Historia z Narola 1812

 

 

Gdy w roku 1812 Napoleon zarządził odwrót z Moskwy, jeszcze nie spodziewano się najgorszego.   Wielka Armia zaczęła opuszczać Moskwę dopiero po miesiącu obecności w mieście, 18 października. W chwili odwrotu o jej dawnej potędze świadczyła wyłącznie nazwa. Siły napoleońskie liczyły bowiem zaledwie 90 tys. żołnierzy i 50 tys. maruderów.

Odwrót spod Moskwy kosztował Napoleona wiele ofiar. Podczas niego tysiące żołnierzy zamarzło bądź padło z głodu, wycieńczenia oraz w wyniku odniesionych ran.

Za wycofującą się armią napoleońską podążały wojska gen. Kutuzowa. Obie armie stoczyły zacięty bój pod Małojarosławcem, po czym Napoleon zdecydował o przeprawie swych wojsk przez rzekę Berezynę. Jednocześnie nakazał przyjęcie bitwy ze zbliżającymi się Rosjanami. Decydujące starcie rozegrało się w dniach 26-29 listopada.

Po bitwie resztki Wielkiej Armii na czele z cesarzem rozpoczęły marsz na Wilno, po czym skierowały się na tereny Księstwa Warszawskiego. 5 grudnia w Smorgoniach na Litwie Napoleon przesiadł się na sanie i powrócił do Francji.

Kampania rosyjska 1812 r. zakończyła się całkowitą klęską Napoleona. Była ona w dużej mierze spowodowana trudnościami aprowizacyjnymi Wielkiej Armii oraz problemami w transporcie. Do klęski przyczynił się także wielonarodowy charakter armii, co wpływało m.in. na częste dezercje.

Wskutek wojny Wielka Armia Napoleona w zasadzie przestała istnieć. Dokładne straty podczas kampanii są jednak trudne do ustalenia. Według szacunków z Rosji powróciło ok. 100 tys. żołnierzy, w tym 24 tys. Polaków. 250 tys. ludzi poległo w walce oraz zmarło z chorób, głodu i wyczerpania; ok. 100 tys. dostało się do niewoli rosyjskiej. Poza tym wiele tysięcy żołnierzy zdezerterowało i zaginęło, a ich późniejszy los nie jest znany.

Kolejny cios i zemsta Rosjan spadała na ludność cywilną, dla której jedynym ratunkiem była ucieczka przed żądnymi zemsty żołnierzami. Już pod koniec listopada wielkie kolumny uciekinierów ruszyły na mosty na Bogu szukając ucieczki do centralnej części obecnej Polski, wiele z tych osób nie widząc szans na ratunek poczęło uciekać w kierunku nowej ( a zarazem starej) granicy z Galicją. Władze Galicji zezwoliły na bez kontrolne przekraczanie granicy, jednak w głąb Galicji  mogły udawać się osoby tylko  i wyłącznie posiadające pełną dokumentacje, z tego powodu wszystkie miejscowości przygraniczne zostały dosłownie zatłoczone przez uchodźców.  Jedną z takich miejscowości był Narol, a pobyt w nim spisała w swoich pamiętnikach  Ewa Felińska (1793-1859).  Rodzina Ewy Felińskiej uciekała za Buga przez Zamość- Tomaszów. Tomaszów w grudniu 1812 roku był także pełny od wychodźców, poprzez panujący chaos, nie sposób było uzyskać jakąkolwiek pomoc, Felińskim udało się nawiązać kontakt  ze swoim sąsiadem, a zarazem dowódcą szwadronu w Tomaszowie, Gerardem Śliwińskim, który chodź miał cały dom wychodźców przyjął i sąsiadów. Wszyscy wychodźcy mieli jeden plan, przeczekać przejście frontu  i powrót do domów, jedynym realnym sposobem wydawała się tymczasowa ucieczka do Galicji która zapowiedziała ze nie odmówi schronienia. W dalszą drogę ruszyli  z Gerardem Śliwińskim który także w obawie przed zemstą musiał pozostawić stanowisko i  uciekać poza granice Księstwa.  Śliwiński znał teren ale i ludzi, przez granice przedostali się do Narola, gdzie postanowili przeczekać do podjęcia następnych decyzji i w oczekiwaniu na rozwój sytuacji. W Narolu z powodu ilości  wychodźców napotkano na niesamowity problem z pomieszkaniem, najbardziej obskurne chaty miały już lokatorów. Poszukiwanie obskurnego kątu zajęło prawie dobę, ceny zaś sięgały cen w dobrych hotelach. Jedynym plusem okazało się z w pobliżu mieszkał major Błędowski, przyjaciel Gererda z dzieciństwa który obiecał ochronę i pomoc, miało to dla  Śliwińskiej i minusy,  Błędowski wraz z innymi żołnierzami przychodził w  gości do i tak malej izby, gdzie mężczyźni spędzali czas na dyskusjach i popijawach. Co ciekawe gospodarze przemilczeli, ale to była izba szynkowa, i wielu bywalców starało się czasem spędzić tam czas.  Ceny w miasteczku rosły z dnia na dzień, miasteczko nie było przygotowane na takie ilości ludzi, co doprowadzało do absurdalnych sytuacji. Z powodu niespodziewanych gości zmieniono pomieszkanie na jeszcze miejsce w dodatku z lokatorka, gdzie w malej izbie miało mieszkać 6 osób.  Wiele gospodarzy wykorzystywało także nie znajomość tutejszej waluty, ogołacając często przyjezdnych. W Boże Narodzenie wiadomo już było ze na Napoleona nie ma co liczyć, trzeba było podjąć jakieś decyzje, szczególnie ze zasoby gotówko kurczyły się z każdym dniem.  Władze Galicji jak najwięcej osób chciały zatrzymać u siebie,  jednak z racji tego ze nie udzielano  żadnej pomocy nie czynio także problemów dla osób które chciały powróci. Tak tez uczyniły rodziny Felińskich, Śliwińskich wraz z innymi poznanymi rodzinami, które pochodziły z tych samych  regionów…  W połowie stycznia 1813 roku rodziny te rozpoczęły powolny powrót do swoich domów.  

