29 SIERPNIA  CZWARTY DZIEŃ BITWY KOMAROWSKIEJ

29 Sierpnia  D z i a ł a n i a    XXV    k o r p u s u   rosyjskiego.

Generał Zujew i w tym dniu nie spieszył się do natarcia na Zamość, ograniczając się do przegrupowania swoich sił na południe od Krasnegostawu w celu osłony komunikacji prowadzących na Chełm z południowego zachodu i południa. 70-a dywizja przesunęła się siłami Głownem na wschodni brzeg Wieprza i zajęła stanowiska na południe od Izbicy, zostawiając na lewym brzegu część sił koło Tarnogóry. Przeciwnik nie nacierał, natomiast zwiady odkryły posuwanie się kolumny piechoty z artylerią na lewym brzegu Wieprza w przerwie między XXV korpusem, a korpusem grenadierów w kierunku na Poperczyn: minio to, ani dowództwo 70-ej dywizji, ani dowództwo korpusu, zawiadomione o tym, nie zastosowało żadnych Śródków obrony przed tym manewrem zagrażającym prawemu

skrzydłu, tym więcej, że wskutek odejścia 4-ej dywizji dońskiej zachodnia flanka korpusu została odsłonięta. Za tą bezczynność odpokutowała nazajutrz 70-a dywizja. 2-a brygada 46-ej dywizji stała na swoich pozycjach koło Starego

Zamościa i Wierzby, popołudniu weszła ona w kontakt z 4-ą dywizją austriacką, posuwającą się od Łabuńki, ale u trzymała się w miejscu.

5-a dywizja grenadierów zebrała się na nocleg w Wolce Orłowskiej.

4-a dywizja kozacka w marszu z prawego skrzydła korpusu w rejon XIX korpusu, zatrzymała się również na tyłach 70-ej dywizji, a l-a dywizja kozacka stała w okolicy Udrycz, osłaniając lewe skrzydło i popołudniu weszła w styczność bojową ze strażą przednią grupy pułkownika Madera z 13-ej dywizji austriackiej. Tym sposobem XXV korpus znów stracił jeden dzień czasu na całkowitej bierności; jego dowódca obawiał się widocznie obejścia prawego skrzydła na lewem brzegu rzeki i chociaż na prawym brzegu posiadał dostateczne siły na to, aby się ważyć na działanie zaczepne (w rzeczywistości więcej niż podwójną przewagę), zrezygnował z natarcia na Zamość i ułatwił przez to

nieprzyjacielowi jego manewr na tyły XIX korpusu. Na XXV korpusie ciążyła jeszcze ciągle zmora klęski poniesionej

w dwóch pierwszych dniach bitwy, wstrzymując go od wszelkich zaczepnych wystąpień.                                            

29 sierpnia D z i a ł a n i a   g r u p y   o p e r a c y j n e j   a r c y k s i ę c i a    J o z e f a   F e r d y n a d a .

 

Dowódca grupy operacyjnej, któremu podlegała w tym dniu także 19-a dywizja (XVII korpus) i 6-a dywizja kawalerii,

w następujący sposób zmontował natarcie okrążające rozkazem 7. godziny 3, dnia 29 sierpnia:

„XVII korpus posuwa się swoim prawym skrzydłem, a grupa gen. Kirchbacha (41-a d. p. i gros 8-ej d. p.) lewem skrzydłem w ogólnym kierunku n a Mircze (na zachód od Krylowa). Grupa gen. Rotha (5-a d. p. i części 8-ej d. p.) kontynuuje według własnego uznania rozpoczęte wczoraj działanie zaczepne, aby okrążając możliwie przeciwnika, uczynić rezultat walki zupełnym. 2-a d. k. wysunięta naprzód z grupą gen. Rotha rozpoznaje usilnie obszar Krystynopol — Sokal — Mircze, zwłaszcza w kierunku Sokal — Kryłów i zabezpiecza flankę i tyły grupy Rotha.

6-a d. k. trzyma się w pogotowiu do pościgu w rejonie na zachód od Uhnowa."

W sposobie określenia zadań grupy Rotha i 2-ej dywizji kawalerii odbiła się poraź pierwszy obawa o tyły, spowodowana meldunkami o posuwaniu się silnej kawalerii rosyjskiej na Mosty Wielkie.

Jednostki gen. Rotha wykonały do godziny 6 przegrupowanie i uporządkowały swe związki pomięszane w ciągu wczorajszej walki i podczas noclegu: 5-a brygada stanęła na wschód od Wasylowa w rejonie wzgórza 258 frontem na północny wschód, 15-a brygada w lesie na północ od Wasylowa południowego i na wschód od tej wsi frontem na północ, a 16-a brygada została wyciągnięta do odwodu w Wasylowie południowym. Wojska były silnie znużone, o położeniu przeciwnika nic nie wiedziano, tylko od strony Lisek i Żniatyna dochodziły odgłosy walki, zresztą nie wiadomo między jakimi oddziałami.

O godzinie 8 zdecydował się dowódca grupy uderzyć w kierunku północno - wschodnim, gdyż okazało się, że między Żniatynem a Hulczami walczył już, pozostały od wczoraj w tym rejonie, 28-y pułk piechoty z 5-ej brygady; reszta tej brygady. wsparta dywizjonem ciężkich haubic miała wkroczyć do walki w kierunku Żniatyna, 15-a brygada posunąć się na Liski w lewo od 5-ej i utrzymać łączność z grupą Kirchbacha, a 16-a brygada posunąć się szybko przez Chłopiatyn i z prawej strony zaatakować przeciwnika w rejonie Hulcze; odwód grupy stanowił

2-gi pułk strzelców cesarskich z 15-ej brygady koło Przewodowa. Tymczasem jednak 28-y pułk piechoty wycofał się samowolnie z Hulcz i odszedł w tył do Przewodowa.

Natarcie wszystkich trzech brygad w kierunku północno -wschodnim rozpoczęło się około południa, ale wkrótce odniesiono wrażenie, że z tej strony niema poważnego nieprzyjaciela, także generał Roth zarządził o godzinie 15, zachodzenie w lewo w kierunku północno - zachodnim na Telatyn i osiągnięcie

frontu Poturzyn — Żulice. 16-a brygada, posuwająca się przez Hulcze, natknęła się jednak koło te j miejscowości na silnego przeciwnika, wobec czego zatrzymano posuwanie się środka i lewego skrzydła, a odwód skierowano do 16ej brygady. Walka tej ostatniej zaczęła się o godzinie 14. natarciem czołowym trzech batalionów po obu stronach drogi Dłużniow —Hulcze; nieprzyjaciel stawiał niezwykle zacięty opór, tak, że wkrótce rzucono do boju wszystkie odwody; pięć baterii wspierających brygadę podciągnięto na 800 kroków przed tyraliery przeciwnika, a piechota zwolna zbliżała się na odległość szturmową; o godzinie 16 padł dowódca brygady, generał Herzberg, a dowództwo objął brygadier artylerii. Wieczorem nie przyjaciel został wyrzucony z Hulcz i cofnął się w nieładzie na północ.

Brygady 5-a i 15-a, nie napotkawszy nieprzyjaciela, doszły w okolice na wschód i zachód od Lisek i na rozkaz dowódcy grupy znowu zawróciły na wschód, aby wesprzeć 16-ą brygadę, jednak zanim zdołały się rozwinąć, walka już była skończona. Straty były znaczne, ale zdobycz wojenna olbrzymia, zważywszy, że zabrano wszystkie cztery baterie, w sumie 32 dział 6l-ej dywizji piechoty, które pod słabą osłoną zostały w rejonie Hulcz po wczorajszym zaskoczeniu przez Austrjakow. Na noc została grupa w osiągniętych rejonach, to jest 16-a brygada w Hulczach, 5-a i 15-a w rejonie Lisek, wszystko w pogotowiu bojowym zorientowane ku północy i wschodowi. Sytuacja była nadal zupełnie niewyjaśniona, a nawet w ciągu dnia nadeszły wiadomości, że kawaleria rosyjska maszeruje od

południowego wschodu na Bełz. Oddziały były ostatecznie wyczerpane, mając za sobą około 40 kilometrów drogi, zrobionej w dwa dni wśród ciężkich walk. Grupa generała Kirchbacha miała rozpocząć posuwanie się

naprzód w trzech kolumnach: 96-a brygada z jednym pułkiem honwedów z Korczmina przez Krzewicę na Rzeplin, 12i-a brygada z Tarnoszyna przez Ulhówek, a 41-a dywizja honwedów prawem skrzydłem z Dynisk przez Rzeczycę na Żerniki. Linię Korczmin — Szczepiatyn — Rzeczyca miały przekroczyć straże przednie wszystkich kolumn o 9 godzinie. W rzeczywistości tylko 121-a brygada i honwedzi przeszli wyznaczoną linię o tej

godzinie, 96-a brygada opóźniła się, nie mogąc na czas pozbierać oddziałów. Nieprzyjaciel stawił poważny opór dopiero koło Rzeczycy, Ulhówka i Rzeplina.

