Kronika wydarzeń w okresie I Wojny Światowej

ROK 1914 od 28 sierpnia do 2 wrzesnia. Strona 2.

Rosyjskie wojska w 1914 wkraczajace do Galicji

28 sierpnia 1914 roku był najpłodniejszy w wydarzenia w całej ośmiodniowej bitwie pod Komarowem. a po stronie austriackiej także najcięższym dla działań wojsk i decyzji dowódcy armii. Przyniósł on wprawdzie ze sobą nowy ciężki kryzys, ale też i początek pomyślnego rozwiązania dla 4-ej armii. Punkt ciężkości operacji przeniósł się zdecydowanie na wschodnie skrzydło, gdzie zarówno ciężkie położenie VI korpusu, jak i wstąpienie do wałki

nowych znacznych sił w przedłużeniu tego skrzydła doprowadziło do wyładowania dalszych źródeł nagromadzonej przez obie armie energii i powstania nowego ogniska walki

28 sierpnia  STRONA ROSYJSKA.

Rozkazem wydanym na dzień 29 sierpnia przypieczętował generał Plehwe rozerwanie swej armii na dwie części: jednej, słabszej, w okolicach Krasnegostawu z biernym zadaniem osłony i drugiej, silniejszej, oddanej pod wspólne kierownictwo, a mającej w dalszym ciągu nacierać w urojony bok Austriaków, którego winna szukać gdzieś na południe od Zamościa. Wskutek takiego podziału sił i zadań, jak również zachowania się przeciwnika,

punkt ciężkości manewru przesunął się do lewoskrzydłowej grupy korpusów, a na prawem skrzydle większych wydarzeń nie było.       

 

28 sierpnia D z i a ł a n i a   VI   k o r p u s u  CK.

 Dowódcy korpusu podlegały w tym dniu oprócz jednostek organicznych, także wyładowane dotychczas części 6-ej brygady marszowej, dwa bataliony strzelców i dwie baterie 19-ej dywizji piechoty oraz 6-a dywizja kawalerii; 10-a dywizja kawalerii nie wchodziła już w rachubę, bo zbierała się w Rawie Ruskiej, a zresztą w ciągu dnia wysyła ze składu 4-ej armii 15-a dywizja otrzymała rozkaz korpusu na dzień 28 sierpnia o godzinie 22 poprzedniego dnia; miała się ona wycofać z północnego brzegu zagłębienia i okopać na linii wzgórz na południowy wschód od Grodysławic do Pienian. Przedłużenie tego rygla na południe miała stworzyć 6-a brygada marszowa, obsadzając linię Podlodów — Łubcze. Przez to ostatnie zarządzenie dowódca korpusu wprowadził pewną poprawkę do rozkazu armii, uważając,  że oparcie 6-ej brygady prawem skrzydłem o Rzeczycę jest już niemożliwe do przeprowadzenia. W chwili otrzymania rozkazu cała 15-ta dywizja była stłoczona w Pukarzowie, za wyjątkiem trzech baonów osłaniających ją od północy, koło Czartowca. Rozkaz do odwrotu został wydany jeszcze przed północą w atmosferze silnej depresji duchowej, jaka ogarnęła dowódcę i sztab, a streszczał się w następujących wytycznych:

północną część odcinka dywizji od zagłębienia do wsi Hopkie ma zająć 29-a brygada wsparta czterema bateriami, południową część 30-a brygada z trzema bateriami;  odwód dywizji trzy bataliony z tej ostatniej brygady — ukryty w lesie o 3 km na północ od Woli Grodeckiej; wymarsz o godzinie 1, na przodzie 30-a brygada przez Wólkę Pukarzowską i Hopkie, za nią 29-a brygada przez Wólkę Pukarzowską i Grodysławice; wszystkie tabory miały wyruszyć natychmiast pod osłoną jednego batalionu do rejonu Wola Grodecka — Typin.

Dowództwo nie liczyło się z możliwością natarcia od południa, tylko od północy i północnego wschodu i dlatego skierowało całą dywizję na jedną drogę, wiodącą z Pukarzowa do Wólki po wąskiej grobli, przecinającej moczary i długiej na 1 km. Cała trudność polegała na tym, że trzeba było wyprowadzić dywizję z pułapki jeszcze przed świtem, zanim by nieprzyjaciel, zaczajony tuż obok w Łaszczowie, mógł się spostrzec. Tymczasem długość kolumny całej dywizji, rozciągniętej w jeden wąż, musiała wynosić co najmniej 10km, czas przemarszu w nocy 3 i pół godziny, a że zaczynało się rozwidniać około godziny 3, zatem w tej formie, t. j. przy użyciu jednej tylko drogi i przy braku czasu zadanie to nie było do rozwiązania.

Zarządzeń dywizji nie można było przeprowadzić na czas i pierwsze oddziały weszły na groblę dopiero o godzinie 1.30; marsz odbywał się bezładnie, wśród zupełnej ciemności, związki były pozrywane, a tabory i artyleria zmieszane z piechotą. Około godziny 2 z lasu w Wolce Pukarzowskiej padły pierwsze strzały i jednocześnie

artyleria rosyjska otworzyła ogień z kierunku wschodniego. Zaskoczenie ogniowe udało się w zupełności, cały porządek został od razu obalony i nie mogło być mowy o jakimkolwiek kierowaniu bitwą; cała zbita masa ludzi, koni i wozów parła naprzód, nie mogąc się rozwinąć w ciaśninie, objętej z dwóch stron bagnami; artyleria próbowała uporządkować działa na grobli i otworzyć ogień, ale działa, zaprzęgi i wozy zostały zepchnięte

w bagno; jedynie dywizjon haubic, pozostały jeszcze na północnym brzegu, zdołał podjąć walkę ogniową. Rosjanie przeszli do natarcia dopiero o świcie, wychodząc z linii Dobużek — Łaszczów — Zimno, a do tego uderzenia przyłączyło się kilka baonów od południa, wychodząc ze wsi Hopkie i Woli Grodeckiej. Piechota 15-ej dywizji przebijała się głownie wprost na południe przez Hopkie, a część zawróciła z Woli Pukarzowskiej na zachód

przez Grodysławice i Józefówkę za plecy 27-ej dywizji, parę zaś batalionów z dywizjonem haubic umykało brzegiem północnym przez Siemnicę, Michałow i Wożuczyn i tam przekroczyło czaty 27-ej dywizji w kierunku na Rachanie. O godzinie 8 klęska była zupełna i 15-a dywizja przestała istnieć, jako jednostka bojowa; resztki odpłynęły w popłochu na Tomaszów, gdzie znowu wznieciły panikę i tylko dzięki energii dowódcy korpusu i sztabu udało się z biedą opanować położenie w mieście. Straty dywizji były w tych warunkach olbrzymie:

w zabitych, rannych, wziętych do niewoli i zaginionych straciła dywizja wszystkich oficerów sztabowych i 2/3 piechoty; 17-y pułk armat palowych stracił 17 oficerów, 485 szeregowych i 25 dział, uratował się tylko dywizjon haubic i jedna bateria armat; cały tabor, sprzęt wojenny i dwa sztandary wpadły w ręce Rosjan.

Dowódca dywizji popełnił samobójstwo, zginął także jego szef sztabu. Ginącej dywizji nie przeszedł nikt z pomocą; ani z południa od strony Podlodowa, gdzie miała być 6-a brygada marszowa, a w rzeczywistości był nieprzyjaciel, ani z zachodu, gdzie w odległości zaledwie 8 km, wokół Rachań znajdowała się cała 27-a dywizja. Resztki 15-ej dywizji dowódca korpusu skierował w rejon na południowy zachód od Tomaszowa, gdzie miały się pozbierać

i uporządkować; tylko dywizjon haubic zatrzymał dowódca 27-ej dywizji do swojej dyspozycji w Wierszczycy.

Do godziny 8.30 wiedziano już w korpusie o zaskoczeniu 15-ej dywizji, ale nie znano jeszcze rozmiarów klęski; w każdym razie dowódca korpusu zaczął przeczuwać grozę sytuacji i wydał o tej godzinie nowy rozkaz dla dywizji, w którym, podkreślając konieczność wytrwania na wyznaczonej wczoraj linii, polecił:

— 15-ej dywizji trzymać się na linii Grodysławice — Pieniany a w ostatecznym tylko wypadku cofnąć się w las na południowy wschód od Józefówki, w ścisłej łączności z 27-ą dywizją;

— 27-ej dywizji, o ile to będzie możliwe, wspierać 15-ą dywizję;

—39-ej dywizji przejść za lewe skrzydło 27-ej i współdziałać w Walce z generałem Gerstenbergerem (dowódcą tej dywizji). Z rozkazu widać nieświadomość dowódcy korpusu, że nakazana wczoraj linia obronna frontem na wschód była fikcją: 15-a dywizja dawno ją przekroczyła w rozsypce, a 27-a dywizja w ogóle

jej nie zajęła; poza tym rozkaz wsparcia 15-ej dywizji był spóźniony. Co się zaś tyczy 39-ej dywizji, to przesuwając ją za lewe skrzydło 27-ej i uzależniając je j działania od dowódcy tej dywizji, wypuścił dowódca korpusu ze swoich rąk ostatnią jednostkę. którą bezpośrednio mógł dysponować. W dalszym ciągu dnia nie może być już mowy o kierownictwie bitwą i wypadki siłą ciężkości potoczą się same. 27-a dywizja spędziła noc, ubezpieczona na wszystkie strony grupą generała Urbarza (silniejszą) na północ od Werachań, a grupą pułkownika Sterza na północ od Rachań, wszystko frontem na północ. Wiadomość o pogromie 15-ej dywizji rozeszła się szybko

wczesnym rankiem i postawiła na nogi dywizję; natarcia przeciwnika oczekiwano od strony Typina, a także z tyłu od Podchorzec. Pierwszy zaalarmował swą grupę pułkownik Sterz o godzinie 6 i samorzutnie skierował ją przez Rachanie i Pawłówkę w kierunku południowym; natarcie doszło do lasu na południe od tej wsi i tam zostało wstrzymane silnym ogniem artyleryjskim. Grupa generała Urbarza przerzuciła również w obszar na zachód do

Pawłówki parę batalionów, które, walcząc, posunęły się dalej w kierunku Typina i Podchorzec; gros artylerii przeszło na południowy brzeg zagłębienia, tak, że dywizja stała około godziny 12 frontem na południowy wschód na linii Rachanie — Józefówka —Pawłówka — Podhorce. Części grupy generała Urbarza, na północnym brzegu koło Rachań nie miały kontaktu z nieprzyjacielem i pozostały tam spokojnie do wieczora. Dowódca dywizji był słabo poinformowany o położeniu swoich grup i mimo że przeciwnik nie nacierał ani na północne, ani na południowe skrzydło, nosił się z zamiarem odwrotu wprosi w kierunku zachodnim przez Werachanie na Hutę Tarnawacką i Tarnawatkę, o czym zameldował dowódcy korpusu. Tymczasem rozkaz tego dowództwa, otrzymany o godzinie 13.45, wskazywał jako kierunek odwrotu dla 27-ej dywizji Majdan Górny i wzgórza, leżące na zachód od niego. Powód do tego zupełnie zbędnego rozkazu dały właśnie mylne informacje ze strony dowódcy 27-ej dywizji, który obawiał się przede wszystkim o swoją lewą flankę i oczekiwał natarcia przeciwnika od północy. W godzinach

wieczornych zaczął się odwrót dywizji na przygotowaną technicznie linię obronną, biegnącą lukiem na wschód od Tomaszowa, poczynając od szosy przez Wieprzowe Jezioro i Majdan Górny do Łaszczowa. W ten sposób 27-a dywizja pomimo początkowego powodzenia i wstrzymania przeciwnika na linii Rachanie — Józefówka —

Pawłówka — Podhorce oraz mimo tego, że jej północne skrzydło między Rachaniami a Zwiartowem pozostało nienaruszone, a nieprzyjaciel nie ścigał 15-ej dywizji, która schroniła się za nie, cofnęła się bez przymusu z zewnątrz ze stanowisk, które na drugi dzień znów musiała zdobywać. Na północ od Tomaszowa przygotowała się 39-a dywizja do uderzenia na Komarow, działając jeszcze w myśl pierwotnego rozkazu na dzień 28 sierpnia. Wyruszenie miało miejsce o godzinie 8.13 w dwóch grupach, lewej generała Molnara i prawej pułkownika

Hilla, tak, jak w dniu wczorajszym, ale o godzinie 12 znajdowała się jeszcze dywizja na linii Tarnawatka — Sumin — Huta Tarnawacką, czyli prawie, że nie ruszyła się z miejsca; powodem tej opieszałości była wiadomość o klęsce

15-ej dywizji i. rzekomym zagrożeniu 27-ej dywizji, jak również fałszywe wieści o przedarciu się przeciwnika przez Pawłówkę na zachód, wobec czego marsz ku północy wydał się je j zbyt ryzykownym.

