Strona poświęcona opracowaniom własnym

Getto w Rawie Ruskiej, lata 1942-43.

Getto w Rawie Ruskiej, lata 1942-43. Do roku 1939 w Rawie mieszkało 6 do 7 tys. Żydów, co stanowiło ponad 50% mieszkańców. Było to typowe miasteczko naszego regionu. Wśród inteligencji część zasymilowała się do kultury polskiej. W roku 1939 miasto zostało włączone do ZSRR, w okresie tym natychmiast zaczęła wzrastać liczba ludności miasta, które stało się specyficznym centrum dla uciekinierów (szczególnie narodowości żydowskiej) z niemieckiej strefy okupacyjnej. Prawdopodobnie nikt nigdy nawet w przybliżeniu nie oszacował liczby osób szukającej schronienia w Rawie, faktem jest ze Sowieci szybko zorientowali się w „problemie” i już od początku 1940 roku podjęli decyzje o deportacji „napływowej” ludności na Syberie. Praktycznie żadnych szans na łagodniejsze traktowanie nie mieli oskarżeni o antyradziecką konspiracje (czyt. przedstawiciele klasy kapitalistycznej), dla których jedyną szansą było podjęcie współpracy z sowieckim okupantem. Gdy pod koniec czerwca 1941 roku do Rawy wkroczyli Niemcy, Rawa stała się stolicą powiatu w Dystrykcie Galicja. 
W początkowej fazie nowej okupacji w Rawie nie było żadnych antyżydowskich zamieszek czy pogromów, w przeciwieństwie do okolicznych miasteczek takich jak Niemirów, Magierów, Sokal czy Kulików (W rejonie Rawy jest mowa o jednym z nie do końca potwierdzonym pogromie, w rejonie lasu Wołkowica, gdzie w lipcu 1941 miało zginąć około 100 osób ). . Jedynym przejawem represji był nakaz noszenia opasek, oraz nakaz pracy. W lipcu 1941 roku w Rawie utworzono Judenrat (z niem. Rada żydowska, lub Żydowska Rada Starszych ) z Wastenbergiem jako prezydentem Judenratu. Jednak nadal nie było to getto, a mieszkańcy żydowscy mogli się swobodnie przemieszczać (identycznie jak pozostali mieszkańcy) i mieszkać w swoich dotychczasowych domach. W sierpniu Niemcy zażądali od rawskich Żydów wpłat pieniężnych i „oddelegowania” ludzi do prac przymusowych. Zdecydowanie temu sprzeciwił się znany rawski autorytet, dr Józef Mendel. Następstwem tego był przyjazd z Sokala oddziału SD (324 Sicherheitsdienst ) którego zadaniem było zaprowadzenia „prawa” w Rawie. Jednej z sierpniowych nocy oddział SD aresztował 15 najbardziej opornych w tym Mendela. Część z nich trafiła do więzienia Monteluplich w Krakowie, gdzie sam Mandel zmarł prawdopodobnie w grudniu na dur brzuszny. Do końca 1941 roku w Rawie nie było stałej placówki Gestapo czy SD, z tego być może względu az do października rawskim Żydom żyło się w miarę bezpiecznie. W październiku miał miejsce jednorazowy akt terroru wymierzony w społeczność żydowską, po którym do marca nastąpił w miarę stabilny okres. W marcu 1942 roku do miasta przyjechała SD z Sokala i przy współpracy z granatową policją (niem. Blaue Polizei) według wypracowanej listy zatrzymano 1000 osób. Cała akcja przebiegła bardzo spokojnie bez żadnego oporu jak i brutalności. Zatrzymano głównie młodych mężczyzn, ale i osoby starsze czy kobiety. Jeszcze tego samego dnia wszystkich zapędzono na stacje kolejową i załadowano do bydlęcych wagonów, wywożąc ich do Bełżca. W Rawie już od początku 1942 ludzie mówili o Bełżcu, jednak nie wiązali tego obozu z jego prawdziwym przeznaczeniem. Wszystko zmieniło się gdy w tej wywózce, 80 letnia kobieta (brak wzmianek na jej temat w innych opisach) schowała się w latrynie na terenie obozu i gdy zakończono akcje gazowania Żydów, niezauważona opuściła obóz i powróciła do Rawy i opowiedziała o losie mieszkańców jaki ich spotkał w Bełżcu. 
Kolejna „akcja” miała miejsce 27 lipca 1942 roku, gdy do Rawy (nadal nie było getta) wjechała SD z Sokala, w mieście wybuchła panika, wielu Żydów ratowało się ucieczką. W tym okresie wiedziano już dobrze czym jest obóz w Bełżcu i ze nie ma z tego miejsca powrotu. Od lata 1942 roku przez Rawę prawie co dnia jechał transport z ludźmi, często zatrzymując się na stacji, na której pracowało wielu rawskich Żydów. Jak w transporcie tak i na stacji prawie każdy wiedział co to jest za transport, jednak panowało tajemnicze milczenie w tym temacie. Od Rawy do Bełżca wielu ludzi podejmowało skok ostatniej szansy i wyskakiwało z jadącego pociągu (by to utrudnić, Niemcy po pewny czasie transportowali ludzi nago). Niemcy nazywali takich skoczkami, ponad 90% „skoczków” w krótkim czasie było łapanych i zabijanych, jednak prawie 10% udawało się zbiec, z czego spora część szukała schronienia w Rawie. Szacuje się liczbę tych jakim udało się zbiec nawet na 2000 osób. Prawdopodobnie w sierpniu 1942 roku Niemcy wydali rozkaz utworzenia zamkniętego getta, do miasta wysłano także Żydów z okolicznych miasteczek, Lubyczy, Niemirowa, Magierowa, Uhnowa czy Potylicza. Pod koniec września 1942 roku w getcie przetrzymywano już ponad 15 000 osób, dodatkowo ukrywało się tam wielu nielegalnych ‘skoczków”. Cała ta populacja została zamknięta na trzech najbiedniejszych ulicach, a do ich dyspozycji było tylko dwie studnie. Na jedną izbę miało przepadać 20 do 30 osób. W bardzo krótkim okresie doprowadziło to do wybuchu epidemii tyfusu, na co Niemcy „odpowiedziały” następnymi działaniami. 
