Czwarty Pułku Strzelców Armii Generała Hallera

100 lat temu, 4 czerwca 1917 r., prezydent Francji Raymond Poincare podpisał dekret o utworzeniu Armii Polskiej we Francji, którą od października następnego roku dowodził gen. Józef Haller. W 1919 r. 70 tys. Armia Hallera – zwana od koloru mundurów Błękitną Armią - powróciła do Polski, gdzie weszła do struktur odradzającego się Wojska Polskiego.

Spora część tej utworzonej armii, przęsła swój chrzest bojowy w naszym regionie w czasie wojny polsko-ukraińskiej w 1919 roku, a następnie polsko-bolszewickiej. Formowanie polskich jednostek we Francji rozpoczął się już w sierpniu 1914 roku, jednak pierwsza inicjatywa zakończyła się klęską. Do roku 1917, pomimo wysiłków polskich środowisk niepodległościowych, inicjatywa utworzenia Armii Polskiej na Zachodzie napotykała jednak trudności. We Francji liczono się z negatywnym stanowiskiem Rosji. Stany Zjednoczone zaś jako państwo neutralne nie chciało się angażować w żadne inicjatywy werbunkowe.

 

Sytuacja zmieniła się wiosną 1917 r. po rewolucji lutowej w Rosji. W czerwcu tego roku powołano Misję Wojskową Francusko-Polską, która czuwała nad prawidłowym przebiegiem organizacji armii.

 

W liście do prezydenta Francji Raymonda Poincarego z czerwca 1917 r. minister wojny Paul Painleve i minister spraw zagranicznych Alexandre Ribot pisali o konieczności dania Polakom możliwości walki pod własnym sztandarem. "Francja powinna wziąć sobie za punkt honoru współdziałanie w tworzeniu i rozwoju przyszłej armii polskiej - pokrewność ducha naszych narodów i przyjaźń, jakiej Polacy zawsze dawali dowody naszemu krajowi, stanowią dla nas moralny obowiązek przyczynienia się do tego wzniosłego i chwalebnego dzieła" - uzasadniali.

 

W związku z przychylnym stanowiskiem francuskich polityków oraz wskutek zabiegów środowisk polskich prezydent Poincare wydał dekret o powołaniu Armii Polskiej we Francji 4 czerwca 1917 r.

 

Armia Polska we Francji miała podlegać francuskiemu dowództwu (jako strukturalna część armii francuskiej), choć posiadała m.in. własny sztandar. Za wyposażenie i uzbrojenie armii odpowiadał francuski rząd. Jej pierwszym dowódcą był gen. Archinard.

 

W grudniu do Francji dotarła pierwsza duża grupa ochotników zza oceanu, a już 10 stycznia 1918 r. 1. pułk strzelców rozpoczął formalne istnienie. Wiosną tego roku rozpoczęto formowanie kolejnych pułków. W czerwcu utworzono 1. Dywizję Strzelców Polskich.

 

4 października 1918 r. na czele armii stanął gen. Józef Haller, przybyły do Francji z Rosji. Jego zastępcą był gen. Józef Zając. Dwa dni później gen. Haller złożył uroczystą przysięgę na wojskowy sztandar.

 

Po I wojnie światowej liczebność wojska znacznie zwiększyła się w związku z wstąpieniem do niego jeńców z obozów włoskich.

 

Zorganizowana we Francji armia liczyła ogółem ok. 70 tys. żołnierzy. Składała się z dwóch korpusów, a każdy z nich z dwóch dywizji. W skład armii wchodziły ponadto: dywizja instrukcyjna, pułk czołgów (liczący 120 czołgów Renault M-117), siedem eskadr lotniczych (98 samolotów) i oddziały tyłowe. Rozkazom gen. Hallera podlegały także dwie dywizje z Rosji: 4. Dywizja gen. Lucjana Żeligowskiego i 5. Dywizja Syberyjska mjr. Waleriana Czumy.