O godzinie 10 dowódca dywizji otrzymał rozkaz korpusu z godziny 8.30 według którego miał się przesunąć za lewe skrzydło 27-ej dywizji i z nią współdziałać; wobec tego dywizja wstrzymała dalszy ruch, ale nie wiedząc, gdzie się to skrzydło znajduje, stała bezczynnie, nie ruszając się z miejsca. Tymczasem w dowództwie VI korpusu w Tomaszowie mnożyły się zmyślone lub przesadzone pogłoski, że odwrót 15-ej dywizji przeniósł się także na 27-ą dywizję, a nawet 59-a dywizja jest w ciężkiej walce: dowódca korpusu, nie czekając na dokładne

meldunki, przygotował nie tylko odwrót całego korpusu na Tomaszów, ale liczył się nawet z przerwaniem bitwy i odwrotem na linę Narol—Szara Wola. Na razie 39-a dywizja otrzymała rozkaz przygotowania się do przeciwnatarcia od i Tarnawatki w kierunku południowo-wschodnim, celem odciążenia 27-ej dywizji, a niedługo

potem, o godzinie 12.40 znów nowy rozkaz, aby zaniechała przeciwnatarcia i trzymała się tylko w Tarnawatce, ubezpieczając cofanie się 27-ej dywizji na Majdan Górny. Wszystkie te zarządzenia wydało dowództwo korpusu na ślepo, nie znając faktycznej i wcale pomyślnej sytuacji 27-ej dywizji, a jedynie z przesadnej obawy, aby nazajutrz nie powtórzyła się historia obejścia tyłów. Pierwszy autentyczny meldunek od 27-ej dywizji dowództwo

korpusu otrzymało o godzinie 13, nie uczyniło jednak nic, aby odwołać zupełnie niepotrzebnie zarządzony odwrót. Teraz jednakże zaczęło interweniować dowództwo armii i o godzinie 13.30 nakazało VI korpusowi bezwzględne utrzymanie wzgórz na północny wschód od Tomaszowa i podporządkowało mu jeszcze 2-ą i 9-ą brygady marszowe z XVII korpusu, które w nocy z 28 na 29 sierpnia miały przybyć do Bełżca; następnie

o godzinie 17.30 zakomunikowało o pomyślnym natarciu 19-ej dywizji przez Jarczów i Jurów ku północy oraz wycofywaniu się części sił nieprzyjaciela w kierunku wschodnim i wezwało VI korpus do energicznego kontynuowania natarcia. Wszystkie te pomyślne wiadomości przybyły za późno: 39-a dywizja, która miała to natarcie wykonać, zastała jeszcze przedpołudniem wstrzymana i do wieczora nie ruszała się z miejsca,

chociaż już wczoraj straciła styczność z przeciwnikiem i nie odzyskała jej w ciągu dnia 28 sierpnia. Żadnych zarządzeń, ani do przejścia za lewe skrzydło 27-ej dywizji, ani do przeciwnatarcia od Tarnawatki w kierunku południowo-wschodnim, dowódca dywizji nie wydał.

Współdziałanie z 26-ą dywizją na lewem skrzydle, w nakazanym natarciu na Komarow, wogole nie przyszło do skutku, jakkolwiek łączność z nią nawiązano. 26-a dywizja zawiadomiła o godzinie 14 o swoim położeniu w rejonie Woli Łabuńskiej, a o godzinie 16.30 doniosła, że je j prawe skrzydło jest zagrożone od strony Komarowa i że tylko wówczas potrafi się utrzymać, jeżeli 39-a dywizja ruszy na Komarow. Meldunek ten przybył do dywizji

o godzinie 20.15, a więc wtedy, gdy na natarcie było już za późno. W rezultacie 39-a dywizja, której współdziałanie było pożądane zarówno na lewem skrzydle 27-ej dywizji, jak i na prawem 26-ej dywizji, spędziła cały dzień bezczynnie, a na noc została w rejonie Tarnawatki w pogotowiu bojowym, frontem na wschód, cofnąwszy

przedtem prawą grupę pułkownika Hilla z Huty na wzgórze 326 na południe od Tarnawatki.

Organizacją obrony tyłów prawego skrzydła armii miał się zająć dowódca VI korpusu, któremu armia podporządkowała w tym celu rozkazem z dnia 27 sierpnia z godziny 20 szereg dalszych jednostek. Generał Boroevic postanowił rozwiązać to zadanie w sposób zaczepny i rozkazem specjalnym, wydanym jeszcze

27 sierpnia wieczorem, podzielił siły przeznaczone w tym celu na cztery grupy, dając im następujące zadanie:

— grupa pułkownika Pillepica (pięć batalionów i dwie baterie), kierując się z Majdanu Górnego siłą główną przez Nedeżów na Podlodów, a jednym batalionem przez Podhorce — Typin — Wolę Grodecką na Pieniawy, rozpocznie natarcie dopiero wówczas, gdy grupa bełżecka znajdzie się na północny wschód od Łaszczówki;

grupa bełżecka (dwa bataliony i dwie baterie z 19-ej dywizji) wyruszy o godzinie 3 przez Łaszczówkę po drodze Tomaszów— Wierszczyca na Łubcze;— grupa batalionów marszowych z 6-ej brygady (trzy bataliony

bez artylerii) wyruszy z Lubyczy na Żurawce i o godzinie 6 osiągnie okolicę Przeorska, skąd ewentualnie zaatakuje tyły i flankę przeciwnika;

6-a dywizja kawalerii wyruszy o godzinie 6 z Przeorska i wejdzie do boju przez Jarczów. 

Natomiast grupa batalionów marszowych wyruszyła rzeczywiście rano z Żurawiec, ale zamiast przez Przeorsk skierowała się na Jarczów i osiągnęła wzgórze na północ od niego. Odosobniona

i pozbawiona artylerii dostała się tam w silny ogień i poniósłszy ciężkie straty, cofnęła się koło godziny 11 do Zawadki; później dopiero, koło godziny 14 przechodząca tamtędy lewa kolumna 19-ej dywizji piechoty zabrała tę grupę ze sobą do ponownego natarcia na Jarczów, ale wycofała ją wkrótce do odwodu za lewe skrzydło

w rejon Jarczowa.

Ostatnia wreszcie grupa przeznaczona do przeciwnatarcia, 6-a dywizja kawalerii, która miała przez Jarczów wkroczyć do bitwy, nie wyruszyła, jak nakazano, o godzinie 6 z Przeorska, a tylko je j artyleria ostrzeliwała kolumnę nieprzyjacielską posuwającą się z Wierszczycy w kierunku północnozachodnim. Dopiero

koło południa ruszyła na Jarczów i na południe od te j miejscowości podtrzymała cofającą się grupę batalionów marszowych, gdy zaś 19-a dywizja ruszyła z Jarczowa w natarciu na Wierszczycę, 6-a dywizja kawalerii wysunęła się na jej lewe skrzydło, zajęła lasek na południe od Nedeżowa i stąd wzięła w skuteczny ogień flankowy przeciwnika, opierającego się natarciu piechoty na północ od Wierszczycy; na lewo z grupą Pillepica nie miała dywizja łączności, a na noc wycofała się znowu do Przeorska. W ostatecznym wyniku natarcie jedenastu batalionów, czterech baterii i całej dywizji kawalerii, zarządzone przez korpus zakończyło się niepowodzeniem, bo większa część wyznaczonych do tego oddziałów nie wykonała rozkazu z rożnych powodów i jedna tylko grupa batalionów marszowych rozpoczęła natarcie, ale nie mając poparcia załamała się.

Dzień 28 sierpnia był dla VI korpusu fatalny: pogrom 15-ej dywizji, niepotrzebny odwrót 27-ej dywizji, bezczynność 39-ej dywizji oraz chybione działania grup wydzielonych na południe od Tomaszowa, — oto bilans dnia. Dowództwo korpusu, straciwszy panowanie nad jednostkami, samo popadło w depresje duchową

i nie przejawiło zbytniej inicjatywy. W trzech pierwszych dniach bitwy straty korpusu osiągnęły

30—40% stanu bojowego.        

 

 

28 sierpnia D z i a ł a n i a  XXV   k o r p u s u   rosyjskiego .

W ciągu dnia cofał się XXV korpus na Krasnystaw; odwrót miała kryć 2-a brygada 46-ej dywizji piechoty, która pozostała na swej pozycji około Starego Zamościa i Wierzby i była upoważniona tylko pod naciskiem przeciwnika cofnąć się na Wólkę Orłowską. Dla zabezpieczenia Krasnegostawu 70-a dywizja rezerwowa miała zająć stanowiska koło Piasków Szlacheckich, a 5-a dywizja grenadierów zebrać się w samem mieście. Skrzydła kryły dwie

dywizje kawalerii, prawe, koło Gorzkowa, 4-a dywizja kozaków dońskich przybyła właśnie do składu armii, a lewe, w rejonie Udrycza, l-a dywizja kozaków dońskich, na której spoczywał prócz tego obowiązek odszukania rozpryśniętych części piechoty oraz artylerii 3-ej dywizji grenadierów, gdyż sztab korpusu nie miał pojęcia, gdzie one się zatrzymały. Takie ugrupowanie korpusu przykrywało tylko Krasnystaw i drogi na zachód od miasta, a komunikacje w kierunku na Chełm, na wschód od szosy zostawiało nieosłonięte; wobec tego generał Plehwe zarządził przerzucenie 4-ej dywizji kozaków dońskich w stronę Komarowa z zadaniem wypełnienia przerwy między XXV a XIX korpusem, a XXV korpusowi nakazał podjąć z powrotem działania zaczepne na Zamość i odzyskać styczność bojową z nieprzyjacielem w celu związania go i odciągnięcia od działań na tyły XIX korpusu. Dowódca XXV korpusu, otrzymawszy późno ten rozkaz, zdecydował się jednak odłożyć jego wykonanie

na dzień 29 sierpnia. Tymczasem odwrotowi korpusu towarzyszyły tylko nieznaczne potyczki: 2-a brygada 46-ej dywizji miała do czynienia na linii Stary Zamość — Wierzba z oddziałami rozpoznawczemu nieprzyjaciela,

a 70-a dywizja, przed odejściem z linii Rudnik — Wirkowice na Krasnystaw, z oddziałami 45-ej dywizji austriackiej. Do wieczora ukończono przegrupowanie, tylko 3-ej dywizji grenadierów nie dało się jeszcze pozbierać; nieprzyjaciel nie ścigał, za to lotnik odkrył znaczne skupienie sił koło Zamościa. Korpus stracił jeden cenny dzień, zachowując się zupełnie biernie i nie spiesząc się do nakazanego przez dowódcę armii przeciwnatarcia.         