Pocztówka przedstawiająca walki prowadzone 10 września 1914 roku, w okresie bitew galicyjskich. 10 września w naszym regionie walki były prowadzone o Narol, Lubyczę (choć w zasadzie Dęby), Hrebenne, Rzyczki i ogólnie o Rawę. Przy okazji przedstawiamy tłumaczenia wspomnień majora Wißhaupta Ernsta z bitwy pod Lubyczą (linia Rzyczki-Lubycza-Narol. Tłumaczenia dokonano na potrzeby pracy Z. Pizun i R. Gawryś, "Działania wojenne w rejonie Lubyczy Królewskiej w dniach 9-11 września 1914 r." Prosimy pamiętać, że to wspomnienia oficera tylko jednej z jednostek biorącej udział w tych walkach, więc nie przedstawiają pełnego obrazu. Zebrana z wielu tłumaczeń całość, dostępna tutaj- https://app.box.com/s/ldlp94xst7m2wnecm5ldj0onoxmggyt5

• Vom Kriegsausbruch bis zum Frühjahr 1915 Wißhaupt Ernst

Zmęczeni żołnierze 8-go dywizjonu piechoty doszli wieczorem 9 września do strefy pomiędzy Lubyczą Królewską a Dębami. Ledwo jak tam dotarli i się zebrali rozkazano im zająć pozycje.
K.u.k 4, 3-cia i 2-ga armia atakowały z zachodu i południa na Lwów. Grupa arcyksięcia miała trudne zadanie ochrony tyłów i flanki 4 armii przeciwko wrogowi napierającemu z północy w sile 4 korpusów. W żadnych okolicznościach 8 dywizja i II Korpus nie mogły schodzić dalej na zachód z wysokości Sołokija. Arcyksiążę Józef Ferdynand wzywał w stanowczych słowach swoich odważnych, twardych i sprawdzonych żołnierzy do wytrzymania, aż do momentu gdy odniesione zostanie zwycięstwo pod Rawą Ruską i nad Dniestrem. 
Odpowiadając na ten apel wieczorem 9-go również pułkownik Hollan wygłosił mowę dla 1 pułku, która rozbrzmiewała następującymi słowami: „Naciera na nas wróg z ogromną przewagą, pragnie wtargnąć do naszej ojczyzny. Zwyciężaliśmy wroga już wiele razy, ponownie rzucamy się na niego, aby obronić naszą ojczyznę. Strzelcy Cesarscy, wytrwajcie, nawet jeśli będziecie musieli do ostatniego człowieka!”. Działanie słów odważnego dowódcy pułku było ogromne. W jednej chwili znikło całe przygnębienie. Wyzywająco spoglądały zapadłe i szukające snu oczy, rozciągały się zmęczone członki. Niebezpieczna sytuacja utwardzała serca. Jak przysięga rozchodziły się słowa od żołnierza do żołnierza: „Lepiej śmierć niż wycofanie się”! Wytrzymać, to będzie rozwiązanie. To była wola Strzelców Cesarskich. Gdy nadciągnął wieczór obok Strzelców Cesarskich przejechały oddziały 9-tej Dywizji Kawalerii w swoich lśniących zbrojach, które w lasach zabezpieczały odwrót 8 Dywizji. Strzelcy długo wpatrywali się w kawalerzystów, aż do chwili gdy stukot kopyt końskich zanikł w dużej odległości.
Jeszcze wieczorem żołnierze 8 Dywizji zajęli pozycje niedaleko Lubyczy Królewskiej i Dębów z frontem skierowanym na północny wschód. I Batalion 3-go Pułku otrzymał odcinek na prawo w połączeniu do 16-go Strzelców Polowych od krańca lasu na wschód od Majdanu aż do kościoła, II batalion został przypisany do odcinka aż do gospodarstwa rządcy (Meierhof) Lubyczy Królewskiej. III Batalion tworzył rezerwę pułku. Zajęta pozycja była bardzo niedogodna i oferowała słabe możliwości ostrzału. Na skutek strat w trakcie walk w ostatnich dniach i odejściu wielu rannych możliwości bojowe pułku znacznie spadły. Kompanie I Batalionu liczyły każda nie więcej niż 40 do 50 strzelców. W punkcie dowodzenia III Batalionu było w sumie 330 ludzi. Posiadane siły nie wystarczały do obsadzenia dużego odcinka obronnego nawet dla sytuacji wyjątkowej. Dlatego też musiano skorzystać z rezerwy z 10, 11 i 12 kompanii dla wzmocnienia przednich linii. Po lewej stronie było połączenie z batalionem Strzelców Polnychnr 16 a po prawej stronie z 1 Pułkiem.
Pułk ten objął wraz z III Batalionem na lewym skrzydle, II batalionem w środku i batalionem na lewym skrzydle odcinek pomiędzy Dębami a Potokiem. Przy Miasteczku Mosty Małe miał dołączyć dwudziesty ósmy 3-ciej dywizji. Ponieważ pomimo wszystkich starań nie można było nawiązać kontaktu z tym pułkiem, ostatecznie trzeba było ustawić w luce obrony flanki kawalerię, ułanów.