 

W działaniach bojowych podczas I wojny światowej uczestniczył tylko 1 pułk, który walczył pod Reims i Saint-Hilaire-le-Grand. Cała 1. Dywizja była przewidziana do zajęcia Saarbruecken w listopadzie 1918 r.

 

Na datę rozpoczęcia akcji wyznaczono wieczór 11 listopada. Kilka godzin wcześniej skończyła się I wojna światowa.

 

W połowie 1919 r. oddziały Armii Hallera przybyły do kraju, gdzie odegrały znaczącą rolę na frontach wojny polsko-ukraińskiej i polsko-bolszewickiej. Rozformowanie armii nastąpiło 1 września 1919 r. Tego dnia Hallerczyków wcielono do struktur Wojska Polskiego.

W dalszej części (poniżej) skupimy się na Czwartym Pułku Strzelców Armii Generała Hallera, który walczył w naszym rejonie.

Kontynuacja....

Jednym z utworzonych pułków stanowił Czwarty Pułk Strzelców, który przeniesiono w nasz region. 

   11-go lutego przywitał podpułk. Kozłowski, już zupełnie zorganizowany pułk czwarty, niniejszym rozkazem;

 »Witam Was w szystkich jak najserdeczniej jako dobrych żoł­nierzy i gorących patryotów, dążących z całych sił, z całego serca, aby nasza Ojczyzna jak najprędzej odżyła wielka, wolna, zupełnie cała, niepodległa, w ładzie i porządku, by wygoiwszy krwawe rany i smutki, zupełnie była szczęśliwa w zgodzie, w przyjaźni braterskiej z ludami Polsce pobratymczymi i sprzyjającymi. Dumny i szczęśliwy jestem, iż dowództw o nad Wami jest mi powierzone. Bo wiem, że liczyć mogę na Waszą chęć i ochotę pełną, na Waszego ducha, na Wasze oddanie się jak najzupełniejsze, nigdy nie ustające, dla świętej spraw y naszego Wojska i naszej Ojczyzny. Oficerowie i Strzelcy! Jestem przekonany, że dzięki Waszej gorącej współpracy, w jak najbliższym czasie nasz pułk czwarty strzelców polskich stanie wspaniały, praw dziw ie polski, że zawsze przyczyniać się będzie do coraz większej chwały Wojska Polskiego, przez co okaże się godnym zaszczytu pod znakiem i nazw ą naszego sławnego przodka bohatera, wielkiego patryoty, chwałą okrytego generała Dąbrowskiego. Rodacy! Wolno nam teraz wszędzie wesoło i już bez żadnej bojaźni głośno wołać i śpiewać: Niech żyje Polska! A pamiętajmy, że do tego nam pomogli krwią swą wspaniałomyślni przyjaciele nasi i bracia, zawsze nam wierni Francuzi, na których ziemi bohaterskiej żyjemy i szeregi nasze zbieramy. Więc z wdzięcznością z całego serca naszego polskiego zawołajmy: Niech żyje Francja!"

18-go lutego 1919 wyruszył Pułk Czwarty wraz z 5-tym do sąsiedniego departamentu Vosges. Gdzie odwiedził ich generał Haller i gdzie poznali pierwsze wytyczne. 

1-go marca objął dowództw o czwartego pułku p. pułkownik Mercier z francuskiej armii, wielki miłośnik Polski, który w podeszłym wieku nie uląkł się trudności języka polskiego, ale z młodzieńczym zapałem uczy go się wraz z innymi oficerami francuskimi, aby się stać o tyle pożyteczniejszym dla Armii polskiej.

23-go kwietnia pułk konwojując przy okazji pociągi z amunicją wyrusza do Polski. Podróż przez południowe Prusy tj. przez Koblencję, Halle, Cottbus, Głogowę, Leszno odbyła się nadspodziewanie spokojnie, bez żadnej przykrości ze strony Prusaków. Na wszystkich stacjach Poznańskiego, Kongresówki i Galicji witano ich bardzo serdecznie. Następnie pułk przez Rawę Ruską dociera Zamościa i Hrubieszowa.