41-a dywizja zepchnęła przeciwnika przed sobą i do wieczora osiągnęła wysuniętymi oddziałami wzgórza na północ od Żernik.

121-a brygada zawiązała walkę najpierw na północny zachód od Tarnoszyna, a odrzuciwszy przeciwnika, stoczyła drugi bój o Ulhówek i wzgórze na zachód, a około godziny 19 zajęła las na południe od Posadowa.

96-a brygada dotarła, walcząc, cło rejonu Łachowiec na północ od Rzeplina.

Ogólna linia frontu, osiągnięta do wieczora, biegła od Żernik przez Posadów do Łachowiec; na niej zatrzymała się grupa Kirchbacha na noc; szwadrony dywizyjne obu dywizji wysłano na zwiady w kierunku Nowosiółek, Telatyna i Łaszczowa, a do odwodu grupy wydzielono jeden pułk honwedów za prawe skrzydło grupy w Krzewicy.

Piechota skarżyła się po walce na słabe poparcie artylerii, która pozostała zbyt daleko w tyle, i nie mogła dlatego skutecznie ani we właściwym czasie współdziałać. Na tyłach grupy wybuchła wieczorem panika wśród taborów

podciągniętych do Ulhówka, spowodowana fałszywą pogłoską o napadzie kozaków; wieści te szły od tyłu od strony

Uhnowa. 2-a dywizja kawalerii tylko z trudem mogła się podjąć dalszych

działań w dniu 29 sierpnia; straty, odniesione z rąk jakiegoś własnego batalionu strzelców z 16-ej brygady podczas nocnej strzelaniny we wsi Budyninie, przerastały wszystkie inne, które ta ruchliwa i dobrze prowadzona dywizja ucierpiała od chwili wybuchu wojny, włączając w to śmiały zagon n a Włodzimierz i bitwę pod Turynką. Rano meldował generał Ziegler dowódcy grupy operacyjnej, że „stan, gotowość bojowa i czynniki

moralne znacznie ucierpiały”.

Mimo to zebrał dywizję w Budyninie i ruszył rano na Waręż, wzniecając na tyłach przeciwnika popłoch, zwłaszcza wśród taborów; Waręż słabo obsadzony zajęła dywizja popołudniu i stąd ostrzeliwała do godziny 19 ogniem flankowym cofające się z rejonu Hulczy na północ kolumny nieprzyjacielskie; odwrót

ich odbywał się bezładnie. Na noc odeszła dywizja do Busina.

Wynik rozpoznania w ciągu 29 sierpnia zameldował dowódca dywizji o godzinie 21.50: „w rejonie Waręż, Bełz, Sokal niema przeciwnika; w obszar na zachód od linii Waręż — Sokal nie można było uzyskać wglądu".

Dowództwo grupy operacyjnej stało przez cały dzień w Uhnowie. Rozkaz dowództwa armii z godziny 11 naglący do

natarcia otrzymało dopiero o 13.15; z zawartej w nim mylnej wiadomości o posuwaniu się od strony Krylowa przez Witków i Mircze dwóch dywizji rosyjskich oraz silnej kolumny piechoty wzdłuż wschodniego brzegu Huczwy z Terebina na Sąchryń, wyciągnięto wniosek, że nazajutrz wejdą do walki świeże, znaczne siły przeciwnika. Na tej podstawie dowództwo wydało już o godzinie 15 rozkaz na dzień następny, którego myślą

przewodnią było zahamowanie grupy Rotha do czasu, gdy grupa Kirchbacha podejdzie na równą z nią wysokość, prawem skrzydłem do Nowosiółek i wówczas dopiero kontynuowanie ogólnego natarcia w obszar na wschód od Tyszowiec. Ale i od południa zdawało się grupie grozić poważne niebezpieczeństwo, bo nieścisłe i niesprawdzone meldunki, pochodzące od tyłów, mówiły, że 28 sierpnia weszła do Mostów Wielkich dywizja kawalerii rosyjskiej; na razie poprzestał arcyksiążę na zarządzeniu obsadzenia przejść przez Sołokije w Bełzie, Stajach i Uhnowie za pomocą drobniejszych oddziałów. Niemniej jednak wiadomości te podziałały zarówno na dowódcę, jak i na jednostki grupy w sposób hamujący ich wysiłek ku północy i sparaliżowały rozmach, z jakim grupa operacyjna rozpoczęła bitwę w dniu wczorajszym. Położenie stało się przykre ; na tyłach grasowały podobno patrole kawalerii nieprzyjacielskiej, rozszerzając panikę wśród taborów; połączenia telegraficzne i telefoniczne padały ofiarą uszkodzeń także ze strony ludności miejscowej i nawet łączność drutowa z dowództwem armii w Narolu przestawała działać. Trudności w dowozie żywności i amunicji były tak wielkie, że arcyksiążę zawiadomił wieczorem dowództwo armii:

„Postawione wczoraj żądania w sprawie zaopatrzenia muszą być bezwarunkowo spełnione, w przeciwnym razie zdolność operacyjna wojsk stanie pod znakiem zapytania".

Co się tyczy określenia składu bojowego przeciwnika, to wieczór przyniósł ostateczne wyjaśnienie: jeńcy należeli do

pułków 3-ej i 35-ej dywizji oraz nowych formacji rezerwowych XVII korpusu.

Rezultatem dnia 29 sierpnia dla grupy operacyjnej było rozszerzenie i wykorzystanie zwycięstwa odniesionego w przeddzień; wojska zyskały w terenie, z którego miały wyjść do otoczenia przeciwnika, ale wskutek odwrotu nieprzyjaciela przed lewem skrzydłem i środkiem a oporu przed prawem straciły pierwotne skośne nastawienie do jego lewego skrzydła, tak, że stanęły znów frontem ku północy. Zarazem od południa pojawiły się oznaki nowego niebezpieczeństwa.                                                                                                                                                 

29 sierpnia D z i a ł a n i a   V    k o r p u s u    rosyjskiego.

Na dzień 29 sierpnia dowódca korpusu zarządził, aby 10-a dywizja posunęła się dalej w kierunku zachodnim dla udzielenia czynnej pomocy lewemu skrzydłu XIX korpusu na południe od Komarowa, a 7-a dywizja trzymała się na linii Typin — Wola Grodecka — Pieniany i wykorzystując błotnistą dolinę Huczwy hamowała dalsze posuwanie się przeciwnika z południa. Bój rozpoczął się najpierw na froncie 7-ej dywizji, przeciw któremu prowadziła dalej natarcie austriacka 19-a dywizja. Wysunięte stanowiska obronne tej dywizji z doskonałym przedpolem w postaci błot Huczwy i oparciem na tyłach o ścianę lasów chroniły flankę i tyły sąsiedniej 10-ej dywizji, a ze swej strony flankowały i wiązały te siły nieprzyjacielskie, które mogły się posuwać w stronę Łaszczowa w ślad za pobitym wczoraj XVII korpusem. 7-a dywizja, mając trzy pułki okopane na północnym wysokim brzegu Huczwy, jeden pułk w odwodzie

w Hopkiem i wszystkie sześć baterii na skraju lasu tuż za linią piechoty, odparła wysiłki przeciwnika i utrzymała linię Huczwy. Walka, trwają ca od rana, ograniczyła się właściwie do pojedynku artyleryjskiego o wielkim natężeniu, a ustała około godziny 16, gdy Austriacy zaniechali dalszego natarcia. Wieczorem dywizja otrzymała rozkaz cofnięcia się na nową dogodna linię obronną Łaszczów — Siemnice i wykonała ten ruch z nastaniem ciemności bez nacisku ze stromy przeciwnika. 10-a dywizja działała początkowo w dwóch rozbieżnych kierunkach; jedna brygada skierowała się z Wożuczyna przez Rachanie i Józefówkę w kierunku Pawłówki i Podhorzec, aby wesprzeć

