Niszczycielski Huragan z 20 maja 1960 roku

Fotografia z kolekcji pana Waldemara Klimaszewskiego. Kolonia Gródek,, gmina Jarczów maj 1960 roku. Na fotografi zniszczenia dokonane przez huragan jaki nawiedził te tereny. W tle dworek w Koloni Gródek ktory został rozebrany niedługo po wykonaniu zdjęcia. Z lewej Władysława Kraczek.

Huragan  który wystąpił 20 maja 1960 na części województwa lubelskiego i podkarpackiego. Spowodował on bardzo poważne straty. Zniszczył wiele budynków, linie energetyczne i telefoniczne, powalił na drogi dużo drzew czego skutkiem było poważnie utrudnienie w komunikacji, oraz spowodowała straty w drzewostanie na obszarze setek hektarów. Są również informacje o ofiarach w ludziach. postaramy sie przytoczyć co udało nam się ustalić na temat tego tragicznego wydarzenia.

Komunikat IMGW -

'Strefa zniszczeń, wyraźnie zaznaczona, ciągnęła się wąskim pasem (najczęściej 100 - 300 m szerokości) od wsi Niechórz, gdzie wystąpiły poważne zniszczenia (wieś położona wzdłuż wąskiej doliny) przez Rzeszów do Tomaszowa. Natężenie zniszczeń nie było jednakowe w całym tym pasie. W jednych miejscowościach zniszczeniu uległy całe wsie, w innych tylko pojedyncze domy. Powalone zostały setki hektarów lasu (Nadl. Ruda Różaniecka - 100 ha). O sile wiatru świadczą powyrywane z ziemi wraz z betonowymi podporami dwa słupy wysokiego napicia. W wielu miejscach widać wyraźne ślady działania trąby powietrznej (skręcone drzewa, efekty ssania itp.)"

 

Tekst zamieszczony na lamach Gazety Wyborczej- http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,6630424,Zdarzylo_sie_20_maja_1960_r__Miami_pod_Rzeszowem.html

 

Józef Parol kończy obiad i wychodzi przed chałupę. Z nadzieją patrzy w niebo. Pierzaste chmurki zdążyły zgęstnieć. Powietrze zrobiło się cięższe, bardziej wilgotne. Może wreszcie popada. Parol, jak reszta gospodarzy wioski Żulice, od paru dni serio boi się o zbiory. W południowo-wschodniej Polsce ziemia jest sucha jak pieprz. Wczoraj w "Dzienniku Telewizyjnym" Wicherek zapowiedział, że ochłodzi się i popada w Warszawie i na Mazowszu, zaś na południowym wschodzie nadal słonecznie i ciepło - ok. 22 stopni. Z każdą godziną robi się bardziej parno. Teraz to się chyba nie rozejdzie po kościach. Będzie padać. Musi padać.

Sekretarz Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie Franciszek Kiełbicki o pierwszej wychodzi z pracy do domu. O drugiej kończy obiad - jeszcze herbata i trzeba wracać do biura. Nagle robi się ciemno jak w środku nocy. Ki diabeł? Sekretarz Kiełbicki po omacku zbliża się do ściany i przekręca kontakt. Ale żarówki żyrandola nie zapalają się. Inne lampy też nie działają. Kiełbicki podchodzi do okna. Nie rozumie nic z tego, co dzieje się za szybą. Widzi ciemność. Po południu? W mieszkaniu narasta jednostajny, niski dźwięk. Ni to szum, ni to buczenie. Kiełbicki rozpoznaje w tym szumie brzęk tłuczonych szyb. Oczy przyzwyczajają się do ciemności. Sekretarz widzi za oknem coś w rodzaju gęstej ciemnej mgły. W tej mgle przerażeni przechodnie zamierają w dziwnych pozach. Inni, przeciwnie, w panice uciekają do najbliższych bram. Ściemnia się błyskawicznie. Nieliczne samochody zatrzymują się na jezdni. Za szybą fruwają potężne konary drzew, przelatują ławice dachówek. Od czasu do czasu przeleci potężny kawał jasnego gzymsu. Rozpada się szyba, odłamki szkła fruwają po mieszkaniu.

Nieoczekiwane ciemności spowodowały gęste ołowiane chmury, które nie wiadomo skąd nagle napłynęły nad Rzeszów i zawisły złowróżbnym wałem tuż nad dachami. W chwilę potem - huragan. Wichura wieje z prędkością 35 metrów na sekundę, zrywa całe połacie dachów. Chodniki i jezdnie są zasypywane odłamkami dachówek. Już pierwsze uderzenie łamie drzewa wzdłuż ulic. 

W dzielnicy Staromieście (dzielnica Rzeszowa) trzeszczy wieża kościelna. Po chwili bezgłośnie wali się w gruzy - wichura zagłusza huk rozsypujących się murów. Wali się wykańczany nowy budynek mieszkalny. Robotnicy wyciągają spod gruzów trzech ciężko rannych instalatorów.