Odpowiedzialnym za akcje „oczyszczania z chorych” został oficer SS Grzimek (wcześniej był jednym z oficerów odpowiedzialnym za obóz janowski we Lwowie). Nakazał on Judenratowi zwiększenie policji żydowskiej do 50 osób i dnia 7 grudnia, przy pełnej mobilizacji SS, granatowej policji oraz policji żydowskiej rozpoczął przeszukiwanie getta w poszukiwaniu chorych (oceniano według woli policjantów) . Czasem rodziny starały się takich ukryć, jednak w wielu przypadków osoby chore nie chcąc narażać rodzin czekały spokojnie na swój los. W czasie cztero dniowej „akcji” zganiano osoby chore lub podejrzane o chorobę do synagogi oraz na plac przy synagodze, czasem do okolicznych szop. W czasie akcji ciężej chorych często zabijano na miejscu w domach, dodatkowo policja SS oraz granatowa raczyła się mocno alkoholem, po którym urządzali dodatkowe polowania na ludzi. W całej tej czterodniowej „akcji” złapano i wywieziono do Bełżca od 6000 do 7000 ludzi (liczby przez różne źródła podawane są często odmiennie, np. czasem jest mowa o 5 000 zabitych na miejscu i 2 500 wywiezionych, by nie czynić nie potrzebnego zamieszania jako źródło podajemy- Relacje ocalonych z Rawy Ruskiej zdeponowane w Żydowskim Instytucie Historycznym ), nie jest znana liczba zabitych na miejscu. W grudniu miały miejsce ostatnie akcje gdy wywożono rawskich Żydów do Bełżca, przy następnych grudniowych uczestniczyli także członkowie KRIPO (kryminalna policja), o nazwiskach Spatt, Klein, Tragner i Meiert którzy organizowali selekcje. Część zdolnych do pracy trafiła do małych obozów pracy w Mostach Wielkich, Racie i Kamionce, znaczna część trafiła do obozu janowskiego we Lwowie. Spora część pozostała tez na miejscu w getcie, gdzie miała za zadanie sprzątnąć (czytaj zlikwidować getto), z nich utworzono tez „brygadę śmierci” (około 60 osób) która zajmowała się wyłącznie grzebaniem zmarłych. Tych tez ostatnich Grzimek po zakończonej akcji kazał zamknąć w opuszczonym budynku getta, gdzie spalił ich żywcem. W marcu 1943 roku z ponad 15 000, w Rawie pozostało już tylko około 400 Żydów (oficjalnie 100). W tym okresie Grzimka zastąpił tez Hauptsturmführer (odpowiednik kapitana) Pressmann, który okazał się także innym człowiekiem i nigdy osobiście nie zabił nikogo, jednak i on zezwalał na polowania jakie urządzali członkowie KRIPO, przeważnie w stosunku do nielegalnych mieszkańców getta. W roku 1943 w getcie podjęto próbę utworzenia partyzantki, jej szefem został Auerbusch. Zakupiono nawet od sowieckiej partyzantki bron, jednak część członków tej organizacji wołała uciec z getta i skryła się na cmentarzu, gdzie zostali wydani przez jednego z chłopów. Aresztowani przyznali się do przynależności i wydali dowódcę, który został natychmiast rozstrzelany. 
Ostateczna likwidacja getta nastąpiła 8 czerwca 1943 roku, jednak wcześniej Niemcy ogłosili akcje zebrania 100 000 złotych, po zebraniu tej kwoty wszyscy tak legalni jak nielegalni Żydzi mieli trafić do obozów pracy w Potyliczu i Racie. Gdy cała kwota została zebrana wszystkich Żydów wywieziono do lasu i rozstrzelano (prawdopodobnie rejon wsi Borowe), przeżyli tylko ci którzy nie uwierzyli w zapewnienia Niemców i w nocy uciekli. W raporcie sądu Nowy Jork do badania zbrodni przeciwko Żydom czytamy ze nawet ponad 10 000 Żydów może spoczywać w lesie przy Rawie ( w trójkącie Rata- Siedliska- Potylicz) co może wskazywać ze „rotacja” mieszkańców getta jest jeszcze większa od ustalonej. Terytorium getta zostało całkowicie zniszczone, obecnie od niedawna istnieje upamiętnienie ofiar na byłym cmentarzu żydowskim, jednak tak naprawdę nie wiele osób zdaje sobie sprawę z ogromu tej masakry. 
Ważnym aspektem tego okresu byli Żydzi uratowani przez okolicznych mieszkańców, najbardziej znanym który ratował był Bazyli Chmielewski, uratował on 9 osób (jego wspomnienia publikowaliśmy), po wojnie i wytyczeniu granic Chmielewski zamieszkał w Lublinie, gdzie został odnaleziony przez uratowanych Żydów i odznaczony medalem Yad Vashem. Inne osoby to: Kataryna Kleban, Fryderyk i Maria Czerwień. Cześć Żydów udało się uratować dzięki podrobionym dokumentom stwierdzającym pochodzenie polskie lub ukraińskie i wysłanie ich na roboty do Niemiec. Rozumiemy ze podane liczby w różnych źródłach są sprzeczne, jednak sprzeczności dotyczą przeważnie ilość osób wysłanych do Bełżca, a zamordowanych w pobliżu Rawy. Z tego względu staraliśmy się wybrać te najbardziej miarodajne, które pozwolą na ogólne spojrzenie na często zapomniane- Getto Rawa Ruska. 
W okresie niemieckiej okupacji w Rawie zginęło także około 24 tys. jeńców sowieckich i około 15 tys. jeńców francusko- belgijskich, jest to niesamowita liczba jak na małe miasto w jakim nic się nie działo…