Str. 114
Dwumetrowej szerokości odcinek obronny 1-szego Pułku Strzelców Cesarskich można było bardzo słabo obsadzić, ponieważ cały pułk liczył nie więcej niż 900 żołnierzy. 4 Pułk, chociaż zmniejszony do siły batalionu, stanowił rezerwę dywizji koło miejscowości Dęby. Korpus Kawalerii generała majora Barona von Naggy, 10-ta i 11 Dywizja Kawalerii, utrzymywał na południowy wschód od 8 dywizji Piechoty luźne połączenie z 3 Dywizją pod Hrebenne. Na wysokości na południe od Bełżca stacjonował II Korpus.
Do późnej nocy 1 i 3 pułk Strzelców Cesarskich pracował nad rozbudową swoich pozycji w okolicach miejscowości Dęby. Prace nad tymi umocnieniami przy użyciu kilofów i łopat były niewypowiedzianie męczące ze względu na twardą ziemię, nic dziwnego, że wyczerpana armia miała zawieść. Przed frontem ustawiono straże polowe i stanowiska zwiadowcze. Po przebytym wysiłku ludzie byli tak wyczerpani, że ciężko było ich utrzymać w czuwaniu. Noc jednak przebiegła spokojnie bez incydentów. Nadchodzący oranek 10 września zastał wszystkich śpiących w płytkich okopach ochronnych.
Wcześnie grzmot artylerii rozerwał niebo. Już wraz z pierwszymi promieniami słońca wroga artyleria zaczęła ostrzeliwać pozycje 8 Dywizji. Pomimo ostrzału – opowiada kadet Blaas – żołnierze 1 Pułku Strzelców Cesarskich wygodnie zdejmowali sobie buty, nie było to możliwe już od tygodni. Im bardziej słońce wychodziło do góry, tym mocniejszy był ostrzał wrogiej artylerii. Rosyjscy artylerzyści z krwiopijczym zacięciem wysyłali swoje żelazne pozdrowienia. Nasza artyleria odpowiadała jedynie w dużych odstępach czasu i jedynie pojedynczymi strzałami, ponieważ musiała oszczędzać zapasy swojej amunicji na oczekiwany szturm rosyjskiej piechoty. To jest nieopisane męczące odczucie dla żołnierzy na linii ostrzału, gdy jest się bezbronnym wystawionym na ogień. „Gdyby to się w końcu zaczęło, gdyby Rosjanie w końcu zaatakowali” – to było życzenie przygotowanych na przyjęcie wroga strzelców. Przed południem nie było jednak ataku piechoty na 121 Brygadę. Tym ciężej już o wczesnym poranku musiała bronić się stojąca na lewym skrzydle 96 Brygada przed mocnymi atakami Rosjan.
10 września rozpoczął się mocnym atakiem rosyjskiego XXI Korpusu z północy przeciwko lewej flance na wschód skierowanej 8 Dywizji. I Batalion 3 Pułku Strzelców Cesarskich pod dowództwem kapitana Schönna mocno odczuł uderzenie wroga i musiał jeszcze o szarym poranku zostać wycofany razem ze znajdującym się na drugiej linii III batalionem (11 i 12 kompania) z drogi na północ od Lubyczy Królewskiej. Obok wysokości 311 przy miejscowości Kołajce 3 Pułk Strzelców Cesarskich odnalazł połączenie z sąsiadującą z lewej strony 13 Dywizją Obrony Krajowej. Już wkrótce jednak – mogła być to godzina 7 rano – Rosjanie wyparli sąsiada na lewo, 21 pułk Obrony Krajowej, i zagrozili 3 Pułkowi Strzelców Cesarskich na flance i na tyle. Żołnierze opierali się dzielnie wrogowi. Ich sytuacja pogarszała się z godziny na godzinę. O godzinie 10:30 zbliżała się jednak pomoc. Feldmarszałek Podporucznik Baron von Kirchbach przesunął marszem w międzyczasie części 4 Pułki Tyrolskich Strzelców Cesarskich z miejscowości Dęby na lewe skrzydło. Trzy słabe kompanie dowodzone przez Podporucznika Fisher von See spieszyły się i rzuciły się na napierającego wroga. Dzięki temu inteligentnemu kontrnatarciu uwolniono braterski pułk z ciężkiej sytuacji.
W południe Rosjanie przystąpili również do natarcia w okolicach miejscowości Dęby przeciwko środkowi 8 Dywizji. Zostali tam zatrzymani mocnym ostrzałem obronnym II Batalion 3 Pułku Strzelców Cesarskich. W walce tej 1 Kompania Kapitana Tartlera z 4 Pułku Strzelców Cesarskich wzmocniła linie obronne 3 pułku. W południe nastąpił ponowny atak Rosjan na lewe skrzydło 8 dywizji i nagle pomimo wsparcia częściami 13 Dywizji Obrony Krajowej, 10 Dywizji Kawalerii i Artylerii 9 Dywizji Kawalerii skrzydło zostało przełamane. Nie pozostało nic innego jak wycofanie się całą 8 dywizją na południe.
Rozkaz odwrotu był zupełnym zaskoczeniem dla stojącego na prawym skrzydle 1 Pułku Strzelców Cesarskich, zwłaszcza, że do tego momentu nie byli jeszcze w poważny sposób zaatakowani. Niechętnie opuszczali oni swoje pozycje. Rosyjska artyleria natychmiast skierowała swój ostrzał na wycofujące się oddziały.