9-go maja wieczorem wyruszył sztab pułku 4-go wraz z dwoma batalionami, (bo 3-ci jeszcze nie przyjechał do Polski) z Hrubieszowa przez Rawę Ruską do Bełza, trzymanego z trudem, pomimo ataków z trzech stron przez jedną kompanię Wojsk Polskich. Dojechawszy do Uhnowa w sobotę, 10-go maja po południu, trzeba było się zatrzymać, bo tory kolejowe do Bełza pilnie strzeżone przez nieprzyjaciela. W nocy jednak pod przewodnictwem »Pancerki« Wojsk Polskich dotarli niezauważeni do Bełza. Nieprzyjaciel dowiedziawszy się o obecności 4 pułku w Bełzie, wznowił następnej nocy bombardowanie miasta pociskami armatnimi. Jeden z pocisków eksplodował w szopie, gdzie stały konie kompani pomocniczej, zabił 4 konie i lekko zranił 6 szeregowców . Następy ostrzał nie wyrządziło żadnej szkody 4-mu pułkowi. Niebawem do Bełza przybyła artyleria i kilku wystrzałami rzuciła postrach na nieprzyjaciela który się wycofał, pozwoliło to na wymarsz w rejony dotąd zajęte przez Ukraińców. O 3-ej rano 14-go maja w stronę Żużla, Żabcze, Ostrowa, do Krystynopola. Taka ilość wypoczętego dobrze uzbrojonego wojska wzbudził niesamowity popłoch wśród  przemęczonych Ukraińców.  Jeszcze kilka dni temu obawiano zastanawiano się nad oddaniem Bełza,  obecnie w jeden dzień zajęto  Krystynopol a tym samym zabezpieczono drogę kolejową z Bełza do Sokala, bez strat. Jedynie jeden strzelec przez nieostrożność sam się zranił, a pięciu było lekko rannych. Do niewoli wzięto sporo jeńców. Raport pułkownika Merciera z dnia 14 maja brzmiał: "Naszą misją było zaatakować Ukraińców w kierunku południowowschodnim w łączności z grupą Minkiewicza, później Iwaszkiewicza po prawej, a z 1-szą dyw. armji gen. Hallera po lewej stronie. Grupa A, do której należały dwa bataliony 4-go p. strzelców, miała polecone zająć jak najprędzej Krystynopol, a potem Mosty-Wielkie. 4-ty pułk już w Bełzie bardzo wysunięty naprzód, bo na północ, wschód i południe otoczony armatami i maszynami karabinowemi nieprzyjaciela, postępując ku rzece Bug, wbijał jakoby klin w zastępy nieprzyjacielskie o ile strona północna i południowa nie były dosyć prędko oczyszczone przez grupy sąsiednie. Pomimo to, w dniu 14-go maja zajął 4-ty pułk wioski Żużel, Żabcze, O strów i o 16 godz. wkroczył do Krystynopola, opóźniony przez artylerję, która stale dawała na siebie czekać. Tego dokonał pułkownik Mercier, komendant batalionu przedniej straży, z pomocą dwóch kompanji z reszty grupy przydanych mu przez komendanta Infanterji Dywizyjnej. Z powodu pospiechu z jakim dokonano tej operacji, okupowanie Krystynopola (miasteczka rozległego, do którego przylegały ze wschodu chałupy Kłusowa, pozostające w łączności z nieprzyjacielem z praw ego brzegu Bugu), było połączone z niebezpieczeństwem. To też p. podpułkownik Kozłowski wyruszył na wywiady i skonstatował, że na południowy-zachód od miasta były okopy nieprzyjacielskie obwarowane drutami kolczastymi, okupowane przez rzadkie linie piechoty z kulomiotami. W okolicy Parchacza nieprzyjaciel atakował ciężką i polną artylerją rozstawioną w Wolswin i Bendiucha. Podczas nocy utrzymano te trzy sektory dokoła miasteczka, i strzeżono zachodniego końca mostu przez Bug. Ale Ukraińcy, podminowawszy most poprzednio, zdołali go w nocy wysadzić z prawego brzegu za pomocą drutu elektrycznego. Następnego dnia podczas wywiadów podpułkownika Kozłowskiego w Kłusowie nieprzyjaciel z prawego brzegu Bugu, zastrzelił konia pod jednym z naszych szwoleżerów."