Nad Żulicami błyskawicznie robi się ciemno. Józef Parol przerażony patrzy, jak niebo szczelnie zasnuwają ołowiane chmury. Chmury nagle obniżają się, dotykają niemal kominów chałup. Co rusz ciemności rozświetlają błyskawice. 
Rodzina innego gospodarza z Żulic, Siemiona Juszka, pośpiesznie ucieka z pola do domu. Nowy dom jest dumą Juszków - pobudowali się nowocześnie, z pustaków. Potworne uderzenie huraganu zamienia dom w kupę gruzów. Ginie 12-letni Zbigniew, jego dwaj bracia są ciężko ranni.

W domu Edwarda Wróbla są tylko kobiety. Gdy robi się ciemno, wszystkie razem przytulają się w kącie. Głośno się modlą. Po pierwszym, straszliwym uderzeniu huraganu Stefania Wróbel wstaje i podchodzi do szafki. Chce wyjąć i zapalić gromnicę. Wtedy pękają ściany domu. Dach rozstępuje się jak otwierane przez dziecko kartonowe pudełko. Spada belka stropowa. Łamie rękę Stefanii Wróbel, rani jej córkę Danutę.

Po 20 minutach w Żulicach zapada nagle cisza, wiszący tuż nad wsią sufit czarnych chmur znika, błyska słońce. Ta cisza i jasność są równie przerażające jak wcześniejsze ciemności i nawałnica. Mieszkańcy wychodzą z domów. Wieś wygląda jak po bombardowaniu. Większość domów straszliwa siła wprasowała w grunt. Gospodarze odnajdują swoje sprzęty rolnicze nawet 200 metrów poza obejściami. Józef Parol nie może się nadziwić, jak osobliwie dął huragan. Ze stodoły została tylko kupa desek pokrytych resztkami papy.

Wieś Żulice. Ruiny stodoły Józefa Parola (Fot. S. Klimaszewski/Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Nie tylko w Żulicach objawia się dziwna wybiórczość huraganu. Potrafi on miażdżyć wszystko na swojej drodze, podczas gdy kilkanaście metrów obok rozpadających się domów i wyrywanych drzew panuje zupełny spokój. W zabytkowym parku w Łańcucie wichura kładzie pokotem dziesiątki cennych drzew, ale oszczędza zabytkowy zamek. We wsi Michałów w czasie wichury piorun uderza w stodołę. Mimo że z niskich chmur leje straszliwie, wichura rozjarza ogień. W parę minut po stodole pozostaje tylko kupka rozmytego popiołu.

W Machnowie huragan wywraca kiosk. Przerażony sprzedawca odbywa w toczonym przez wichurę kiosku podróż na skraj wsi.

W Niechobrzu i Racławówku oniemiali chłopi patrzą na potężne trąby powietrzne. Wokół zwisających z nieba ciemnych lejów wirują kawałki dachów, gałęzie, drobne sprzęty gospodarskie. W PGR Liwcze trąba powietrzna porywa z pastwiska 30 owiec. Zabite zwierzęta porozrzucane są ponad sto metrów za pastwiskiem. 

We wsi Gorliczyna w powiecie przeworskim wichura łamie przydrożne drzewa. Za jednym z nich szuka schronienia mieszkaniec wsi. Ginie od uderzenia złamanym jak zapałka pniem.

Huragan zaskakuje w ruchu pociąg między Dynowem i Przeworskiem. Maszynista nie przejmuje się ciemnościami i wichurą. Jedzie dalej. To błąd. Huragan przewraca ostatnie pięć wagonów. Ginie ośmioletnia dziewczynka, 20 pasażerów jest rannych.

Pod Rzeszowem wichura zrywa dach z wagonu pociągu osobowego. Struchleli pasażerowie siedzą w strugach gwałtownego deszczu. Jakimś cudem nikt nie został poważnie poraniony.

Największych zniszczeń dokonuje huragan w miejscowości Uhlówek. Niemal 300 domów idzie w gruzy. Pod uderzeniami wichury zawalają się budynki szkoły, prezydium Gminnej Rady Narodowej i magazyn Gminnej Spółdzielni.

W Rzeszowie władze miejskie usiłują wezwać pomoc z Warszawy. Bezskutecznie. Zerwane są wszelkie połączenia telefoniczne i linie energetyczne. Karetki z trudem, powoli, krążą po ulicach zasłanych odłamkami dachówek i tynków. 

Wieczorem z rzeszowskiego garnizonu wyjeżdżają pododdziały żołnierzy z wojskowymi namiotami i kuchniami polowymi. Mają jak najprędzej dotrzeć do najbardziej zniszczonych wsi, rozbić namioty, nakarmić kartoflanką i przenocować bezdomnych.