Str. 115

Dlatego też przerwanie walk przyniosło duże straty. Kadet Rudolf Lechner z 11 Kompanii został zabity; Odłamek szrapnela rozerwał mu głowę.
Oddział Karabinów Maszynowych I i 1 Kompania 4 Pułki Strzelców Cesarskich pod dowództwem kapitana Tartlera wyróżniły się szczególnie w trakcie tego odwrotu. Kapitan Tartler wraz ze swoimi ludźmi osłaniał odwrót i zapobiegł sprawnie prowadzonym ogniem przejściu rosyjskiej piechoty z miejscowości Dęby. Również wymienieni z pochwałą zostali kadet Erich Sachrs z oddziału Karabinu Maszynowego, prowadzący Karl Seebacher oraz Ludwig Dengg, dowódca patrolu Josef Petregger i Peter Ortner, młodszy strzelec Mantinelli, Strzelec Emil Dabringer i Siegmung Kreidl. Pod obstrzałem rosyjskiej artylerii druga kompania Podporucznika Wurmböcka przeszła przez łąki. Gdy w końcu dotarto do wąwozu Podporucznik Wurmböck zatrzymał się, aby zaczekać na maruderów. Przychodzili pojedynczo, w kilku, w całych grupach. Za nimi podążali Rosjanie. Podporucznik Wurmböck miał ochotę rzucić swoich ludzi na podążających za nim Rosjan. Ale stan w jakim znajdowali się jego ludzie nie pozwolił temu odważnemu oficerowi wykonać swojego zamierzenia. 
Całkowicie wyczerpani żołnierze 8 Dywizji dotarli około godziny 6 wieczorem na skraj lasu na południe od miejscowości Dęby. Tymczasem Rosyjska artyleria zasypywała ogniem miejsca zbiórek Dywizji. Niektóre oddziały wychodziły z lasu ale później zbierały się ponownie. Pułkownik Hollan, kapitan von Gsteu i inni oficerowie 1 pułku robili wszystko, aby odważnymi słowami zachęcić strzelców cesarskich do wytrwania. Również pułkownik Vonbank podkreślał w swojej mowie do oficerów 3 Pułku konieczność wytrwania. Jeszcze wieczorem zmęczeni strzelcy zajęli na północnym skrawku lasu przy miejscowości Potok i Gruszka szybko stworzoną przez pułkowych szpiegów pozycję. 8 Dywizja, pierwotnie skierowana na wschód, utrzymywała teraz własny front w kierunku północnym. Można było zauważyć długą wrogą kolumnę podążającą po drodze z Bełżca w kierunku Rawy Ruskiej. Niewielki zasięg naszej artylerii uniemożliwiał skuteczny ostrzał. Wraz z nadejściem nocy ucichł ogień.
1, 2 i 4 Pułk Tyrolskich Strzelców Cesarskich wykrwawił się ponownie mocno w walkach pod miejscowościami Dęby i Lubycza Królewska. Poległo wielu dzielnych podoficerów i strzelców. Straty 1 Pułku wyniosły łącznie z wyczerpanymi leżącymi chorymi od marszu około 100 ludzi. Stan bojowy 3 Pułku spadł do około 1000 ludzi. W 4 pułku śmiercią bohatera poległ Podporucznik Josef Gross, pośród rannych znajdował się porucznik Franz Steinbacher. Niektóre kompanie były jeszcze bardziej osłabione. Często dowodzone były przez podoficerów. Ogromne straty i niedogodny do obrony teren nie pozwalały wierzyć w możliwość długiego oporu 8 Dywizji. Przemęczenie i rozluźnienie wśród żołnierzy było tak wielkie, że pomimo zagrożenia ze strony wojsk rosyjskich nie można było rozstawić straży na liniach obronnych.
Feldmarszałek Roth mimo wszystko chciał 10 września w sile 4 i ½ batalionu 3 Dywizji uderzyć z odcinka z Hrebennego na północ dla rozładowania ciężko walczącej 8 Dywizji. W międzyczasie jednak w pobliżu miejscowości Rawa Ruska – Rrzyczki rozgrywały się ciężkie walki i należało pomyśleć o wzmocnieniu tego ważnego odcinka. W ten sposób 2 pułk strzelców cesarskich razem z oddziałem karabinu maszynowego oddelegowany został już w nocy na 10-go do Rawy Ruskiej, gdzie przy dworcu stworzyli oni rezerwę walczącej przy drodze na Seńkowice grupy XVII korpusu. Jednak już ze względu na niekorzystny rozwój walk 8 Dywizji o godzinie 9:30 przed południem zostali oni ponownie odwołani do Hrebennego.
Gdy 2 Pułk Tyrolskich Strzelców Cesarskich popołudniu z kombinowanym batalionem pięćdziesiątego dziewiątego jako grupa zbiorcza dla 8 dywizji przesunięty został na wysokość miejscowości Dziłok na zachód od Hrebennego spotkano się po drodze z cofającym się dwudziestym ósmym. Ponieważ 8 dywizja już zdążyła zapuścić korzenie dalej na północy, rozkazano 2 pułkowi powrót w kierunku Hrebennego. Z I Batalionu w trakcie ciężkich walk 7 września w okolicach miejscowości Michałówka przesunięto 5 oficerów i około stu ludzi do Wierzbicy. Dzień po tym oddelegowani zostali do 1-go pułku Tyrolskich Strzelców Cesarskich

Str.116

I brali udział w obronie na wysokości miejscowości Machnów i Lubycza Królewska. Później ten wydzielony oddział nawiązał kontakt z 2 pułkiem w okolicach miejscowości Siedliska
Starcia w trakcie odwrotu 1 Pułku w okolicach miejscowości Potok
(11 września 1914 roku)