28 sierpnia D z i a ł a n i a    XVII    k o r p u s u  CK.

Nakazany przez dowództwo armii marsz do rejonu Dynisk rozpoczęła 19-a dywizja o godzinie 6 w dwóch kolumnach:

— lewa kolumna, generała Teisingera (cztery bataliony i jedna bateria) z Narola przez Bełżec i Żurawce do Dynisk;

— prawa kolumna generała Klettera (dziesięć batalionów 1 cztery baterie) z Huty Lubyckiej przez Lubyczę i Machnów do Zastawia

Kawaleria dywizyjna przeprowadziła bliskie rozpoznanie. O położeniu ogólnemu wiedział dowódca dywizji tyle, że prawe skrzydło VI korpusu ma być pod. Pienianami i że na Podhorce posuwa się jakiś większy oddział nieprzyjaciela; z grupą arcyksięcia nie miał łączności, przypuszczał tylko, że jej lewe skrzydło znajduje się o 10 kilometrów na wschód od Uhnowa. Przy przejściu przez Lubyczę około godziny 9 doszły dywizję odgłosy walki z kierunku północnowschodniego, wobec czego zdecydował się generał Lukas wkroczyć do walki w tym kierunku,

nie czekając na rozkazy i stosownie do tego zgrupować dywizję na linii Żurawce — Mahnow. Podczas krótkiego odpoczynku nadszedł o godzinie 11.30 rozkaz dowódcy korpusu, aby dywizja zmieniła kierunek na lewo

i bezzwłocznie ruszyła do walki przez Jarczów w kierunku na Typin, gdzie miała się znajdować 15-a dywizja w ciężkiej walce; dywizja przeszła w marsz zbliżania, lewą kolumną z Żurawiec na Jarczów, prawą z Machnowa na Chodywańce i Jurów, a gdy czoła kolumn osiągnęły te miejscowości, wydał dowódca dywizji o godzinie 14 rozkaz do natarcia:

— generał Kletter uderzy lewem skrzydłem przez Jurów —wzgórza na wschód od Typina, mając odwody w schodach na prawo:

— generał Teisinger na lewo od niego, kierując się prawem skrzydłem przez Jarczów — Podhorce.

Artyleria miała wspierać najpierw z rejonu na południe od Chodywaniec. później ze wzgórz na północ od nich; w odwodzie trzy bataliony z kolumny generała Klettera winny się posuwać po osi Jarczów — Typin.

Natarcie szło naprzód gładko i we wzorowym porządku; artyleria przygotowała je i towarzyszyła mu, strzelając początkowo z pozycji na wzgórzu 302 na północ od Żurawiec, a później z lasu na północ od Jarczowa (dwie baterie) oraz, z rejonu na wschód od Chodywaniec (trzy baterie). Po przekroczeniu linii Jarczów — Jurów obie grupy zmieniły nieco kierunek i zwróciły się bardziej ku północowschodowi, skąd a linii Wierszczyca —Szlatyn wynurzył się nieprzyjaciel; lewe skrzydło grupy Klettera wzięło kierunek wprost na Grodek, a grupa Teisingera na Wierszczycę. Ta ostatnia poderwała ze sobą trzy bataliony marszowe z 6-ej brygady stojące w Zawadkach, a z lasu na południe od Nedeżowa otrzymała skuteczne wsparcie ogniowe 6-ej dywizji kawalerii. Punkt ciężkości ataku przesunął się zaraz z początku na lewe skrzydło do grupy Teisingera i w tym kierunku o godzinie 16.15 został, przesunięty odwód dywizji, który później wszedł między obie grupy. Do godziny 17.40 prawe skrzydło osiągnęło wzgórza na północ od Łubczy, a lewe Sowiniec i wzgórze 271; potem nieprzyjaciel rozpoczął przeciwnatarcie, które dywizja odrzuciła, ale na noc cofnęła się za wgłębienie na linię wzgórz Szlatyn i na południa od Wierszczycy.

Z grupą Pillepica, atakującą wzgórza na północny wschód od Podhorzec, nie nawiązała bezpośredniej łączności bojowej, bo między niemi stała koło Nedeżowa. 6-a dywizja kawalerii, a ta z nastaniem zmroku cofnęła się do Przeorska, zostawiając po sobie niezapełnioną lukę. Na prawo uzyskano koło godziny 16 przez kawalerię

dywizyjną kontakt z 41-ą dywizją honwedów z grupy arcyksięcia, w okolicy Dynisk. Straty dywizji były znaczne, między innymi został ranny brygad jer, generał Kletter. Dowództwo XVII korpusu posunęło się za 19-ą dywizją z Narola przez Lubyczę do Żurawiec; rozporządzając tylko jedną dywizją nie miało ono wpływu na przebieg działań i ograniczyło się do roli obserwatoria; zresztą i ta dywizja została wieczorem na rozkaz armii podporządkowana wprost arcyksięciu, a obydwie pozostałe brygady marszowe 2-a i 9-a, również na rozkaz armii, pomaszerowały

do Bełżca, dokąd przybyły w nocy z 28 na 29 sierpnia i tam oddały się do dyspozycji dowódcy VI korpusu.

Wkroczenie do boju XVII korpusu, a raczej 19-ej dywizji w dobrze wybranym kierunku osiągnęło pełne powodzenie i usunęło niebezpieczeństwo dalszego obejścia tyłów VI korpusu, jakie zwłaszcza w pierwszych godzinach popołudniowych przybrało groźne rozmiary. Dywizja ta stworzyła spoidło między wiszącemu w powietrzu prawem skrzydłem VI korpusu, a wyłonioną nareszcie z południa grupą operacyjną arcyksięcia. Droga lewoskrzydłowej

grupy korpusów 5-ej armii rosyjskiej na tyły 4-ej armii austriackiej została bezpowrotnie zamknięta. 

 

 

 

 

 

28 sierpnia D z i a ł a n i a   XIX    k o r p u s u   rosyjskiego.    

Po wycofaniu się z pod Tarnawatki XIX korpus zajął stanowisko obronne w rejonie Komarowa: na prawem skrzydle rozwinęła się 17-a dywizja piechoty frontem na zachód między Wolicą Śniatycką a drogą Komarow — Wola Łabuńska, na lewym 58-a dywizja frontem na południowy zachód i południe, zająwszy łańcuch wzniesień na północ i północowschód od Janówki: odwód korpusu stał w Śniatyczach. Obydwie dywizje zostały zaatakowane w godzinach popołudniowych, przy czym nieprzyjaciel starał się obejść prawe skrzydło 17-ej dywizji i dopiero część odwodu korpusu, wysłana przez Wolicę Śniatycką, zlikwidowała tę próbę; również i lewe skrzydło tej dywizji zostało przejściowo wyparte z lasu, ale odzyskało go po zasileniu resztą odwodu; 17-a dywizja miała tu przed sobą tylko dwa pułki 26-ej dywizji austriackiej. 38-a dywizja broniła się na swoim odcinku przed natarciem idącym od południowego zachodu na Janówkę, a rzekomo także od południowego wschodu od strony Czartowczyka, biorąc w tym ostatnim działaniu 800 jeńców i jedno działo(Źródła rosyjskie podają, że XIX korpus miał w tym dniu do czynienia z natarciem czterech dywizji austriackich: 10-ej, 26-ej, 39-ej i 27-ej, gdy w rzeczywistości

w natarciu brały udział tylko cztery pułki 26-ej dywizji obrony krajowej — 12-y i 30-y od strony Woli Łabuńskiej oraz i l - y i 9-y od południowego wschodu; żadnego natarcia od strony Czartowczyka nie było, bo 27-a

dywizja austriacka nacierała w kierunku południowym; rozchodziło się prawdopodobnie o rozbite części 15-ej dywizji, które przez Czartowczyk chciały się przedostać na zachód i poniosły przy tym dalsze straty.).

Bój ustał na całym froncie o godzinie 21. a korpus utrzymał w całości swoje stanowiska; do uchwycenia inicjatywy działania w swoje ręce nie miał sposobności. 

 

 

28 sierpnia D z i a ł a n i a    V     k o r p u s u    rosyjskiego.

Noc przeszła w V korpusie spokojnie; nie zdawano sobie sprawy z krytycznego położenia 15-ej dywizji austriackiej w rejonie Pukarzowa i nie spodziewano się jej odwrotu. Prawoskrzydłowa 10-a dywizja miała o godzinie 6 przejść do

natarcia po obu stronach zagłębienia w ogólnym kierunku na Tarnawatkę: północnym brzegiem przez Małoniż i Pukarzów 37-y pułk piechoty, który już wczoraj przeprawił się koło Łaszczowa, a południowym, 2-a brygada przez las leżący między Wólką Pukarzowską a wsią Hopkie; 38-y pułk piechoty z 1-ej brygady stał odwodem w Łaszczowie; cała artyleria dywizji zajęła stanowiska na zachód, wschód i północ od Łaszczowa w ten sposób, że parę baterii na północnym skrzydle miało pod ostrzałem groblę pukarzowską. W bezpośrednim sąsiedztwie, w Hopkiem stały dwa pułki 7-ej dywizji z dwiema bateriami i na nie to właśnie trafiła straż przednia 15-ej dywizji austriackiej, torująca sobie drogę na południe; zniszczywszy ją doszczętnie, uderzyły oba pułki na dalsze oddziały przeciwnika, które wychodząc z Wólki Pukarzowskiej jednocześnie zostały zaatakowane z dwóch stron; obie baterie, ustawione na południe od wsi Hopkie, raziły stłoczonego przeciwnika flankowym ogniem, tym bardziej pożądanym, że artyleria

10-ej dywizji, nie mając wglądu poprzez las, nie mogła wspierać bezpośrednio swojej 2-ej brygady.

Ta ostatnia, wyszedłszy z lasu, rzuciła się również z miejsca do ataku na otoczonego z dwóch stron i przypartego do bagien przeciwnika. Walka nie trwała długo, ale o jej zaciętości świadczy liczba półtora tysiąca zabitych Austriaków i Węgrów na pobojowisku pod Wólką i Hopkiem (Ogólną cyfrę w zabitych strony przeciwnej w boju pod Łaszczowem

oceniają oficjalne źródła rosyjskie na 100 oficerów i 4.000 szeregowych, zdobycz w działach na 22.).