Spotkanie króla Augusta z carem Piotrem I w Rawie Ruskiej w pamiętnikach Jana Stanisława Jabłonowskiego wojewody ruskiego

In amio 1700(pomyłka autora, był to rok 1698)  król August sprowadził wojska saskiego 30.000, jakiegom ja piękniejszego we wszystko nie widział, ani go potem król miał. Kiedy był w marszu pode Lwów i dalej, car moskiewski Piotr, nam insperatissime ale królowi nie, przybiegł do Rawy z Wiednia. Miasteczko to 5 mil ode Lwowa w województwie bełskiem jest Głogowskich. Tam się ci dwaj monarchowie zeszli, a to tak. Wiadomo światu,że Piotr car nigdy na świecie nie praktykowanym sposobem chciał świat i cudze kraje widzieć to jest: uczynił poselstwo wielkie, mające za pierwszego posła Francuza kalwina, Dufoit (Лефортъ) nazwanego, który z fechtmistrza ad primum nunisterium u niego przyszedł. Drugim posłem uczynił Gołowina kanclerza Moskala, i trzeciego nie pamiętam. Dwieście więcej asystencyi i sam się między dworzanami ukrył i posłom posługował, lubo go i cudzoziemcy i swoi dobrze znali. Tak pan sługą posłów i kompanem się sta wszy, okrętem z Archanhelu się ruszył i najpierw do Piławy w Prusiech brandeburskich wysiadł, zkoncertowawszy z brandeburskim elektorem Frydrykiem widzenie się. Kilka miesięcy w Królewcu w Prusiech ci panowie się cieszyli, a actu elekeya króla Augusta odprawowała się pod Warszawą i ztamtąd Piotr car żwawe listy do Rzeczypospolitej i prymasa i panów pisał grożąc wojną, jeśli Kontego (Kontego cześć szlachty polskiej widziała na tronie ) przeciwko xięciu saskiemu trzymać będą. To był pierwszy fundament przyjazni i węzeł konfidencyi cara, Piotra z królem Augustem. Półtora lata ta legacya moskiewska z Piotrem carem włóczyła się, siła ziem w państwach tych, w których się prezentowała, Holandyą, Anglią, Danią zlustrowawszy. W Amsterdamie w porcie publicznym ciesielki z siekierą sam car koło okrętu budowania się uczywszy, tandem lądem wybrał się do Wiednia w intencyi ztamtąd jechać do Wenecyi i Rzymu. Ale gdy się bawi w Wiedniu honorincentissime ha bit u s od Leopolda cesarza Piotr, zachodzi go wieść srogiej rebelii na niego w Moskwie, którą uspokoił victoriose Szeremet. Ale teg car nie wiedząc, wziść przed się porzuciwszy bagaże i dwór posłów, bieżyć przez Polską i Litwą do Moskwy na uduszenie personaliter rebelii, i dziesięciu teleżkami, najmując koni, bez kolaski przybiegł car do Rawy od Krakowa z posłami Dufoit i Gołowinem.