Podczas, gdy 3 i 4 pułk pozostawał w nocy na 11 września na pozycjach, które miał w okolicach miejscowości Gruszka, 1 pułk Strzelców Cesarskich wycofywał się w kierunki Werchraty zaalarmowany nierozważnym rozkazem do wycofania. 
Wraz z nastaniem nocy w okolicach miejscowości Potok, zmniejszyło się natężenie walk z Rosjanami. „W tej chwili” – opowiada kadet Blaas – „wskoczył jeździec i zameldował brygadierowi i dowódcy pułku półkownikowi Hollanowi: „Z rozkazu Jego Cesarskiej Mości wszyscy mają się wycofać”. Szybko wybudowane osłony były teraz opuszczane, powoli zaczął zbierać się 1 pułk. Przy prawym skrzydle pod stały ostrzałem Rosjan były między innymi 3 i 4 kompania. Obie kompanie zdołały jednak przejść do marszu w odwrocie bez ponoszenia strat.
W ciemnościach nocy ruszyła 121 Brygada w kierunku południowym. Bateria jej przydzielona, do kolumny marszowej 1 Pułku, natrafiła na piaszczystą, porośniętą korzeniami drogę leśną i z wielkim trudem poruszała się do przodu. Strzelcy musieli co chwilę podtrzymująco łapać za koła. Około północy kolumna zbliżyła się w końcu do miejscowości Werchrata. Ten odcinek drogi o długości około 12 km pokonywano 4 godziny. Wtedy nadszedł rozkaz zmieniający wszystko: „Wszyscy wracają na opuszczone wcześniej pozycje!” W ten sposób po krótkim odpoczynku kierunek marszu znowu został odwrócony. Przy niezliczonych zatorach kolumna z wielkim trudem przebijała się ponownie na północ. Łuk był przeciągnięty. Na każdym postoju ludzie rzucali się na ziemię i od razu zapadali w głęboki sen. Jedynie z wielkim wysiłkiem można ich było na nowo obudzić. Wzrastające osłabienie obejmowało również układ trawienny. Surowe bułki i surowa kapusta zbyt często były jedynym pożywieniem jakie trafiało do żołądków. Szybko pojawiła się bolesna biegunka. Coraz większa była liczba tych ludzi, którzy nie byli wstanie iść dalej. Pozostali mogli się przebijać dalej jedynie dzięki ostatnim siłom. Na nieszczęście szpica parę razy zmyliła drogę. Kilka razy słychać było” „Wracać! Nie ta droga.” Raz maszerowaliśmy nawet w kółko. Co rusz ze środka kolumny wybierano nową drogę. Po wyczerpującym marszu doszliśmy w końcu 11 września o zachodzie słońca całkowicie wyczerpani opuszczone poprzedniego wieczora pozycje”.
W międzyczasie pozycje arcyksięcia stały się nie do utrzymania. Z północy 4 korpusami posuwał się wróg. Armia Dankla musiała się już wycofać przez Tanew w kierunku Sanu przed mocnym naciskiem rosyjskiej 4 i sprowadzonej z Iwanogorodu 9 armii. Na skutek odwrotu II Korpusu i 8 Dywizji w dniu 10 września oddano ważną drogę prowadzącą do miejscowości Narol i Cieszanów. Na niej to 9 Dywizja Kawalerii k.u.k została odrzucona w popłochu przez Korpus Kawaleryjski Dragomirowa przez miejscowość Narol w kierunku południowym. Za Korpusem Kawalerii podążała w kierunku Cieszanowa rosyjska piechota V Korpusu. W ten sposób wojska rosyjskie obeszły już skrzydło zachodnie grupy arcyksięcia. Mocne rosyjskie kolumny, które wdarły się w prowizorycznie wypełniony obszar pomiędzy k.u.k II Korpusu i znajdującą się już w odwrocie za Sanem Armię Dankla, stanowiły poważne zagrożenie. Rosjanie nie mieli nic innego za cel jak tylko okrążyć grupę Arcyksięcia zmierzającą do ochrony tyłów walczących dla zwycięstwa pod Lwowem 4 i 3 armii.
Aby zapobiec temu zagrożeniu jeszcze 10 wieczorem generał piechoty von Auffenberg zdecydował się sprowadzić grupę Arcyksięcia za przebiegającą z Rawy Ruskiej na zachód kolej, co spowodowała również opór 3 Dywizji Piechoty i walczącej w okolicach miejscowości Rzyczki na południowy zachód od Rawy Ruskiej grupy Marszałka Polnego Podporucznika Wittmanna. 11 września, jeszcze pod osłoną szarego poranka, lewe skrzydło XVII korpusu oraz grupa Arcyksięcia miały zostać wycofane na wysokość na południe od Rawy Ruskiej i w kierunku kolei na zachód od tej miejscowości, tak aby w przeciągu dnia dojść do linii Szczerzec-Horyniec-Cieszanów.
Jednak już 11 września o wczesnych godzinach porannych Rosjanie przeszli do ataku na grupę Arcyksięcia, aby dojść na tyły naszego frontu koło miejscowości Rawa Ruska. W ten sposób zmniejszyło się nasilenie walk przy 8 dywizji, gdy Strzelcy Cesarscy powrócili na swoje pozycje. II i III batalion zdołał jeszcze o czasie obsadzić wcześniejsze pozycje ale w Potoku jeszcze przed nadejściem I Batalionu znajdowali się już Rosjanie. Z tej miejscowości wróg ruszył mocno zaciśniętymi siłami przeciwko prawej flance nacierającego I Batalionu i zagroził odcięciem drogi powrotnej. Batalionowi strzelców cesarskich nie pozostało nic innego jak przejść do natychmiastowego odwrotu do dającego schronienie lasu. Rosjanie napierali szturmami. Ich przednie linie zbliżały się już do naszej artylerii, więc kanonierzy musieli szybko przekierować armaty tak aby odeprzeć atak ogniem kartaczy.
Aby zapobiec zagrożeniu okrążeniem, 1 Pułk poczynając od prawego skrzydła zaczął się powoli wycofywać. Kapitan von Gsteu za pomocą karabinu maszynowego ze wzgórza zabezpieczał odwrót I Batalionu. 7 Kompania pod dowództwem podporucznika Trapla przejęła osłonę odwrotu wycofującego się II Batalionu. Aż do ostatniej chwili wytrzymała prowadzona przez Kadeta Blaasa 9 kompania. Rosjanom musiano jako zdobycz pozostawić jedynie jedną armatę, ponieważ konie w trakcie zaprzęgania zostały zastrzelone. Gdy 9 kompania osiągnęła wysokość drogi przebiegającej za pozycją, natrafiła na kuchnię polową pułku, która tamtego poranka dojechała do linii ale nie mogła być dalej prowadzona ze względu na piaszczysty teren. Dowódca zestawu, kapitan von Raschin, na próżno trudził się zmusić do jazdy wyczerpane konie. Postanowił szybko opróżnić pełne kotły. W ten sposób można było znowu w poziomie ustawić kuchnię polową i ją uratować.
Znacznie łatwiej niż 1 pułk oderwali się od wroga żołnierze 4 pułku Strzelców Cesarskich, ale również oni ucierpieli przy opuszczaniu pozycji ze względu na ogień artyleryjski. W trakcie marszu przez lasy na północ od Werchraty Rosjanie nie postępowali za naszymi wojskami. Bataliony raźnie maszerowały dalej. W miejscowości Werchrata były spore zastoje. Jednostki pociągowe i żołnierze wszelkiego rodzaju gnietli się w miejscowości i przed mostem przez rzekę Rata. Gigantyczna masa furmanek, jeźdźców, piechurów próbowała przedostać się przez wodę. Oficerowie musieli użyć całej swojej mocy sprawczej, aby wyregulować ruch tak, aby nie doszło do całkowitego zapchania dojścia do mostu.
Biorąc pod uwagę spiętrzający się tłum przy moście przez rzekę Rate 1 pułk Strzelców Cesarskich zmuszony był do ustawienia pozycji tylnej straży na wzgórzu przy Werchracie. 3 i 4 pułk Strzelców Cesarskich przemaszerował w okolicach miejscowości Prusie, przeszedł tam nizinę i o godzinie 2 popołudniu doszedł do miejscowości Kowale. Tutaj na wysokości na południe od Raty zajęto pozycje. 
1 Pułk Strzelców Cesarskich opuścił po krótkim postoju pozycje straży tylnej obok miejscowości Werchrata. Bez większych walk z wrogiem – pułk obdarował ogniem ze szrapnela jedynie jedną baterię kozaków – szedł pułk bez wytchnienia dalej przez Prusie – Kowale w kierunku wioski Einsingen. Droga znaczona była żołnierzami leżącymi z wyczerpania. 1 Pułk nocował w Einsingen.
Żołnierze 2 pułku zatrzymali się najpierw w dniu 11 września rano wraz z kombinowanym batalionem pięćdziesiątego dziewiątego pod dowództwem Generała Majora von Schneidera na odcinku Hrebenne, aby osłaniać wycofywanie się 3 Dywizji Piechoty w kierunku rzeki Rata. W południe Generał Major von Schneider rozkazał wymarsz w kierunku miejscowości Potylicz. Za miejscowością Siedliska znaleziono drogę, która prowadziła do mostu przez Ratę, całkowicie zabarykadowaną przez wozy. Aby przejść naprzód 2 pułk Strzelców Cesarskich musiał przebijać się przez zakleszczone wozy. O godzinie 6 wieczorem osiągnięto miejscowość Potylicz i dla bezpieczeństwa rozstawiono pozycje na północnej krawędzi miejscowości.