prawe skrzydło 7-ej dywizji, zapewne na odgłos silnej kanonady dochodzącej ją z tego kierunku. Na północ od Pawłówki stoczyła walkę z grupą Pillepica i odrzuciła przeciwnika ku południowemu zachodowi. Nie ryzykując jednak starcia z głownemi siłami VI korpusu austriackiego, dywizja cofnęła się przez Rachanie w rejon Wożuczyna, a pod wieczór nawiązała znów walkę artyleryjską z przeciwnikiem, który wysunął się na wzgórza ma północ od Rachań. Druga brygada tej dywizji, wypełniając rozkaz niesienia pomocy lewemu skrzydłu XIX korpusu ruszyła w kierunku Janówki, ale nie doszedłszy tam, zderzyła się koło Siemierza z grupą pułkownika Alschera i odrzuciła ją na Zwiartow i Dzierążnię. Marszu na Janówkę dla podania ręki XIX korpusowi nie mogła już kontynuować, bo z lasów na północ od Huty Tarnawackiej wynurzyły się nowe siły przeciwnika. Dalsze działania 10-ej dywizji, zebranej znów razem w rejonie Siemierz — Wożuczyn polegały na silnej walce artyleryjskiej z oddziałami VI korpusu, które wysunęły się tymczasem na wzgórza na północ od Rachań. Z nastaniem ciemności bój ustał i dywizja została na noc w rejonie Siemierz — Wożuczyn. Rezultat bojów V korpusu nie odpowiadał wprawdzie rozkazom dowódcy armii, żądającym od niego pchania się głębiej w południowym kie runku; dzięki wręcz odmiennej decyzji dowódcy korpusu i dobrowolnemu cofnięciu się na linię obronną Siemierz — Wożuczyn — Siemnice — Łaszczów korpus uniknął oskrzydlenia z dwóch stron, a zwłaszcza na swoim prawem skrzydle zmniejszył stojącą dotychczas otworem przestrzeń, jaka go dzieliła od XIX korpusu i zabezpieczył odsłonięte lewe skrzydło tego sąsiada, chociaż nie zdołał jeszcze nawiązać z nim bezpośredniej łączności operacyjnej. W obydwu korpusach, XIX i V okazał się wieczorem dotkliwy brak amunicji, po którą trzeba była posyłać kolumny amunicyjne aż do Hrubieszowa na 35—40 kilometrów w tył.           

 

 

29 sierpnia D z i a ł a n i a   XVII   k o r p u s u   rosyjskiego.

Generał Jakowlew pojął swoją nową rolę, jak o dowódcy południowej grupy korpusów w ten sposób, że wraz ze

sztabem XVII korpusu przeniósł się ze Starej Wsi do Tyszowiec, a dowództwo korpusu zdał generałowi Potockiemu, z 35-ej dywizji. Ten ze swej strony uchylił się od dowodzenia dywizją, zabrał sztab i pozostawił swoją jednostkę bez żadnych wytycznych operacyjnych. W rezultacie cały aparat dowodzenia został zdezorganizowany, a brak łączności sprawił, że żaden z tych generałów nie miał pojęcia o tem, gdzie się znajdowały jego jednostki. W czasie, gdy dowództwo frontu przypuszczało, że dywizje XVII korpusu biją się na froncie Hubinek — Tarnoszyn —Wasylów południowy, w rzeczywistości dywizje te cofały się dalej ku północy, bez potrzeby i nacisku ze strony przeciwnika i bez rozkazu, każda na swoją rękę. 5-a dywizja opuściła rano zajmowaną przez noc linię Podlodów Żerniki i cofnęła się na 15 kilometrów w tył, zatrzymując się na linii Dobużek — Kmiczyn — Dutrów. 35-a dywizja cofnęła się również z rejonu na północ od Ulhówka na linię Radostów — Witków; część jej taborów pozostawiona jeszcze wczoraj koło Ulhówka została zaskoczona ogniem artyleryjskim przeciwnika, uległa panice i rozbiegła się,

lub wpadła w ręce Austriaków. 2-a brygada 61-ej dywizji zbierała się po wczorajszej klęsce w Starej Wsi. Tymczasem półtora batalionu 242-go pułku z 1-ej brygady wraz z czterema bateriami, pozostawione pod wsią Hulcze własnemu losowi, walczyło od południa z przeważającymi siłami 16-ej brygady austriackiej; o uporczywości obrony tej garstki świadczy fakt, że bój ciągnął się do późnego wieczoru, a Austriacy przypuszczali, że ma ją przed sobą całą brygadę

piechoty z artylerią . Nikt jednak nie przyszedł z pomocą temu oddziałowi, ani reszta 1-ej brygady 61-ej dywizji, ani 7-a dywizja kawalerii, która miała obowiązek osłaniania lewego skrzydła korpusu, ani wreszcie przybyła właśnie do Starej Wsi kombinowana dywizja kawalerii; także dowódca 61-ej dywizji w Starej Wsi nie wiedział dobrze, co się z tą grupą dzieje i nie mógł zorganizować dla niej ratunku. Wieczorem stanowiska rosyjskie i cała linia artylerii zostały zdobyte i w ręce Austrjakow wpadło 36 dział oraz sztandar 242-go pułku piechoty.

Drugi pułk tej brygady, 241-y, przenocowawszy w Litowiżu wyruszył rano przez Dołhobyczów i pod wieczór doszedł do Poturzyna, wysuwając się w ten sposób przed linię obronną Radostów— Witków, którą zajmowała 35-a dywizja. Po nawiązaniu łączności z dowódcą 61-ej dywizji, pułk otrzymał od niego rozkaz maszerowania do Starego Sioła, zawrócił przez Witków, ale w drodze padł ofiarą paniki i rozleciał się na wszystkie strony. Dzień 29 sierpnia był dla 61-ej dywizji dokończeniem klęski: z 48-miu dział straciła ona w obydwu dniach bitwy 40, z 32-ch karabinów maszynowych 21, piechota 2-ej brygady została wyniszczona, a l-a brygada poniosła również ciężkie straty, albo rozbiegła się. 7-a dywizja kawalerii po nocy, spędzonej spokojnie w Łykoszynie, przeszła równie spokojnie w ciągu dnia 29 sierpnia do Dołhobyczowa i tam została na noc, nie troszcząc się o resztki 61-ej

dywizji z jej artylerią dobijane pod Hulczami. Kombinowana dywizja kawalerii po przybyciu z Komarowa

do Starej Wsi nie otrzymała żadnych wskazówek, i również stała bezczynnie, a potem generał Jakowlew odesłał ją z powrotem do Komarowa do dyspozycji XIX korpusu. Zupełna dezorganizacja dowództwa korpusu, samowolne poczynania lub wręcz bezczynność dowódców dywizji i chaos wśród wojsk, jak również na tyłach znamionowały wypadki dnia w tym korpusie. Może jedynym dodatnim wynikiem, osiągniętym przez korpus w dniach 28 i 29 sierpnia było to. że odegrał skutecznie rolę zderzaka i osłabił na sobie rozpęd zaczepny grupy arcyksięcia Jozefa; jakkolwiek wygląda to na paradoks, jednakże nie da się zaprzeczyć, że gdyby XVII korpus energiczniej

wypełniał w poprzednich dniach zadanie spieszenia na pomoc 4-ej narmii w kierunku Tomaszowa, nie ociągał się i nie odpoczywał, jak to miało miejsce w rzeczywistości, wówczas grupa arcyksięcia wyszłaby spokojnie, przez nikogo niewstrzymywana na tyły całej 5-ej armii i los tej ostatniej byłby już przypieczętowany. Tymczasem samo znalezienie się w poprzek drogi tej grupy i pierwszy opór przeciwstawiony jej dnia 28 sierpnia, a częściowo i następnego dnia pod Hulczami, zdołał w dużym stopniu stępić ostrze uderzenia zadanego armii od południa i mimo woli wniósł poprawkę do wydawanych na oślep rozkazów generała Plehwego; ciężkie położenie, w jakiem z własnego przewinienia znalazł się XVII korpus w dwóch pierwszych dniach swoich działań, wyszło na dobre reszcie armii i uratowało ją od całkowitego pogromu.                                  

29 sierpnia D z i a ł a n i a    IX   k o r p u s u CK.

 

26-a dywizja obrony krajowej stała przez noc zgrupowana w położeniu z wczoraj wieczora, to jest 51-a brygada między Łabuniami i Wolą Łabuńską frontem na wschód, a 52-a brygada wraz z 11-ym pułkiem piechoty wzdłuż północnego skraju Janówki i Majdanu Krynickiego, frontem na północ. Aby więc ruszyć w nakazanym kierunku przez Księżostany na Komarow, powinna była ta ostatnia zmienić front; ponieważ jednak zwiady meldowały obecność mniejszych sił przeciwnika w lasach między Komarowem a Janówka, dowódca brygady zdecydował się przejść wprost z obecnego położenia do natarcia w kierunku na Komarow; w tym celu artyleria miała przygotować natarcie, począwszy od godziny 8, a piechota ruszyć z miejsca po obu stronach drogi Janówka — Komarow dopiero wówczas, gdy da się wyczuć natarcie 51-ej brygady z lewej i 98-go pułku z prawej

strony. Tymczasem, gdy trzy pułki brygady gotowały się do natarcia, artyleria rosyjska otworzyła o godzinie 7 gwałtowny ogień, a jednocześnie z linii lasów wysunęły się tyraliery przeciwnika.

