebywających w okolicy w obozie, uchodźców polskich i żydowskich z Rawy Ruskiej. Pod Lubaczowem wystąpili mieszkańcy Łukawca i Szczutkowa. Mieszkańcy Prusia i Teniatysk, napadli na dwór S. Rościszewskiego. Chłopi z Jurowa na czele miejscowego wójta i księdza unickiego, spalili kościół w jednej ze wsi pod Tomaszowem. ,,W Bełzkiem, poddani pod przewodnictwem kucharzy, woźniców, kowali, z kosami na prost nasadzonemi, hakownicami z nadziakami, kijami, łukami, pojmali we wsi Kadłubisko, Korocińskiego, który się tam był [...] ukrył, okrutnie posiekali, sług kosami porzneli, żonę w dwóch miejscach kulami przeszyli, wołając - ,,pal'', ,,pal'', ,,rznij''. Rzeczycki powrócił do domu tusząc, iż się uspokoiło; przyjęli go pop i chłopi z pozorną potulnością, ale nocą naszli na dom; przez dwie mile ścigali szlachcica. Sam jeden bronił się uchodząc; dopadł do starego zamczyska, którego przez noc szturmem dobywano, a załoga on jeden; poległ rozsiekany...". Tym czasem, główne siły Chmielnickiego przechodziły szeroka ławą spod Lwowa przez Żółkiew i Rawę Ruską. W Rawie spalono kościół parafialny. ,,Uhnów był postrachem dla przejeżdżających, urząd bez władzy, mieszczanie niesforni". Tomaszów Lubelski nie próbował się nawet bronić przed Chmielnickim, który może z tego powodu poprzestał na spaleniu synagogi i domów żydowskich. Tomaszowskie umocnienia (naturalne fosy, wały z lotnych piasków i drewniane palisady), mogły stawić opór jedynie mniejszym podjazdom. W przypadku większego ataku, miejscowa ludność, jeżeli miała na to czas, uchodziła z dobytkiem w pobliską puszczę. 6 listopada 1648 r. Chmielnicki z Tuchaj bejem, oblegli Zamość. Po odparciu pierwszych szturmów, miasto zostało otoczone i wzięte w blokadę. Podczas opisywanych wydarzeń w Rzeczypospolitej trwała inna walka, walka wyborcza, pomiędzy kandydatami do korony Polskiej. Głównymi pretendentami byli dwaj młodsi bracia, zmarłego króla Władysława IV - Jan Kazimierz i Karol Ferdynand, biskup wrocławski. Co ciekawe, stojąc pod murami Zamościa, wódz kozacki zdecydował się ,,oddać" swój głos na Jana Kazimierza, co znacząco przechyliło jego szansę i został obrany królem Polski, w dniu 17 listopada 1648 r. ,,[...] gdyby były od Chmielnickiego z pod Zamościa nie zaszły listy w ten sens, że się inaczej wojsko zaporoskie nie ukontentuje i w Ukrainę nie powróci, aż Kazimierz królewicz królem polskim mianowany będzie". Ostatecznie 23 - 24 listopada spod Zamościa, odeszły główne siły wojsk Chmielnickiego. Armii kozacko - tatarskiej, oprócz Zamościa, zdołał oprzeć się warowny klasztor Bernardynów w Sokalu, ,,[...] Powracając w Ukrainę (spod Zamościa) Chmielnicki, pod klasztorem sokalskim był i gwardyanowi tamecznemu, że się jego Kozakom dobrze bronił, dziękował i pewnemi go uraczył upominkami". Oparło się miasto wojewódzkie Bełz, usadowione w widłach Rzeczycy i Sołokiji. Już w październiku Bełz został otoczony, przez wojska kozackie, które nałożyły na niego okup. Wskutek epidemii i głodu zmarło ok. 200 bełskich Żydów. 28 października 1648 r. z Zamościa, dla rozpoznania nieprzyjaciela, wysłano silny podjazd pod dowództwem podsędka bełskiego Aleksandra Romanowskiego. Oddział ten, po udzieleniu odsieczy Bełzowi, podzielił się na dwie części. Jedna powróciła do twierdzy zamojskiej, druga w sile ,,rajtarów i dragonów nad dwieście skierowała się na odsiecz Narola.[ ...] Mało co dragonów moich i rajtarów uszło z tego pogromu'' - relacjonował w Zamościu podsędek bełski. Podczas tych walk, zniszczeniu uległy m.in. zamki w Tyszowcach, Łaszczowie i Hrubieszowie, być może dwory obronne w Wasylowie Wielkim, Podlodowie, Zimnie, Oszczowie, szereg kościołów, cerkwi i bożnic żydowskich. Zrujnowano wiele dworów i zabudowań chłopskich. Źródła : Z. Wójcik ,,Wojny kozackie w dawnej Polsce"; P. Wład, M. Wiśniewski ,,Roztocze Wschodnie. Przewodnik nie tylko dla turystów''; A. A. Witusik ,, O Zamoyskich, Zamościu i akademii Zamojskiej''; Litopys, Studia i materiały Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego w Polsce, red. J . Syrnyk 1(1) 2011; Z. Wójcik ,,Dzikie pola w ogniu''; Wikipedia.

Żulice gm. Telatyn

Jeńcy zatrzymani podczas walk o Raworuski Rejon Umocniony. Fotografia zbiory własne.