Zniszczony Cieszanów, fotografia z 1915 roku podpisana "Cieszanów po ucieczce Rosjan (-1915.08.10)". Jednak sam Cieszanów jak i kilka innych miejscowości został zniszczony już w 1914 roku przez wycofujące się wojska austro-węgierskie. Zamieszczamy krótki opis Zygmunta Morzkowskiego który dwa tygodnie po walkach 1914 roku przebył trasę "szlakiem walk z okresu przełamania frontu, mającego miejsce w dniach 9-11 września 1914 roku na odcinku Rawa Ruska-Lubycza- Bełżec-Narol- Cieszanów". Opis oryginalny. Z Żółkwi jadę do Rawy Ruskiej drogą jednostajną. Wioski po drodze ocalały. Ocalały Dobrosin własność p.Urbańskiego, Kamionki, Lipnik i Staresioło, chociaż pod Kamionką-Lipnikiem toczyły się krwawe boje prawie trzy dni równocześnie z walkami pod Magierowem. I tu poległo wielu. Trupy napotykaliśmy przy drodze niepochowane żołnierzy i koni. Wiele widać zbiorowych mogił poległych żołnierzy. W walkach tutaj wzięto około 1800 jeńców austryjackich, wielu było zabitych i rannych. Wreszcie wjeżdżamy do Rawy Ruskiej. Miasteczko ocalało, lecz zrujnowane. Urzędy jak sąd, urząd podatkowy i pocztę dawno spakowano i wywieziono. Bogatsi żydzi i urzędnicy uciekli, pozostawiając wszystko losowi. Był tu wielki skład jaj i obficie teraz zaopatrzony, to też tego dnia każdy żołnierz jadl w 'Rawie Ruskiej jajecznicę. Z Jaworowa przez Siedliska Hrebenne jedziemy do Lubyczy, po drodze widzimy spalonych kilkanaście domów w Hrebennym, W Lubyczy spalonych kilka domów. Wszędzie ślady utarczek po obu stronach drogi. Widać świeże mogiły żołnierzy i niepogrzebane trupy końskie. W Bełżcu spalony tartak parowy, magazyny i składy drzewa tartego i budulcowego. Dwór i budynki gospodarskie właściciela Bełżca, p. Lewandowskiego ocalały, kilkanaście zabudowań włościańskich spalonych. Z Bełżca jedziemy przez Narol własność ks.
Puzyny. Dwór pałac stoi cały, z budynków gospodarskich dwa spalone. Miasteczko Narol spalone do szczętu przez
cofających się honwedów, jak informują pozostali
mieszkańcy. Kościół ocalał. Za Narolem rozpoczynają się lasy i ciągną się aż do Płazowa, który cały ocalał. Ocalały także wsie
naokoło, a więc Lówcza. Ruda Rożaniecka, Żuków,
Doliny, Gorajec, Krupiec, Lisko i inne. Niektóre dwory jak barona Wattmana w Rudzie splądrowane. Nareszcie przed oczyma naszymi -Cieszanów. Całe miasteczko jedna ruina, nawet nowy budynek, Rady powiatowej legł ofiarą pożogi. Spaliły wszystko cofające się wojska węgierskie. Mieszkańcy uciekli do Jarosławia i Rzeszowa, urzędnicy również. Niema nikogo. Z domów unoszą się jeszcze dymy Wioski okoliczne ocalały, a więc Dachnów, Lubliniec,
Niemstów., Nowe Sioło, Folwarki Nowosielskie, Chotylub, Brusno Ułazów i inne. Ocalały też dwory i budynki p. Gnoińskiego z Nowego Sioła.