Brygada z trudem mogła się utrzymać n a stanowiskach. Wszystkie odwody zostały rzucone do linii, artyleria zaś zajęła pozycję tuż za linią piechoty; wkrótce dwie baterie zostały unieszkodliwione, a ciężki ogień artylerii rosyjskiej trwał bez przerwy i nie pozwalał się ruszyć piechocie. Wreszcie o godzinie 13 gdy od strony Woli Łabuńskiej dało

się odczuć posuwanie 51-ej brygady, brygadier nakazał natarcie. Ale już pierwsze próby wychylenia się z płytkich okopów zostały zdławione w ogniu działowym i karabinów maszynowych; własna artyleria nie mogła współdziałać, bo w tym czasie zmieniała stanowiska, a gdy Rosjanie przeszli do przeciwnatarcia na Janówkę, brygada zniszczona i wstrząśnięta moralnie rozpoczęła o godzinie 16 odwrót z te j wsi w kierunku zachodnim. Z zapadnięciem ciemności resztki jej, razem około 700 ludzi, zebrały się na zachód od szosy w Polanach, stąd zostały na noc wycofane do Majdanu Ruszowskiego i tam się okopały. Straty we wszystkich trzech pułkach były olbrzymie i wynosiły, jak

się okazało 2/3 stanu bojowego, w tym zabitych 9 procent; duża część ocalałych została rozproszona i znalazła się dopiero po paru dniach; jeden z dowódców pułków został zabity, inny raniony, w rezultacie sformowano więc z każdego pułku jeden batalion o trzech kompaniach i z trzech takich batalionów stworzono kombinowany pułk. 51-a brygada ruszyła do natarcia z linii Łabunie — Wola Łabuńska o godzinie 7.45, mając 30-y pułk obrony krajowej na

prawem skrzydle na drodze do Komarowa, a 12-y na lewem, zorientowany w kierunku Ruszczymy; już o godzinie 8.10 posuwanie się zostało zahamowane, rzekomo dlatego, bo na lewo od brygady utknęło także natarcie 10-ej dywizji. Gdy następnie około godziny 10 brygada znowu podjęła natarcie i znalazła się w połowie drogi między Wolą Łabuńską a Komarowem, nie osiągnąwszy jeszcze wschodniego skraju lasu, dostała się w ogień artylerii i rozpoczęła o godzinie 12 odwrót, nieścigana przez przeciwnika. Prawoskrzydłowy 30-y pułk poszedł w rozsypkę

a resztki brygady z trudem udało się zebrać pod wieczór w rejonie Woli Łabuńskiej; tam zajęła ona stanowiska obronne po obu stronach wsi frontem na południowy wschód. Wskutek klęski i odwrotu 52-ej brygady powstała między IX a VI korpusem około 15-kilometrowa próżnia (Woła Łabuńska— Zwiartow), w którą łatwo wcisnąć się mógł nieprzyjaciel.

Dowództwo 10-ej dywizji zarządziło jeszcze wieczorem poprzedniego dnia, aby wszystkie grupy dywizji stały o świcie gotowe do wyruszenia; po północy wydało rozkaz do natarcia, które miało wyjść o godzinie 8 z linii wzgórza na południe od Jarosławca i z Barchaczowa w następującym porządku:

— grupa pułkownika Iwańskiego (trzy bataliony bez artylerii) na lewem skrzydle dywizji, swoim lewem skrzydłem na południe od linii Jarosławiec — Cześniki;

— grupa generała Reymanna (siedem bataljonow i cztery baterie) na prawem skrzydle dywizji, swojem prawem skrzydłem po linii Łabunie — Ruszczyzna — Komarow; oś natarcia Ruszczyzna— Wolica Śniatycka;

— odwód dywizji (dwa bataliony, kawaleria dywizyjna i dywizjon haubic korpusu) początkowo na wschód od Łabuniek, później za grupą Reymanna przez Barchaczów.

Gdy o godzinie 5.45 otrzymano rozkaz przyspieszenia natarcia, bez czekania na II korpus, wówczas dowódca dywizji zarządził, aby grupa pułkownika Iwańskiego ruszyła bezzwłocznie z miejsca, a grupa Reymanna dopiero, gdy pierwsza dojdzie do równej z nią wysokości. Dywizjon haubic stanął na stanowiskach w rejonie na północny zachód od Barchaczowa, a szwadron dywizyjny został wysłany przez Cześniki na Majdan dla nawiązania łączności z 25-ą dywizją i osłony północnego skrzydła dywizji.

Grupa pułkownika Iwańskiego wyruszyła o godzinie 6 i, nie spotykając nieprzyjaciela, doszła o godzinie 8.30 do zachodniego skraju lasu na północny wschód od Barchaczowa, a o godzinie 10 osiągnęła wschodni skraj lasu i Cześniki. W Cześnikach spostrzeżono drobne oddziały nieprzyjaciela, które bez walki wycofały się i obsadziły wzgórza na południowy wschód od tej wsi. Dalsze natarcie grupy zostało wstrzymane silnym ogniem artylerii i piechoty. Mimo, że na północ od Cześnik wkroczyła do bitwy 25-a dywizja i przejściowo poderwała ze sobą grupę

Iwańskiego, natarcie te j grupy nie posunęło się już naprzód poza las, nawet utrzymanie lasu na południe od Cześnik kosztowało wiele wysiłków i strat, ponieważ wojska cierpiały od ognia artylerii zwłaszcza ciężkiej, usadowionej w okolicy Komarowa, własne baterie haubic i artyleria grupy Reymanna nie były w stanie odszukać i zwalczyć baterii rosyjskich. Gdy do godziny 17 kilkakrotnie ponawiane próby wyjścia z lasu zostały odbite

i sąsiednia brygada generała Kosaka, wychodząc z Cześnik, nie zdołała zwalczyć przeciwnika okopanego na wzgórzach na południowy wschód od tej miejscowości, cofnęła się grupa pułkownika Iwańskiego najpierw do lasu na południowy zachód od Cześnik, a wieczorem została wycofana za Barchaczów, na tyły grupy generała Reymanna i podporządkowana mu jako odwód dywizji. Grupa Reymanna wyruszyła z miejsca nieco później, mając 18-y pułk i batalion strzelców na lewo, a 21-y pułk na prawo od drogi Barchaczów — Wolica Śniatycka; około godziny

7.30, 18-y pułk natknął się na przeciwnika w sile około batalionu z karabinami maszynowymi i czterema działami, okopanego wzdłuż skraju występu leśnego na zachód od Wolicy Śniatyckiej. W energicznie przeprowadzonym natarciu pułk zepchnął przeciwnika około godziny 8.15 i za jednym zamachem wysunął się na wschodni skraj występu leśnego naprzeciw Wolicy, gdzie nieprzyjaciel przygotował główną linię oporu. Jednocześnie 21-y pułk przeszedł bez walki przez las na południe od drogi i osiągnął jego wschodni skraj naprzeciw Ruszczyzny.

Artyleria grupy ustawiona w rejonie na wschód od Łabuń, do której przyłączył się wkrótce dywizjon ciężkich haubic korpusu, nie znalazłszy na pozycji koło Barchaczowa pola do działania, wspierała natarcie, począwszy od 8 godziny.

Dalsze natarcie na Wolicę Śniatycką nie mogło ruszyć z miejsca, mimo, że już przedpołudniem obydwa bataliony odwodu, wsunięte w środek między 18-y a 21-y pułki, wzmocniły i zwarły front natarcia. Nieprzyjaciel zagnieździł się silnie w umocnionych stanowiskach, które biegły od Ruszczyzny przez Wolicę Śniatycką i dalej ku północy wzdłuż drogi do Cześnik. Każda próba wyjścia z lasu była natychmiast zduszona w celnym ogniu artylerii, między innymi 15-cm. moździerzy. Szczególnie ciężkim było położenie prawego skrzydła grupy, 21-go pułku piechoty, zwłaszcza od chwili, gdy sąsiednia 51-a brygada odrzucona na prawem skrzydle, zaczęła się w południe cofać na Wolę Łabuńską. Ten odwrót nie pozostał bez wpływu na odosobnione i zagrożone prawe skrzydło grupy generała Reymanna, które zaczęło się także wycofywać o godzinie 13.30, na wzgórze, położone na wschód od Łabuń i zmusiło tem samem artylerię dywizyjną do zwinięcia stanowisk i odwrotu na Łabunie.