W tym samym czasie, gdy na południowym brzegu rzeki ulegały główne siły przeciwnika, szedł do natarcia brzegiem północnym 37-y pułk piechoty w kierunku wzgórz na północ od Pukarzowa, podczas gdy cała artyleria 10-ej dywizji trzymała pod gwałtownym ogniem groblę i wieś Pukarzów; zaskoczone od tyłu kolumny nieprzyjacielskiej nie próbowały nawet stawić poważnego oporu, w ślad za uciekającymi resztkami dowódca korpusu rzucił do pościgu 41-y pułk kozaków dońskich, który przybył właśnie do korpusu, wyznaczając mu kierunek na Siemnice. Po zakończeniu boju pod Łaszczowem 10-a dywizja zajęła się wykorzystaniem pola walki i dopiero około godziny 14 ruszyła

z rozkazu dowódcy korpusu w kierunku Wożuczyna i Dzierążni, kierując się na tyły przeciwnika atakującego rzekomo XIX korpus; doszła jednak około godziny 22-ej tylko do rejonu Wożuczyna i tam została na noc, nie zdoławszy nawet nawiązać łączności z tym korpusem koło Komarowa. Reszta 7-ej dywizji piechoty, która nie brała udziału w boju

pod Łaszczowem prowadziła w tym dniu walkę w rejonie Typina i Szlatyna; dalsze posuwanie się przez Typin zostało wstrzymane przeciwuderzeniem 27-ej dywizji austriackiej, wychodzącym z Pawłówki, a lewa kolumna boczna, idąca przez Szlatyn na Wierszczycę, stoczyła tam utarczkę z oddziałem kawalerii austriackiej, później wpadła pod uderzenie lewego skrzydła 19-ej dywizji austriackiej nacierającej od strony Jarczowa i Jurowa i została odrzucona na Grodek. Pozostała w tyle połowa dywizji posunęła się po walce pod Łaszczowem bez żadnej przeszkody na Grodysławice i obsadziła je jednym pułkiem

28 sierpnia D z i a ł a n i a  g r u p y  o p e r a c y j n e j   a r c y k s i ę c i a   J o z e f a  F e r d y n a n d a .

Natarcie zarządzone rozkazem z godziny 16.15 dnia poprzedniego miało być wykonane w następujący sposób:

— 2-a dywizja kawalerii, wsparta jednym batalionem piechoty miała działać demonstracyjnie na Krystonopol i kryć prawe skrzydło grupy operacyjnej;

— grupa generała Rotha (5-a dywizja piechoty, 16-a brygada piechoty z 8-ej dywizji i cała artyleria tej dywizji) — posunąć się na odcinek Ostrów — Bełz, ściągnąć na siebie i związać gros sił przeciwnika oraz silnym ogniem artylerii przygotować rozstrzygnięcie; 

— grupa generała Kirchbacha (96-a i 121-a brygady piechoty z 8-ej dywizji i 41-a dywizja honwedów) po wzięciu przejść w Stajach, Karczowie i Uhnowie opanować północne stoki zagłębienia Sołokiji i ubezpieczając się od strony Posadowa, sprowadzić rozstrzygnięcie przez uderzenie w obszar na północ od Bełza. Grupa Rotha skończyła ugrupowanie do godziny 3, za wyjątkiem 16-ej brygady, opóźnionej o dwie godziny i po stwierdzeniu, że Bełz jest wolny od nieprzyjaciela zaczęła o godzinie 5 przechodzić w trzech kolumnach w tym miejscu, jak również koło Waniowa, Ostrowa i Tehlowa, na brzeg północny. O godzinie 7 cała grup a łącznie z 16-ą brygadą Herzberga była już na drugim brzegu Sołokiji. Dotychczas nieprzyjaciela nie spotkano i przejście przez rzekę odbyło się bez walki, natomiast od zachodu dochodziły odgłosy kanonady; wobec tego dowódca grupy postanowił przesunąć ją bardziej ku zachodowi i skierował 5-ą brygadę (prawoskrzydłową) na Przemysłów, 15-ą brygadę (środkową) na Oserdow, a 16-ą brygadę (lewoskrzydłową) na Budynin z zamiarem uderzenia w kierunku na Przewodów. Około godziny 11 kolumny osiągnęły wskazane rejony i artyleria grupy, razem jedenaście baterii, przesunęła się na brzeg północny; między Budyninem, a Chłopiatynem zauważono tymczasem oddziały kawalerii nieprzyjacielskiej,

a na drodze z Przewodowa do Wasylowa południowego długą kolumnę piechoty, która natychmiast została wzięta pod ogień i rozwinęła się na wzgórzach Wasylów południowy — Przewodów; na wschód od linii Oserdow — Żniatyn nie było widać żadnego przeciwnika.

Około godziny 12 rozpoczęła się walka artyleryjska, a równocześnie generał Roth otrzymał rozkaz arcyksięcia, aby uderzył na Wasylów i Przewodów celem oskrzydlenia przeciwnika, który zwarł się już w walce z grupą Kirchbacha koło Uhnowa i na wschód, wobec czego wydał natychmiast rozkaz do natarcia:

— 5-ej brygadzie przez Chłopiatyn na Przewodów;

— 15-ej brygadzie na wzgórze 258;

— 16-ej brygadzie z Budynina na Wasylów południowy 2-a dywizja kawalerii otrzymała wezwanie do wzięcia udziału w walce w kierunku na Telatyn.

Natarcie rozpoczęło się o godzinie 13, a prowadziła go wysunięta naprzód 15-a brygada; 16-a brygada opóźniła się nieco z wyruszeniem, a prawoskrzydłowa 5-a brygada, wykonywując ruch okrążający na Przewodów, pozostała nieco w tyle. W miarę postępu natarcia wszystkie dziewięć baterii polowych, które z początku podjęły walkę ze stanowisk koło Oserdowa, przesuwało się skokami naprzód, a dywizjon ciężkich haubic korpusu ze stanowisk

na północ od Bełza zwalczał artylerię przeciwnika.

Około godziny 18-ej nieprzyjaciel został wyrzucony natarciem czołowym 15-ej brygady ze stanowisk na wzgórzu 258 i próbował stawiać ponowny opór w lesie na północ od tego wzgórza, ale tu oskrzydliła go i wyparła 5-a brygada, która w międzyczasie doszła do linii Hulcze — Żniatyn — Przewodów; na lewem skrzydle odrzuciła 16-a brygada przeciwnika z Wasylowa południowego i wzgórz na północ.

Z nastaniem zmroku grupa Rotha była w posiadaniu łańcucha wzniesień na północny wschód od linii Hulcze — Żniatyn — Przewodów— Wasylów południowy. Przeciwnik był zupełnie rozbity i stracił 8 dział, oraz pewną ilość jeńców. Nakazanego przez arcyksięcia pościgu na Telatyn grupa Rotha nie mogła już przeprowadzić

i została na noc n a polu bitwy: brygada 5-a w Przewodowie, Żniiatynie i Hulczach, 15-a w lesie na południowy zachód od Przewodowa, 16-a w Wasylowie południowym. Siły i składu nieprzyjaciela nie rozpoznano, stwierdzono tylko bardzo silną artylerię, poza tym według meldunków kawalerii miała się przedpołudniem

posuwać jakaś silna kolumna z Waręża przez Horodyszcze na zachód. Grupa generała Kirchbacha, na lewo od grupy Rotha, opóźniła znacznie przejście przez Sołokiję wskutek krzyżowania się kolumn marszowych 8-ej i 41-ej dywizji i dopiero około godziny 8 zaczęła przechodzić na brzeg północny. W tym czasie otrzymała rozkaz arcyksięcia, aby bezzwłocznie ruszyła z linii Staje — Uhnow, przy czym zadanie je j zostało zmienione o tyle, że miała posunąć się w kierunku bardziej k u północozachodowi na pomoc VI korpusowi, którego prawe skrzydło miało się znajdować koło Rzeczycy.

Do godziny 12 grupa osiągnęła bez walki następujące położenie:

— 41-a dywizja honwedów w Uhnowie i Zastawiu;

— 96-a brygada w Korczowie i Stajach;

— 121-a brygada, jako odwód grupy, na razie na południowym brzegu w Karowie.

Ze względu na silne wyczerpanie wojsk dowódca grupy postanowił zadowolić się na ten dzień osiągnięciem północnego brzegu i zarządził dłuższy odpoczynek na linii Staje — Korczow—Zastawie, ale na kategoryczny rozkaz arcyksięcia otrzymany

0 godzinie 14, aby grupa uderzyła na północ lewą kolumną przez Ulhówek i Posadów, zaalarmował obie dywizje i skierował 41-ą do natarcia wzdłuż drogi z Zastawia do Parnoszyna, 96-ą brygadę z Korczowa na Szczepiatyn; 121-a brygada została na razie w miejscu. O nieprzyjacielu wiedziano tyle, że starł się już z czatami 41-ej dywizji w lesie na północ od Zastawia i że od północy posuwa się jakaś silna kolumna na Dyniska. 41-a dywizja honwedów, osłoniwszy się od strony Dynisk jednym batalionem, ruszyła do natarcia na las w dwóch grupach

—lewą (cztery bataliony i dwie baterie) wprost na Tarnoszyn,  

-prawą  (pięć batalionów i dwie baterie), obchodząc Tarnoszyn od wschodu, reszta w schodach koło Zastawiła. Wywiązała się zacięta walka w lesie. w której honwedzi ponieśli dotkliwe straty i miejscami musieli się cofać pod celnym ogniem działowym. Artyleria dywizji nie mogła początkowo wspierać natarcia z pierwszych stanowisk na południowym skraju lasu i dopiero po przesunięciu się w rejon na południowy wschód od Dynisk otwarła skuteczny ogień; nieprzyjaciel przeszedł do przeciwnatarcia i Walka zmieniła się w szereg starć o poszczególne odcinki lasu. Dopiero skierowanie odwodu grupy, 121-ej brygady z Karowa przez Uhnow na prawe skrzydło 41-ej dywizji rozstrzygnęło walkę; przeciwnik został odrzucony na Tarnoszyn, pozostawiając w lesie 16 dział i wycofał się również z Dynisk. Na noc stanęła 41-a dywizja w lesie na południe od Tarnoszyna, 121-a brygada na prawo od niej

na południe od Szczepiatyna, obie w pogotowiu bojowym. W tym samym czasie, to jest około 14 godziny 96-a brygada ruszyła do natarcia, ale nie na Szczepiatyn, jak miała rozkaz, tylko na pomoc 16-ej brygadzie z grupy Rotha, która w tym momencie znalazła się w ciężkim położeniu, w kierunku na Korczmin i Machnówek. Brygada miała tylko jedną baterię gorską z czterema działami, gdyż wszystkie pozostałe baterie 8-ej dywizji odeszły

wraz z 121-ą brygadą na Uhnow; natarcie utknęło zaraz z początku w gwałtownym ogniu baterii rosyjskich i zostało odrzucone następnie na Staje, a brygada nie próbowała go już powtórzyć i została na noc w Korczowie, Stajach i Ostobużu, w tyle za innymi jednostkami grupy operacyjnej. Nieprzyjaciel nie ścigał. 2-a dywizja kawalerii wyruszyła już o godzinie 2, przeszła bez walki Sołokiję i o godzinie 6 zajęła Krystonopol, opróżniony

przez nieprzyjaciela, który odszedł w kierunku zachodnim. Stąd wysłała zwiady na Sokal, Waręż, Poturzyn i Telatyn, a siłą główną skręciła przez Boratyn i Siebieczow w stronę odgłosów walki, które dochodziły ją od zachodu. O godzinie 9.45 otrzymała koło Siebieczowa rozkaz arcyksięcia, polecający jej prowadzenie rozpoznania

na Sokal i Kryłow, szukanie łączności z korpusem kawalerii generała Wittmanna i wreszcie stwierdzenie, dokąd odszedł nieprzyjaciel z rejonu Bełza. Dowódca dywizji zdecydował się rozwiązać to złożone zadanie przez posunięcie się w rejon Waręża. Tu wywiązała się walka ze słabszymi oddziałami przeciwnika, poczym