http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=199795

Widok na folwark w Pukarzowie, widoczna jest także grobla jaka prowadziła do Wólki Pukarzowskiej.

28 sierpnia 1914.

Grobla ta była miejscem wielkiej tragedii dla 15 Dywizji Piechoty będącej w składzie VI Korpusu CK. Masakra dywizji miała miejsce rano 28 sierpnia 1914 roku. Dowódca dywizji gen. Wodniansky, nie mogąc doczekać się wsparcia w otoczonym Pukarzowie, postanawia wycofać pod osłoną nocy (o 1 w nocy) dywizje poprzez wąską groble. Problem w tym że długość kolumny całej dywizji, rozciągniętej w jeden wąż, musiała wynosić co najmniej 10 km, czas przemarszu w nocy to ponad 3 godziny. Około godziny 2 z lasu w Wólki Pukarzowskiej padły pierwsze strzały i jednocześnie artyleria rosyjska otworzyła ogień z kierunku wschodniego. Zaskoczenie ogniowe udało się w zupełności, cały porządek został od razu obalony i nie mogło być mowy o jakimkolwiek kierowaniu bitwą; cała zbita masa ludzi, koni i wozów parła naprzód, nie mogąc się rozwinąć w tak ciasnym miejscu, objętej z dwóch stron bagnami; artyleria próbowała uporządkować działa na grobli i otworzyć ogień, a działa, zaprzęgi i wozy zostały zepchnięte w bagno; jedynie dywizjon haubic jaki pozostały jeszcze na północnym brzegu, zdołał podjąć walkę ogniową. Rosjanie przeszli do natarcia dopiero o świcie, wychodząc z linii Dobużek — Łaszczów — Zimno, a do tego uderzenia przyłączyło się kilka baonów od południa, wychodząc ze wsi Hopkie i Woli Grodeckiej. Piechota 15-ej dywizji przebijała się głownie wprost na południe przez Hopkie, a część zawróciła z Woli Pukarzowskiej na zachód przez Grodysławice i Józefówkę za plecy 27-ej dywizji, parę zaś batalionów z dywizjonem haubic umykało brzegiem północnym
przez Siemnicę, Michałów i Wożuczyn. Straty były potężne, gen. Wodniansky popelnia samobojstwo, dywizja traci wszystkich oficerów sztabowych i 2/3 piechoty. 17-y pułk
armat palowych stracił 17 oficerów, 485 szeregowych i 25 dział,
uratował się tylko dywizjon haubic i jedna bateria armat; cały
tabor, sprzęt wojenny i dwa sztandary wpadły w ręce Rosjan.
Ogólną liczbę zabitych w parogodzinnych walkach, podawana przez Rosjan to 100 oficerów i 4.000 szeregowych, oraz zdobycz 22 działa. Rosjanie byli zaskoczeni sukcesem ponieważ zwycięski V Korpus rosyjski nie zdawał sobie sprawy z tragicznego położenia 15 Dywizji, a położenie jednostek rosyjskich było wręcz przypadkowe. Prawdopodobnie jest to ciekawe miejsce dla wykopkowiczów...

