PIĄTY DZIEŃ BITWY — 30 SIERPNIA 1914

30 sierpnia                  D z i a ł a n i a     XXV     k o r p u s u    rosyjskiego

Natarcie na Zamość, nakazane przez dowódcę armii jeszcze 28 sierpnia popołudniu, nie przyszło do skutku ani w tym, ani w następnym dniu; dopiero 30 sierpnia generał Zujew wreszcie zdecydował się ruszyć naprzód, wykorzystując przygniatającą przewagę artylerii, jaką posiadał w stosunku do przeciwnika.

Miała je przeprowadzić 2-a brygada 46-ej dywizji i główne siły 5-ej dywizji grenadierow oraz 70-ej dywizji rezerwowej, stojące na wschodnim brzegu Wieprza, podczas gdy część 70-ej dywizji

osłaniała w rejonie Tarnogóry przejścia przez Wieprz i Krasnystaw, a 12-y pułk grenadierow stanowił odwód korpusu. Plan ten pokrzyżowało natarcie X korpusu austriackiego na zachodnim brzegu Wieprza, gdzie zaskoczyło części 70-ej dywizji, biwakujące pod Tarnogórą, nienależycie ubezpieczone ogniem działowym i karabinowym, w który dostał się także sztab korpusu. Z trudem udało się utrzymać w ręku przejście pod Tarnogórą i to przy pomocy reszty 70-ej dywizji, oraz odwodu korpusu, które otrzymały rozkaz bronienia przejść między Izbicą a Krasnymstawem i musiały się rozwinąć frontem na zachód. Tymczasem nieprzyjaciel obchodził spokojnie nieosłoniętą prawą flankę w kierunku na Krasnystaw; do walki o to miasto, zawróciła na zachodni brzeg 4-a dywizja kozaków dońskich, będąca już w ruchu na Kumarów do XIX korpusu, ale i ona musiała się wycofać z powrotem na wschód i opróżniła Krasnystaw. W tych działaniach

XXV korpus stracił około 1.000 jeńców i kilka dział. Reszta XXV korpusu prowadziła natarcie na prawym brzegu

Wieprza w kierunku na Chomęciska, odrzuciła 4-ą dywizję austriacką, ale nie umiała wykorzystać powodzenia.

Późnym wieczorem, pod wpływem wiadomości o stracie Krasnegostawu, generał Zujew dał rozkaz odwrotu całego korpusu w kierunku północno - wschodnim na nowe stanowiska obronne leżące o 12 kilometrów na południe od Chełma, co miało być wykonane nazajutrz, 31 sierpnia. Ponieważ jednak odwrót ten odsłoniłby jeszcze głębiej prawą flankę południowej grupy korpusów, która w tym wypadku byłaby oddalona od pozycji pod Chełmem o 35 kilometrów i oprócz tego powiększyłby próżnię między wewnętrznymi skrzydłami 5-ej i 4-ej armii jeszcze raz

sprzeciwił się generał Plehwe tej decyzji i nakazał XXV korpusowi odebrać nazajutrz Krasnystaw i zagrodzić drogę na Chełm. Doskonała sposobność zlikwidowania okrążającego manewru lewego skrzydła austriackiego 4-ej armii została zmarnowana, skutkiem kryzysu w jakim się znalazło prawe skrzydło XXV korpusu na lewym brzegu Wieprza, a kryzys ten mógł się utworzyć tylko dzięki zupełnemu zaniechaniu Śródków ubezpieczenia i rozpoznania.

Zamiast odzyskać Zamość, korpus utracił Krasnystaw

30 sierpnia                    D z i a ł a n i a            XIX        k o r p u s u    rosyjskiego. 

Przez cały dzień XIX korpus prowadził uporczywy bój stojąc nadal w półkolu na północ, zachód i wschód od Komarowa. W krytycznym położeniu znalazła się zwłaszcza prawoskrzydłowa 17-a dywizja naciśnięta od zachodu i oskrzydlona od północy przez II korpus austriacki, tem więcej, że dywizja ta poniosła już ogromne straty w ludziach i cierpiała na brak amunicji. Tymczasem nieprzyjaciel pokazał się także na tyłach dywizji w rejonie Dubna, zagrażając już nie tylko jej samej, ale całemu XIX korpusowi, gdyż jego połączenia z tyłami armii i ewentualna

droga odwrotu wiodła ku północy przez Dub na Grabowiec. Opanowanie przez przeciwnika Duba, a zwłaszcza wzgórz na północ od tej wsi, panujących nad całym zagłębieniem Śniatycze—Perespa, spychało XIX korpus na bliższe tyły sąsiedniego V korpusu i ograniczało jego drogi odwrotowe do jedynego przesmyku

Komarów — Zubowice — Tyszowce.