około godziny 14 dywizja skierowała: się na Liwcze, aby, w myśl nowego rozkazu arcyksięcia, doręczonego je j przez grupę Rotha, uderzyć na flankę i tyły przeciwnika poprzez Nowosiółki

na Telatyn; ostrzelana ogniem piechoty koło wsi Liwcze, skręciła na Winniki i zrezygnowawszy z dalszych działań w tym dniu, ruszyła przez Żniatyn i Przewodów do Budynina na tyły piechoty, żeby wreszcie dać tam wypocząć ludziom i koniom po 19 godzinach marszu. Mimo długiego krążenia na tyłach przeciwnika, rezultat

jej rozpoznania był prawie żaden. Przy wejściu do wsi około godziny 21 zostały obydwa pułki, maszerujące w tyle kolumny z dywizjonem artylerii, ostrzelane gwałtownym ogniem jednego batalionu własnej piechoty 16-ej brygady, który nocował w tej samej wsi; powstała panika i w zamieszaniu ostrzeliwano się wzajemnie, a gdy wreszcie nastąpił porządek okazało się, iż dywizja kawalerii poniosła tak ciężkie straty, że stała się prawie

niezdolna do walki; samych ciężko rannych oficerów było 12, jeden z pułków pozbierał tylko 280, drugi 430 ludzi (Normalny stan bojowy pułku kawalerii wynosił 1176 szabel.), a artyleria miała zniszczone zaprzęgi i na drugi dzień udało się poskładać tylko jedną baterie z pięciu dział. Dowództwo grupy operacyjnej w Chlewczanach było z początku słabo informowane zarówno o postępach walki, jak i o położeniu na reszcie frontu 4-ej armii. Do południa nie wiedziało jeszcze o klęsce 15-ej dywizji i starało się nawiązać łączność z VI korpusem oraz z nieistniejącym już korpusem kawalerii na linii Łaszczów — Rzeczyca.

Wiadomości otrzymane w ciągu nocy i rano wywołały wrażenie, że nieprzyjaciel przesunął się na zachód, a na północ od Sołokiji przed frontem grupy niema większych sił; dopiero pierwsze meldunki od 41-ej dywizji kazały się liczyć z silnym oporem na północ od Uhnowa i wtedy powstała myśl zarzucenia pierwotnego

planu bitwy w tym duchu, aby grupą Rotha wykonać manewr oskrzydlający przeciwnika od wschodu. Rozkaz dowództwa armii, otrzymany w południe, wezwał grupę operacyjną do szybkiego działania w bok przeciwnika, który posuwał się przez Łaszczów i na południe od tej miejscowości, wobec czego arcyksiążę, nie znając jeszcze położenia własnych dywizji, nakazał o godzinie 12 grupie Rotha przeprowadzenie pościgu na Telatyn, a grupie

Kirchbacha wyznaczył, jako cel natarcia, Posadów; rozkaz ten nie mógł być oczywiście wykonany,

O godzinie 15 dowództwo grupy wyruszyło z Chlewczan do Uhnowa, gdzie rozwinęły się szczególnie ciężkie walki i, począwszy od godziny 15, obserwowało bezpośrednio natarcie grupy Kirchbacha, ale straciło łączność z grupą Rotha. O godzinie 20 meldował już dowódca grupy operacyjnej dowódcy 4-ej armii:

„Dzięki wkroczeniu XIV korpusu osiągnięto w rejonie Uhnowa powodzenie,

którego doniosłość można będzie dopiero jutro ocenić. Przeciwnik

rozpoczął odwrót koło Uhnowa. Zarządzono pościg w; kierunku

Ulhówka. Jestem przekonany, że 3-a dywizja piechoty zrobi samodzielnie

wszystko, aby powodzenie uczynić zupełnym. Zarządzenia na jutro wydam

dopiero na podstawie spodziewanych w ciągu nocy meldunków. Nie

jest wykluczone, że jutro walka będzie trwała w dalszym ciągu".

Zwycięstwo XIV korpusu, jakkolwiek w tym dniu jeszcze niezupełne, wpłynęło decydująco na zwrot w położeniu 4ej armii,  która zyskiwała w tej grupie brakujące jej dotychczas prawe ramię do planowego okrążenia przeciwnika. Niebezpieczeństwo obejścia jej tyłów pod Tomaszowem nie tylko zostało usunięte, ale siły rosyjskie, przeznaczone do tego zadania, same znalazły się w krytycznym położeniu, związane od południa nad Rzeczycą i oskrzydlone

od południowego wschodu skośnym natarciem grupy Rotha na linii Żniatyn — Przewodów — Wasylów południowy.                  

28 sierpnia D z i a ł a n i a   XVII k o r p u s u   rosyjskiego.

Wypełniając zadanie dalszego marszu na Jarczów i Bełżec, celem głębokiego obejścia tylów nieprzyjaciela pod Tomaszowem, XVII korpus ruszył 28 sierpnia w następującym ugrupowaniu:

— 5-a dywizja z Nowosiółek przez Żerniki i Podlodów na Jarczów jako prawa kolumna;

35-a dywizja z Wasylowa południowego przez Szczepiatyn— Tarnoszyn — Zastawie na Machnów, jako lewa kolumna, nieco w schodach na lewo od 3-ej dywizji;

2-a brygada 61-ej dywizji rezerwowej z dwoma bateriami z Lisek w pewnej odległości za 35-ą dywizją, przeznaczona do odwodu korpusu; 242-i pułk piechoty z resztą artylerii wyszedł ze Zdżar, a 241-y pułk z Włodzimierza, oba w ślad za 2-ą brygadą z zamiarem dołączenia się do niej. 7-a dywizja kawalerii, podporządkowana korpusowi, miała w dalszym ciągu wypełniać złożone zadanie dalekiego rozpoznania

na Tomaszów i ubezpieczenia bocznego marszu korpusu od południa. Kawaleria korpuśna w sile 42-go pułku kozaków dońskich doganiała dopiero korpus od strony Włodzimierza. Do południa nie było żadnych wiadomości o przeciwniku;

7-a dywizja kawalerii znalazła rano przeprawę pod Bełzem niezajętą, a lotnicy donieśli o ruchu odwrotowym taborów przeciwnika z rejonu Tomaszowa i Jarczowa na południe. Wczorajszych meldunków kawalerii o obecności przeciwnika kolo Uhnowa dowództwo korpusu nie wykorzystało i w rozkazie na dzień 28 sierpnia uspokoiło swoje dywizje zapewnieniem, że „na południe od linii Ostrów — Krystynopol do linii Mosty Wielkie —

Dobrotwor (17 kim. na wschód od Mostów Wielkich.) nie znaleziono większych sił“ i że w całym obszarze

na południe od linii marszu korpusu spotkano tylko drobne podjazdy przeciwnika.

Najbardziej ku przodowi wysunięta 3-a dywizja zawiązała o pomoc z Tarnoszyna na flankę i tyły 19-ej dywizji austriackiej: na południe od Wierszczycy, została zaatakowana i odrzucona, a później przeciw nacierała, tak, że w ostatecznym rezultacie utrzymała się na linii Podlodów — Ulhówek w bezpośrednim sąsiedztwie

z 7-ą dywizją V korpusu. 55-a dywizja skierowała się na prośbę dowódcy 3-ej dywizji o pomoc z Tarnoszyna na flankę i tyły 19-ej dywizji austriackiej: gdy 137-y pułk piechoty, idący w straży przedniej wszedł w las

na. południe od Tarnoszyna i tam zatrzymał się na odpoczynek, nie przedsięwziąwszy żadnych Śródków ubezpieczenia, ani nie wysławszy zwiadów, został około godziny 13 zaskoczony ogniem, a następnie zaatakowany przez honwedów, idących z południa od Zastawia pułkiem ogarnęła panika, wysiłki dowódców nie zdały

się na nic i o godzinie 15 pułk w popłochu cofnął się na Tarnoszyn, zostawiwszy w rękach przeciwnika 16 dział straży przedniej i straciwszy około 75% .swego stanu. Na prawo, w kierunku Dynisk rozwinął się 140-y pułk piechoty, a dla podtrzymania 137-go pułku, względnie zluzowania go, dowódca dywizji rzucił o 16 godzinie

137-y pułk i w ten sposób główne siły dywizji starały się powstrzymać wyjście przeciwnika z lasu; do wieczora wszystko, zarażone paniką, rzuciło się do odwrotu na Ulhówek, tym więcej, że doszły już wieści o pogromie 2-ej brygady 61-ej dywizji pod Wasylowem południowym, przez co tyły 35-ej, dywizji zostały odsłonięte.

Ostatni 139-y pułk tej dywizji rozwinięty na południe od Szczepiatyna przeciwstawiał się innemu natarciu Austriaków, wychodzącemu z Korczowa i Stajow, ale z nastaniem zmroku i on cofnął się na północ. Odwrót odbywał się pod potężnym ogniem artylerii przeciwnika, a były też wypadki ostrzeliwania piechoty

przez własną artylerię; piechota austriacka nie ścigała, styczność bojowa została z nią zerwana i dzięki temu. zdołała się dywizja zebrać pożną nocą w rejonie na północ od Ulhówka; jej straty w samych zabitych wyniosły 36 oficerów i z górą 1.000 szeregowych oraz 18 dział porzuconych na polu walki. W najbardziej krytycznym momencie boju pod Tarnoszynem brak było dowódcy dywizji, generała Potockiego, który odjechał do Starego Sioła odebrać dowództwo korpusu od generała Jakowlewa; ten ostatni pozbył się go z racji objęcia funkcji dowódcy południowej

grupy korpusów. 2-a brygada 61-ej dywizji z dwiema bateriami szła śladem 35-ej dywizji przez Wasylów południowy także nieubezpieczona, licząc na to. że lewą flankę korpusu osłania 7-a dywizja kawalerii.

Zaskoczona na południe od Wasylowa południowego ogniem artyleryjskim, a w chwilę potem natarciem piechoty grupy generała Rotha, brygada przyjęła walkę z inicjatywy znajdującego się przy niej dowódcy dywizji, ale przygnieciona przemocą i oskrzydlona z lewa zwolna uległa i resztki je j pod wieczór zaczęły

odwrót wprost do Starej Wsi, odległej o 20 kilometrów od miejsca boju. Tymczasem maszerujący w tyle za dywizją 242-i pułk z czterema bateriami dostał się we wsi Hulcze w zasadzkę, którą mu tam urządził 28-y pułk piechoty austriackiej z 5-ej brygady grupy Rotha. 242-i pułk rozleciał się na wszystkie strony, część uciekła do Starego Sioła, część do Żdżar, a tylko półtora batalionu z czterema bateriami zostało w miejscu i wybrawszy sobie stanowiska obronne między wsiami Hulcze i Liwcze postanowiło przeczekać do następnego dnia. Ostatni wreszcie pułk tej dywizji, 241-y, dotarł w marszu z Włodzimierza do Litowiża nad Bugiem i tam został na noc.

Jakkolwiek w boju pod Wasylowem południowym brała udział tylko 2-a brygada, to jednak cała dywizja, jako jednostka bojowa przestała właściwie istnieć wskutek strat i rozsypki. Jej straty w zabitych i rannych wyniosły około 2.500 ludzi, w ręce nieprzyjaciela wpadło 8 dział: jeden z pułków 2-ej brygady, który walczył pod Wasylowem południowym pozbierał tylko 1.000 ludzi, a z 242-go pułku 1-ej brygady, który rozleciał się pod Hulczami, wyłowiono połowę dopiero w pięć dni później, po skończonej bitwie, we Włodzimierzu.