Ociec mój gotując się na przyjęcie króla, sprowadził do się kolegę swego: Szczęsnego Potockiego, hetmana polnego koronnego, i siła senatorów, panów półkowników, kiedy oficer saski przybiegł z listem ręką króla Augusta pisanym, że car Piotr niespodzianie zbiegł go w Rawie i jeżeli pan hetman chce się z nim widzieć, że go zatrzyma. Curiositas i potrzeba widzieć cara w Polsce a jeszcze takiego, co go monstrum monarchorum nazwano, ruszyła hetmanów koronnych, żeśmy się prędko i pięknie wybrali. Było to po swiętym Janie 1698. O ćwierć mili od Rawy wsiedli hetmani i panowie na koń, z półtora tysiąca wybornej kawalkaty było. Zasialiśmy w rynku Rawy rozbite królewskie namioty, przytknięte tyłem do domów żydowskich, w których król i car stali. Po krótkim dyskursie rzekł memu ojcu król: ten mój gość jest to dziki mąż pójdę do niego, siłu pozwoli wniść z waszmość panów. Wrócił się król, że nie chce być car widzianym tylko od hetmanów i senatorów, poprowadził tedy nas tyłem domów do domu, gdzie był car i tylko ośmiu nas puszczono i mnie, bom był wojewodą ruskim. Ociec mój uczynił mu komplement po polsku, winszując tem honoru królowi i Rzeczypospolitej, że go w swoich państwach widzi, rekomendując przyjażń i sojusze dawne. A car się wtedy umywał; gdy zaś mój ociec skończył tedy car skoczył mówiąc: diakuju waszej miłosti cośte brata moho Augusta korolom obrali, i upewniał do przyjażni do Polaków. Zaraz król wziął cara do inszego domu i nas cośmy go widzieli, na obiad. Siedział we środku po prawej stronie król, po lewej car pretendując incognito; od króla mój ociec i my Polacy senatorowie; od cara jego posłowie i jenerałowie sascy. Pierwsza sztuka, upiliśmy się; druga, car kazał sobie podać bęben dragon ski do izby i bił sam wszystkie sztuki tak, że go żaden dobosz nie zrównał. Trzecią sztukę zrobił Potocki, strażnik na ten czas koronny a potem wojewoda bełski, który gniewając się że go nie puszczono do cara, i że u stołu nie siedział lubo toż braci moich chorążego i oboźnego koronnych potkało, zbasowa? Prebendowskiego, rządzącego natenczas u króla i ledwo go uposkoili aż wprowadzeniem do cara po bankiecie.