Z tych względów cały wysiłek dowódcy korpusu skupił się na obronie odcinka północnego, który należało wydłużyć ku wschodowi, aby przeciwstawić się głębokiemu obejściu przez Dub; odwodów żadnych nie było, ale na szczęście znalazły się pod ręką dwie dywizje kawalerii, l-a dońska i kombinowana dywizja, która

w tym dniu wróciła znów ze Starej Wsi do XIX korpusu. l-a dońska dywizja miała zadanie zabezpieczenia przerwy

między XXV a XIX korpusami i osłaniania tyłów armii, wobec czego przesunęła się z rejonu Udrycza na wschód i przymknęła do XIX korpusu w okolicy na południe od Grabowca; jej dowódca postanowił kryć główną siłą kierunek na Grabowiec i działać na tyły przeciwnika okrążającego XIX korpus od północy, podczas gdy 10-y pułk doński miał bezpośrednio osłaniać tyły XIX korpusu w rejonie Kotlic. Pułk ten starł się z grupą Stohra i odrzucony

ku południowi na wzgórza Duba przyłączył się do kombinowanej dywizji kawalerii, wzmocnionej jeszcze 39-ym pułkiem kozaków dońskich, stanowiącym kawalerię korpuśną. Cała ta grupa kawalerii w sile sześciu pułków wycofała się początkowo pod naciskiem przeciwnika przez wąską groblę z Duba w kierunku Zubowic.

W tym czasie na prośbę dowódcy korpusu przybyły do rejonu Zubowic posiłki z V korpusu w sile 324-go pułku piechoty z 81-ej dywizji (l-a brygada 81-ej dywizji rezerwowej przybyła dopiero 30 sierpnia

w skład V korpusu do Tyszowiec; 523-i pułk tej brygady został przy V korpusie.), oraz 39-go pułku piechoty wraz z dywizjonem artylerii z 10-ej dywizji. 324-y pułk, rzucony na odcinek północny, podtrzymując grupę kawalerii wykonał z powodzeniem przeciwnatarcie i odzyskał miejscowość Dub, dzięki czemu droga na południe

dla grupy pułkownika Stohra została zamknięta. 39-y pułk z artyleria odszedł na południowy odcinek obronny

w kierunku Janówki i tam zajął stanowiska w łączności z 38-ą dywizją. Na tym odcinku działań bojowych nie było (Niektóre źródła rosyjskie (Biełoj, Gołowin), opierając się na mylnych w tym szczególe relacjach gen. Auffenberga, wspominają o natarciu Austriakow w rejonie n a południe od Komarowa, koło Dąbrowy i Janówki; mogło

się tu rozchodzić co najwyżej o potyczki patroli, gdyż całe południowe skrzydło IX korpusu austriackiego (21-y pułk 10-ej dywizji, 26-a dywizja i grupa płk. Alschera) żadnych działań zaczepnych nie prowadziło i szosy między

Łabuńską Wolą a Krynicami nie przekroczyło w kierunku wschodnim. ).

W ciągu pięciu dni bitwy, obydwie dywizje XIX korpusu poniosły olbrzymie straty: były kompan je, których stan nie przekraczał 30 ludzi, a w większości kompani 100 ludzi i prawie wszystkie pozostały bez oficerów. Położenie korpusu stało się niezwykle ciężkie, ale jego dowódca zdawał sobie w pełni sprawę z tego, że odwrót z pod Komarowa postawi w krytyczne położenie sąsiedni V korpus i pociągnie za sobą cofnięcie się całej 5-ej

armii w skrajnie ciężkich warunkach; prócz tego odwrót musiałby się odbyć po jedynej wolnej drodze na Tyszowce, przez tyły sąsiada, co mogłoby doprowadzić w razie ogólnego odwrotu do zagwożdżenia

komunikacji i chaosu. Aby moc otworzyć sobie swobodniejszą drogę odwrotu, gdy tego zajdzie potrzeba, zarządził

więc przegrupowanie sił z nastaniem ciemności, przesuwając większą część 38-ej dywizji w rejon na północ od Komarowa. W nocy położenie sił XlX korpusu i innych współdziałających z nim części

było następujące: na południe od Komarowa, w rejonie na zachód od Siemierza i koło Janówki 39-y pułk z 10-ej dywizji oraz część 38-ej dywizji; na zachód od Komarowa i na północ od tej miejscowości, a na południe od Majdanu — główna siła 38-ej dywizji i 17-a dywizja; dalej w przedłużeniu frontu północnego,

w rejonie Duba 324-y pułk z 81-ej dywizji, kombinowana dywizja kawalerii, 10-y pułk kozacki z 1-ej dywizji dońskiej i 39-y pułk kozacki z kawalerii XIX korpusu; w rejonie Zawalewa stanęły na tyłach grupy pułkownika Stohra główne siły 1-ej dońskiej dywizji; prócz tego późną nocą z 30 na 31 sierpnia przybyła do Zawalewa 5-a dywizja kozaków dońskich; dywizja ta świeżo przydzielona do 5-ej armii wyruszyła z Chełma dnia 29 sierpnia na

Grabowiec i wieczorem 30 niespostrzeżona przez nikogo połączyła

się w Zawalewie z 1-ą dywizją dońską. I w tym dniu wyszedł XIX korpus obronną ręką, utrzymując

na ogół swoje stanowiska na szerokości 16 kilometrów; jego tyły w rejonie Duba były co prawda okrążone, ale stosunek sił zmienił się dzisiaj na niekorzyść Austriaków; niespełna dwom dywizjom piechoty i jednej dywizji kawalerii grupy arcyksięcia Piotra Ferdynanda przeciwstawili Rosjanie równe siły, natomiast na tyły tej grupy okrążającej, w rejon na południe od Grabowca ściągnęli półtora dywizji kawalerii, których zadaniem było sparaliżować wszelkie ruchy zaczepne Austriaków.  