Na skrajnym lewem skrzydle korpusu szła 7-a dywizja kawalerii; wyszedłszy nad ranem z rejonu na północ od Bełza w kierunku Uhnowa miała ona osłaniać bok i tyły korpusu; dywizja ta zaniedbała w zupełności; rozpoznanie na południowym brzegu Sołokiji, zarówno w ciągu poprzednich dni, ja k i podczas marszu dnia 28 sierpnia i tylko z tego powodu możliwe było zupełnie zaskoczenie 35-ej i 61-ej dywizji. Gdy w drodze do Uhnowa otrzymała szereg wiadomości o tym, że pod Bełzem przeszły przez Solokiję znaczne siły przeciwnika wszystkich rodzajów boni, zawróciła w tył i zawiązała z nim walkę pod Wasylowem południowym, ale gdy tylko weszła w bój 2-a brygada 61-ej dywizji, oderwała się od nieprzyjaciela, i nie zawiadomiwszy nawet o tym dowódcę tej dywizji, samowolnie odeszła w tył za plecy piechoty na nocleg do Łykoszyna. W ten sposób odsłoniła tyły 6l-ej i 35-ej dywizji, na które weszła wracająca właśnie z północy 2-a dywizja kawalerii austriackiej, wzniecając nową, nieopisaną panikę w taborach

i oddziałach tyłowych korpusu. Dowództwo korpusu nie umiało utrzymać łączności z dywizjami, ani kierować walką, ani wreszcie zorganizować odwrotu: dywizje odeszły tam, gdzie chciały i w rezultacie położenie korpusu

w nocy z 28 na 29 sierpnia przedstawiało się, jak następuje. 3-a dywizja zatrzymała się ma linii Podlodów — Ulhówek, frontem na południe, 35-a dywizja, która cofnęła się jeszcze dalej z Ulhówka na północ, okopała się na linii Łaszczów — Telatyn frontem na południe za 3-ą dywizją; resztki 2-ej brygady 61-ej brygady 61-ej dywizji znalazły się aż w Starej Wsi, l-a brygada była rozproszona na tyłach, 7-a dywizja kawalerii w Łykoszynie, a dowództwo XVII korpusu w Starej Wsi. Korpus, poniosłszy ciężkie straty, zdezorganizowany i wstrząśnięty

moralnie, cofnął się o jeden dzień marszu na północ; rola jego zmieniła się całkowicie, zamiast okrążyć nieprzyjaciela i wyjść na jego tyły, sam znalazł się w niebezpieczeństwie okrążenia i odsłonił tyły innych korpusów. Przyczyna ciężkiej klęski leżała głownie w niezaradności dowództwa korpusu, w marszu na ślepo, bez wywiadu i ubezpieczenia, co dotyczyło zwłaszcza 35-ej i 61-ej dywizji oraz w bezczynności 7-ej dywizji kawalerii.         

 

 

28 sierpnia P o ł o ż e n i e   II    k o r p u s u ck. 

 

Na skrajnym lewem skrzydle armii dzień minął spokojnie i żadnych wydarzeń bojowych nie było. Wprawdzie rozkaz armii przewidywał na 28 sierpnia osiągnięcie przez II korpus lewego brzegu Łabuńki na odcinku od Zamościa do Wieprza, ale już o godzinie 3.40 nad ranem dowództwo armii doniosło, że sytuacja X korpusu na lewym brzegu Wieprza jest niewyjaśniona, wobec czego korpus winien się sam zabezpieczyć. Dowódca korpusu zarządził, aby 4-a dywizja pozostała w rejonie Siedlisk i Zawady, frontem na północ, ubezpieczała główne siły korpusu w rejonie Zamościa, rozpoznawała w widłach Łabuńki i Wieprza i w kierunku na Stary Zamość, a w tym celu oddał do jej dyspozycji zbędne części szwadronów dywizyjnych 13-ej i 22-ej dywizji. Te dwie ostatnie dywizje miały również pozostać w miejscu i przeprowadzić tylko mniejsze zmiany w rozmieszczeniu czat oraz zakwaterowaniu oddziałow. 4-a dywizja trwała więc przez cały dzień w pogotowiu alarmowym. jedną brygadą w Zawadzie, drugą w Siedliskach z oddziałem wydzielonym na przejściu przez Łabuńkę koło Wysokiego:

z 45-ą dywizją, która miała rozkaz posunąć się w tym dniu na Staw~, nawiązano łączność w Rozłupach, podobnie, jak z 9-ą dywizją kawalerii, zamykającą lukę między II i X korpusem, w Złojcu. Na noc 4-a dywizja została w tym samem ugrupowaniu.

13-a dywizja przesunęła się nieco na północ od Zamościa i wysunęła ubezpieczenie w rejon na północ od Sitańca.

25-a dywizja została w Zamościu i utrzymywała łączność z 10-ą dywizją przez Nową Osadę.

Dowództwo korpusu przeszło z Huty Starej do Zamościa.

Wiadomości o nieprzyjacielu mówiły, że 3-a dywizja grenadierów cofnęła się poprzedniego dnia na Grabowiec, a inne znaczne siły na Izbicę. Ponieważ rozpoznanie kawalerii, wysłanej

27 sierpnia w obu kierunkach, nie mogły tam przeniknąć, wysłano 28 sierpnia oddziały zwiadowcze piechoty. Po obu stronach szosy do Izbicy, na południe od Wierzby stwierdzono budowę umocnień; na wzgórzach koło Skierbieszowa, na północnym stoku potoku Wolicy miały się podobno znajdować znaczniejsze siły,

a w rejonie Grabowca, Cześnik i Komarowa lotnicy odkryli duże siły wszystkich gatunków broni.   

 

 

 

 

 

28 sierpnia był przełomowym dla 5-ej armii rosyjskiej.

Operacje jej miały na celu w myśl dyrektyw dowództwa frontu z dnia 25 sierpnia „zadanie ciosu w bok i tyły nieprzyjaciela, atakującego 4-ą armię. Jak wielkie były nadzieje, pokładane u góry w tej operacji, świadczy rozmowa telefoniczna między dowództwem frontu południowo-zachodniego a Naczelnym Dowództwem w dniu 28 sierpnia, w ciągu której szef sztabu frontu, generał Aleksiejew, w ten sposób informował Stawkę:

„Dnia 29 kwestia Tomaszowa powinna być zlikwidowana: jeśli zgromadzone tam korpusy nieprzyjacielskie poniosą poważną klęskę z rąk trzech korpusów naszej 5-ej armii, klęska ta odbije się na całym froncie armii austriackiej. Tomaszów był punktem oparcia prawego skrzydła całego manewru przeciwnika; unieszkodliwienie sił skoncentrowanych w tym punkcie, dokąd skierowano widocznie posiłki jeszcze 26.VIII, rozwiąże nam odraził ręce i da nam możność skierowania na Zamość przy najmniej dwóch korpusów".

W tym samym czasie, popołudniu 28 sierpnia wypadki przyjęły obrót nieoczekiwany ani w Stawce, ani w dowództwie frontu, ani też w dowództwie 5-ej armii. Z chwilą gdy od południa wynurzyła się, jak z pod ziemi grupa z czterech świeżych dywizji piechoty oraz jednej dywizji kawalerii przeciwnika i rozpoczęła działania w kierunku dobrze dla siebie wybranym, a zupełnie nieoczekiwanym przez Rosjan, plan okrążenia przeciwnika musiał

sam przez się upaść i ustąpić miejsca zagadnieniu kontrakcji przed zarysowującym się już okrążeniem ze strony nieprzyjaciela.

Przeciwwagę nowego manewru nieprzyjaciela powinien stanowić marsz prawego skrzydła 3-ej armii na Mosty Wielkie a więc w kierunku bardzo niebezpiecznym dla niego, jak to był przewidziane w dyrektywach dowództwa frontu z dnia 25 sierpnia; jednakże nieuzasadniona obawa przed „twierdzą' lwowską, istniejącą tylko w imaginacji dowództwa rosyjskiego, przykuwała 3-ą armię przed Lwowem i dawała przeciwnikowi czas

potrzebny do załatwienia się z 5-ą armią. Generał Plehwe. przebywając w Chełmie i zdawszy dowództwo

nad południową grupą korpusów generałowi Jakowlewowi, przejął osobiście kierownictwo nad XXV korpusem wraz z dwiema dywizjami kawalerii prawego skrzydła. Zamiar niesienia pomocy 4-ej armii musiał w tym dniu zarzucić i myśleć raczej o wyciągnięciu swojego prawego skrzydła z krytycznej sytuacji. Zadanie to postanowił rozwiązać w sposób zaczepny, nakazując dnia 28 sierpnia popołudniu, aby XXV korpus natychmiast przeszedł

do natarcia na Zamość odzyskał styczność z przeciwnikiem i odciągnąl go od działań na tyły XIX korpusu, a w 4-ej dywizji kozackiej polecił przesunąć się w rejon Komarowa w celu zapełnienia próżni między obu korpusami. Dowódca XXV korpusu odłożył, jak wiadomo, wykonanie tego rozkazu na dzień następny. Prócz tego generał Plehwe zwrócił się z prośbą do dowódcy 4-ej armii, aby ze względu na widoczne dążenie przeciwnika do przerwania się między obu armiami, rozpoczął ze swej strony energiczne

przeciwnatarcie. Wzajemny stosunek armia zmienił się, bo 5-a armia, nie zdoławszy pomoc skutecznie 4-ej, sama potrzebowała od niej współdziałania; nie doczekała się go, wcale, gdyż przejście do działań zaczepnych w obecnym położeniu nie leżało ani w interesie, ani w możności 4-ej armii.

Dowódca południowej grupy korpusów przejrzał niebezpieczne położenie lewego skrzydła armii i na dzień 29 sierpnia nakazał XIX i V korpusom utrzymać zajęty przez nie front, a częściom XV11 korpusu i 7-ej dywizji kawalerii odrzucić na południowy wschód przeciwnika, zagrażającego tyłom 5-ej armii od strony Bełza i Uhnowa. Rozkaz ten świadczy, że nawet po klęsce nad Sołokiją generał Jakowlew nie zdawał sobie sprawy z siły nieprzyjaciela,

skoro zaczepną część zadania poruczył do wykonania tak słabym, a w dodatku nadszarpniętym siłom własnym.

Dowódca armii nie był zadowolony z takiej decyzji generała Jakowlewa; uważał, że bierne zachowanie się nie ma żadnego uzasadnienia wobec pomyślnego wyniku walk, prowadzonych dotychczas przez XIX i V korpusy i rozkazał, aby dnia 29 sierpnia wszystkie trzy korpusy południowej grupy podjęły znów działania zaczepne i energicznie odrzuciły przeciwnika. I w tym wypadku zwrócił się do 3-ej armii z prośbą, aby przez energiczną

ofensywę, lub przynajmniej manewr kawaleryjski odciążyła jego lewe skrzydło. Poza tym rozporządził kawalerią w ten sposób, że l- a dywizja kozaków dońskich miała kryć nadal lewe skrzydło XXV korpusu. 4-a została skierowana do XIX korpusu; kombinowana dywizja, po dostawieniu do Komarowa transportów zaopatrzenia

miała się skierować na wschodnie skrzydło armii do XVII korpusu dla osłony i wywiadu razem z 7-ą dywizją kawalerii, a świeżo przybyła 5-a dywizja dońska została skierowana do V korpusu.