Tydzień cały przemieszkaliśmy pod oczyma tych monarchów, a nasze nie były tak doskonałe, żebyśmy dojrzeli, co oni robili, nader sekretnie ligując się bez Rzeczypospolitej na tę wojnę szwedzką nieszczęsną. Jednak dla jakiego pozoru wziął król hetmanów samych z carem na konferencyę bez żadnych cudzoziemców. Mnie uczynił honor, abym był tłumaczem dla francuz – kiego i ruskiego języka. Tam tedy pytał król cara, wywiodłszy żal na cesarza rzymskiego,że bez koligatów nas pierwszy praeliminare podpisał traktatu karłowiekiego, szkodliwe nam, a to jest aby każdy to trzymał co trzyma; a my Polacy nic nie trzymali, tylko Turcy Kamieniec. Pytał się tedy, mówię jaki dał ordynans car swoim plenipotentom w Karłowiczu czy kończyć traktat równo z cesarzem na tern praeliminare, czy wojnę z Turkami in quaiitum cesarscy nas odstąpią i swój zakończą traktat. Car odpowiedział, że mnie to praeliminare nie jest szkodliwe, ponieważ trzyma Azow na Czarnem morzu i dwie fortece tureckie nad Dnieprem pod Krymem nazwane Hasłan-Kermen i Kazykermen; ale dla miłości brata swego Augusta i interesów Rzeczypospolitej gotów jest i wojnę z Turkami prowadzić choćby cesarz traktat bez nas konkludował. Co sam namówiwszy się z królem mówił, żeby był pokrył medidationem wojny szwedzkiej bez Rzeczypospolitej. Skończyło się na tem, że będzie prawiornym sojusznikiem Rzeczy pospolitej, i króla Augusta nieodstępnym przyjacielem, bratem et caetera. Tak żadnego cienia Polakom nie dał do suspicyi o wojnie szwedzkiej, którą z królem ugruntował i ligą, która się aż we dwie lecie pokazała.

Gały ten tydzień na jednych pijatykach i munstrowaniach wojska saskiego strawiliśmy, którego siedm czy ośm tysięcy tak kawaleryi jako infanteryi król pod Rawę sprowadził. Tern się bawili codzień ci monarchowie przy codziennem pijaństwie. Car jako był w szarej sukni, bardzo lichej, ubrany, biegąc szalenie po polach przy tej munstrze wojska, był niechcący potrącony koniem pana Szczęsnego, i za to go biczykiem przeparzył car, a koniuszy, czy go uznał czy nie, szabli dobył i kilka towarzystwa z nim. Car w nogi przed nimi, posunęli się rzeżko za nim Polacy, aż ktoś uznawszy zawołał: stójcie to car. Przypadł car zasapany do króla, z którym mój ociec i my staliśmy na koniach i do mego ojca rzekł: Twoi Lachy chotiły mene rozrubaty. Mój ociec chciał zaraz inkwizycyą i sprawiedliwość mu uczynić; ale car nie dopuścił z racyi, że pierwej sam uderzył; ale to najpewniejsza, że się wstydał i nie chciał rozgłaszać. Mego ojca tak niezmiernie ukochał car, i nie raz mówił, że gdybyś ty był moim poddanym, tobym cię słuchał i szanował jak ojca. Mnie zawsze sosidom zwał od Białej cerkwi, i dla tego ho nor u musiałem z nim pić gorzałkę ażem się rozchorował. Tandem pokończywszy prywatne z królem konferencye pojachal kolaską królewską przy swoich teleżkacli Piotr car na Litwę do Moskwy, a panowie hetmani do Lwowa czekając na króla, który w tydzień był wprowadzony od hetmanów przez bramy tryumfalne na to porobione.

Pamiętnik Jana Stanisława Jabłonowskiego wojewody ruskiego. Z autografu wydał August Bielowski. Lwów, 1862.

Strona znajdującej się w naszym posiadaniu brytyjskiej gazety "The Sphere", poswiecona wydazeniom z roku 1914 w rejonie Tomaszow - Rawa Ruska.

Druga wizyta Józefa Piłsudskiego w Tomaszowie

Druga wizyta Józefa Piłsudskiego

w Tomaszowie Lubelskim.
Marszałek Józef Piłsudski przebywał

w Tomaszowie Lubelskim dwukrotnie.

Pierwsza wizyta miała miejsce w 1901 r.,

kiedy przyszły marszałek uciekł

z więzienia w Petersburgu.

Przez Kijów i Polesie dotarł w połowie

czerwca do Rejowca. Stąd ze swą

pierwszą żoną Marią z Koplewskich

wyruszył do Zamościa. Jego zamiarem

było przekroczenie granicy

rosyjsko-austriackiej, co miało

mu zapewnić bezpieczeństwo.