30 sierpnia D z i a ł a n i a   II   k o r p u s u   CK.

Rozkaz dowódcy II korpusu wydany o godzinie 3 brzmiał:

„4-a d. p., wyruszając o godzinie 4 przez "Wierzbę, Huszczkę i Skierbieszów, ma osiągnąć obszar Grabowca, aby zamknąć komunikacje wiodące na północ. Grupa arcyksięcia Piotra Ferdynanda pozostaje na ogół w dotychczasowym ugrupowaniu, lewem skrzydłem w pobliżu Miączyna i szuka łączności z 4-ą d. p.

4-a d. p. ma wezwać 9-ą d. k., aby posunęła się w celu okrążenia w ogólnym kierunku na północ od Grabowca.

Oddział Madera zostaje w Sitańcu“.

Dowódca korpusu poleca więc zatrzymać natarcie grupy okrążającej, uzależniając je od posunięcia się 4-ej dywizji piechoty i 9-ej dywizji kawalerii. Jeszcze przed otrzymaniem tej dyspozycji wydał dowódca 4-ej dywizji, na podstawie własnej oceny położenia i wiadomości o przeciwniku, zebranych w ciągu dnia 29 sierpnia i następnej

nocy, rozkaz ugrupowania się dywizji na wzgórzach na północ od Starego Zamościa, aby później przejść do natarcia w kierunku Izbicy; 9-a dywizja kawalerii została wezwana do wysłania zwiadów na Krasnystaw i Wojsławice, przesunięcia się główną siłą do Chomęcisk i utrzymywania łączności między 4-ą dywizją, a resztą

korpusu. Zaledwie wysłano ten rozkaz do oddziałów, nadeszła powyższa dyspozycja korpusu do posunięcia się w kierunku wschodnim na Wierzbę. Podczas przegrupowania dywizja dostała się w silny ogień artyleryjski i musiała rozpocząć natarcie w poprzednim ugrupowaniu frontem ku północy, aby po zwalczeniu przeciwnika, osadzonego na wzgórzach na północ od Starego Zamościa i Ruskich Piasków, ruszyć następnie na Wierzbę. Natarcie rozpoczęło się o godzinie 6 minut 45: na prawem skrzydle 7-a brygada, 81-y pułk piechoty i batalion 3-go pułku po osi Chomęciska Wielkie — Stary Zamość; 99-y pułk piechoty, obchodząc Stary Zamość od zachodu, a na lewo 49-y pułk z Krzaka przez Ruskie Piaski w kierunku na Tarzymiechy; drugi pułk 8-ej brygady w odwodzie w Wolce Złojeckiej;

7-ą brygadę miały wspierać cztery baterie, 8-ą brygadę trzy baterie, poza tym przy każdym pułku w 1-ej linii było po jednej baterii Górskiej. Wskutek zaskoczenia, pośpiechu i zamętu spowodowanego dwukrotną zmianą rozkazów, brakło temu natarciu jednolitości. Ruch 7-ej brygady utknął już o godzinie 8 w miejscu,

a zwłaszcza 99-y pułk nacierający od zachodu na Stary Zamość został oskrzydlony przeciwnatarciem Rosjan, wychodzące z lasu na północ od tej miejscowości i o godzinie 9 zaczął się cofać na Krzak, poniósłszy tak ciężkie straty, że nie był na razie zdolny cło żadnej akcji; podczas gdy reszta brygady przeszła do obrony w rejonie Chomęcisk Wielkich i dalej na prawo od szosy, dowódca dywizji rzucił 8-y pułk z odwodu do natarcia w kierunku przez Chomęciska Wielkie, aby zapobiec przedarciu się nieprzyjaciela na Zamość. Koło godziny 14 pułk ten został odrzucony i rozpoczął odwrót, ale wkrótce potem natarcie przeciwnika osłabło pod wpływem energicznej akcji, którą rozwinął na lewem skrzydle 49-y pułk piechoty i dzięki posuwaniu się 45-ej dywizji przez Wirkowice

na Izbicę, a więc na tyły nieprzyjaciela atakującego 4-ą dywizję.