W lesie na zachód od Wolicy Śniatyckiej walczyło jeszczesześć bataljonow środka i lewego skrzydła w łączności z grupą pułkownika Iwańskiego, ale gdy ta cofnęła się, reszta grupy Reymanna opuściła wysunięte stanowiska naprzeciw Wolicy Śniatyckiej i o godzinie 18 odeszła na zachód. Generał Reymann otrzymał wówczas rozkaz zorganizowania obrony w rejonie na wschód od Barchaczowa i zajął stanowiska po obu stronach drogi Barchaczów — Wolica Śniatycka, obsadzając je dwoma bataijonami na południe od drogi, a czterema na północ od niej,

wszystko frontem na wschód oraz nawiązał łączność w kierunku południowym z 21-ym pułkiem na wzgórzu łabuńskiem; od północy była utrzymana łączność z brygadą generała Kosaka z 25-ej dywizji w rejonie Cześnik.

Dowództwo korpusu obserwowało przebieg walki z punktu obserwacyjnego koło Łabuń; wypuściwszy z rąk swój odwód (11-y pułk obrony krajowej) już o godzinie 5.30 nie mogło w pływać na przebieg walki, tem więcej, że wszystkie oddziały zwarły się z nieprzyjacielem od wczesnego rana. Jego działalność ograniczyła się, zatem, do zebrania rozbitych resztek 52-ej brygady w Majdanie Ruszowskim i zatrzymania 51-ej brygady na wzgórzach po obydwu stronach Woli Łabuńskiej, okrakiem na drodze do Komarowa. Dowództwu armii złożyło ono o godzinie

25.50 następujący meldunek:

„Obie dywizje dzisiaj bardzo ucierpiały; dowódcy dywizji meldują,

że wojska jutro niezdolne do natarcia."

Na noc stanęło dowództwo korpusu w Białowoli. Dzień 29 był trzecim z rzędu dniem niepowodzeń korpusu;

nietylko, że wynik natarcia obu dywizji przedstawiał się całkowicie negatywnie, ale w dodatku prawe skrzydło straciło całą zdobycz w terenie z dnia wczorajszego. Prócz tego, pomijając ciężkie straty w ludziach i materiale, Głowna arteria armii, jaką była szosa Tomaszów — Zamość, została przerwana na przestrzeni około 8 km. między Wolą Łabuńską a Antonówką, a co za tem idzie, łączność między lewem skrzydłem armii (II i IX korpusy) a jego środkiem (VI korpus) została przerwana. Przyczyny nowej porażki IX korpusu należy szukać przedewszystkiem w energicznej i ruchliwie prowadzonej obronie XIX korpusu rosyjskiego, a prócz tego w nieuzgodnieniu działań IX korpusu z II korpusem. Rozkaz wydany przez armię obu korpusom lewego skrzydła o godzinie 4.50, że „pożądane jest możliwie wczesne natarcie"', dowódca korpusu przekazał swoim dywizjom o 5.30 z tem, aby natychmiast ruszyły z miejsca, a zwłaszcza 10-a dywizja nie czekała na II korpus. A ponieważ także i VI korpus rozpoczął działania bardzo późno i prowadził je ociężale, obie dywizje znalazły się osamotnione w swoim ruchu zaczepnym i nie znalazły oparcia na skrzydłach, jak również nie nawiązały łączności taktyczne j z sąsiadami. Gdy dało siej

wreszcie odczuć współdziałanie, zwłaszcza od północy ze strony II korpusu, który rozpoczął natarcie o parę godzin później, dywizje IX korpusu były już zachwiane, przetrzebione potężnym ogniem artyleryjskim i wstrząśnięte moralnie do tego stopnia, że o dalszym natarciu nie mogło być mowy. Depresji psychicznej poddał się także dowódca korpusu, przygotowując się na odwrót w rejon na południe od Zamościa, co doprowadziłoby niechybnie do rozerwania armii na dwie części i pogrzebania całej operacji komarowskiej .              

 

 

29 sierpnia D z i a ł a n i a   II   k o r p u s u   CK.

 (Arcyksiążę Piotr Ferdynand objął bezpośrednio przed wybuchem wojny funkcje dowódcy dywizji.).

Grupa arcyksięcia Piotra otrzymała rozkaz korpusu o godzinie 6.50 i w godzinę później wydała własne zarządzenia do posuwania się w dwóch kolumnach:

— lewa kolumna generała Kreysy, 25-a brygada obrony krajowej ze swoją artylerią (sześć batalionów i cztery baterie z Majdanu (na północny wschód od Zamościa) przez Jarosławiec na północny skraj Cześnik;

— prawa kolumna pod dowództwem arcyksięcia, 25-a dywizja piechoty z dywizjonem ciężkich haubic korpusu (czternaście batalionów i dziewięć baterii) z Nowej Osady przez wzgórze 245 na południowy skraj Cześnik. Straż przednia prawej kolumny w sile czterech batalionów i dwóch baterii pod dowództwem generała Kosaka wyruszyła

z Nowej Osady o godzinie 8.30 i napotkała koło 11 na przeciwnika na skraju lasu na południe od Cześnik, gdzie zastała już parę bataljonow 10-ej dywizji, walczących tam od paru godzin i wyczerpanych; wówczas przeszła do natarcia na Cześniki i porywając ze sobą oddziały 10-ej dywizji, zajęła je około 12. Opór nieprzyjaciela tężał, zasilany widocznie od tyłu, a jego artyleria rozpoczęła gwałtowny ogień. Dowódca grupy wzmocnił wówczas straż przednią dwoma dalszymi batalionami z siły głównej dywizji i rozkazał jej zaatakować przeciwnika na wzgórzu na południowy wschód od Cześnik w ogólnym kierunku na Dub, a jednocześnie podporządkował dowódcy lewej kolumny 84-y pułk piechoty (cztery bataliony), polecając mu wziąć kierunek na Miączyn, a stąd uderzyć przez Majdan na prawe skrzydło przeciwnika, opierającego się w rejonie na wschód od Cześnik natarciu generała

Kosakii. W odwodzie grupy pozostały cztery bataliony na południe od Jarosławca. Dalsze natarcie batalionów generała Kosaka rozpoczęte po dłuższej przerwie o godzinie 16, doprowadziło do wysunięcia się nieco naprzód zarówno w kierunku Majdanu, jak i Wolicy Śniatyckiej, ale załamało się wkrótce w ogniu artylerii, niewspierane

należycie przez własne baterie , ani przez grupę generała Kreysy, której manewr nie dał się odczuć do wieczora;

mimo miejscowych powodzeń, generał Kosak cofnął swoją grupę na noc w rejon na południowy zachód od Cześnik i wzgórza 257 na południe od te j wsi, pozostając na prawo w łączności z grupą generała Reymanna z 10-ej dywizji.

Lema kolumna generała Kreysy maszerując przez Jarosławiec w kierunku Cześnik, otrzymała a v Jarosławcu rozkaz arcyksięcia, aby z rejonu na południe od Horyszowa Polskiego i Miączyna uderzyła na Majdan; w tym celu została wzmocniona 84-ym pułkiem piechoty. Grupa rozwinęła się do natarcia w lesie wzdłuż drogi z zamiarem uderzenia w kierunku południowowschodnim na Cześniki, ale gdy zwiady, wysłane dla rozpoznania prawego skrzydła przeciwnika, stwierdziły jego odwrót z Cześnik, natarcie zostało zahamowane i grupa kontynuowała marsz na Miączyn, aby głębiej obejść skrzydło nieprzyjacielskie. Gdy jednak o godzinie 14.50 osiągnęła skraj lasu na zachód

od tej miejscowości, doniosły zwiady, że teren na południe od Miączyna jest wolny. Dowódca grupy miał do wyboru, albo maszerować dalej na wschód i przez Kotlice skręcić na południe, albo skierować się wprost na Cześniki i dołączyć się do 25-ej dywizji; wybrał to drugie, ponieważ brak wiadomości od tej dywizji nasunął mu obawy, że jej działania wzięły niepomyślny obrót. Zrezygnowawszy więc z głębszego manewru okrążającego,

wydał o godzinie 15.30 rozkaz do marszu w kierunku przez leśniczówkę na Cześniki. Dopiero podczas marszu nadszedł rozkaz arcyksięcia, wyznaczający mu, jako kierunek natarcia — Dub. Grupa ponownie rozwinęła się do natarcia, tym razem frontem na południowy wschód, mając 84-y pułk piechoty na prawem skrzydle z kierunkiem n a Majdan, a 24 - y pułk obrony krajowej na lewem z zadaniem posuwania się na Niewirków.