Po zaledwie dwugodzinnym pobycie

w Zamościu ruszyli do Tomaszowa Lubelskiego, gdzie spędzili noc. Nazajutrz, 18 czerwca Józef Piłsudski z żoną przekroczył granicę i jeszcze tego samego dnia oboje przybyli do Lwowa. Granice przekroczył na rzece Tanew k/ miejscowości Huta Szumym jest tam tablica upamiętniająca to wydarzenie. Druga wizyta już jako głowy państwa, miała miejsce 20 marca 1921 r. Wspaniały gość dojechał pociągiem do Bełżca, a stamtąd przybył powozem. W kronice z tego czasu odnotowano: Tomaszowscy rajcowie i co znamienitsi obywatele miasta wyprzęgli konie i sami ciągnęli ów powóz, by dopiero po jakimś czasie ponownie wprzęgnąć konie. Była to przyjęta w tamtym czasie forma uczczenia szczególnie ważnych osobistości. Wśród delegacji powitalnych byli: starosta powiatu Eytner, komendant Policji Państwowej Rust i ksiądz kanonik Bogutyn, młodzież gimnazjum, tomaszowscy Żydzi, urzędnicy starostwa i mieszkańcy Tomaszowa. Fotografia pochodzi z filmiku "96-Rocznica Odzyskania Niepodległości "Tomaszów.https://www.youtube.com/watch?v=RcNothEGIKg
Tekst  z przeowienia posła Mariusza Grad http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/224B498B

Konfederacja tyszowiecka, 29 grudnia 1655 roku

Zapoczątkowany 29 grudnia 1655 r. w Tyszowcach powstańczy zryw przeciwko najeźdźcy przerodził się w konfederację, której trwałym śladem jest uniwersał o pospolitym ruszeniu opatrzony datą 30 grudnia 1655 r. Inicjatorami byli Stefan Czarniecki oraz pragnący się zrehabilitować hetman wielki koronny Stanisław Rewera Potocki i hetman polny koronny Stanisław Lanckoroński, którzy postanowili opuścić obóz generała Duglasa uprowadzając wojsko kwarciane. W czasie konfederacji opowiedziano się za walką ze Szwedami. Konfederacja odbyła się niedługo po zakończeniu bohaterskiej obrony Jasnej Góry, która to zjednoczyła Polaków w walce z najeźdźcą. To właśnie wydarzenie było impulsem dla takiej decyzji. Konfederaci zdecydowali się na oficjalne wypowiedzenie posłuszeństwa królowi szwedzkiemu - wszak większość szlachty opowiedziała się po jego stronie. W kościele na Jurydyce magnaci Stanisław Potocki i Stanisław Lanckoroński wezwali szlachtę, mieszczan i chłopów do podjęcia wysiłków dla zrzucenia jarzma szwedzkiego. Nie ulega wątpliwości, iż Konfederacja Tyszowiecka objawiła nam to, co w naszym narodzie najcenniejsze. Świadczyła ona bowiem o wielkości, patriotyzmie i bohaterstwie polskiego narodu.  Szwedzi podeszli pod Tyszowce lecz w walce stoczonej z konfederatami ponieśli klęskę. W zemście za przegraną przysłali tyszowianom 12 wysokich świec woskowych (o wysokości 3,5 m i wadze ok. 48 kg ) napełnionych prochem. Tyszowianie jednak zostali ostrzeżeni o podstępie Szwedów i świece potłukli w kawałki. 
Na pamiątkę tych znamiennych dla historii Polski i Tyszowiec wydarzeń odlewa się w Tyszowcach świece o tej samej wysokości i wadze. Świece nieco mniejszej wagi od 30-35 kg noszone są w czasie niektórych uroczystości kościelnych i państwowych. Świece te znajdują się w tyszowieckim kościele pod wezwaniem św. Leonarda.

 Henryk Sienkiewicz - Trylogia - Potop tom II rozdziały 31-40 "...Więc naprzód konfederacja tyszowiecka szerzyła się jak pożar. Kto żyw, przystępował do niej, zarówno ze szlachty, jak z pospólstwa. Miasta dostarczały wozów, strzelb, piechoty, Żydzi pieniędzy. Nikt nie śmiał się przeciwić jej uniwersałom; najospalsi na koń siadali. Nadszedł też i groźny manifest Wittenberga, zwrócony przeciw związkowi. Ogień i miecz miał karać tych, którzy do niego przystępowali. Ale sprawiło to taki skutek, jakby kto chciał prochem płomień zasypać. Manifest ów, zapewne za wiedzą królewską i dla tym większego podniesienia zawziętości przeciw Szwedom, rozrzucono w wielkiej ilości egzemplarzy po Lwowie i nie godzi się mówić, co pospólstwo dokazywało z tymi papierami, dość, że wiatr je nosił, srodze pohańbione, po Iwowskich ulicach, żacy zaś pokazywali ku uciesze tłumów w jasełkach „Wittenberkową konfuzję..." 

