Gmina Bełżec

Makieta budynku stacji kolejowej
Makieta budynku stacji kolejowej w Bełżcu. Stacja ta istniała do 1944 roku, gdy to radziecka lotniczka, wysadzając w powietrze niemiecki transport amunicji, zniszczyła i ten budynek. Makieta wykonana przez p. Kuśmierczaka, w posiadaniu Pana Mieczysława Ohirko.
Dzieci ze szkoły w Bełżcu
Rok 1935, dzieci ze szkoły w Bełżcu na wycieczce we Lwowie. Fotografia ze zbiorów rodzinnych Pani Stanisławy Rudzińskiej zd. Brogowskiej
Bełżec w latach okupacji
Pani Stanisława Rudzińska zd. Brogowska wraz z koleżankami, specjalne podziękowanie dla Pani Anny Roci za współpracę.
Rozwiń

Opis Bełżca z 1888 roku. 

Przed rokiem mało kto wiedział i słyszał o Bełżcu. Podróżni tylko udający się z Galicji w Lubelskie, lub odwrotnie, znali powierzchownie tę wieś nadgraniczną. Obecnie, od czasu otwarcia kolei Lwowsko-belzeckiej, staje się Bełżec miejscowością już więcej znaną, na mapach kolejowych i rozkładach jazdy wymienioną, czyli — jak niektórzy mówią — zamienia się w drugie Podwołoczyska i twierdzą zarazem, że Bełżec w niedługim czasie stanie się miastem. Czy rzeczywiście Bełżec ma taką przyszłość przed sobą, trudno jeszcze orzec, ale faktem niezaprzeczonym jest, że ruch przejezdnych ­wzmógł się i że liczba mieszkańców także się stale powiększa. Oprócz urzędników i służby kolejowej ustanowiono tu c.k. ekspozyturę policji lwowskiej, dalej od 1. sierpnia b. r. ma się przenieść z Lubzony do Bełżca i tu stale zamieszkać oddział żandarmerji, następnie wskutek powiększenia ­straży skarbowej nie tylko zwiększy się znacznie tutejszy oddział straży, ale także ma być ustanowiony ck komisarjat tej straży. Jeżeli do tego dodamy dawniej mieszkającą tu inteligencję,jak na obszarze dworskim, plebanji, w szkole, na poczcie i w urzędzie cłowym, zobaczymy, że nie tylko wsi ale znaczna liczba miasteczek galicyjskich nie mogą pochwalić się taką liczbą inteligencji. ­Sądząc z tego, że na wsi mieszka stale tak znaczna liczba ludzi oświeceńszych, myślałby zapewne kto, że i stosunki, jak i gospodarka gminna stoją tu na pewnym stopniu doskonałości, a przynajmniej jakiego porządku, jednakże niestety ­tak nie jest. Kilku wieśniaków, którzy potrafili rozmaitymi sposobami dostać się do tutejszej Rady i zwierzchności gminnej, trzęsą całą gminą i tamują rozwój i postęp gminy. Na nic się nie przyda tu rada osób inteligentnych, jeśli tylko B.lub P. nie widzą w niej osobistej korzyści. Dobro całej gminy mało ich obchodzi, chociaż o tem ciągle przy kieliszku rozprawiają. Kancelarji gminnej nie ma, akta więc są w najwyższym nieporządku, a to tym bardziej, że pisarzem gminnym jest dwunastoletni chłopak, który jeszcze w przeszłym ­roku był uczniem miejscowej szkoły. Przed czteru laty założono tu Kółko rolnicze, ale nie rozwija się ono tak, jakby powinno, gdyż nie tylko, że nie ma żadnego poparcia, ale nawet w największych koryfeuszach gminnych ma nieprzebłaganych nieprzyjaciół. Dzięki jedynie staraniom kilku osób dysze zaledwie to Kółko. Od przeszło dwudziestu lat jest tu szkoła ludowa, nosząca dawniej nazwę trywialnej, a obecnie od 1875 r. przeistoczona na etatową. Gmina liczy około dwa tysiące mieszkańców, więc i dziatwy uczęszczającej do szkoły jest wiele, o utrzymanie atoli w jakimś porządku budynku szkolnego, o naprawę sprzętów, lub przyborów szkolnych nikt nawet nie myśli, bo szanowni koryfeusze gminni potrafią zawsze całej Radzie przedstawić, iż na podobne rzeczy gmina nie może pieniędzy ­dawać. Jeżeli zaś jakąś niezbędną kwotę w budżecie gminnym na wydatki szkolne postawią, ­nie dojdzie ona nigdy cała do przeznaczonego celu, ale. większa jej część ugrzęźnie gdzieś po drodze. Nie byłoby to jeszcze dziwnym, gdyby o tych sprawach, oprócz osób interesowanych, nikt nie wiedział; ale tak nie jest, gdyż przedstawiono ­