Sąsiednia 4-a armia cofała się w tym dniu na linię Bełżyce -— Duża — Chmiel (korpus grenadierów), aby na tej linii

wyczekać na przybycie dalszych posiłków i wtedy dopiero przejść do kontrofensywy. 3-a armia osiągnęła w marszu za cofającą się 3-ą armią austriacką linię Kamionka Strumiłowa— Gliniany — Przemyślany — Brzuchowice, mając na skrajnym prawem skrzydle XXI korpus w rejonie Kamionki Strumiłowej a 11-ą dywizję kawalerii w Theodorshofie (15 km. na wschod od Żołkwi.)

28 sierpnia D z i a ł a n i a   IX   k o r p u s u  CK.

Zadaniem IX korpusu na dzień 28 sierpnia było dalsze natarcie i osiągnięcie linii Komarow — Zamość; końcowa sytuacja dnia 27 zastała korpus rozrzucony w kilku grupach i tak: z 10-ej dywizji znajdowała się grupa pułkownika Iwańskiego na wschód od Nowej Osady, grupa generała Reymanna w Ruszowie, Rachodoszczach

i Bożejwoli, z 26-ej dywizii stała jedna grupa 51-ej brygady w Pańkowie, druga w Ruskiem i Hutkowie, a 52-a brygada  w Zielonem i Łuszczaczu. Rozkazem, wydanym jeszcze 27 sierpnia o godzinie 19.20, dowódca korpusu zarządził dalsze posunięcie się, poczynając od prawego skrzydła:

10-ej dywizji do linii Barchaczów włącznie —Nowa Osada wyłącznie,

26-ej dywizji do linii Komarow włącznie—Barchaczów wyłącznie. Obie dywizje miały osiągnąć wymienione

odcinki do godziny 9 i trzymać je bezwarunkowo do chwili spodziewanego na dzień 29 sierpnia dalszego natarcia.

W 10-ej dywizji piechoty brygada pułkownika Iwańskiego (osiem batalionów i cztery baterie) zajęła do godziny 9 wyznaczony dla niej rejon Kalinowce— Jatutów — Pniówek — Wierzba; brygada generała Reymanna miała posunąć się do rejonu Łabuńki— Barchaczów — Łabunie, ale gdy je j wschodnia kolumna przechodziła przez Łabunie, otrzymano meldunek, że lasy na wschód od Barchaczowa są zajęte przez nieprzyjaciela; osiągnięcie

wyznaczonej linii nie odbyłoby się zatem bez walki. Wobec  tego, że sąsiednia 26-a dywizja obrony krajowej była daleko w tyle i jej lewa kolumna osiągnęła w tym momencie, to jest około godziny 8 dopiero Majdan Ruszowski, zatrzymał dowódca dywizji dalsze posuwanie się brygady Reymanna, nakazując jej tylko obsadzić przez piechotę wzgórze na wschód od Łabuń, przygotować w tym rejonie obronę artyleryjską i zabronił odosobnionego natarcia w kierunku lasów na wschód od Barchaczowa, dopóki nie nadejdzie sąsiednia kolumna 26-ej dywizji.

Gdy w ciągu przedpołudnia nadeszły meldunki o obecności przeciwnika w Cześnikach i Majdanie, grupa Iwańskiego wysunęła część sił na wzgórze 243 na północ od Jatutowa, aby bronić dostępu do Zamościa i oddała do dyspozycji dowódcy trzy bataliony w Pniówku i Wierzbie, które stworzyły odwód dywizji za jej prawym skrzydłem. Żadnych działań bojowych brygada pułkownika Iwańskiego w tym dniu nie prowadziła i nie niepokojona

przez przeciwnika została na noc w rejonie Jatutowa i wzgórz na północ od tej wsi.

Brygada generała Reymanna, osadziwszy się w Łabuniach, czekała na podejście lewej kolumny 26-ej dywizji, a gdy ta rozpoczęła natarcie z Łabuńskiej Woli w kierunku Cześnik, generał Reymann odmówił swego współudziału, wskazując na otrzymane zadanie (trzymanie się w Łabuńkach) i na rzekome zagrożenie jego brygady ze strony Cześnik, to jest od północy. Dopiero wówczas, gdy ta kolumna, zupełnie odosobniona, wysunąwszy się naprzód,

została odrzucona i wieczorem cofała się w nieładzie na Łabuńską Wolę, brygada Reymanna udzieliła je j oparcia i ogniem artyleryjskim wstrzymała pościg nieprzyjaciela; piechota udziału w walce nie wzięła, rzekomo z powodu zapadającej ciemności, mimo, że dowódca 10-ej dywizji otrzymał rozkaz korpusu, aby oddał do dyspozycji 26-ej dywizji wszystkie zbędne siły. Ograniczył on się do wysłania jednego batalionu odwodu z Wierzby na wzgórze

na wschód od Łabuń, dokąd ten batalion przybył dopiero o zmroku i nie mógł oczywiście w niczym naprawić położenia. 26-a dywizja obrony lerajowej posuwała się do wyznaczonej linii w trzech grupach:

— 11-y pułk obrony krajowej z czterema bateriami z 51-ej brygady, wychodząc z Pańkowa i obchodząc moczary Wieprza od zachodu przez Majdan — Ruskie i Antonówkę w kierunku Krynic;

— reszta 51-ej brygady (12-y i 30-y pułki obrony krajowej i cztery baterie) z Hutkowa przez Suchowolę na Łabuńską Wolę;

— 52-a brygada z rejonu Zielone — Łuszczacz na Ruskie, a później za 11-ym pułkiem na Antonówkę i Krynice.

Wszystkie grupy wyruszyły pomimo rozkazów stosunkowo późno i do godziny 13 osiągnęły następujące położenie:

— 11-y pułk z artylerią rozwinął się na wzgórzu 337 na zachód od Antonówki do natarcia w kierunku Krynic, gdzie pojawiła się piechota rosyjska na wzgórzach; tuż za nim 52-a brygada, która się właśnie dołączyła;

— 12-y pułk zajął wzgórze 247 na północny wschód od Woli Łabuńskiej i przyjął uszykowanie do natarcia na las, leżący na zachód od Ruszczyzny, a 30-y pułk wychodził właśnie z Woli Łabuńskiej, aby atakować na prawo od 12-go pułku w kierunku Komarowa, prawem skrzydłem po drodze Wola Łabuńska — Komarow.

Nieprzyjaciel trzymał las i wziął pod silny ogień szosę oraz skrzyżowanie dróg w Woli Łabuńskiej.

Natarcie 11-gopuł.kn i 52-ej brygady rozwinęło się pomyślnie i do wieczora osiągnęło linię Majdan Krynicki — Janówka; nieprzyjaciel wycofał się do lasów między Janówka a Księżostanami, a oddziały 52-ej brygady iii 11-go pułku pomieszane ze sobą pozostały na osiągniętej linii, artyleria na stanowiskach w okolicy na południe od Janówki. Łączności ani z 51-ą brygadą na lewo, ani z 39-ą dywizją honwedów na prawo nie zdołano nawiązać.

Tymczasem 51-a brygada rozpoczęła około południa na lewym skrzydle natarcie prowadzone z początku tylko przez 12-y pułk; a gdy ten utknął, rozwinął się do walki na prawo od niego także 30-y pułk; natarcie posuwało się początkowo bez większego oporu w głąb lasu na zachód od Ruszczycy i osiągnęło wschodni skraj lasu; tu jednak zostało wstrzymane gwałtownym ogniem artyleryjskim, po którym Rosjanie o godzinie 17 przeszli do przeciwnatarcia od strony Komarowa i odrzucili brygadę z ciężkimi stratami do stanowisk wyjściowych; lewoskrzydłowy 12-y pułk zdołał się jeszcze utrzymać na wzgórzu 247, a prawoskrzydłowy 30-y pułk, rozbity i zdziesiątkowany, został zatrzymany dopiero na zachód od szosy przez oddziały 10-ej dywizji piechoty; artyleria,

nie mogąc obserwować walki w lesie i bojąc się ostrzeliwania własnych oddziałów, siała bezczynnie na stanowiskach. Dowództwo korpusu przeszło w tym dniu z Suchowoli do Rachodoszczy; o nieprzyjacielu wiedziano z zeznań jeńców, że korpus miał przed sobą 17-ą i 38-ą dywizje rosyjskie z XIX korpusu, który wycofał się wczoraj z pod Tarnawatki, nocował w lasach na południe i zachód od Komarowa, a dzisiaj przeszedł do przeciwnatarcia.

Alarmująca wiadomość, przysłana przez 10-ą dywizję, jakoby o godzinie 13 posuwała się znaczna kolumna nieprzyjacielska z Cześnik na południowy zachód, nie sprawdziła się; była natomiast powodem bezczynnego zachowania się tej dywizji podczas walk popołudniowych 26-ej dywizji. Wskutek załamania się lewego skrzydła

26-ej dywizji i bierności 10-ej dywizji nie powiodło się kombinowane natarcie na Komarow;

wykonała je tylko jedna brygada z pośród trzech wyznaczonych w tym celu dywizji (10-ej, 26-ej i 39-ej honwedów). Dowództwo IX korpusu, które miało główny udział w przeprowadzeniu tego zadania, nie wypełniło go, zaniedbując uzgodnienie działań przede wszystkim swoich dwóch jednostek i poprzestało na wyznaczeniu im odcinków w terenie do osiągnięcia i trzymania Błąd popełniony już wczoraj przy kombinowanym natarciu na Tarnawatkę, powtórzył się tego dnia w bardziej jaskrawej formie i pociągnął za sobą ciężką porażkę jednej brygady.  

 

 

 

28 sierpnia W   d o w o d z t w i e    a r m j i   CK.

Pierwsze meldunki, które otrzymano w dowództwie armii do godziny 7 minut 30 odnosiły się do końcowej sytuacji wczorajszego dnia, ale mówiły już także o krytycznym położeniu i odwrocie prawego skrzydła VI korpusu, wobec czego zaszła konieczność przyspieszenia pomocy ze strony 19-ej dywizji i grupy arcyksięcia; o godzinie 7 minut 40 dowódca armii zarządził, aby 19-a dywizja wkroczyła do bitwy VI korpusu, kierując się na Typin, a nie na Dyniska, zaś grupa arcyksięcia uderzyła lewem skrzydłem przez Ulhówek. Rozkaz ten odniósł skutek tylko w grupie arcyksięcia, który na tej podstawie zmienił pierwotny plan manewru i punkt ciężkości natarcia swych sił umieścił na lewem skrzydle, nakazując prawemu oskrzydlenie od wschodu; do 19-ej dywizji rozkaz dotarł dopiero popołudniu, gdy ta z własnego impulsu skręciła do bitwy przez Jarczów i Jurów na północ. O godzinie 9 dowództwo armii otrzymało depeszę A. O. K., które zakomunikowało swój zamiar odebrania znowu 4-ej armii całej grupy arcyksięcia i podporządkowania jej 3-ej armii, „ponieważ wypadki rozwijają się u niej ciągle niepomyślnie"; wywołało to stanowczy protest dowództwa armii, a pułkownik Soos telefonicznie udzielił z miejsca odpowiedzi niepozbawionej charakterystycznych momentów(Dziennik operacyjny dowództwa 4-ej armii 28.VIII 1914.):

„Rozchodzi się teraz o rozstrzygnięcie bitwy; nasze siły główne 1 -u

i 4-a armie walczą przeciw siłom głównym Rosjan; l-a armia odniosła

już zwycięstwo, a myśmy odrzucili nieprzyjaciela na całej linii, choć

walka była ciężka. Dlatego jest obojętne, co się stanie z 5-ą armią, nawet

gdyby Lwow został stracony, jeżeli tylko główne siły zostaną zwycięskie.