49-y pułk ruszył o godzinie 6 minut 30 z Ruskich Piasków na Tarzymiechy, osiągnął w natarciu wzgórza na północ od tej miejscowości, a osłoniwszy się z tej strony, skręcił w las w kierunku na Krasne, aby odciążyć inne oddziały dywizji, walczące w rejonie Starego Zamościa i Chomęcisk. Do godziny 16 udało się temu oddziałowi

zepchnąć przeciwnika do lasu, jakkolwiek całe natarcie od rana do te j chwili prowadził bez wsparcia artylerii dywizyjnej, ponieważ przydzielony mu dywizjon artylerii był związany walką na południowym odcinku.

Kryzys w 4-ej dywizji został do wieczora zażegnany i dalsze posuwanie się rosyjskiego XXV korpusu na Zamość, groźne dla całego II korpusu austriackiego i manewru oskrzydlającego grupy arcyksięcia Piotra Ferdynanda, zostało osadzone w miejscu. W zwalczaniu natarcia piechoty i znacznie silniejszej artylerii rosyjskiej wzięły udział wszystkie siedem baterii artylerii dywizyjnej, skoncentrowanych w rejonie na północ od Wólki Złojeckiej

i kierowanych jednolicie przez dowódcę brygady artylerii. Z nastaniem nocy dywizja przegrupowała się, jak następuje:

prawe skrzydło (81-y, 8-y i batalion 3-go pułku piechoty), będące w kontakcie z nieprzyjacielem, musiało pozostać na prawym brzegu Łabuńki, a lewe (49-y pułk piechoty) zostało cofnięte za rzekę, aby przygotować i obsadzić linię obronną na dzień następny; 99-y pułk przeszedł do odwodu w rejonie Krzaka, a artyleria, za wyjątkiem

jednego dywizjonu, za prawem skrzydłem przeszła na lewy brzeg. Odwrót odbył się bez przeszkody i w nocy dywizja stanęła na linii, która biegła od Chomęcisk Wielkich przez Krzak i Wolę Nieliską do ujścia Łabuńki; prawe skrzydło nawiązało z powrotem. straconą w ciągu dnia łączność z grupą pułkownika Madera. Dywizja poniosła bardzo ciężkie straty w ludziach: 99-y pułk — 26 oficerów i 1.300 szeregowych, 81-y — ogółem 411 ludzi,

jeden batalion 3-go pułku — 400 ludzi, 8-y pułk — 12 oficerów i 1.600 szeregowych, a 49-y pułk, który nacierał bez wsparcia artylerii, poniósł 50% procent strat; od jeńców dowiedziano się, że na przeciw walczyły 46-a i 70-a dywizje rosyjskie. Niebezpieczeństwo, w jakiem się znalazła 4-a dywizja i tyły lewego skrzydła armii wywołało formalną powódź próśb i wezwań o wsparcie, skierowanych pod adresem 9-ej dywizji kawalerii, 45-ej dywizji piechoty, jak również dowództw X korpusu i 1-ej armii ze strony 4-ej dywizji, II korpusu, a zwłaszcza dowództwa 4-ej armii, dla którego ewentualna porażka sił osłaniających od północy oznaczałaby zrujnowanie całego planu bitwy.

Położenie zostało wprawdzie uratowane bez obcej bezpośredniej pomocy, dzięki ofiarnej walce 4-ej dywizji, ale je j współdziałanie przez Grabowiec z grupą arcyksięcia Piotra Ferdynanda musiało odpaść, co wywarło szkodliwy wpływ na działania tej ostatniej.

Grupa pułkownika Madera (trzy bataliony, 25-go pułku obrony krajowej i dwie baterie haubic z 13-ej dywizji) broniła szosy Izbica — Zamość, stojąc w rejonie wzgórz na północ od Sitańca;

jednemu batalionowi tej grupy, zostawionemu samotnie podczas wczorajszego wypadku w Wisłowcu, udało się nad ranem wrócić bez strat do Sitańca, gdzie przeszedł do odwodu. Nieprzyjaciel próbował nacierać, począwszy od godziny 8 od strony Udrycza i Dębowca, ale natarcie nie mogło się rozwinąć w ogniu zaporowym haubic, do którego przyłączył się od godziny 11 także dywizjon artylerii konnej 9-ej dywizji kawalerii, przybyłej właśnie do

Sitańca. W tym samym czasie, to jest około godziny 11, z lasu na północ od Ciołków wypadły do szarży w szyku konnym 2 — 3 sotnie kozaków, kierując się na prawe skrzydło stanowisk obronnych

Austriakow koło wzgórza 241. Atak ten został zduszony w ogniu ręcznym i karabinów maszynowych, a resztki jeźdźców spłynęły z powrotem do lasu. Po zlikwidowaniu prob. natarcia ze strony przeciwnika działalność grupy Madera ograniczyła się do wspierania ogniem flankowym manewru 4-ej dywizji na jej skrajnym prawem skrzydle. Walka ogniowa ustała koło godziny 17, gdy nieprzyjaciel nie dawał już żadnych celów do strzału. Noc na 30 sierpnia grupa Madera spędziła w tych samych stanowiskach, niezaczepiana przez przeciwnika. 9-a dywizja kawalerii zgrupowała się do godziny 7 w rejonie Złojca, aby zgodnie z wezwaniem 4-ej dywizji piechoty utrzymać