już postępowanie to władzom rządowym i autonomicznym, ale jakoś nadaremnie. Rada szkolna, miejscowa np. odnosiła się do wydziału powiatowego, aby uporządkowano budżet szkoły miejscowej, gdyż gmina preliminowanych kwot nie używa na przeznaczone cele, a wydział po powiatowy zażądał tylko od zwierzchności gminnej pewnego w tej sprawie usprawiedliwienia się, ale  czy to sprawozdanie gminy było słuszne, czy też mylne i fałszywe, nikt tego nie badał. Wiele gmin mniejszych i biedniejszych przeznacza pewną kwotę na nagrody dla dziatwy szkolnej, w Bełżcu ani myślą o tym i gdyby nie kilka osób inteligentnych, a najbardziej pan przewodniczący miejscowej Rady szk. i księża katecheci, dziatwa szkolna nie dostałaby przy popisie

rocznym nigdy nawet obrazka. Jedynie łaskawej szczodrobliwości w. p. Obrębskiego, miejscowego poczmistrza i przewodniczącego tutejszej Rady szk., jako też w. ks. Stanisława Śwideckiego zawdzięcza ­dziatwa szkolna, iż otrzymuje corocznie wielką liczbę podarków, jak obrazki, książki, kapelusze, chusteczki i t. d., jako nagrody pilności. Przy popisie tegorocznym w szkole tutejszej, podobnież jak i dawniej rozdano kilkanaście bardzo pięknych książek do modlenia, jako też do stu obrazków, a w końcu p. przewodniczący, ofiarował kilka zł. na ,majówkę' dla dziatwy szkolnej. Nad Nadmienić tu też wypada, że i naczelnik tutejszej stacji kolejowej p. A. także ofiarował już pewną kwotę na zeszyty dla uczniów szkoły tutejszej. —

W imieniu też dziatwy szkolnej składamy zacnym tym ofiarodawcom serdeczne podziękowanie. Dodać tu jeszcze wypada, że katecheta szkoły tutejszej ­przybywa każdej środy na naukę religii do Bełżca aż z Lipska, gdzie jest kościół parafialny. Obecnemu katechecie Stanisławowi Śwideckiemu należy się jeszcze wdzięczność i uznanie, że zbierając po wsi po kilka centów dobrowolnej składki, kupił za te pieniądze dla szkoły, tutejszej 42

obrazów do nauki poglądowej historii biblijnej.

I kolejny zakupiony rarytas, według opisu, stacja w Bełżcu.

 Budowę linii rozpoczęto 28 czerwca 1915 r. decyzją szefostwa wojsk kolejowych niemieckiej armii „Bug” w celu lepszego zaopatrzenia armii. Ekspresowe tempo budowy, niestety źle wpłynęła na jakość -1 sierpnia 1915 linia została doprowadzona do Zamościa, 25 sierpnia do Trawnik, Na odcinku Bełżec -Tomaszów położono nawet odcinek dwutorowy. Linia służyła celom militarnym - transportowała sprzęt, amunicję i żywność na pola bitew (ok. 1000 ton ładunków dziennie), w drodze powrotnej transportowała rannych żołnierzy (do 800). Podróż na trasie o długości 118,5 km z Bełżca do Trawnik trwała 16 godzin 48 minut. Prędkość handlowa wynosiła 7,05 km/h (z powrotem 8 km/h), z 2,5 godzinnym postojem w połowie trasy - w Zamościu. 20 listopada 1915 r. ze względu na przesunięcie się frontu kilkadziesiąt kilometrów na wschód linia została udostępniona pasażerom. Ze względu na zły stan techniczny kolei spowodowany zbyt szybkim sposobem budowania oraz falą ulewnych deszczów, które nawiedziły teren po 20 sierpnia 1915, we wrześniu 1915 zapadła decyzja o budowie linii normalnotorowej Rejowiec – Zawada – Bełżec oraz rozbiórce linii wąskotorowej. Pod koniec roku budowę linii przekazano wojskom austriackim. Została ona otwarta w styczniu 1916 na odcinku Bełżec - Zamość, natomiast w lutym 1916 odcinek Zawada - Rejowiec. Między 11 grudnia 1915 a 22 stycznia 1916 rozebrano odcinek Tomaszów Lubelski - Wólka Orłowska, zaś między 12 marca a 10 kwietnia 1916 odcinek Wólka Orłowska - Trawniki.

16 stycznia 1916 odcinek Bełżec-Tomaszów Lubelski został sprzedany Dyrekcji Kolei Państwowych we Lwowie, która dnia 25 stycznia rozpoczęła budowę odcinka z Tomaszowa do tartaku w Tarnawatce i cegielni w Budach Dzierążyńskich w celu transportu płodów rolnych. Ruch na tej linii został wstrzymany 1 stycznia 1923, natomiast w 1924 linię przeznaczono do rozbiórki. więcej można przeczytać na stronach -https://fotoroztocze.wordpress.com/…/kolej-waskotorowa-bel…/ ihttp://www.trawniki.hg.pl/traw/kolejka.html
Plan zamieszczony poniżej podesłał pan Miłosz Telesiński, dziękujemy.