Ciąg dalszy poniżej...
 

Z nie do końca jasnych przyczyn pułkowi kazano pozostać w Krystynopolu do 17 maja, gdy to wieczorem 1-a kompania strzegąca sektora południowego w Nowym Dworze, otrzymała rozkaz wyruszenia tejże nocy do Parchacza, wioski leżącej 6 kim. na południe od Krystynopola, nad brzegiem rzeczki Rat. Do pomocy otrzymała 1-sza kompania jedną sekcję 2-giej kompani kartaczownic. O drugiej w nocy wyruszyła do Parchacza; przybyła o 4-tej i dowiedziała się od mieszkańców, że nieprzyjaciel wycofał się dnia poprzedniego na drugą stronę rzeczki Raty. Zabezpieczywszy się od południa karabinami maszynowymi, kompania pospieszyła do mostu, który właśnie się spalił. Bez wahania podporucznik Biskup wskoczył do rzeczki, żeby się przedostać na drugą stronę; kilku żołnierzy podążyło za nim. Choć woda sięgała do szyi, przebrnęli szczęśliwie, aby być przednią strażą, podczas gdy reszta kompani sporządziła naprędce mostek, przez który przeniosła broń i naboje, a muły z próżnymi wózkami przeprowadziła w bród przez rzeczkę. Pochód naprzód trwał bez wytchnienia, chodziło bowiem o możliwe uratowanie mostu przez Bug do Horodyszczy, o którym dowiedział się Kapitan Liwacz od pewnego chłopca. Gdy doszli do torów około 400 metrów na zachód od Horodyszczy, nieprzyjaciel z prawego brzegu Bugu zaatakował z trzech kartaczownic. Ale wobec ich złego celowania nasi z bagnetem w ręku zdołali podchodzić wzdłuż torów. Nagle ich kartaczownice ucichły, bo nasza przednia straż składająca się z ochotników sierżanta Zaniatowskiego Ignacego, kaprala Sikorskiego Wacława i 6 strzelców: Urbanowicza Zenona, Likowskiego Alojzego, Skotnicy Antoniego, Domagały Edwarda, Kmiecińskiego Michała i Ptaszka Stefana, podeszła ich z boku, i przypadłszy do m ostu wypłoszyła nieprzyjaciela ogniem karabinu maszynowego. W popłochu nieprzyjaciel uciekł zostawiając trzy mitraliery i nie zdoławszy zapalić m ostu, choć wszystko już było przygotowane: do każdego słupa przywiązane petardy złączone prochowym sznurkiem, suche gałęzie i słoma na moście czekały tylko jednej zapałki. Sekcja nieprzyjacielska, która miała polecone zniszczyć most, czmychnęła do przyległego lasku, gdzie większa załoga około 200 ludzi ich oczekiwała, żeby dać ognia do naszej kompani. Ale nasi skorzystali z okopów przy m oście i ustawiwszy jedną kartaczownicę i karabiny maszynowe, odpowiedzieli tak skutecznie, że nieprzyjaciel prędko ucichł. Kompania zajęła Horodyszcze, ustawiwszy jedną sekcję wraz z jedną kartaczownicą na południe, jedną na północny-w schód, jedną przy moście prowadzącym przez Bug i jedną w rezerwie, która pełniła straż przy drodze żelaznej 400 m. na zachód od Horodyszczy