Natarcie ruszyło z miejsca dopiero koło godziny 19-ej, a skutkiem zapadającej ciemności i ognia artylerii przeciwnika posuwało się zwolna i do zmroku osiągnęło przednimi tyralierami linię miejscowości Niewirków i folwarku na południowy wschód od tej wsi. Dwie baterie ustawione na skraju lasu na północny zachód od Cześnik wspierały początkowo posuwanie się piechoty, a dwie inne, przesunąwszy się w rejon Miączyna, ostrzeliwały kolumny taborów, dążące z południa w stronę Niewirkowa. Później, gdy piechota doszła do wysokości Cześnik,

pierwszy dywizjon przesunął się w okolicę na północ od tej wsi, aby być bliżej pola natarcia i wziął pod ogień tyraliery rosyjskie, idące do przeciwnatarcia na lewe skrzydło 25-ej dywizji; drugi dywizjon, który również zmieniał stanowisko, aby się dostać za zagrożone prawe skrzydło grupy, dostał się w silny ogień piechoty i artylerii i poprzestał na zwalczaniu bateryjki rosyjskich działających z rejonu Niewirkowa. Na noc została grupa

w osiągniętej linii, w pogotowiu bojowym frontem na południowy wschód i nawiązała łączność z grupą Kusaka, której lewe skrzydło cofnęło się w międzyczasie za Cześniki. Tymczasem arcyksiążę, otrzymawszy wiadomość, że grupa generała Kreysy skręciła od strony Miączyna na Cześniki i skutkiem tego nie będzie w stanie sięgnąć głębiej na tyły przeciwnika, wydzielił o godzinie 17 z odwodu grupy oddział w sile trzech batalionów pod dowództwem pułkownika Stohra i, przydawszy mu jedną baterię, wysłał przez Miączyn i Niewirków w kierunku na Dub, z zadaniem wkroczenia do walki na lewo od grupy generała Kreysy i odcięcia odwrotu przeciwnika w kierunku północnym. Oddział Stohra wyruszył o godzinie 17, ale wskutek krzyżowania się z oddziałami grupy generała Kreysy doszedł w tym dniu tylko do Miączyna i nie mając żadnych wiadomości o położeniu przeciwnika, został tam na noc. Przydzielona bateria straciła jednak w kolumnie marszowej łączność z resztą oddziału i przyłączyła się do artylerii grupy generała Kreysy. która w tym czasie wspierała natarcie swej piechoty; w ten sposób oddział wydzielony generała Stohra pozostał bez artylerii, co później fatalnie odbiło się na jego działaniu i nie pozostało nawet bez wpływu na wynik całego manewru grupy arcyksięcia Piotra. Grupa generała Lischki obsadziła wzgórza na północ i północny wschód od Ciołków; nie widząc jednak przed sobą nieprzyjaciela, dowódca grupy zdecydował się utrzymać rejon Ciołków tylko częścią sił, a zresztą wyruszył o godzinie 12 przez wzgórza na północ od Horyszowa Polskiego do Miączyna, aby kryć od północy skrzydło i tyły grupy generała Kreysy. Przybywszy

o 16.15 na wysokość Horyszowa Polskiego, rozkazał dalsze posuwanie się na Miączyn, ale otrzymawszy w pół godziny później wiadomość od grupy pułkownika Madera z Sitańca, że 4-a dywizja piechoty na lewem skrzydle korpusu wycofuje się, postanowił przerwać dalszy marsz w kierunku wschodnim i trzymać wzgórza na północ od Horyszowa Polskiego. W tem położeniu otrzymał o godzinie 16.50 rozkaz generała Kreysy, aby przez Cześniki i Majdan wkroczył do walki tej grupy; przybył już jednak zapono, aby wziąć udział w boju pod Cześnikami i został ze swoją grupą na noc w rejonie na wschód od Cześnik; artylerię grupy również ściągnięto w stronę Cześnik, ta jednak

nie zdążyła już zaciągnąć stanowisk wobec spóźnionej pory. Grupa pułkownika, Maclera obsadziła o godzinie 5 wzgórze na północ od Sitańca, mając dywizjon haubic gotowy do strzału na północnym skraju wsi; gdy do południa nie było słychać o nieprzyjacielu z kierunku Izbicy, dowódca grupy zdecydował się ruszyć przez Udrycze i Wisłowiec na Wierzbę, a stąd szosą w kierunku Izbicy. Wymarsz nastąpił o godzinie 13, a gdy straż przednia osiągnęła już Wisłowiec, reszta grupy została o godzinie 16 ostrzelona ogniem artylerii ze wschodu od strony Łazisk, jak później stwierdzono, przez jedną baterię kozacką. Dywizjon haubic podjął walkę i zmusił do milczenia baterię przeciwnika,

ale dowódca grupy, obawiając się marszu nocnego przez las z artylerią , zawrócił do stanowisk wyjściowych na północ od Sitańca; tylko batalion straży przedniej został w Wisłowcu, izolowany od reszty grupy.

4-a dywizja piechoty otrzymała rozkaz korpusu o godzinie 8 i wyruszyła w godzinę później do rejonu Złojca; tam ugrupowała się w ten sposób, aby w razie potrzeby przejść do natarcia w kierunku Izbicy:

— 7-a brygada i jeden batalion z 8-ej brygady wraz z czterema bateriami w Złojcu;

— 8-a brygada bez jednego batalionu z sześcioma bateriami w lesie na zachód od Złojca;

— kawaleria dywizyjna została wysłana do mostu Nielisz —Staw, celem nawiązania łączności z 45-ą dywizją.

Do 45-ej dywizji i 9-ej dywizji kawalerii wysłał dowódca dywizji prośbę o współdziałanie w razie natarcia na Izbicę, a ta ostatnia dywizja została prócz tego wezwana do rozpoznania nieprzyjaciela, aż po linię Skierbieszów — Izbica — Borsuk. Na razie wiedziano, że koło Tarzymiechów pracuje piechota nieprzyjacielska nad umocnieniami i że lasy koło Starego Zamościa są silnie obsadzone, ale wiadomości te krzyżowały się z pogłoskami o odwrocie Rosjan z Izbicy i Grabowca, tak, że dowódca dywizji czuł się mocno skrępowany niepewnością co cło położenia przed swoim frontem. 45-a dywizja rozpoczęła już przedpołudniem natarcie z rejonu Staw — Ujazdów lewym brzegiem

Wieprza na Krasnystaw, a 9-a dywizja kawalerii stała od rana w rejonie Złojca, wysławszy część sił do obsadzenia przejść przez Łabuńkę. O godzinie 15 dowódca dywizji rozkazał marsz naprzód, celem obsadzenia wzgórz na północ od linii Ruskie Piaski —Stary Zamość, a decyzję tę powziął dopiero na wiadomość o posuwaniu

się 45-ej dywizji na Tarnogórę i grupy pułkownika Madera na Wisłowiec. Przejście przez Łabuńkę odbyło się między

godziną 17.50 a 18.30 jednocześnie w kilku punktach bez przeciwdziałania nieprzyjaciela. Dopiero o godzinie 19 natknęła się prawoskrzydłowa kolumna 7-ej brygady (81-y pułk piechoty z jedną baterią) w połowie drogi między Chomęciskami Wielkimi a Starym Zamościem na tyraliery przeciwnika, który równocześnie szedł do natarcia z lasu na północ od Starego Zamościa. Wywiązała się tylko krotka walka ogniowa; wzięła w niej udział także część artylerii, ale noc położyła kres potyczce. Stary Zamość został w ręku nieprzyjaciela a 4-a dywizja została na noc w rejonie Ruskie Piaski — Chomęciska — Wolka Złojecka, zwrócona frontem do szosy. Nieprzyjaciel, zdaje się słaby liczebnie, nie nacierał. 9-a dywizja kawalerii, która od dnia wczorajszego weszła w strefę działania 4-ej armii, stała przez cały dzień swą siłą główną w Złojcu. Próby przejścia przez Łabuńkę i posunięcia się na Stary Zamość, podjęte jeszcze rano, zostały odparte, wobec czego dywizja poprzestała na obsadzeniu oddziałami wydzielonymi mostów koło wsi Krzak i Ruskie Piaski. Pod wieczór przyłączyła się częściowo do posuwania 4-ej dywizji piechoty,

ale na noc wróciła znów do rejonu Złojca. O nieprzyjacielu nie zdołała zebrać pewnych wiadomości, które by pozwoliły określić położenie i zamiary tych sił, jakie cofnęły się na Krasnystaw.