General Szurmay ze swoim sztabem 23.08.1915

Poniżej-telegrafiści Grupy Szurmaya w marszu 1915 

żołnierze Grupy Szurmaya próbują położyć rannego konia- (-1915.09.11) Żółkiew 

Poniżej żołnierze Grupy Szurmaya pomagający chłopom Uhrynow nad Bugiem 08.1915  

Kolejna unikatowa fotografia z roku 1915. Spotkanie dwóch generałów, Sándora Szurmaya (dowódcy Grupy Szurmaya) oraz generała Rozwadowskiego (tak naszego generała Tadeusza Rozwadowskiego), wtedy dowódcy 43. Schützen division (Dywizji Strzelców). Było to spotkanie na kilka dni przed rozpoczęciem Ofensywy Bug, w jakiej brało udział kilka jednostek złożonych z Polaków. W 1915 roku Rozwadowski dokonuje kilku spektakularnych zwycięstw, czym wprowadza w zachwyt cesarza niemieckiego Wilhelma II, który rozważa nadanie Krzyża Żelaznego I Klasy, ostatecznie za wybitne czyny wojenne podczas kampanii 1915 roku Rozwadowski otrzymał najwyższe odznaczenie austro-węgierskie, order Marii Teresy. W drugiej połowie 1915 roku coraz częściej zaczął popadać w konflikty z Naczelnym Dowództwem, gdyż krytykował sposób traktowania ludności polskiej i ukraińskiej, a w szczególności sposób karania śmiercią ich za współpracę z Rosjanami bez należytego rozpatrzenia sprawy. 1 lutego 1916 roku Rozwadowski został przeniesiony na emeryturę. Oficjalnym powodem odejścia był zły stan zdrowia. Jeszcze w 1916 roku nawiązał współpracę z Tymczasową Radą Stanu, a następnie z będącą jej kontynuatorką Radą Regencyjną. Głównym powodem była próba utworzenia armii polskiej. Jednak idea ta mogła zostać zrealizowana dopiero 25 października 1918 roku, gdy Rada Regencyjna powołała urząd szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Stanowisko to objął oficjalnie 28 października gen. Rozwadowski i od razu zajął się organizacją armii polskiej: zaczęły powstawać zręby marynarki wojennej, kawalerii i straży granicznej. W listopadzie 1918 r. złożył dymisję, związaną ze sporem z Józefem Piłsudskim o sposób tworzenia armii. Później objął dowództwo Wojsk Polskich w Galicji Wschodniej i ruszył z pomocą do obleganego przez Ukraińców Lwowa, gdzie przekształcił oddziały ochotnicze w regularne wojsko. W styczniu 1919 r. władze wysłały lwowianom wojskowe posiłki, uznane za mało wartościowe przez generała, który zdecydował o pozostaniu w mieście, mimo nakazu odwrotu do Przemyśla. W marcu przybyła do Lwowa odsiecz pod dowództwem gen. Wacława Iwaszkiewicza-Roduszańskiego, który zastąpił Rozwadowskiego na stanowisku dowódcy Armii Wschód. Następnie m.in. dzięki pomocy oddziałów wielkopolskich zakończono oblężenie Lwowa. W 1920 roku Rozwadowski opracował plan kontrnatarcia oraz koncepcję Bitwy Warszawskiej, której został głównym koordynatorem. Niestety jego zasługi w krótkim okresie zostały zapomniane. Po wiktorii warszawskiej Rozwadowski został szefem Frontu Południowego, na którym odniósł wiele zwycięstw, m.in. nad Niemnem. Udało mu się dzięki temu zmusić bolszewików do odwrotu i zapewnić zwycięstwo Polsce. Po rozpoczęciu zamachu majowego w 1926 r. Rozwadowski zarządził przeniesienie dowództwa do Belwederu i spacyfikowanie buntowników, za jakich uznawał zwolenników marszałka. Po wygranej zwolenników marszałka, aresztowany i przewieziony do Wilna. W październiku 1926 r. Wojskowy Sąd Okręgowy orzekł bezzasadność aresztu wobec generała w związku z brakiem dowodów. Jednak na wniosek prokuratora wojskowego pozostał on w więzieniu z uwagi na "interes wojska pierwszorzędnej wagi". 18 maja 1927 r. Rozwadowskiego wreszcie zwolniono. Pobyt w więzieniu pogorszył stan jego zdrowia, na który wpływało także przesuwanie daty rozprawy oraz zaginięcie gen. Zagórskiego. Gen. Tadeusz Rozwadowski zmarł 18 października 1928 r. o godz 13.40 w lecznicy św. Józefa przy ul. Hożej w Warszawie. Władze odmówiły sekcji zwłok, co przyczyniło się do spekulacji na temat przyczyny zgonu. Mówiono o możliwym otruciu. Msza żałobna miała miejsce 20 października o godz. 11.30 w Warszawie. Później trumnę przewieziono do Lwowa, gdzie 22 października odbyło się nabożeństwo w kościele oo. Bernardynów odprawione przez metropolitę lwowskiego Bolesława Twardowskiego oraz pogrzeb na Cmentarzu Obrońców Lwowa, gdzie generał chciał być pochowany wśród swoich żołnierzy. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w poniedziałek 22 października o godz. 10.00. Władze celowo narzuciły tak wczesną porę, aby przyszło jak najmniej ludzi. Mimo to generała żegnały tłumy. Nabożeństwo odprawił w kościele oo. Bernardynów ks. arcybiskup metropolita Bolesław Twardowski. Gdy kondukt żałobny dotarł do Cmentarza Obrońców Lwowa, trumnę na swych barkach ponieśli aż do miejsca spoczynku usunięci z armii generałowie: Stanisław Haller, Roman Żaba, Walery Maryański, Franciszek Meraviglia-Crivelli, Robert Lamezan-Salins i Filip Siarkiewicz. Nad grobem poruszającą mowę wygłosił były legionista ks. Józef Panaś: „Był to prawdziwie chrześcijański, wielki Wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy". W 2013 r. Rada Ochrony Walk i Męczeństwa oficjalnie poinformowała, że najpewniej ciało Rozwadowskiego w latach 70. XX wieku zostało przeniesione w nieznane miejsce, prawdopodobnie na Cmentarz Łyczakowski. Historia na wiele lat wykreśliła zasługi generała, na zmianę trzeba było czekać aż do roku 1990... większość info- http://dzieje.pl/postacie/tadeusz-rozwadowski

Grupa Szurmaya w walce, 1915

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now