O północy w części mieszkań w Rzeszowie zapala się światło. Kolejarze i żołnierze odblokowują zatarasowane pniami tory kolejowe do Przeworska. O podniesieniu przewróconych przez huragan wagonów na razie nie ma mowy. Z Warszawy napływają do miasta oficjele partyjni i wojskowi. Nowym helikopterem przylatuje szef wojsk inżynieryjnych KBW płk Szegidewicz.

Nad ranem gotowy jest wstępny bilans strat. Zginęły 3 osoby, 77 jest rannych. Straty materialne są ogromne. W województwie lubelskim huragan zniszczył 1150 domów, w rzeszowskim - niemal drugie tyle. Straty materialne są astronomiczne, zapewne sięgną ćwierci miliarda złotych.

 

Fragment monografii lubyckiej szkoły

Zdzisław Pizun, Szkoła Podstawowa im. gen. Nikodema Sulika w Lubyczy Królewskiej, Lubycza Królewska 1997, str. 22.

 

20 maja 1960 r. nad Lubyczą przeszedł potężny huragan. Z budynku szkolnego zerwany zastał dach wraz z całym wiązaniem i kominem. Po tygodniu ulewnych deszczy, przerwane zostały zajęcia szkolne. W ciągu trzech dni, po interwencji dziennikarza Polskiego Radia, postawiono nowy dach. Przy okazji otynkowano budynek szkolny, wybudowano budynek gospodarczy i szkolne ubikacje, które istnieją do dziś.

 

Na stronie http://www.parafia-jozef.rzeszow.opoka.org.pl/historia.html czytamy-

20 maja 1960 roku przeszedł nad Staromieściem huragan. Trwał tylko 12 minut, ale straty wyrządził wielkie. Huragan zerwał nie tylko wieżę kościoła, ale i zniszczył dach, sklepienie, organy, polichromię, nie mówiąc o witrażach. "Kiedy wierni patrzyli na ruinę świątyni, to u wielu widziałem łzy" - wspomina ks. prałat Stanisław Folta.
 

 Na stronie http://forum.lowcyburz.pl/viewtopic.php?p=32085&sid=95a1d628c5ee2ca243881b86ad0d0326

dodatkowo takie opisy- 

W Niechobrzu i Racławówku oniemiali chłopi patrzą na potężne trąby powietrzne. Wokół zwisających z nieba ciemnych lejów wirują kawałki dachów, gałęzie, drobne sprzęty gospodarskie. W PGR Liwcze trąba powietrzna porywa z pastwiska 30 owiec. Zabite zwierzęta porozrzucane są ponad sto metrów za pastwiskiem.

Początek lat sześćdziesiątych nie był łaskawy dla mieszkańców Niechobrza. W dniu 20 maja 1960r. przez wieś przeszedł huragan, który spowodował wiele zniszczeń. Prawie każdy mieszkaniec Niechobrza został poszkodowany. W ciągu zaledwie pięciu minut doszczętnie zostało zniszczonych 14 budynków mieszkalnych, a 146 poważnie uszkodzonych. Sile wiatru nie oparły się też stajnie, stodoły i obory. Został również zerwany dach na części remizy strażackiej. Strażacy po usunięciu szkód w swoich gospodarstwach przystąpili do naprawy dachu remiz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowiny Rzeszowskie – nr 121 z 1960 roku

 

Szeroka pomoc dla ofiar huraganu 

Huragan przeszedł przez teren ośmiu powiatów naszego województwa. Najbardziej ucierpiały: rzeszowski, przeworski, łańcucki W czasie huraganu straciło życie 3 osoby, 77 zostało stało rannych. 20 osób przebywa w szpitalach - życiu ich

nie zagraża niebezpieczeństwo. Poważnym zniszczeniom ulęgło około 1000 budynków mieszkalnych, gospodarczych, socjalno-kulturowych. Straty oblicza sie na około 30 milionów złotych. Duże szkody wyrządzone zostały przez grad i burzę w zasiewach i drzewostanie, zarówno w sadach jak i lasach, oraz parkach. Poważnym uszkodzeniom uległa sieć elektryczna i telefoniczna.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowiny Rzeszowskie – nr 122 z 1960 roku

 

Skutki huraganu  w południowo wschodniej Lubelszczyźnie

LUBLIN

Obliczone  juz rozmiary zniszczeń jakie spowodował huragan   południowo- wschodniej

części Lubelszczyzny  Są one dużo większe niż zakładano  pierwotnie. Całkowitemu lub częściowemu zniszczeniu uległo ponad 1.150 budynków w tym większość budynków gospodarczych. Straty szacuje sie łącznie na 15 milionów złotych.  W czasie huraganu jedna osoba poniosła a kilka odniosło poważne obrażenia. Najdotkliwiej ucierpiał graniczący z  woj. rzeszowskim powiat Tomaszów Lubelski.

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now