Zawiązanie konfederacji tyszowieckiej, obraz Walerego Eljasza-Radzikowskiego

Raworuski Rejon Umocniony 1941 rok

Kilka fotografii Raworuskiego Rejonu Umocnionego w rejonie Lubyczy. Niemiecki atak na Związek Sowiecki zaskoczył budowniczych i nieliczne załogi Linii Mołotowa. Zaskoczeni byli dowódcy Rawskiego RU, płk. F. S. Sysojew i zastępca ds. politycznych ppłk. I. F. Jewdokimow. Mimo wszystko Raworuski Rejon Umocniony był ewenementem w obronie Sowietów i były dni, że armia sowiecka przechodziła wręcz do kontrataków. W rejonie Lubyczy 23 czerwca 1941 roku sowiecka armia kontruderzeniem odepchnęła Niemców na 4 km od granicy i mogli iść dalej, jednak obawiano się, że zostaną otoczeni, gdyż Uhnów był już zajęty przez Niemców. Obawiano się więc ataku od strony Uhnowa, a do takiej obrony kompletnie nie były przygotowane bunkry. Postanowiono więc wzmocnić obronę i nie atakować. 23 czerwca wieczorem, wycofujące się do obrony sowieckie wojska, zamknęły w kotle, w rejonie Teniatysk wielu Niemców... Obrona zaczęła się załamywać 25 czerwca w głównej mierze z braku amunicji i wyżywienia, lecz także dlatego, ponieważ Niemcy mieli już możliwość przeniesienia części wojsk w ten rejon i wzmocnienia ataków, w tym nalotów. Obrońcy tylko niektórych schronów podjęli walkę. Na "Wielkim Dziale" broniły się dwa schrony ryglujące swym ogniem "do" Starej Huty - "Miedwied" i "Niezabudka". Ogniem schronu "Miedwied" kierował mł. lejt. Sołowiew z dwoma bojcami - Pawłowem i Karczincewem. Ochraniali oni odwrót pograniczników. Z prawej strony bronił się schron "Niezabudka" z mł. lejt. Poijakowem i Niekrasowem i sierż. Abramowem. W punkcie oporu Mosty Małe schron "Konsomolec" - dowodzony przez st. lejt. I. T. Martynczika, prowadził ogień na linię kolejową i drogę do Rawy Ruskiej do 30 czerwca. Schron ten został okrążony i zdobyty miotaczami ognia.

Bitwa pod Wasylowem 28.08.1914 roku.

Elitarnym pułkiem piechoty Armii Austro-Węgier był 2. Tyrolski Pułk Strzelców Cesarskich (niem. 2. Regiment der Tiroler Kaiserjäger) ( w okresie walk 08-09.1914 wszedl wsklad 3ID. Pułk imienia Cesarza Franciszka Józefa (Kaiser Franz Joseph). Pułk pochodził z włoskiego Tyrolu, a poszczególne bataliony w 1914 roku stacjonowały w Brixen i Wiedniu (niem. 2. Regiment mit Stab / I. / II. und IV. Bataillon in Wien, III. Bataillon in Brixen). Już na początku I wojny światowej, sierpniu 1914 roku, pułk został przerzucony do walk w Galicji. 25 sierpnia dotarł do Żółkwi. aby jeszcze tego samego dnia ruszyć w około 25-kilometrowy marsz w celu dotarcia w okolice Sołokiji. Poszczególne bataliony rozlokowano w Mostach Wielkich (fot.1- pobyt w Mostach Wielkich), Butynach i okolicznych wioskach. Marsz zaplanowano w kierunku Zamościa, jednak w pobliżu Krystynopola(Czerwonograd) zauważono już duże siły Rosjan i obrano kierunek przez Przewodów.
Z raportów 2. Tyrolskiego Pułku Strzelców Cesarskich (2 Regiment der Tiroler Kaiserjäger) wynika, że rano 28 sierpnia 1914 roku 2. Regiment dotarł w pobliże wsi Oserdów, gdzie dowódca pułku pułkownik Alexander von Brosch zarządził odpoczynek. Postój ten był niejako wymuszony, gdyż oficjalnie pułk miał natychmiast udać się do Przewodowa. Ze względu jednak na częste napotykane kozackie patrole, nastąpiła reorganizacja marszu.