Co się tyczy 4-ej armii, to ręczę(Należy pamiętać, że pułkownik Soos był tylko szefem oddziału operacyjnego

w sztabie armii.) za pomyślny wynik, pod warunkiem,

że grupa arcyksięcia Jozefa Ferdynanda nie zostanie odwołana. Gdyby

się jednak to stało, wówczas l-a i 4-a armie nie będą w stanie wywalczyć

decydującego zwycięstwa, arcyksiążę i tak za późno przyjdzie pod

Lwow".

Na zapytanie, jakie siły ma 4-a armia koło Rawy Ruskiej, wskazał pułkownik Soos na resztki 10-ej dywizji kawalerii i ostatnie cztery bataliony 6-ej brygady marszowej, a na dalsze pytanie, co jest koło Niemirowa, odpowiedział: „mielibyśmy tam 23-ą dywizję honwedów i 97-ą brygadę pospolitego ruszenia, gdyby nam ich nie zabrało Naczelne Dowództwo". Powodem zaniepokojenia Naczelnego Dowództwa była luka, jaka się wytworzyła między wewnętrznymi skrzydłami 3-ej i 4-ej armia, wskutek cofnięcia lewego skrzydła 3-ej armii w pobliże Lwowa i odejścia grupy arcyksięcia ku północy; w kierunku próżni powstałej w ten sposób posuwała się, według otrzymanych meldunków, silna kawaleria przez Mosty Wielkie i silna piechota przez Kamionkę Strumiłowa.

Nie mogąc wyciągnąć związanej już walką grupy arcyksięcia, generał Conrad postanowił przeciwstawić nieprzyjacielowi w rejonie Krechow — Magierów korpus kawalerii, złożony z 11-ej dywizji kawalerii honwedów i 10 ej dywizji kawalerii, odebranej 4-ej armii wraz z czterema batalionami 6-ej brygady marszowej pod dowództwem dowódcy tej brygady, generała Kuczery; prócz tego na południe od Żółkwi zebrało Naczelne Dowództwo i oddało do dyspozycji 3-ej armii trzy brygady piechoty, tworząc tak zwaną grupę generała Daempfa, wszystko to w celu obrony północnego skrzydła 3-ej armii i połączeń tyłowych 4-ej armii.

O tych zarządzeniach 4-a armia dowiedziała się o godzinie 12 minut 30; odebranie i tak już wycofanej dywizji kawalerii oraz paru batalionów marszowych nie osłabiło jej, natomiast energiczne przeciwstawienie się spóźnionym żądaniom A. O. K. uratowało 4-ą armię od klęski, lub przynajmniej od konieczności przerwania

bitwy w dniu następnym. W ciągu popołudnia wpłynęły dalsze, dosyć nieścisłe meldunki o położeniu na froncie; zwłaszcza co do VI korpusu było dowództwo armii mylnie poinformowane, jakoby jego lewemu skrzydłu zagrażało niebezpieczeństwo, co wcale nie miało miejsca. Powodu tych mylnych informacji należy szukać przede wszystkim

w fakcie, że sam dowódca korpusu mało co wiedział o położeniu swoich jednostek, a prócz tego w fatalnej interpretacji jednego meldunku lotniczego (Około południa zrzucił lotnik w pobliżu dowództwa 39-ej dywizji honwedów meldunek o zaobserwowanej sytuacji przeciwnika w rejonie Komarowa; obserwacje jego odnosiły się do godziny 9 i dlatego w meldunku zanotował „Alles um 9 Uhr vorm“, czyli, że wszystko, co w meldunku wyszczególnił, widział o godzinie 9 przedpołudniem. Dowództwo dywizji przesłało ten meldunek

do korpusu, skąd o godzinie 13 minut 50 podano go dowództwu armii w następującym brzmieniu: „Alles um 9 Uhr vorw’.“ — że .wszystko to, co lotnik widział koło Komarowa, rusza o godzinie 9 naprzód. Zniekształcenie jednej

litery spowodowało zupełnie mylną ocenę położenia.) Wiadomości z lewego skrzydła brzmiały pomyślnie; II korpus

trzymał Zamość i nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo z tej strony; IX korpus nie osiągnął trwałego powodzenia i zdawał się mieć przed sobą szczególnie silnego przeciwnika(Według obliczeń biura wywiadowczego znajdowało się przed frontem 4-ej armii pięć korpusów rosyjskich: XXV, XIX, V, XVII i XIII; przypuszczano

mylnie, że przed własnym VI korpusem znajduje się XIII korpus, który w rzeczywistości b y ł w Prusach Wschodnich, przed grupą arcyksięcia V korpus, a XVII miał rzekomo maszerować dopiero od strony Kryłowa. Co się

tyczy XXV i XIX korpusów, to rejony ich działania były dobrze określone.). Za to z prawego

skrzydła wpłynęły do godziny 20 pierwsze meldunki o pomyślnym posuwaniu się 19-ej dywizji i grupy operacyjnej arcyksięcia, ale szczegółów i rozmiarów powodzenia jeszcze nie znano. Łączność między dowództwem armii a korpusami działała źle wskutek wadliwej sieci drutowej, dróg niemożliwych do użycia przez samochody i znacznych odległości(N. p. z Oleszyc, kwatery głównej armii, do Uhnowa, miejsca postoju

Dowództwa grupy operacyjnej arcyksięcia — 60 kilometrów) ; stawiało to dowódcę armii

w tym położeniu, że aby rozkazy na dzień następny mogły dotrzeć do jednostek przed północą, musiał zdobywać się na decyzję w godzinach popołudniowych lub wieczornych, podczas, gdy końcowa

sytuacja dnia była mu wiadoma dopiero nazajutrz rano. W tych warunkach praca dowódcy armii była bardzo utrudniona, skoro pozostawał daleko w tyle za wydarzeniami dnia, a znane sobie położenie

musiał wyprzedzać przewidywaniem. Podobnie i tego dnia dowódca armii musiał się zdobyć na decyzję,

opierając się na tym, czego dowiedział się do wieczora; niemniej była to najdonioślejsza decyzja w całej bitwie —- rzucenia wszystkich sił do natarcia, prowadzenia dalszej operacji bez odwodów i obejścia nieprzyjaciela od północy; jej motywem przewodnim była konsekwentnie rozwijana myśl, powzięta już w chwili zawiązania się bitwy, a zdążająca do zniszczenia przeciwnika przy pomocy manewru okrążającego obu skrzydeł.

„Rozchodzi się teraz o to, aby skupić wszystkie siły do rozstrzygnięcia

bitwy, a zwłaszcza użyć część II korpusu, który miał przed sobą uchodzącego

przeciwnika, do otoczenia tyłów. Z tego biegu myśli wynikła dyspozycja,

otwierająca drogę wielkiemu powodzeniu, aby następnie można                      

było uzyskać dla 4-ej armii swobodę działania w jakimkolwiek innym kierunku".

 Dyspozycja wydana o godzinie 20 minut 10 na dzień następny brzmiała:

„Dnia 29.V III ogólne natarcie.

II korpus — 4-ą d. p. i najniezbędniejszymi częściami 15-ej d. p. ob,

kr. w kierunku na Krasnystaw, siłami głównymi przez Cześniki, uszykowany

w schodach na lewo i w tył, rozpoznając usilnie i ubezpieczając się mocno od północy,

IX korpus w łączności z II korpusem, na południe od Cześnik w kierunku

na Komarow, a około jedną brygadą piechoty na Antonówkę dla

bezpośredniego wsparcia VI korpusu.

\ I korpus z podporządkowanymi mu obecnie 2-ą i 9-ą brygadami

marszowymi, a następnie —

XVII korpus i arcyksiążę Jozef Ferdynand prowadzą natarcie dalej,

ostatni okrążając z prawa oraz rozpoznając i ubezpieczając się od wschodu,

zwłaszcza w kierunku Krylowa.

6-a dywizja kawalerii przejdzie na prawe skrzydło 19-ej cł. p.

i trzyma się w gotowości do pościgu.

Chodzi o rozstrzygnięcie bitwy, dlatego bezwzględnie trzeba rzucić do walki ostatni karabin, jeźdźca i działo.

Dowództwo armii od godziny 10 w Narolu".

Zawrócenie II korpusu z dotychczasowego kierunku północnego pod prostym kątem na zachód było dużym ryzykiem, bo XXV korpus nie był ani zupełnie rozbity, ani ścigany; dlatego zwrócono się do dowódcy 1-ej armii z prośbą o wyznaczenie X korpusowi dalszego kierunku natarcia na Krasnystaw, aby razem z 4-ą dywizją

piechoty osłaniał w ten sposób tyły II korpusu; w tym sensie zapewniono sobie także interwencję Naczelnego Dowództwa. Dyspozycja na dzień 29 sierpnia miała charakter dosyć ogólny, bo dowódca 4-ej armii nie znał dokładnie położenia korpusów, ale już z tego, co w danej chwili wiedział i co zamierzał, wynika charakterystyczna cecha jego dowodzenia: niepowodzenia, nawet poważne, nie mają żadnego wpływu na raz powzięty zamiar, przeciwnie, pobudzają go do dalszych czynów i nowego wytężenia sil. Sąsiednia l-a armia posunęła się W ciągu dnia 29 sierpnia w środku i na prawem skrzydle, osiągając X korpusem linię Staw—Wierzbica — Żółkiewka; grupa operacyjna Kummera przeprawiła się częściowo przez Wisłę pod Józefowem; 9-a dywizja kawalerii przeszła na wschodni brzeg Wieprza koło Deszkowic i posunęła się aż do Łabuńki; wszedłszy w sferę działania 4-ej armii

działała już odtąd na je j korzyść, jakkolwiek była jeszcze podporządkowana

dowództwu 1-ej armii. 3-a armia przegrupowała się, po szeregu walk odwrotowych, na nowej linii obronnej nad Gniła Lipą oraz w obszarze Lwowa, gotując się do stawienia ostatecznego oporu. Ogólne położenie na całym froncie zmieniło się o tyle. że punkt ciężkości uderzenia między Bugiem a Wisłą przesunął się zwolna z 1-ej armii na 4-ą, która wchłonęła w siebie nie tylko grupę arcyksięcia, ale związała swojemu zadaniami także prawoskrzydłowy korpus 1-ej armii. Generał Conrad zezwolił na takie przesunięcie stosunku sił w tym przekonaniu, że cios ku północy powiedzie się, chociaż będzie to tylko epizodem i z dalszego wykorzystania

trzeba będzie zrezygnować; sytuacja w Małopolsce wschodniej zmusiła go do zarzucenia pierwotnej podstawowej

myśli o użyciu także armia prawego skrzydła w kierunku północnym, a nawet kazała mu się liczyć z koniecznością odwołania 4-ej armii na południe dla niesienia pomocy 3-ej armii. Przy tym 8-a armia niemiecka, zajęta obroną Prus Wschodnich i gromieniem Rosjan pod Tannenbergiem, bynajmniej nie myślała o marszu na Siedlce, także generał Conrad musiał się rozstać ze swym planem wojny, pozbawionym obecnie podstaw i celu.                   

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now