Tymczasem porucznik Dziuliński kierował pracą intensywną przy zbudowaniu mostu przez Ratę, aby nie tylko ludzie ale i wozy całego 4-go pułku oraz artyleria polna, mogły się przedostać przez Ratę do Horodyszczy. Tegoż dnia przybyła jedna kompania strzelców i komp. kartaczownic 1-go bat., aby wzmocnić załogę Parchacza i Horodyszczy. Wyszukano dwa miejsca do przepraw y przez Bug, jedno w Kłusowie, drugie na południowo-wschód od Krystynopola. Przygotowano dwa tramy, a inżynieria naprawiła most z Krystynopola przez Bug o tyle że piechota mogła przejść. W marszu przez Bug do drogi żelaznej Stojanów-Radziechów, Chołojów 4-ty pułk utworzył prawą kolumnę, miał polecone atakować Wolswin jeżeliby jeszcze był przez nieprzyjaciela zajęty, potem iść na Pawłów i Chołojów . Ta kolumna rozdzieliła się na dwie: kolumnę południową pod komendą pułkownika Mercier, Komendanta 4-go pułku, składająca się z dwóch batalionów piechoty, jednej sekcji inżynierii, dwóch baterii artylerii polnej, z podpułkownikiem Kozłowskim na czele przedniej straży, idącej na Wolswin, Pawłów, Chołojów i z kolumny północnej pod komendą majora Fliecx komendanta 1-go batalionu z taborami, idącą przez Podziemierz, Korczyn, Witków Nowy, do Pawłowa, Chołojowa. Obie kolumny miały się starać o łączność z lewej strony z 5-tym pułkiem, który tworzył kolumnę środkową i z prawej z grupą Merac w kierunku Dobrotworu. Następnie jednostka w szybkim tempie  rozpoczęła marsz w kierunku Lwowa i Buska. Triumfalny kilkudniowy marsz wypoczętych dobrze uzbrojonych wojsk zatrzymały rozkazy i ustalenia dowództwa francusko- amerykańskiego (wojska te jeszcze nie podlegały pod dowództwo polskie), który nakazał odwrót i pozostawienie bez wsparcia słabych jednostek WP, skutkowało to  powolnym odzyskiwaniem terenów przez Ukraińców. 

Po odwrocie w kierunku Lwowa nastąpiło kolejne rozczarowanie, polskie władze nic nie wiedziały o bohaterskich poczynaniach 4 Pułku, gdyż umiejętnie pomijano ich dokonania we wszystkich raportach, było to wręcz zaskoczeniem dla walczących, szczególnie Francuzów. 

      My w Lotaryngji, tułacze z Ojczyzny,

Utworzyliśmy nowy Czwarty pułk,

By bronić naszych cnych ojców spuścizny,

Pospieszyliśmy przez Prusy nad Bug.

Jednością silny, mocą Bożą wsparty,

Zwyciężał wszędzie nasz nowy Pułk Czwarty.

 

 Przez Bełz i Ostrów do Krystynopola

Przez Horodyszcze, Grabów , Toporów ,

I Jabłonówkę, Adamy, Busk,

przegnał Złych hajdamaków,

potem „Zwrot“ na Lwów .

Czwartak uwolnił mieszkańców wzdłuż Buga

Od okrutników, i puścił do pługa

 

Następnie we wrześniu 1919 czwartacy weszli w skład WP,  jako 46-ty pułk p. Strzelców Kresowych.

   Ostatnia wspólna »zbiórka« zorganizowana była w Pucku, na zaślubinach generała Józefa Hallera z morzem Bałtyckim-Polskim, gdzie delegacje pułków ze sztandarami, tworzyły jakoby straż honorową tego ulubieńca narodu, który w imieniu własnym i każdego Polaka ślubował Swej Oblubienicy Morzu Polskiemu »a iż Cię nie opuszczę aż do końca świata«.Msze celebrował kapelan 4 go pułku, ksiądz Z. Rydlewski

Opracowano na podstawie interia.pl- http://nowahistoria.interia.pl/aktualnosci/news-100-lat-temu-powstala-blekitna-armia-generala-hallera,nId,2401976 oraz Pamiętnik Czwartego Pułku Strzelców Armji Generała Hallera (1918-1922)

   

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now