Położenie II korpusu wieczorem dnia 29 sierpnia przedstawiało się w ogólnych zarysach następująco: grupa arcyksięcia Piotra Ferdynanda z grupą generała Lischki na swym lewem skrzydle stała w rejonie Cześniki — Niewirków — Miączyn z orientowana ku południowemu wschodowi, grupa pułkownika Madera i 4-a dywizja piechoty z 9-ą dywizją kwalerji na tyłach, frontem odwróconym ku północnemu wschodowi na linii

Sitaniec — Chomęciska — Ruskie Piaski; dowództwo korpusu w Mokrem. Ugrupowanie manewrowe wschodnie zdołało wprawdzie wysunąć się na tyły przeciwnika, ale okazało się za słabe, aby przełamać jego opór i obejść go głębiej od wschodu przez Dub. Natomiast zachodnie ugrupowanie obronne, obejmujące połowę

sił korpusu, a w dodatku wielką jednostkę kawalerii, którą wprzęgło do swoich zadań, nie znalazło przed sobą poważniejszego przeciwnika i albo stało bezczynnie albo wysuwało się naprzód z niezwykłą ostrożnością po to. aby za chwilę cofnąć się z powrotem lub zatrzymać w miejscu po wymianie kilku strzałów.

Zachowanie się dowództwa korpusu i jego zarządzenia wskazują na to, że nie rozumiało ono całej doniosłości manewru okrążającego od północy, a dyspozycje dowódcy armii spełniało połowicznie, jakby z niechęcią i pod przymusem, obawiając się widocznie powrotu tego przeciwnika, którego nie zdołano dokończyć w pierwszych dwóch dniach bitwy, a może także przybycia świeżych sił od strony Chełma. Gdy dowództwo armii,

chcąc zasilić działania wschodniej grupy, wydało o godzinie 15.45 rozkaz — ,.jeżeli sytuacja koło Izbicy pozwala, pchnąć także 4-ą dywizję w kierunku wschodnim, bo dzisiaj tam rozstrzygnięcie”,

dowództwo korpusu było innego zdania; na wiadomość o rozpoczęciu przez tę dywizję nakazanego przez armię

marszu na Izbicę, odpowiedział dowódca dywizji o godzinie 16.45 ostrzeżeniem, „aby się dywizja nie narażała na porażkę, bo jej Głownem zadaniem jest osłona północnej flanki 4-ej armii". Dowództwo armii żądało natarcia 4-ej dywizji na Krasnystaw, ale korpus zarządził tylko je j pogotowie do wyruszenia i obwarował je tyloma zastrzeżeniami, że aktywna rola dywizji została właściwie sprowadzona do zera. Wygląda to dziwnie nielojalnie, zwłaszcza w stosunku do 1-ej armii, którą kilkakrotnie wzywano, aby współdziałała swoim prawoskrzydłowym X korpusem w natarciu na Krasnystaw; gdy l-a armia, spełniając to żądanie podporządkowała część swoich szczupłych sił interesom lewego skrzydła 4-ej armii, wówczas to ostatnie uchyliło się i cały ciężar działania pozostawiło na barkach sąsiada. W tych warunkach, gdy dowódca korpusu tylko połową serca dzielił śmiałe zamiary dowódcy armii i podkomendnym zalecał bierność, trudno było oczekiwać od nich przejawów

własnej inicjatywy i działania w interesie całości, jakżeby, zwłaszcza w tych przełomowych chwilach bitwy były pożądane.      

 

        29 sierpnia W d o w o d z t w i e   armii   rosyjskiej.

Bilans dnia przedstawiał się smutnie dla 5-ej armii: inicjatywa działania, którą przelotnie uchwycił wczoraj dowódca armii w swoje ręce, przeszła znów do przeciwnika, tym razem bezpowrotnie.

Z pośród czterech korpusów armii dwa skrzydłowe poniosły dotychczas porażkę i chociaż nie zostały zniszczone, to jednak ich wartość bojowa, moralna i materialna została znacznie zredukowana. Dwa pozostałe korpusy środkowe wyszły obronną ręką i w dobrej formie, a nawet zyskały poważne sukcesy. Natomiast odosobnienie prawoskrzydłowego korpusu, o jakiem jeszcze wczoraj mogła być mowa, zmieniło się dzisiaj całkiem wyraźnie na przerwanie frontu armii, po czym nieprzyjaciel przystąpił do obejścia południowej grupy korpusów od północy, a XXV korpus

stał w dalszym ciągu okrakiem na szosie krasnostawskiej, zupełnie izolowany i oddalony od 4-ej, jak i od reszty 5-ej armii o jeden do półtora marszu dziennego w każdym kierunku. Dowództwo frontu zostawało przynajmniej o całą dobę w tyle za wydarzeniami chwili, trwając jeszcze wieczorem 29 sierpnia w przekonaniu, że XVII korpus walczy na linii Hubinek — Tarnoszyn — Wasylów południowy. Nie wiadomo, o ile lepsze informacje posiadał w tym czasie

generał Plehwe o XVII korpusie; w ich dokładność można w każdym razie powątpiewać, skoro dowódca korpusu sam nie wiedział dobrze, gdzie są jego jednostki. Możliwe, że położenie końcowe i rezultaty boju tego dnia zostały mu zameldowane z lewego skrzydła niedokładnie i w formie mocno złagodzonej. Inaczej bowiem trudno sobie wytłumaczyć myśl manewru, jak a nim kierowała w chwili wydania rozkazów dla południowej grupy korpusów na dzień 30 sierpnia (W źródłach oficjalnych rosyjskich niema śladu tych zarządzeń; przedstawia

je natomiast w swoich pracach generał Simański, ówczesny dowódca 61-ej dywizji rezerwowej i uczestnik bitwy; że takie zarządzenia zostały faktycznie wydane, potwierdza także przebieg zaczepnych działań V korpusu w dniu 30 sierpnia.) ; sprowadzały się one do tego, aby XIX korpus trwał w miejscu i prowadził aktywną obronę,

a V i XVII kontynuowały wykonanie zadania danego im jeszcze na dzień 28 sierpnia, czyli nacierały w kierunku północnozachodnim na Zamość i Szczebrzeszyn, celem wymierzenia ciosu w bok i tyły przeciwnika atakującego XXV korpus; innymi słowy żądał od nich marszu bocznego w stosunku do przeciwnika, który nie tylko

związał je w walce od dwóch dni ze strony południowej, ale zagroził obejściem ich Tylów od wschodu. Trudno przypuścić, aby dowódca armii świadom chociażby w przybliżeniu istotnego położenia mógł stawiać podobne wymagania. Rozwiązania trzeba szukać w tym, że generał Plehwe jeszcze dnia 28 sierpnia zdał dowództwo nad południową grupą korpusów generałowi Jakowlewowi, a sam poświęcił główną uwagę prawemu skrzydłu armii

i kierownictwu XXV korpusu. Oddalenie miejsca postoju dowództwa armii w Chełmie od miejsca wypadków na lewem skrzydle, wynoszące 80 kilometrów i zawodne środki łączności nie sprzyjały oczywiście orientowaniu się w bieżącej sytuacji. Wszystko to sprawiło, że na dzień 30 sierpnia zostały utrzymane w nocy te zarządzenia,

które powinny były być najpóźniej 28 sierpnia wieczorem odwołane i zastąpione innymi, liczącymi się z faktycznym położeniem i stanem wojsk. Co się tyczy XXV korpusu, to dowódca armii był mocno niezadowolony z jego bezczynności i dał generałowi Zujewowi rozkaz, aby o świcie 30 sierpnia rozpoczął bezwarunkowo natarcie,

zajął Zamość i posunął się następnie na wschód celem zaatakowania od tyłu przeciwnika naciskającego XIX korpus. Dla zapewnienia osłony Krasnegostawu na lewym brzegu Wieprza i krycia kierunku na Chełm zwrócił się do generała Ewerta, dowodcy 4-ej armii z prośbą o pomoc. Na to wezwanie otrzymał odpowiedź, że 4-a armia znajduje się w bardzo ciężkim położeniu i prowadzi już siódmy dzień bitwę swoimi trzema korpusami przeciw czterem. Generał Plehwe, dopatrując się w tem wymówki, replikował, że 5-a armia toczy również decydującą bitwę wszystkimi siłami swoimi i że ze względu na gromadzenie się przeciwnika w rejonie Szczebrzeszyn — Zamość byłoby bardzo pożądane energiczne natarcie 4-ej armii dla odciągnięcia przeciwnika od koncentrycznych

ataków na południową grupę. Dzień 29 sierpnia nie przyniósł w koncepcji operacyjnej dowódcy 5-ej armii żadnej zmiany i nie posunął jej ani o krok naprzód. W tej samej chwili, gdy generał Auffenberg konsekwentnie wykończa swój plan zniszczenia nieprzyjaciela, generał Plehwe, pozostając daleko w tyle poza biegiem wypadków, trwa jeszcze przy swoich zamiarach zaczepnych i ułatwia tem samem Austriakom okrążenie południowej grupy korpusów. Położenie sąsiadów nie uległo tego dnia większym zmianom: 3-a armia zatrzymała się, odpoczywając na linii wczoraj osiągniętej, a w 4-ej armii panował również spokój za wyjątkiem lewego skrzydła, które w rejonie Krzczonowa broniło się przed atakami przeciwnika.