łączność między nią a II korpusem i ewentualnie wkroczyć do walki przez Chomęciska. O godzinie 8 otrzymała jednak wiadomość od tej dywizji, że przegrupowuje się do natarcia w kierunku wschodnim, przez Wierzbę na Grabowiec, wraz z prośbą, aby dywizja kawalerii posunęła się równolegle z nią przez Sitaniec i działała na bok i tyły nieprzyjaciela w kierunku Udrycza, a później Grabowca. Dywizja ruszyła więc o godzinie 8 minut 30 ze Złojca przez

Siedlisko i Hyżą do Sitańca, dokąd ze względu na trudności przeprawy przez Łabuńkę przybyła dopiero o 11 godzinie. Tu artyleria jej wzięła udział w odparciu ataków na grupę Madera, a parę spieszonych szwadronów ruszyło do natarcia na las Ciołki, obsadzony przez kozaków, nieprzyjaciel jednak sam się wycofał. Ponieważ

natarcie 4-ej dywizji piechoty nie posuwało się naprzód i nie osiągnęło jeszcze szosy Sitaniec — Izbica, a tym samem nie było sensu pchać się z kawalerią w obszar lasów na północ od Udrycz, zaś grupa Madera nie potrzebowała wsparcia, dowódca dywizji zamierzał uderzyć wprost na Grabowiec. Jednakże o godzinie

14 otrzymał wezwanie arcyksięcia Piotra Ferdynanda, aby posunął się przez Kotlice w rejon Perespy i wziął udział w toczącej się tam walce.

Generał Hauer, spełniając bez wahania to żądanie, zebrał rozrzuconą znów dywizję i o godzinie 15 rozpoczął marsz przez Majdan, zamierzając odbyć w tym dniu przynajmniej większą część drogi do Perespy, wynoszącej 34 kilometry i dotrzeć na noc do Miączyna odległego o 20 kilometrów od miejsca zbiorki. Ale o godzinie

16 minut 30, w chwili przemarszu przez Jarosławiec dostał inne polecenie, tym razem od dowódcy II korpusu z godziny 13 minut 30, sprzeczne z wezwaniem arcyksięcia, aby ze względu na odwrót 4-ej dywizji piechoty za Łabuńkę, pozostał w obszarze na wschód od Sitańca (Dowódca korpusu przypuszczał, że dywizja kawalerii znajduje się jeszcze w Sitańcu.) i był gotowy zarówno do osłony północnego skrzydła armii, to jest grapy arcyksięcia Piotra Ferdynanda, jak i do odciążenia 4-ej dywizji, gdy zajdzie tego potrzeba. Dywizja

zatrzymała się wobec tego w Jarosławcu na odpoczynek i zawiadomiła o swoim położeniu dowódcę korpusu.

Niedługo potem, o godzinie 18 otrzymał dowódca dywizji przynaglenie od arcyksięcia Piotra, do bezzwłocznego marszu dalej na Kotlice, ponieważ jego grupa dzisiaj jeszcze naciera na Dub i współdziałanie dywizji kawalerii jest przy tym niezbędne dla zamknięcia drogi odwrotu nieprzyjacielowi. Biorąc pod uwagę to,

że dywizja nie zdąży już dzisiaj do walki, generał Hauer postanowił zostać na razie w Jarosławcu i dopiero nazajutrz o godzinie 1 ruszyć na Dub. Tymczasem między godziną 19 a 20 otrzymał znów dwa dalsze wezwania dowódcy II korpusu. Z godziny 17 minut 30:

„Położenie 4-ej d. p. jest niebezpieczne nie tylko dla boków i tyłów II korpusu, ale także dla flanki całej armii.

9-a d.k. musi zatem utrzymać ścisłą łączność z 4-ą d. p. i — pod całym ciężarem odpowiedzialności -— poświęcić nawet wszystko, aby nie dopuścić do porażki. 9-a d. k. musi w tym celu utrzymać nieprzyjaciela

i być stale w gotowości. Zauważyć należy, że ogólne położenie jest pomyślne".

Z godziny 20 minut 15:

„Jest bezwarunkowo koniecznym, aby 9-a d. k. była jutro od wczesnego

rana w najściślejszej łączności z 4-ą d. p. i uczyniła wszystko dla

przeszkodzenia porażce, a dopiero później kryła bok i tyły grupy generała arcyksięcia Piotra".

W tym położeniu, dezorientowany i ciągnięty na dwie strony dowódca dywizji, wysłał oficera swego sztabu do sztabu korpusu w Mokrem z meldunkiem sytuacyjnym ustnym i prośbą o definitywne rozstrzygnięcie co do dalszej działalności dywizji w dniu 31 sierpnia. Odpowiedź nadeszła o godzinie 23 minut 30 i wyraziła się w formie kompromisu między obu kierunkami użycia dywizji:

jeden pułk z jedną baterią miał być skierowany na Zamość dla wzięcia udziału w boju 4-ej dywizji, a reszta miała się dostosować do wezwania arcyksięcia.