We wrześniu 1915 roku podróż tą koleją opisał Jan Pyrek... Bełżec 
Niemcy wymawiają go jako Belcek z linią kolejową na Lublin biegnącą. Na wzgórzu, jakie 200 kroków od stacji, zniszczona komora i reszta budynków celnych, a drożyną leśną biegną jeszcze slupy graniczne, chociaż cześć ich Moskale w zimie jeszcze powyrywali i masywne to żelaziwo złożyli w pobliskim miasteczku Tomaszowie, ułatwiając obecnie pracę. Tymczasem pociąg złożony z 10 wagonów nadszedł. Siadam więc i linią spiralną przez pola wspinamy się na górę, mijając lasy i puste połacie. Pierwsza stacyjka zbudowana jak wszystkie inne w jednym stylu nosi nazwę „Grenzhutte"; stoi na
dawnym pograniczu, w uroczem ustroniu leśnem. w dali widać spalone domy i rozpacznie sterczące
kominy ognisk domowych. To jeszcze w pierwszych dniach wybuchu wojny hasał tu oddział kozaków paląc, rabując i zabijając. Jakaś żydówka, która sprzedaje zapałki i słodycze, z płaczem opowiada o tym pierwszym napadzie, pamiętnym dla niej, bo obok straty domu i mienia, kozactwo zamordowało jej męża, osierocając 8 dzieci.Pociąg nasz, wysapawszy się nieco po wzięciu góry, pędzi dalej przez stacje, których nazwy świadczą o dobrym humorze niemieckiego oddziału budowniczego; mamy bowiem obok małego bagna stacje: „Schumkasee", na leśnej polance stoi: „Barenwinkiel, a potem, niby świadectwo spalonych doszczętnie wsi, przez których zgliszcza przebiega tor, mamy stacje: „ EIend " i „Sorge".
Tu i ówdzie ponad parowy rzucony most drewniany, wyglądający niby misterna koronka, a długi czasami na kilkadziesiąt metrów, wygląda zdala n.by akwadukt rzymski. W polu z rzadka ujrzysz orzącego chłopa, przeważnie jednym konikiem, ale za to częściej przy ­glądnąć się można mrówczej naprawdę pracy koło odbudowania domów przed zimą. Kilkoro ramion
przeważnie starców i kobiet, choć nie brak i dzieci pomagających, dźwiga belki, nosząc je z lasów na dawne siedziby; wozów bowiem i koni brak. Gdym się przyglądał tym nędznic skleconym szopom i jamom ziemnym, które tu i ówdzie przy ­
gotowane są już na mieszkania zimowe, mimo woli przypomniały mi się długie debaty w pismach naszych na temat odbudowy wisi polskiej. Chłop tutejszy buduje według swego planu, a budowniczym jest konieczność. Domki szczupłe, z drzew połowionych, nieraz z desek. Gdym się zapytał jednego z cieśli, dlaczego tak „pobieżnie" stawiają domy;
on na to mówi: „A proszę pana; cy my to wiemy, czy to na długo? Ja się stawiani już drugi raz, bo mnie dwa razy spaliły!" Gdy się słyszy podobną odpowiedź i widzi mimo wszystko zmartwychwstającą wieś na dawnych, a raczej świeżych zgliszczach, mimo woli uczuwa się jakaś silę niespożytą, jakąś potęgę rozrodczą, która dziwnej dodaje otuchy i mocą
rozpręża ramiona. Przypomina mi się tu obrazek zimowy, zaobserwowany w Marcinkowicach, obok Sącza: Oto chłop grodził ploty rozebrane do szczętu, chociaż obok jego domu kopano świeże rowy strzeleckie i resztę starego płotu brano na ogniska. Tymczasem maszyna pociągu, łyknąwszy spory haust wody z obok płynącej rzeczki, drapie się znowu na wzniesienie, z którego widać już w oddali zarysowujące się na horyzoncie wieże kościołów w Zamościu i cały czerwony kompleks domów czerwonych; to tak zwana dzielnica kozackich kasarń. Zbliżamy się do miasta i od zachodniej strony przebywszy dawne rowy, obok potężnych kazamat obronnych, po resztkach muru fortecznego dojeżdżamy do stacji: Zamość.
Miasto samo obecnie pozbyło się lęku i zapełniło się mieszkańcami na nowo. Na ulicach pełno przygodnych cukierni z herbatą, w sklepowych wystawach towar przeważnie służący celom wojskowym, sprowadzany z Wiednia...

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now