29 sierpnia W   d o w o d z t w i e    a r m j i   CK.

Pierwszą troską generała Auffenberga rano tego dnia była możliwość wymknięcia się przeciwnika. Aby temu zapobiec przynaglił do natarcia lewe skrzydło armii; jednakże skutek tego był inny w IX, a inny w II korpusie. Wiadomości uzyskane z Łotów przedpołudniowych zdawały się wskazywać na to, że nieprzyjaciel nie miał zamiaru uchodzić, przeciwnie, ściągał jakieś nowe siły, około trzech dywizji piechoty, na swoje lewe skrzydło; natomiast rejon na północ od Zamościa, Skierbieszów i Grabowiec były wolne od przeciwnika, zaś w środku frontu trwała walka. Z tego dowódca armii wnioskował, że II korpus nie ma się czego obawiać od północy i że należy skupić wszystkie wysiłki celem pobicia tych części nieprzyjaciela, które stoją przed środkiem frontu i prawem skrzydłem, zanim nadejdą meldowane posiłki.

Do południa dowództwo armii wyrobiło sobie pomyślny obraz o postępie natarcia i przewidywało już pościg na obu skrzydłach; w tym celu zażądało od 1-ej armii oddania mu do dyspozycji 9-ej dywizji kawalerii, aby ją mieć pod ręką do rzucenia przez Grabowiec na tyły przeciwnika w chwili pościgu, a tymczasem użyć jej do osłony tyłów grupy arcyksięcia Piotra Ferdynanda. Dowódca 1-ej armii nie zgodził się wprawdzie na to, ale 9-a dywizja siłą rzeczy znalazła się w sferze działania 4-ej armii, tak, że następnego dnia zostanie je j podporządkowana przez Naczelne Dowództwo. Z tych samych względów dowódca armii uznał za wskazane wyciągnąć 6-ą dywizję kawalerii, zbędną już w środku frontu między XVII korpusem i grupą arcyksięcia Józefa Ferdynanda i przesunąć ją na zewnętrzne

skrzydło tej grupy. O rozpoczęciu natarcia przez grupę arcyksięcia Piotra Ferdynanda w kierunku na Cześniki, generał Auffenberg dowiedział się z meldunku II korpusu o godzinie 15.50; zadowolenie z faktu, że plan bitwy jest na najlepszej drodze do urzeczywistnienia, przesłoniło mu przed oczyma fatalną organizację dowództwa

tego natarcia. Okrążenie przeciwnika od północy było podstawowym warunkiem zamierzonego zniszczenia południowej grupy korpusów rosyjskich; z nim stał i padał plan dowódcy armii. Do kierunku północnego generał Auffenberg przywiązywał wagę podrzędną, pragnąc wyręczyć się w ubezpieczeniu od strony Krasnegostawu pomocą X korpusu i ściągnąć nawet do działania głównego 4-ą dywizję piechoty, taką bowiem wskazówkę wydał dowódcy II korpusu. Zresztą 4-a dywizja miała ściśle określone zadanie, które można było spokojnie powierzyć jej dowódcy. Natomiast było do przewidzenia, że siły główne korpusu, mając przed sobą bardzo skomplikowane i ciężkie zadanie, od którego spełnienia zależeć będą losy całej bitwy, mogą się znaleźć w warunkach, wymagających jednolitego, zręcznego i doświadczonego kierownictwa. Ponieważ w dodatku z grupą okrążającą miała współdziałać 9-a dywizja kawalerii z 1-ej armii. było pożądane, aby tam ma miejscu znalazł się wyższy dowódca,

który by swoim autorytetem zdołał wydobyć największy wysiłek i sprzęgnąć działania trzech wielkich jednostek bojowych, nie pozostających ze sobą w żadnym organicznym związku: słowem grupę tą powinien osobiście poprowadzić generał Schemua.

Odpowiedzialność za takie ułożenie się warunków spada w dużej mierze na samego dowódcę armii, który sam najlepiej rozumiał doniosłość roli tej grupy, a mimo to na meldunek, złożony mu popołudniu przez dowódcę II korpusu, nie zareagował, gdyż, jak sam przyznał — ,.nie chciał się mieszać w szczegóły dyspozycji i aprobował wydane już zarządzenia". Tymczasem skutki nie dały na siebie długo czekać, a reakcja przyszła zapono.

Na ogół biorąc, wypadki tego dnia rozwinęły się stosownie do przewidywań i dyrektyw dowódcy armii, jakkolwiek powoli i z oporem. Większych odchyleń poza dotkliwą porażką IX korpusu nie było, ale i ta nie pociągnęła za sobą gorszych skutków, gdyż nieprzyjaciel nie był w stanie je j wykorzystać. Natomiast obydwa ramiona'kleszczy, mające zamknąć otoczone do połowy siły rosyjskie w rejonie Komarowa i na zachodnim brzegu Huczwy, były już zmontowane i wydawało się, że wystarczy je tylko nacisnąć, aby zmiażdżyć przeciwnika. Wieczorem dowódca

armii oceniał w ten sposób położenie, że VI korpus i prawe skrzydło IX korpusu walczą ciężko z dużymi siłami, a oba skrzydła, na północy arcyksiążę Piotr, na wschodzie arcyksiążę Jozef Ferdynand, mogą łatwo zyskać na terenie, jeżeli będą kontynuować natarcie. Wyobrażenie to nie było zupełnie trafne, ale z niego wywodząc zamiar na dzień 30 sierpnia, dowódca armii wydał w Narolu, rowem miejscu postoju kwatery głównej, o godzinie 22.30 następujący rozkaz

, Jutro , 30-go sierpnia okopie się praw e skrzydło IX. korpusu i VI

korpus w miejscach osiągniętych dzisiaj naprzeciw linii rosyjskich,

celem stawienia najbardziej uporczywego oporu.

Grupa arcyksięcia Jozefa Ferdynanda (XVII korpus, 41-a dywizja

honw., 8-a i 5-a d. p., ,6-a i 2-a d. k.) prowadzi dalej natarcie okrążają

ce w obszar na wschód od Tyszowiec, działa obydwoma dywizjami

kawalerii n a połączenia rosyjskie między Tyszowcami a Kryłowem.

II korpus i lewe skrzydło IX korpusu, pierwszy w miarę możności,

ścigając w tym celu 4-ą d. p. i 9-ą d. k., nacierają dalej', okrążając od

lewa. II korpus stara się opanować połączenia, idące przez Grabowiec

ku północy.

Ścisła styczność z nieprzyjacielem, przy oznakach odwrotu przeciwnika

ogólne natarcie."

Rozkaz ten nie wnosił do planu bitwy nic zasadniczo nowego, ale silniej jeszcze uwydatniał podstawową myśl operacyjną— usztywnienia i trzymania frontu środkowego przy równoczesnym zachodzeniu obu skrzydeł i był tylko rozwinięciem dyspozycyj wydanych 28 sierpnia. Dowództwo 1-ej armii otrzymało go do wiadomości z wezwaniem

aby X korpus prowadził dale j natarcie na Krasnystaw.

I-a armia stała w tym dniu w miejscu, dając odpoczynek swoim wojskom po sześciodniowej bitwie i tylko X korpus nacierał w kierunku Krasnegostawu na życzenie 4-ej armii. ale posunął się zaledwie o kilka kilometrów naprzód, osiągając na prawem skrzydle Ujazdów.

5-a armia przygotowywała się w tym dniu na swym lewem skrzydle do aktywnej obrony, koncentrując korpus kawalerii w kierunku Żółkwi, a grupę generała Daempfa (półtora dywizji) w rejonie Kulikowa, podczas gdy nad Gniła Lipą broniła się przed wznowioną ofensywą sił rosyjskich. 

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now