Dywizja nocowała siłą główną w Jarosławcu, ubezpieczając się od północy w Stabrowie i Szopinku.

Grupa arcyksięcia Piotra Ferdynanda stała nad ranem 30 sierpnia w kontakcie z przeciwnikiem, frontem na wschód i południowy wschód w następującym ugrupowaniu:

— na skrajnym prawem skrzydle w rejonie od wzgórza 257 do Cześnik grupa generała Kosaka w składzie pięciu batalionow z 25-ej dywizji piechoty i siedmiu baterii; w rejonie wzgórza 257

i dalej na południe oddziały te j grupy były pomieszane z oddziałami 10-ej dywizji piechoty;

— w środku frontu grupa generała Kreysy w sile dziewięciu batalionow z 13-ej dywizji i 84-go pułku z 25-ej, razem trzynaście batalionow i sześć baterii, między Cześnikami, a lasem na północny zachód od Niewirkowa, mając na swoim prawym skrzydle 84-y pułk piechoty w łączności z grupą Kosaka, następnie 24-y pułk obrony krajowej (Wczorajsza grupa generała Lischki przesunięta nad ranem z Cześnik, gdy w ciągu dnia 29 sierpnia stwierdzono, że od północy niema niebezpieczeństwa.) i 14-y pułk obrony krajowej, a na lewem skrzydle 1-y pułk obrony krajowej koło Niewirkowa;

— na skrajnym lewem skrzydle w rejonie Miączyna grupa pułkownika Stohra w sile trzech baonów z 25-ej dywizji, przeznaczona do okrążenia przez Dub.

W odwodzie znajdowały się jeszcze dwa bataliony ; dywizjon ciężkich haubic korpusu stał na stanowiskach za grupą generała Kreysy.

Arcyksiążę, nie czekając na dyspozycję korpusu, która mu nakazywała postawę wyczekującą do chwili przybycia 4-ej dywizji, wydał jeszcze wieczorem poprzedniego dnia rozkaz: „jutro o świcie prowadzić dalej natarcie na Dub“.

Przed wyruszeniem natarcia miała artyleria grupy zwalczyć gniazda baterii rosyjskich w rejonie Kadłubisk i na zachód od Komarowa, które swoim ogniem flankowym dawały się szczególnie we znaki i uniemożliwiały dalsze natarcie; udało się to tylko częściowo, zwłaszcza odnośnie baterii działających z Kadłubisk, natomiast baterii w rejonie Komarowa nie można było unieszkodliwić z powodu zbyt wielkich odległości. Skutkiem tego n a tarcie

dnia 30 sierpnia kosztowało grupę wiele strat, bo piechota nie znajdowała ukrycia na płaskich wzniesieniach, jakiem było pole natarcia na Dub. Dyspozycję dowództwa korpusu otrzymano w grupie arcyksięcia

około godziny 8 a więc w chwili, gdy wstrzymanie rozpoczętego natarcia, było już niemożliwe.

Grupa generała Kosaka ruszyła z miejsca o godzinie 7.30 w kierunku na Kadłubiska, ale już w godzinę później załamała się w ogniu baterii przeciwnika, nie mając należytego wsparcia we własnej artylerii ani sąsiedniej 10-ej dywizji, która odmówiła współdziałania w natarciu, wobec czego stanęła w miejscu, nie dochodząc

do drogi Cześniki—Wolica Śniatycka. Około godziny 9 nieprzyjaciel przeszedł do przeciwnatarcia, wymierzonego zwłaszcza na odcinek sąsiedniej 10-ej dywizji, prawem skrzydłem po osi Wolica Barchaczów; generał zdecydował się uderzyć w bok tego manewru i odsłoniwszy się od strony Majdanu, skierował resztę grupy do natarcia na południe. Ruch ten, wsparty tym razem przez artylerię 10-ej dywizji, zyskał początkowo w terenie, ale

około godziny 11 musiał być zatrzymany z powodu załamania się i odwrotu prawego skrzydła grupy generała Kreysy (84-y pułk piechoty), a także artyleria musiała być cofnięta za las. Walka toczyła się dalej ze zmiennym wynikiem, ale grupa Kosaka nie zdołała już do wieczora wysunąć się poza drogę Cześniki— Wolica. Oddziały były mocno przerzedzone i pomieszane, wsparcie artylerii niewystarczające, tak, że gdy o godzinie 16 otrzymano

nowy rozkaz arcyksięcia naglący do posunięcia się na Dub, grupa nie czuła się już na siłach do ponownego wysiłku. Generał Kosak zaproponował natomiast nocny wypad na gniazda baterii rosyjskich w rejonie na północ od Kadłubisk, które dotychczas uniemożliwiały każdy krok naprzód. W tym celu miało wyruszyć

o godzinie 23 kilka oddziałów szturmowych z kompanią saperów, ale przygotowania trwały tak długo, że gdy wreszcie oddziały stanęły gotowe, zaczęło świtać i o zaskoczeniu przeciwnika nie mogło być mowy. Grupa została przez noc w styczności z nieprzyjacielem koło Wolicy Śniatyckiej i dalej na północ od niej.