 

(Fot.2. Oserdów naszkicowany przez żołnierza austriackiego w dniu 28.08.1914 r.)
Płk. von Brosch wysłał „pionierów” (żołnierzy do torowania drogi nacierającym oddziałom) w kierunku Wasylowa, aby „oczyścili” drogę dla dalszego marszu. Zgodnie z zaleceniem dowódcy teren został oczyszczony. Wtedy płk. von Brosch pozostawił artylerię na wzgórzu

w okolicy Oseredowa, a piechotę wysłał za „pionierami”.

Pod Wasylowem żołnierze otrzymali rozkaz, aby jak najszybciej dotrzeć

do Telatyna i wesprzeć tam 4. Armię. Jednak w południe zauważono ruch rosyjskich

wojsk w kierunku Wasylowa i w związku z tym zdecydowano, aby artyleria podjęła

ostrzał w kierunku wroga.
Płk. Brosch zarządza atak i uderzenie w kierunku Przewodowa, jednak Rosjanie

zaatakowali również od strony Budynina, co doprowadziło po stronie Austriaków

do zmiany wszystkich planów. Około 13.30 podjęto decyzję o rozpoczęciu ataku

na całej linii.

Strzelcy, pomimo zmęczenia, ostro zaatakowali w stronę Rosjan i 1. batalion

majora Karla Ahrenberga już po chwili wkroczył do Wasylowa.  

Jednak w „leszczynowym lesie” od strony Budynina

walka miała się dopiero rozpocząć. 

 

(Fot. 3. Wasylowskie pola w 1914 r.)
(Fot. 4. Atak strzelców i widok upadającego człowieka niosącego sztandar

obraz namalowany przez Rudolfa Parscha.)

Atak wojsk austro-węgierskich na „leszczynowy las” nie dawał rezultatów

i był skutecznie odpierany przez wojska rosyjskie.

Dopiero przybycie 2. batalionu pod dowództwem majora von Vszarda,

a szczególnie jej 5. kompani zaczęło odmieniać wyniki bitwy

w „leszczynowym lesie”. Kiedy o godz. 18.00 rosyjski ogień zaczął słabnąć,

pułkownik von. Brosch, który zawsze stał w pierwszej linii, postanowił,

że osobiście poprowadzi atak. Inni oficerowie, widząc odwagę dowódcy,

ruszyli za nim z okrzykiem „Hurra, Kaiserjägerl”. Taki atak, pomimo strat,

pozwolił zająć pierwszą linię umocnień rosyjskich w lesie.

Z kolei drugą linię udało sie już zdobyć bez żadnego wystrzału

kapitanowi Hugo Husligowi dowódcy 4. kompani. Dopiero po chwili

kilkudziesięciu Rosjan zaczęło się bronić, raniąc między innymi

człowieka ze sztandarem (fot.4) oraz jednego porucznika.

W międzyczasie jedna austro-węgierska bateria wpadła w poważną

zasadzkę

w pobliżu wąwozu nieopodal Wasylowa.

(Fot. 5. Widok po walce w pobliżu wąwozu.)
Walka w tym wąwozie trwała krótko, ale w jej wyniku zginęło tam

wielu strzelców i dwóch oficerów.
(Fot. 5. Szkic wąwozu wykonany dwa lata później.)
Było już bardzo ciemno, gdy ustały ostatnie walki. Płk. von. Brosch

osobiście zajął się oficerami rosyjskimi wziętymi do niewoli.

Jeden z pojmanych jeńców, ciężko ranny rosyjski dowódca baterii,

wyraził swój szczery podziw dla strzelców, mówiąc: „Japończycy

to duże diabły w działaniu, ale większe piekło to trafić na Kaiserjäger”.

Do niewoli wzięto 150 Rosjan i zdobyto 31 koni, z czego 15 było rannych

i wymagało leczenia. W wyniku walk wielu żołnierzy zostało zabitych

i rannych po obydwu stronach. Całą noc po bitwie w obozie panował

tajemniczy strach, gdyż z pola walki było słychać pojękiwania rannych

i dziwny płacz... Był to gorący dzień i krwawe zwycięstwo,

a 1., 2. i 3. bataliony przyniosły pierwszą chwalę dla

2. Regiment der Tiroler Kaiserjäger

(2. Tyrolski Pułk Strzelców Cesarskich).
W historii Pułku nazwano ten dzień „Chrztem Ognia”.
(fot.7. Pułkownik Alexander Brosch Edler von Aarenau

na czele 2 Pułku Strzelców Tyrolskich, obraz z Bitwy pod Hujczem(Gicze) )

Opracowano na podstawie-Vom Kriegsausbruch bis zum Frühjahr 1915

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now