Pomnik jeńców radzieckich w Żulicach gm. Telatyn, upamiętniający miejsce funkcjonowania przejściowego obozu dla jeńców radzieckich (czerwiec - grudzień 1941 r.) Pomnik znajduje się na południe od wsi Żulice, na północno - wschodnim skraju lasu Żulickiego. Szacuje się, że uwieziono w nim, w sumie 8 tys. ludzi, w tym ok. 50%, to ludność cywilna. Najważniejszym źródłem wiedzy na temat powstania i funkcjonowania obozu w Żulicach, jest relacja mieszkańca wsi Rokitno (gm. Ulhówek), żołnierza AK - Kazimierza Bednarczyka ps. ,,Truteń", zamieszczona w książce dr Janusza Petera ,,Tomaszowskie za okupacji". Tuż przed atakiem wojsk niemieckich na ZSRR (22 czerwca 1941 r), w Żulicach ogrodzono drutem kolczastym kilkumorgowe pole (1 morga to ok. 0,56 ha), obsiane koniczyną i marchwią. Na rogach ogrodzenia, postawiono wieże obserwacyjne, pokopano płytkie rowy na latryny, do których naciągnięto odrobinę wody zaskórnej. Po napaści na ZSRR, obóz zapełnił się szybko, żołnierzami i ludnością cywilną, z podbitych terenów radzieckich. Przez pierwszy tydzień istnienia obozu, Niemcy nie dawali więźniom jedzenia. Chcąc przetrwać w tej nieludzkiej sytuacji, pomiędzy żołnierzami sowieckimi, wybrano delegacje, która wybrała się do pochodzącego z Austrii, komendanta obozu. Efekt był tragiczny ! Delegatów przywiązano zza ręce do słupów i podciągnięto do góry. Po dwóch dniach męczarni, wszyscy zmarli. Po tygodniu, zasiana marchew, koniczyna, a nawet chwasty, zostały zjedzone do cna, a pole wyłysiało. Wtedy to po raz pierwszy osadzeni w obozie, otrzymali po dwa surowe ziemniaki, na głowę, na cały dzień. Następnego dnia wydano, taką samą ilość ziemniaków, tym razem z parnika. W opisywanym czasie, nie postawiono żadnych baraków, więzieni tu ludzie, żyli pod gołym niebem w słońcu i deszczu w warunkach urągających ludzkiej godności. Gdy nadeszły jesienne chłody, zaczęli kopać doły w ziemi, w ten sposób chroniąc się przed zimnym wiatrem. Wielu nie miało odpowiednich ubrań, tylko koszulę. Pomimo niebezpieczeństwa utraty życia, wielu mieszkańców Żulic i okolicy, próbowała przemycić do obozu żywność. Ludność okoliczna wiedziała o obozie i panujących w nim warunkach m.in. od pewnego Ślązaka na służbie niemieckiej i z listów, które nocą jeńcy przerzucali poza druty kolczaste, owinięte w grudy ziemi. Późną jesienią, stanęło kilka baraków, niedbale skleconych. W tym czasie, front niemiecko - radziecki, tak bardzo przesunął się na wschód, że do obozu nie docierali już nowi jeńcy. Obóz ulegał wtedy, już powolnej likwidacji. W grudniu 1941 r. obóz został zlikwidowany. Większość więzionych, Niemcy wywieźli z obozu w inne miejsce, a ok. 100 osób, jeńców i ludzi których określano jako ,,urzędników sowieckich", Niemcy zabili w pobliskim lesie. Zamordowani sami wykopali sobie wspólny grób. Ostatnimi osadzonymi w obozie byli Żydzi, których wykorzystano do uporządkowania i zatarcia śladów po istniejącym tutaj obozie. Po skończonej pracy, popędzono Żydów do folwarku w Żulicach i tam ich zlikwidowano. W najbliższej okolicy, istniał drugi taki obiekt, w rozległym wąwozie, tuż za wsią Mikulin gm. Tyszowce. Wspomnienia najstarszych mieszkańców Mikulina, sugerują, że nie był to typowy obóz przejściowy, a miejsce kaźni przebywających tu jeńców. Dowodzą tego słyszane, nocne salwy karabinów maszynowych i jęki konających. Miejsce wybrane pod obóz - wąwóz, nie było przypadkowe, miało ukryć przed postronnym wzrokiem, obraz piekła, jakie zgotowano tu osadzonym. Zabitych i rannych zakopywano na dnie wąwozu. Do dzisiaj nie jest znana, ogólna liczba tutaj uśmierconych jeńców. Niektórzy szacują te liczby na kilka do kilkunastu tysięcy - są to liczby szokujące i pokazują bezmiar hitlerowskiej zbrodni. Długo po wojnie, wiedza o tym miejscu, do dzisiaj jest znikoma. Nigdy nie dokonano ekshumacji zabitych. Władze gminy Tyszowce, aby upamiętnić to miejsce niemieckiej zbrodni i ludzi tutaj spoczywających, ustawiły niewielki cementowy obelisk. Źródła : Janusz Peter ,,Tomaszowskie za okupacji", Z. Kazimierczuk, J. Niedźwiedź ,,Obszar G - 6 Małe ojczyzny w Unii Europejskiej. Przewodnik".

Stare

PHOTOGRAPHY & VIDEO

      Łaszczów

K

Prosimy o dodawanie adresu mail, to ułatwi innym kontakt.

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now