Grupa generała Kreysy, wychodząc z linii Cześniki — Niewirków nacierała na łańcuch wzniesień na południowy wschód od Cześnik — Majdan — wzgórze 242. Cała artyleria zwalczała baterie nieprzyjacielskie usadowione w rejonie Śniatycza i wspierała posuwanie się piechoty, tak, że ta ostatnia zdołała do godziny 11 osiągnąć linię Majdan folwark — Michałówka na południowy wschód od Niewirkowa; dalsze wysiłki rozbiły się w ogniu potężnej artylerii. Około południa nieprzyjaciel przeszedł do przeciwnatarcia i zachwiał prawem skrzydłem grupy,

natomiast na lewem skrzydle udało się 1-u pułkowi obrony krajowej

wtargnąć do stanowisk nieprzyjacielskich na północ od Kadłubisk, ale przeciwnatarciem zostało ono znów odrzucone do folwarku. W zmiennych kolejach boju grupa Kreysy nie zdołała wszakże do godziny 16 wysunąć się poza linię osiągniętą przedpołudniem- Tymczasem arcyksiążę Piotr oczekiwał nadejścia 4-ej dywizji i nie mając już żadnych własnych odwodów zamierzał przy jej pomocy rozstrzygnąć walkę głębszym oskrzydleniem przez

Zawalew na Dub; wiadomość o ciężkim położeniu tej dywizji i związaniu je j w boju nad Łabuńką otrzymał dopiero o godzinie 14. Od tej chwili musiał się liczyć z tym, że nacisk nieprzyjaciela na 4-ą dywizję, a więc na tyły jego grupy może się nazajutrz wzmocnić i uniemożliwić kontynuowanie manewru oskrzydlającego na Dub. Z drugiej strony pojawiły się w tym czasie pewne oznaki osłabienia nacisku przeciwnika, a poza tym grupa pułkownika Stohra wysłana na Dub meldowała o ruchach odwrotowych nieprzyjaciela, w sile jednaj dywizji, w kierunku wschodnim. W tym położeniu miał arcyksiążę do wyboru, albo cofnąć się w rejon Zamościa, albo dziś jeszcze forsować natarcie

na Dub i Tyszowce. Ponieważ czas naglił, a na pomoc z zewnątrz nie można było liczyć i nie było nawet łączności z dowództwem korpusu, aby do niego zwrócić się o decyzję, wybrał arcyksiążę to drugie i o godzinie 16 dał rozkaz do decydującego natarcia przez Dub w kierunku Tyszowiec, wezwawszy 10-ą dywizję do współdziałania.( Motywem tej decyzji był także rozkaz generała Auffenberga, który podając do wiadomości zwycięstwo Niemców pod Tannenbergiem, apelował do dowódców i wojsk o wywalczenie takich samych sukcesów.).

Sformowano ostatni odwód z pośród rozproszonych oddziałów i rzucono go do natarcia czołowego w środku grupy generała Kreysy. O godzinie 17.30 natarcie te j grupy znów ruszyło z miejsca i walka przybrała na natężeniu, ale zapadający zmrok i zmęczenie wojsk nie pozwoliły na osiągnięcie znaczniejszego powodzenia. Grupa Kosaka nie mogła wogole przyłączyć się do działań grupy Kreysy, a 10-a dywizja odmówiła również pomocy, zasłaniając się otrzymanym rozkazem, w myśl którego miała wstrzymać próby przebicia się nieprzyjaciela w kierunku zachodnim,

stojąc na umocnionej pozycji obronnej na wschód od Łabuń.

Arcyksiążę musiał więc zrezygnować na dzisiaj z dalszych wysiłków i, odłożyć natarcie na jutro o wczesnej porze; w tym celu wezwał 9-ą dywizję kawalerii do współdziałania przez posunięcie się na Miączyn i Werbkowice, względnie ubezpieczenie flanki i tyłów grupy. Wezwaniu dowodcy II korpusu otrzymanemu wieczorem, aby wysłał zbedne siły przez Ciołki do Sitańca dla odciążenia 4-ej dywizji, nie można było oczywiście zadośćuczynić, bo żadnych odwodow nie było. Tymczasem grupa pułkownika Stohra, pozbawiona artylerii,

wymaszerowała z Miączyna o godzinie 4.30, aby przez Kotlice posunąć, się na Dub. Koło Kotlić natknęła się na silny opor oddziałow kawalerii, zmieszanych z piechotą, wobec czego; dowódca grupy dał rozkaz do natarcia na Dub, kierując część swych szczupłych sił do oskrzydlenia od wschodu. Natarcie szło gładko naprzód, przeciwnik oceniany przez pułkownika Stohra na co najmniej jedną brygadę kawalerii, został zepchnięty i o godzinie

11.30 wzgórze na północny zachód od Duba, panujące nad drogą odwrotu Rosjan z Komarowa na wschod, wpadło w ręce jego batalionow. Stąd zauważono odwrot kolumn nieprzyjacielskich. przypuszczalnie jednej dywizji piechoty, z Zubowic i Śniatycz przez Przewalę i Perespę. Aby temu przeszkodzić, pułkownik

Stohr zdecydował się pchnąć natarcie dalej aż do przejść przez rzeczkę na południe od Duba. skąd mogł ogniem ręcznym i maszynowym działać na uchodzące kolumny; w lasku na południowy zachód od wsi natknęły się jednak oddziały na przeważające siły piechoty i dostały się równocześnie w morderczy ogień dwóch bateryj rosyjskich, z których jedna strzelała ze stanowisk koło lasu, druga z dalsza, od strony Śniatycz. Równocześnie kawaleria nieprzyjacielska, wyminąwszy lewe skrzydło grupy. pojawiła się na jego tyłach koło Kotlic. W tem położeniu zdecydował się pułkownik Stohr cofnąć nieco swoją grupę i obsadzić z powrotem wzgórze na północ od Duba, co też zostało wykonane z nastaniem ciemności, tak, że w nocy stała grupa zwrócona frontem na południe i północ, oba fronty połączone zostały ze sobą linią czat, a obwód i tabor bojowy skupione w środku. Energiczny wypad grupy Stohra wywarł wpływ na przeciwniku, który sądził zapewne, że ma do czynienia z daleko

większymi siłami i rozpaczliwie bronił swoich ostatnich drógodwrotu na Perespę i Zubowice. Brak chociażby jednej baterji uniemożliwił jednak pułkownikowi Stohrowi wykorzystanie tych wszystkich możliwości, jakie dawało położenie na tyłach przeciwnika i uzyskanie wglądu na całą kotlinę ciągnącą się od Komarowa w kierunku Perespy. Łączności z arcyksięciem nie było i, wołania o przydzielenie artylerii musiały pozostać bez echa,

skutkiem czego niezwykle korzystna sposobność położenia zapory na drodze odwrotu rosyjskiego XIX korpusu została zmarnowana. Wynik dnia dla II korpusu nie był mimo to zły; jeszcze wszystkie współczynniki zwycięstwa znajdowały się wieczorem w rekach Austrjakow; 4-a dywizja z grupą Madera przeciwstawiła się z powodzeniem natarciu na Zamość i zabezpieczyła tyły lewego skrzydła armii. a grupa arcyksięcia, jakkolwiek zyskała

tylko niewiele na terenie w środku i na prawem skrzydle, to jednak znajdowała się w tem położeniu, że wystarczało jednego, choćby rozpaczliwego wysiłku, aby losy bitwy w centrum frontu

zostały za jednym zamachem rozstrzygnięte. Ale dowódca korpusu stał pod wyłącznym wrażeniem niebezpieczeństwa, jakiego dopatrywał się od północy a ryzykowny manewr grupy arcyksięcia Piotra Ferdynada traktował widocznie, jako prywatną imprezę dowódcy armii i tegoż arcyksięcia, do ktorej nie miał

ani odwagi, ani chęci przyczyniać się. Cała czynność dowództwaII korpusu od wczesnych godzin porannych do późnej nocy obracała się wyłącznie koło ściągnięcia pomocy dla 4-ej dywizji;

w tym celu zasypywał dowódcę armii, X korpus i obie dywizje tego korpusu prośbami o wsparcie północnego odcinka, z grupą arcyksięcia stoczył formalną walkę o kierunek użycia 9-ej dywizji

kawalerii, a nawet samą tą grupę wezwał wieczorem do wysłania „chociażby najmniejszych zbędnych sił“ do Sitańca, gdzie oddział wydzielony Madera bez najmniejszego wysiłku odparł próby natarcia przeciwnika- W ostatnim meldunku sytuacyjnym, wysłanym do armii o godzinie 23.05, nie wspomniał nawet

o położeniu grupy arcyksięcia, ale tak oceniał położenie:

„Ponieważ pomyślny zwrot i rozstrzygnięcie zależy od skrzydłowego uderzenia 45-ej dywizji i całego X korpusu, proszę spowodować, aby ta pierwsza jutro wczas rano, a reszta, jak tylko to będzie możliwe, posunęły się w rejon oskrzydlający linię Łabuńki od północy".

Dowódca korpusu dopatrywał się zatem punktu ciężkości nie w obszarze Cześnik i Komarowa, ale nad Łabuńką; zarzuciwszy inicjatywę oczekiwał nieprzyjaciela, a grupę oskrzydlającą, mającą w ręku poważne atuty zwycięstwa, pozostawił jej własnym losom; zgodnie z tem nastawieniem myślowym został ze sztabem w Mokrem o 20 km. oddalony od skrzydła, na którym miały nazajutrz zapaść decydujące dla armii wydarzenia.      s.121

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now